Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dietetycznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dietetycznie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 sierpnia 2017

