Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 maja 2015

Kuchenne fantazje z kalafiorem w tle, czyli jak go przerobić na ryż i sałatkę "HIT TEGO LATA!"

Zawsze powtarzam, że w kuchni nie przepis, a wyobraźnia liczy się najbardziej. Uwielbiam eksperymentować , uwielbiam wymyślać nowe potrawy. Całkiem niedawno natknęłam się na fajny przepis, jak przerobić kalafior na ryż lub kuskus i aż mi się żarówka nad głowa niemal przepaliła, jak sobie pomyślałam, na co jeszcze można ten kalafior przerobić idąc tym tropem.
Sezon an kalafiora właśnie się zaczyna i dzięki niemu możemy urozmaicić nasza dietę o wiele smacznych potraw.Dodawać nie muszę, że to warzywo bardzo niskokaloryczne, ale niesamowicie zdrowe, dostarczy nam sporo wapnia, żelaza i potasu. Naukowcy twierdzą, że dzięki substancji sulforafan zapobiega niektórym nowotworom i spowalnia proces starzenia.
Chyba bardziej zachęcać nie trzeba, aby przy najbliższej okazji kupić z dwie główki kalafiora, prawda? 

Zapraszam na pierwszy przepis, czyli jak przerobić kalafiora na ryż. DO tego dzielę się z wami przepisem na pysznego jogurtowego kurczaka. Nie ważne, czy liczycie kalorie, czy też nie , musisz wypróbować tej marynaty. Zdradzę  wam też przepis na moją ulubioną sałatkę do obiadu.

Jogurtowo- czosnkowe piersi z kurczaka z ryżem kalafiorowymi i sałatką z pomidorów w zalewie balsamicznej.





Składniki ( 1 porcja)


1 pierś z kurczaka ( 150 g) - 150 kcal

1/2 średniego kalafiora - 80 kcal
150 g pomidorów koktajlowych - 20 kcal
1/2 czerwonej cebuli - 10 kcal
świeża bazylia
zielona pietruszka - 5 kcal

1 łyżka oliwy - 80 kcal
1 łyżka jogurtu - 10 kcal
1 łyżeczka octu jabłkowego
2 łyżki octu balsamicznego - 5 kcal
1 łyżeczka miodu - 25 kcal
1/4 szklanki mleka - 25 kcal ( może być bulion lub śmietana)

suszony koperek
czosnek w przyprawie
kolendra mielona

cukier
sól
pieprz

No troszkę się pomyliłam i okazało się że danie ma około 410 kalorii:) 

piątek, 1 maja 2015

Jak duszy dogodzić, a dupie nie zaszkodzić, czyli obżarstwo kontrolowane i przepisów parę

Powiedzmy, że dieta to droga, droga bez końca, ale nasza droga, którą musimy pokonać, a gdzieś na końcu tej drogi czeka na nas nagroda, ale my tej nagrody nie widzimy, nawet za bardzo nie możemy sobie jej wyobrazić, wiemy tylko, że będzie fajnie, zdrowo i kolorowo. Dlaczego tak często nie udaje nam się trwać w postanowieniu i zawracamy z drogi? Tak całkowicie zawracamy, odwracamy się na pięcie i tyle nas widział patrol drogowy. Dlaczego nie zejdziemy na pobocze, żeby odpocząć, lub nie wpadniemy do baru zwanego "Radość dnia codziennego" lub do sklepu zwanego "Ludzka słabość"? Dlaczego nie pozwolimy sobie wejść w ślepą uliczkę? Przecież wtedy o wiele łatwiej kontynuować drogę i na mecie, kiedy będziemy świętować zwycięstwo, nikt nie będzie pamiętał o potknięciach, nikt nie będzie nas z nich rozliczał. A, że do mety dotrzemy trochę później, niż inni? Czy to ważne?

Nie dajmy się kochani zniechęcać nachalnym reklamą karnetów na siłownię, fitnesów, orbiterków i tak dalej. Nikt nie powiedział, że to jest jedyna słuszna droga do wymarzonej sylwetki, można przecież spacerować, biegać, tańczyć z mężem, relaksować się na basenie. Nie każdy musi być wielbicielem Chodakowskiej i jej stylu życia, nie idźmy za tłumem, znajdźmy swoją własną drogę, autostrada nie jest dla każdego, pełna zakazów i nakazów. Są też inne drogi, bardziej lokalne, może mniej popularne, ale też dobre. Może każdy z nas ma ten sam cel, ale na pewno przyjmuje różne kształty.


Dla jednego schudnąć, to wystąpić w bikini na brazylijskiej plaży, a dla drugiego to wejść na trzecie piętro bez zadyszki. Ja oczywiście marzę o tej brazylijskiej plaży:) bo po co niby miałabym włazić na trzecie piętro?..:) A na takiej plaży w Brazylii , to słyszałam, że dobre hot-dogi sprzedają:)
Jeżeli już znajdziemy swoją drogę i będziemy na niej czuli się dobrze, to zróbmy wszystko, żeby z niej nie zawrócić. Zapomnijmy o wyrzutach sumieniach, zapomnijmy o żalach i rezygnacji. Każdy człowiek popełnia błędy, a co dopiero taki na diecie, przecież wiadomo, że głód osłabia naszą czujność. Każdy człowiek też musi się najeść, nie ma to tamto, taka nasza natura i już. Organizm się dopomina, organizm dostaje i już, więc nie ma co walić głową w mur i śpiewać do lusterka " znowu w życiu mi nie wyszło".

środa, 1 kwietnia 2015

Wszyscy odchudzamy się od poniedziałku, czyli przemyśleń kilka i przepisów dwie garści

Zanim zacznę od siebie, to najpierw zapytam Was - ile razy zaczynaliście się odchudzać od poniedziałku? No proszę, nie chować się za klawiaturą, przyznać się bez bicia, ile razy? Co, nie możecie się doliczyć? No właśnie,  ja też, niestety.



Nie wiem, czy u Was też tak to działa, ale ja najczęściej odchudzałam się od poniedziałku w sobotę wieczorem, jedząc 5 kawałek pizzy i popijając zimnym piwem z soczkiem. Do dziś pamiętam te weekendy wolne od wszelkiego poczucia winy, te dodatkowe porcje lodów, kebab o 2.00 w nocy, czy pół blachy sernika do niedzielnej kawki. Kto by w takiej sytuacji liczył kalorie, kto by się przejmował, skoro na poniedziałek był już misternie ułożony plan w głowie. Będę się odchudzać, będę ćwiczyć, medytować, masować pośladki, zapiszę się na siłownię , kupię sobie buty do biegania, bidon na soczki z buraka i pojemnik na sałatkę z marchewki. Plan był, motywacja wzrastała wraz z kolejną porcją serniczka. Człowiek był tak nabuzowany pozytywną energią i wizją szczupłej sylwetki, że gdyby nie porcja frytek z keczupem i majonezem, to by nie zasnął.

W poniedziałki było różnie. Czasami , człowiek budził się rano i z jakiegoś dziwnego powodu nie pamiętał zajść  z minionego weekendu, normalnie przyszli kosmici i wymazali z pamięci. Czasami pamięć się wyostrzała i nagle przypominało mi się, że w środę są urodziny Zośki, a w piątek Dzień Babci, więc to nie jest dobry czas na odchudzanie, a zresztą nie chcę ranić uczuć Zośki, a Babci tym bardziej, bo jak odmówię kawałka ciasta to się obrażą.


Oczywiście były i poniedziałki pełne sukcesu i zapału, dieta szła jak burza, nowe buty do biegania stały w przedpokoju, produkcja soczków i sałatek szła pełną parą i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie źli ludzie. Tak tak, jak się człowiek odchudza , to nagle pojawiają się źli ludzie, którzy za wszelką cenę chcą zniszczyć naszą silną wolę. A to zły kolega przyniesie czekoladki do pracy i pod nos podstawia, a to zła kobieta za ladą sprzedaje pachnące bułeczki , a to jakiś zły przechodzień na ulicy, objada się olbrzymim hot dogiem. Nawet najlepsza przyjaciółka może się okazać złym człowiekiem, bo specjalnie, nam na złość, organizuje grilla w ogródku i na pewno jest w zmowie z tą kobietą zza lady i przechodniem z hot dogiem! No i jak tu się odchudzać, jak człowiek w strachu i stresie. a jak człowiek w stresie to i jeść się chce, bo jakoś ten stres trzeba sobie uprzyjemnić. Jak się przed nimi bronić? Jak złych ludzi omijać?



 Ale, ale...to już przeszłość, bo teraz odchudzam się razem z Wami i nie straszni, mi źli ludzie i kosmici co czyszczą pamięć. O moim planie na zdrowe życie, bo tak naprawdę to o to chodzi w tym całym odchudzaniu, żeby być zdrowym i szczęśliwym, wiedzą już wszyscy. Wiedzą moje koleżanki w pracy, wie moja fryzjerka na dzielnicy i pani w aptece, a jak one wiedzą, to tak jakby całe miasto wiedziało. Wiedzą też wszyscy na fejsbuku, wiecie i Wy, więc wyjścia innego nie widzę, udać się musi.
Motywacją dla mnie jest też Sznupek, bo to on pierwszy zauważa efekty i pierwszy mnie komplementuje. Mówię Wam jak Sznupek walnie komplement, to człowiek dostaje takiego kopniaka na rozpędzenie, że z cyckami ledwie w zakręt wchodzi.
Oglądamy ostatnio zdjęcia z ogrodu botanicznego i Sznupek zatrzymuję wzrok na jednym , na którym stoję tyłem i stwierdza- Nooo Sznupciaa! Widać efekty gołym okiem, już nie masz takiego wielkiego tyłka - po czym patrzy na mnie, z zadowoleniem w oczach, oczekując podziękowań za wspaniały komplement!
I wcale bym się o ten wielki tyłek nie gniewała, nawet bym mu wybaczyła po miesiącu, a zapomniała po 10 latach, gdyby nie dodał ze śmiechem - O!!! a na tym zdjęciu to nawet nie zasłaniasz drzewa!

poniedziałek, 17 listopada 2014

Wojna na sałatki, czyli majonez albo sałata?

W sumie to nie wiem, jak to się stało, że sałatki z majonezem praktycznie zniknęły z naszego stołu? Ostatni raz taką warzywną robiłam chyba dwa lata temu na Boże Narodzenie. Czasami, od wielkiego dzwonu zrobię koperkową, Królowej Elżbiety, czy tuńczykową . I pewnie nie zwróciłabym na to większej uwago, gdyby nie Sznupek i jego życiowe przemyślenia.

- Co tam mówisz, bo nie rozumiem - odburknęłam Sznupkowi, który coś tam mruczał z pełną buzią
- Nic, tak sobie głośno myślę, że w Szkocji to majonez musi być bardzo drogi
- A niby czemu? - zapytałam 
- No bo nigdy go nie kupujemy - stwierdził, oglądając kolejny kawałek sałaty lodowej na widelcu



No to mnie wkurzył! Nie smakują mu moje, finezyjnie strojone grzankami z ciemnego pieczywa, sałatki ze zdrową sałatą! Już nawet nie o zdrowie chodzi, ale mnie takie sałatki smakują bardzie, a do tego bardziej ekonomiczne są, czasowo ekonomiczne. Wrzucisz do miski kilo sałaty różnistej, warzywka jakie tam się nawiną, grzaneczki, sos vinegrettowy lub inny winny i gotowe. To nie! Majonezu mu brakuje w organizmie, sałata w zęby włazi, luksusów spragniony. Nie chce moich sałatek , nie będzie ich jadł, łaski bez! 
Teraz mam pytanie do Was, jakie sałatki robicie najczęściej, jakie wam najbardziej smakują? Te makaronowe, ryżowe i kartoflane na bazie majonezu, czy sałatki na bazie sałat z sosami i różnymi dodatkami? Bardzo prosimy o przemyślane odpowiedzi, bo tu chodzi o mój honor i sznupkowy żołądek. Dla utrudnienia przygotowałam dla Was dwie wyśmienite sałatki do spróbowania. No to która idzie na pierwszy ogień?


czwartek, 23 października 2014

Toskania na talerzu - bakłażany, makaron pici i rukola




Czwartek to dzień targowy w Camuci. Od samego rana można kupić świeże warzywa i owoce, można zjeść bułkę z prosiaczkiem, można kupić buty w kwiatki. Są ściereczki i ręczniczki, kwiaty i kaczki. Dla mnie to był raj największy, móc powąchać jak pachnie brzoskwinia dojrzewająca na toskańskim słońcu, spróbować sera pecorino i suszonych pomidorów. Na targu było tak jak sobie wymarzyłam, miałam nawet koszyk wiklinowy na zakupy. Przecież na taki targ nie można iść z reklamówką. Chodziłam między skrzynkami z czerwonymi paprykami, wybierałam bakłażany, papryczki nieznane, rozpływałam się nad słodkimi kaczuszkami, wąchałam płatki róż. Osiągnęłam włoski ZEN! Trafiłam do raju!

















Włosi jak każdy kraj południowy przywiązują wielką wagę do posiłków. Ma być smacznie, ma być kolorowo, gwarnie i rodzinnie. W kuchni nie ma kompromisów, wszystko musi być najlepszej jakości. Kuchnia włoska jest genialna w swej prostocie, liczy się jakość, a nie ilość. Liczy się precyzja wykonania i sztuka przyprawiania. Nie byłabym sobą, gdybym nie zajrzała do włoskiej kuchni, nie podpytała, nie spróbowała, czegoś nie ugotowała.





Każda wizyta w restauracji, trattorii lub osterii była orgazmem kulinarnym. Pizza , deska z serami i wędlinami , proste bruschetty z pomidorami, sałatka z mozzarellą i toskańskich kruszonym chlebem bez soli , czy zupa ribollita  z fasolą, jarmużem i kiełbasą salsiccia , wszystko to wywoływało zachwyt w czystej postaci. Makaron pici - najlepszy jaki jadłam, fanta najlepsza jaką piłam i rukola, o rany! Rukola, świeża, pikantna, soczysta - dopełnienie każdej sałatki. Musicie kiedyś, jakoś, byle szybko, najlepiej już.....musicie wybrać się do Toskanii, żeby tego wszystkiego spróbować.

piątek, 30 maja 2014

Szybko, zdrowo i weekendowo, czyli sałatka z awokado i wędzonym kurczakiem




U mnie weekend pracowity, więc nie mamy ze Sznupkiem czasu na porządny obiad, dlatego przygotowałam nam coś na zimno, coś co można chwycić z lodówki zjeść na jednej nodze, coś co dostarczy nam wszystkich potrzebnych witamin, aby ten szalony weekend przeżyć. Próba generalna odbyła się dziś przy śniadaniu i wszystko zostało zaakceptowane przez Głównego Głodomora rodziny, zwanego na co dzień Panem Sznupkiem. Skoro Sznupek mówi, że dobre, to pewnie i wam będzie smakować. Dzisiaj przepis na sałatkę, po weekendzie będą przepisy na śledzie. Zapraszam:)



Składniki:(2-3 osoby)

1 udko wędzonego kurczaka
2 duże awokado
3 średnie pomidory
1/2 szklanki kukurydzy mrożonej
2 papryczki chili
czosnek
szczypiorek
pietruszka
bazylia
2 limonki
sól
pieprz
cukier


Wędzonego kurczaka obieramy z kości i kroimy w kostkę, awokado kroimy w plastry lub w kostkę, pestki nie wyrzucamy, papryczki drobno siekamy, ale pozbywamy się pestek, szczypiorek, pietruszkę i bazylię drobno siekamy, w tym bazylii dajemy tylko symbolicznie, kukurydzę zlewamy wrzątkiem i odcedzamy na sitku. Mieszamy wszystkie składniki i teraz robimy nasz sos. Wyciskamy sok z limonek, dodajemy cukier, sól, pieprz i dwa wyciśnięte ząbki czosnku, czekamy aż się składniki przegryzą i dodajemy do naszej sałatki. Delikatnie mieszamy, wkładamy pestki awokado i odstawiamy do lodówki. Pestki awokado zostawiamy w sałatce, aby nam nie siniała(ciemniała) nie jemy ich, ani nie połykamy w całości. Do sałatki nie dodajemy oliwy, bo awokado i kurczak ją odpowiednio natłuści. Smacznego:)        


niedziela, 18 maja 2014

Egzotyczna surówka na grilla i sos kokosowy z chili i imbirem , czyli zdrowo i kolorowo

Miał być piękny i słoneczny weekend w Szkocji, ja już plany poczyniłam, nad jeziorko mieliśmy jechać z małym grillem i co? I nic! Pada, ciągle pada! Mamy grilla i jeziorko, jak sobie w telewizor popatrzymy na reklamy sklepu ze sprzętem biwakowym. A taką dobrą sałatkę przygotowałam, miało być zdrowo i kolorowo. No nic, przecież sama takiej wielkiej michy nie zjem, podzielę się z Wami. Surówka bardzo zdrowa i można się nią objadać bezkarnie, świetna na letnie upały i pasuje do każdego rodzaju mięsa i do każdej rybki. Surówka powstała w wyniku tęsknoty za tajską kuchnią i przepiękną pogodą. Zapraszam na przepis.

        

Składniki:
1 sałata lodowa
2 marchewki
1 jabłko
1 czerwona papryka
natka pietruszki
natka kolendry

Sos kokosowy z chili
1 zielone chili
2 cebulki szalotki, albo biała część szczypiorku
1 łyżka startego imbiru
3 ząbki czosnku
4 łyżki soku z cytryny
4 łyżki sosu z limonki
1 łyżka cukru brązowego
1 łyżka wiórków kokosowych
1 łyżka sosu rybnego (można zastąpić jasnym sosem sojowym)
sól morska
pieprz
olej rzepakowy lub słonecznikowy


Zaczynamy od zrobienia sosu, który też może być rewelacyjną marynatą do mięsa i ryb na ostro. Wszystkie składniki wrzucamy do blendera ( oprócz oleju) dodajemy dwie łyżki wody i miksujemy na pastę. Do pasty dodajemy około 5-6 łyżek oleju i dobrze mieszamy- najlepiej robić to w słoiku, zakręcić i potrząsać jak dobrym egzotycznym koktajlem przed rozlaniem do szklanek.
Sałatę szatkujemy drobno, marchewkę i jabłka ścieramy na dużych oczkach, paprykę, pietruchę, kolendrę kroimy wedle naszych upodobań i taką mieszankę polewamy naszym sosem kokosowym z chili. Można posypać jeszcze wiórkami na koniec i już nasza egzotyczna surówka jest gotowa. Smacznego.

        

czwartek, 15 maja 2014

Sałatka Sznupisławy - dobry pomysł na wiosennego głoda

Czy Wy tez macie problem, co zrobić z mięsem z rosołu? Wiadomo, że dobry rosół potrzebuje dużo mięsa, tylko co później z tym mięsem robić? Sznupek lubi rosół, ale już gotowanego kurczaka nie za bardzo. Ja też nie przepadam i przerabiam to później na pasty do kanapek, podsmażam, zapiekam, duszę i co mi tam przyjdzie do głowy. Dzisiaj też robiłam rosół i znów problem co z drobiem zrobić? Myślałam, myślałam i "wymyślałam", że przerobię kuraka na sałatkę. Miałam już ugotowany ryż, musiałam trochę tylko pomyśleć nad składnikami. Jak już wymyśliłam składniki, to musiałam jakoś tą MOJĄ AUTORSKĄ sałatkę nazwać, niech idzie w świat i dobre imię Sznupków sławi, prawda? Najpierw miała być sałatka Sznupci, ale jakoś tak niepoważnie brzmi, a to bardzo poważna sprawa z tą sałatką, bo smaczna niesłychanie i jestem pewna, że zagości na niejednym zacnym stole. Skoro została skazana na sukces prawie międzynarodowy, to niech to będzie jakaś poważna nazwa i tu przypomniało mi się, że na pewnym zaprzyjaźnionym forum turystycznym, niemniej zaprzyjaźnione koleżanki, nazywają mnie czasami Sznupisławą - no sami powiedzcie, czy jest lepsza nazwa dla sałatki? Zapraszam na przepis!



            
Składniki:

1/2 ugotowanego kurczaka(bez skóry i kości)
4 szklanki ugotowanego ryżu basmati (ilość po ugotowaniu)
2 czerwone papryki
2 marchewki
1 por 
kukurydza z puszki
zielona pietruszka
kolendra
jogurt naturalny
majonez
sól 
pieprz

Marynata do ryżu
2-3 łyżki oliwa
2 łyżki  musztardy łagodnej
sok z jednej cytryny
sok z jednej limonki
łyżka startego imbiru
łyżka słodkiej papryki
łyżka cukru
łyżeczka kurkumy
łyżeczka chili lub pieprzu cayenne
4 ząbki czosnku 


Z powyższych składników wyjdzie bardzo duża micha sałatki, a to za sprawą ryżu, za dużo mi się ugotowało. Ryż najlepiej ugotować z samego rana, albo dzień wcześniej i porządnie schłodzić w lodówce, robi się wtedy bardzo sypki i chrupki. Kurczaka obieramy ze skóry i kości, mięsko kroimy w drobną kostkę, lub zwyczajnie rwiemy na strzępy. Jeżeli nie macie rosołowego mięsa, to można ugotować lub obsmażyć piersi z kurczaka. Zaczynamy od marynowania ryżu. Mieszamy dokładnie składniki marynaty i dodajemy do ryżu, odstawiamy do lodówki na godzinkę lub dwie, niech nam się ładnie marynuje. Trzemy na tarce marchewki, kroimy białą część pora na drobniutkie talarki, paprykę w kostkę, odcedzamy kukurydzę z wody, siekamy garść pietruszki i pół garści kolendry, dodajemy to wszytko do ryżu. Mieszamy dokładnie i łączymy z majonezem i jogurtem, najlepiej w stosunku pół na pół, solimy i pieprzymy wedle uznania. Sałatka jest niesamowicie smaczna, bardzo fajny efekt smakowy daje połączenie majonezu i imbiru, miałam obawy czy się polubią, ale muszę powiedzieć, że się pokochali. Oczywiście nie muszę przekonywać, że sałatka najlepiej smakuje na drugi dzień:) Biorąc kolejną dokładkę, życzę sobie i Wam smacznego!          


piątek, 4 kwietnia 2014

Tydzień Kulinarny - sałatka selerowa,czyli petarda

Witam w kolejnym dniu tygodnia kulinarnego, normalnie zaczynają mi się kończyć pomysły i zapasy w lodówce, a w kuchni siedzę non stop. Nie mam oczywiście nic przeciw gotowaniu, ale to zmywanie, ileż można?! Ktoś pomoże, wyręczy, wesprze ? Zanim przejdę do kolejnego przepisu, to chciałam poinformować, że na wczorajsze ogłoszenie odpowiedziała TYLKO jedna koleżanka, to znaczy chęci wyraziła, ale przesyłki, w postaci Sznupka, jeszcze nie odebrała. No nic, poczekamy.
Sprawy organizacyjne za nami, teraz czas przejść do kolejnego przepisu. Mieliśmy już sałatkę demolkę, to teraz przyszedł czas na sałatkę petardę. Dlaczego petarda?

  • Sznupek smakuje ci sałatka?
  • Sznupeeek, ściągnij słuchawki!
  • Cooo???
  • Pytałam się co sądzisz o sałatce
  • Nooo!
  • Co no? Smakuje czy nie?
  • Nooo, sałatka petarda Sznupciu!
Sałatka bardzo banalna i nic w niej takiego odkrywczego nie ma, ale jeżeli ktoś lubi seler naciowy to nie będzie narzekał.

Sałatka selerowa (petarda)



Składniki (3-4 osoby)  

5-6 łodyg selera naciowego (dorodnych)
5 jajek ugotowanych na twardo
1 puszka kukurydzy
4 ogórki kiszone(duże)
zielona pietruszka świeża
zielona pietruszka suszona (przyprawa)
majonez
jogurt
musztarda sarepska
sól, pieprz, czosnek

Seler naciowy zlewamy gorącą wodą i obieramy z włókiem, tak jak rabarbar. Pamiętajmy, żeby nie skubać do ostatniej nitki, tylko te najgrubsze, ułamujemy z brzegu i jednym szybkim pociągnięciem pozbywamy się starych włókien. Teraz szatkujemy, lub kroimy w cienkie paski. Wrzucamy do miski, posypujemy solą, pieprzem i czosnkiem w proszku. Ogórki kroimy w kostkę lub szatkujemy na drobne plasterki, dodajemy kukurydzę odsączoną z wody i dwie łyżki suszonej natki pietruszki. Mieszamy z czubatą łyżka musztardy, na końcu dodajemy jajka pokrojone w kostkę i dwie garści posiekanej zielonej pietruszki. Wedle uznania dodajemy jogurt i majonez. Gotowe! Mówię Wam, petarda!



Seler naciowy jest bardzo dobry w różnych sałatkach, ale świetnie sprawdza się w zupach, ze względu na swoją aromatyczność. Jak gotuje rosół, jarzynową, czy pomidorową zawsze dodaje z dwie łodygi dla smaku.        
      

wtorek, 1 kwietnia 2014

Tydzień kulinarny - sałatka demolka, w roli głównej tuńczyk i fasolka

Nie wiem czy to z powodu nadchodzącej wiosny, czy tez może braku atrakcji życiowych, postanowiłam trochę poszaleć w kuchni. Sznupek jak zobaczył tygodniowe zakupy, to się za głowę złapał, ale jak mu powiedziałam, że będę tworzyć w kuchni, a on będzie te moje twory degustował, to szybko złapał się za brzuch i radośnie poklepał. Nawet się zaoferował z pomocą przy rozpakowywaniu zakupów, żebym szybciej zabrała się za gotowanie. Tydzień kulinarny zaczniemy od sałatki, która lepiej smakuje, niż wygląda, więc musicie uwierzyć mi na słowo - jest smacznie, dietetycznie i fantastycznie.

Sałatka demolka - w roli głównej tuńczyk i fasolka 



Składniki (2-3 osoby)

Mix sałaty lodowej/ rzymskiej/ cykorii/szpinaku
3 puszki(170g) tuńczyka z wody
1 puszka(400g) fasoli półksiężycowej z wody ( może być też dowolna zwykła biała fasola)
1 czerwona papryka
1 czerwona cebula
1 marchew

1 cytryna
1 limonka
1 czerwona papryczka chili
4 ząbki czosnku
1 łyżeczka brązowego cukru
olej rzepakowy
sól, pieprz
zielona pietrucha

Sałatkę robi się błyskawicznie. To od nas tylko zależy czy pokroimy ją drobno czy też grubo. Ja wam przedstawię mój sposób, a wy dostosujecie do swoich wymagań i gustów. Do miski wrzucamy mieszankę sałat. Sałatę rwiemy, nie kroimy. Cebulę kroimy w cienkie talarki, paprykę w większą kostkę, a marchew skrobiemy na wstążki. Odciskamy z wody fasolę i tuńczyka, mieszamy delikatnie z pozostałym składnikami. Solimy i pieprzymy do smaku. Teraz czas na to, co w tej sałatce najważniejsze - sos sałatkowy. Wyciskamy sok z limonki i z cytryny, dodajemy pokrojona papryczkę chili z pestkami, ząbki czosnku, łyżeczkę cukru, 4 łyżki oleju i 4 łyżki wody. Miksujemy to blenderem, powinien wyjść nam mleczno-różowy sos, który jest  bardzo ostry i  bardzo kwaśny. Ale to nic, bo jeszcze połowa przed nami. Dodajemy szczyptę soli oraz 4 łyżki oleju i 4 łyżki wody. Mieszamy i próbujemy, powinno już być lepiej. Dodajemy dwie garści posiekanej pietruszki i polewamy naszą sałatkę. Gotowe! Jeżeli został wam jeszcze sos, to się nie martwcie - w lodówce może postać parę dni, a jako dodatek do grillowanego mięsa lub ryby smakuje wyśmienicie.

Jutro będziemy oswajać się z kuchnią indyjską i przerabiać ją na naszą "nutę"          

             

środa, 8 stycznia 2014

Dietetycznie fantastycznie, czyli styczniowe odchudzanie i sałatka indyjska

Zrobimy sobie małą przerwę w wakacyjnych opowieściach, bo najwyższa pora coś zjeść. Z wiadomych przyczyn musi być dietetycznie. Mamy styczeń, czyli miesiąc odchudzania i dobrego zachowania. Dobrze, że miesiąc ma 31 dni, później możemy juz przestać się wygłupiać i wrócić do  normalności. Mawiają, że w styczniu co druga kobieta jest na diecie, a co czwarta zapisuje się na siłownie. Wychodzi na to, że w tej wyliczance to ja nie jestem ani ta druga, ani ta czwarta i chyba trzeba to nadrobić.



Czas się opanować po tym wakacyjnym obżarstwie i wmówić sobie, że mam żołądek wielkości włoskiego orzecha i jestem w stanie najeść się dwoma plastrami łososia, skropionymi czterema kroplami cytryny. Jak pogadam jeszcze z mózgiem, to może przekonam siebie, że łosoś to rozpusta niepotrzebna i poprzestanę na cytrynie. Oj żeby tak można, prawda?

To tak z okazji tego styczniowego odchudzania, mam dla was fajny przepis na sałatkę indyjską z tuńczykiem. Mało kalorii - dużo radości, czyli dietetycznie fantastycznie. Smacznego.

Sałatka indyjska ryżowo-jogurtowa z tuńczykiem


Składniki:

1 szklanka ryżu basmati lub jaśminowego
1 szklanka tartej marchewki
1/2 szklanki mrożonego groszku
2 puszki tuńczyka w wodzie
odtłuszczony jogurt naturalny
musztarda grillowa lub inna łagodna
cytryna

1 łyżka oliwy lub plaster masła
1 łyżka cukru
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka czosnku w proszku
1/2 łyżeczki kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki cynamonu
chili lub pieprz cayenne
sól, pieprz do smaku


Zaczynamy od ryżu. Szklankę ryżu(wcześniej dobrze wypłukanego) wsypujemy do rozgrzanego garnka, dodajemy łyżkę oliwy lub plaster masła. Dodajemy suche przyprawy i dokładnie mieszamy. Zalewamy 2 szklankami wody , gotujemy jakieś 10-12 minut pod przykryciem, aż woda odparuje. Odkrywamy pokrywkę, dodajemy tartą marchewkę i mieszamy dokładnie i mamy piękny żółto-pomaranczowy sypki ryż. Skrapiamy cytryną i odstawiamy do ostygnięcia. Do zimnego ryżu dodajemy tuńczyka z puszki dobrze odciśniętego z wody, dwie łyżki musztardy i mieszamy dokładnie. Groszek mrożony( nie z puszki) zalewamy wrzątkiem i odcedzamy, dodajemy do ryżu. Teraz pozostało nam uzupełniać ryż jogurtem , mieszając dokładany łyżka po łyżce, aby uzyskać taki efekt jak na obrazku poniżej. Smacznego:)




Sałatka najlepiej smakuje jak się dobrze przegryzie i schłodzi w lodówce. Jeżeli nie macie poszczególnych przypraw, można zastąpić to dobrą mieszanką żółtego curry w proszku. Musztardę grillową można zastąpić inną łagodną musztardą, unikać ostrych musztard. Jeżeli ktoś chce aby sałatka była bardziej treściwa mieszamy jogurt z majonezem. No i najważniejsze, używamy mrożonego groszku, który jest o niebo lepszy od tego z puszki. Ja mam zawsze w zamrażalniku kilogramowy worek, taki groszek pasuje do zup, sałatek i co tam sobie tylko wymarzycie w garnku:)        


  

wtorek, 13 sierpnia 2013

Podróże kulinarne do Tajlandii, czyli przepisów i porad mała garść

Już po raz kolejny zabieram Was w podróż kulinarną do Tajlandii. Dzisiaj moje Drogie Robaki i Przepiękne Robaczyce chcę Was przekonać, że kuchnia tajska wcale nie jest tak skomplikowana, jak niektórzy myślą.
Tak na prawdę wszytko kręci się wokół paru podstawowych produktów.

  • sos rybny
  • sos sojowy
  • ocet ryżowy
  • mleko kokosowe
  • limonka
  • trawa cytrynowa
  • cukier palmowy
  • galangal/imbir
  • czosnek
  • kolendra
  • olbrzymia ilość ostrych papryczek chili   
Jak widzicie lista zakupów nie jest długa. Potrzebujemy jeszcze woka i odrobinę tłuszczu i możemy działać cuda. Teraz już tylko od nas zależy czy będzie to makaron, czy będzie to ryz. Ryba czy kurczak, a może boczek w sosie karmelowo-sojowym. Cokolwiek sobie wymyślicie będzie przepyszne. Wystarczy tylko nabrać odwagi, zakasać rękawy i zagonić cycki do roboty.  Dobra wiadomość jest też taka, że przygotowanie tajskiego jedzenia zajmuje nie więcej niż 20 minut, więc nie musimy cały dzień siedzieć w kuchni.


Pomyślałam sobie, że od czasu do czasu będę się z wami dzieliła wiedzą jaką udało mi się zdobyć przez te wszystkie lata fascynacji kuchnią azjatycką oraz dzięki mojej tajskiej przyjaciółce, która często zaprasza mnie do swojej kuchni.

Zaczniemy może od tego co w Tajlandii najważniejsze, czyli od limonek. Nie wiem jak Wy, ale przez wiele lat kroiłam limonkę tak jak cytrynę. Na pół i wyciskałam sok, często i gęsto limonka była tak oporna, że musiałam niemal używać imadła, żeby jakieś soki z siebie puściła. Dopiero koleżanka zwróciła mi uwagę, że to co wyprawiam z limonką nadaje się jedynie do cyrku i ona nie może na to spokojnie patrzeć. Czyli jak powinno się limonkę wyciskać, aby wycisnąć jak najwięcej soku i nie zmarnować całego miąższu?


Limonkę kroimy na trzy, tak jak widać na załączonym obrazku, dupki wyciskamy do sucha, łącznie z faflunkami, a środek, zwany ogryzkiem wykręcamy jak pranie po wyciągnięciu z balii.



Tajowie nie używają soli. Do solenia wystarcza im sos rybny lub sos sojowego jasny. Jeżeli danie wydaje nam się mało słone, to podświadomie sięgamy po naszą sól i to jest duży błąd, bo sól w połączeniu z sosem rybnym wytrąca niepotrzebną goryczkę, nie zmienia to smaku w znacznym stopniu, ale nie o taki efekt nam chodzi. Wiec dosalajmy tajskie potrawy sosem rybnym lub sosem sojowym jasnym.Soli mówimy duże nie -nie.

No dobrze, na dzisiaj to chyba tyle. Nie chce was zanudzać i lepiej będzie jak się zabierzemy za gotowanie. Tak, tak, dzisiaj gotujemy razem. Gotowi? No to już, zakładamy fartuszki i zapraszam do kuchni. Zaczniemy od prostej sałatki z mango, choć ten owoc nigdy nie był moim ulubionym to w połączeniu z ogórkiem i tajskim sosem całkowicie powalił mnie na łopatki.

Tajska sałatka z mango i ogórkiem



Składniki:

1 mango
1 ogórek
koktajlowe pomidorki
świeża kolendra

olej sezamowy
limonka
miód
sos rybny
czosnek
imbir
czerwona papryczka chili

Zaczynamy od przygotowania sosu. Drobno siekamy czerwoną papryczkę chili, wyciskamy 2 ząbki czosnku i ścieramy na tarce imbir(około łyżeczki) mieszamy to razem i dodajemy sok z jednej limonki, 2 łyżki oleju sezamowego,łyżkę sosu rybnego i łyżkę miodu. Odstawiamy do lodówki na chwil kilka.




Ogórka i mango obieramy ze skórki, usuwamy pestki i kroimy według uznania, może być w paski, może być w słupki, tak jak lubimy. Dodajemy 3-4 pomidorki koktajlowe przekrojone na pół i posypujemy posiekaną świeżą kolendrą. Polewamy sosem.

Sałatka gotowa. Jest przepyszna! Można ją jeść samą, można dodać do niej kawałki grilowanego kurczaka, lub krewetki, czy kawałki duszonej ryby. Można tez wymieszać z ryżem. W każdej postaci - palce lizać!



Widzicie jak wam szybko poszło? Skoro już macie na sobie fartuszki to idziemy za ciosem i zrobimy jakieś treściwe danie z ryżem. Co powiecie na słodko-kwaśnego kurczaka po tajsku?

Kurczak słodko-kwaśny po tajsku 



Składniki:

2 piersi z kurczaka
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
ananas w puszce
kolendra
szczypiorek

2 limonki
1 czerwona papryczka chili
1 zielona papryczka chili
2 trawy cytrynowe
imbir
czosnek

olej/oliwa
sos rybny
ocet ryżowy
sos sojowy
cukier palmowy lub inny
przecier pomidorowy( 1 łyżka)
skrobia/mąka kukurydziana lub ziemniaczana

Zaczynamy od zamarynowania mięsa. Kurczaka kroimy w cienkie paski (można też wykorzystać schab) i zanurzamy w marynacie. Marynatę robimy mieszając 3 łyżki sosu sojowego z 2 łyżkami mąki, jak będzie za gęste to dodajemy łyżkę wody. Mięso odstawiamy na 15 minut do lodówki. Następnie robimy pastę chili. Miksujemy w blenderze papryczki chili, obrane z pierwszej warstwy trawy cytrynowe, imbir wielkości kobiecego kciuka, 4 ząbki czosnku, 2 łyżki sosu rybnego, 2 łyżki cukru , łyżkę octu ryżowego i 2 łodygi poszatkowanej kolendry.



Mięso zamarynowane, pasta gotowa, czas rozgrzać woka. Dodajemy 2 łyżki tłuszczu i pokrojone w paski papryki, po 5 minutach dorzucamy kurczaka i na dużym ogniu energicznie mieszamy, po następnych 5 minutach dodajemy naszą pastę chili i posiekany szczypiorek i kolendrę. Dodajemy także 2-3 krążki ananasa.



Podlewamy to wszytko mieszanką 1/2 szklanki wody z 1/2 szklanki soku z ananasa. Przykrywamy i dusimy przez chwilę na małym gazie. Po 2 minutach nasz kurczak słodko-kwaśny jest już gotowy, ale potrzebuje teraz końcowego dopieszczenia, kropki nad "i". Próbujemy odrobinę i czekamy aż uderzy nas ten słodko kwaśny smak, chwila zastanowienie i już wiemy, że musimy dodać jeszcze odrobinę soku z limonki aby wyostrzyć smak, trochę cukru dla dodania końcowej słodyczy i łyżkę sosu rybnego, bo jest mało słone. Wykańczamy garścią świeżo posiekanej kolendry. Gotowe! Podajemy to z ryżem jaśminowym, który gotujemy na sypko z dodatkiem kurkumy i kminu rzymskiego.





No i jak podobało się wspólne gotowanie?  Następnym razem zapraszam na sosy krochmalowe:)      




    
            

                         

niedziela, 10 marca 2013

Tuńczykowa - idealna sałatka weekendowa

Ostatnio coś często pracuje i nie mam czasu na gotowanie, jednak jakoś tak mnie wyrzuty sumienia naszły, bo jak to? Weekend, a ja Wam zostawiłam pustą lodówkę, przecież to nie wypada. Zakasałam rękawy i poszukałam w swoich foto archiwach, czy mam jeszcze jakieś zaległe smakołyki i okazało się, że jak znalazł mam dla Was kolejną sałatkę do kolekcji - z cyklu idealnych sałatek weekendowych.




Jak przyjechałam do Wielkiej Brytanii to nie miałam czasu i warunków na wielkie gotowanie i bardzo często kupowałam sobie różne gotowe sałatki w plastikowych pojemniczkach i przez pewien czas uzależniłam się od wszelakich sałatek z makaronem penne. Penne z tuńczykiem, majonezem, czerwoną cebula i kukurydzą była moim numerem jeden. Jak tylko zadomowiłam się na Wyspach, to szybko sałatkę wprowadziłam na salony. Oczywiście ulepszyłam ją po swojemu, a prawdę mówiąc ulepszam ja do dziś, bo to jest taka sałatka, którą można upiększać na różne sposoby i zawsze jest dobra, a nawet bardzo dobra.

Sałatka tuńczykowa z penne




Składniki:

300g makaronu penne (przed ugotowaniem)
4 puszki tuńczyka w wodzie
6 ogórków konserwowych
1 puszka kukurydzy
2 średnie czerwone cebule
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
1 zielona papryka
garść mrożonego groszku
oliwa
majonez
jogurt naturalny
sól
pieprz
zioła prowansalskie
papryka słodka
musztarda w proszku/ chrzan

Makaron gotujemy tak jak zaleca na opakowaniu producent, ale odliczamy jedną minutę. Makaronu nie można przegotować bo nie nada się do sałatki, najlepiej taki maron ugotować dzień wcześniej i schłodzić przez noc w lodówce, aby się nam porządnie utwardził (zasuszył).




 Makaron polewamy 2-3 łyżkami oliwy i delikatnie rozdzielam posklejane jednostki. Posypujemy pieprzem i solą, odrobiną ziół prowansalskich  i papryki, dodajemy pół łyżeczki musztardy w proszku, jeżeli nie mamy to zastępujemy chrzanem, około łyżeczki chrzanu. Musztarda w proszku to rewelacyjna przyprawa do sałatek, do dressingu, do smażenia, do sosów. Zaskakująco nie smakuje jak musztarda, już bardziej jak chrzan.



Odcedzamy tuńczyka z wody i dodajemy do makaronu, tuńczyk w oleju byłby za ciężki. Szatkujemy w drobną kostkę cebulę, ogórki i  papryki, dorzucamy odcedzoną kukurydzę i garść groszku. Mieszamy dokładnie i dodajemy parę łyżek majonezu i parę łyżek jogurtu, wedle uznania. Sałatka gotowa, teraz tylko zajadać z apetytem.



Podstawą sałatki jest oczywiście penne, tuńczyk, kukurydza i czerwona cebula - pozostałe składniki można dobierać wedle upodobań. Można dorzucić czerwonej fasoli, można pominąć groszek -  ja dodałam, bo akurat biedaczek się mi marnował w lodówce. Można też zamiast majonezu i jogurtu dodać sok z cytryny i oliwę. Zamiast papryki zielonej można dodać seler naciowy. Wszystkie chwyty dozwolone, wyobraźnia nie zna granic w tym przypadku.


               



        

  Kochani, idą Święta! Pamiętajcie aby przytulić nas na "fejsbuku", wystarczy kliknąć w ikonkę na pasku po prawej stronie. Dzięki temu jako pierwsi dowiecie się o konkursie, w którym będzie można wygrać przyprawy z całego świata!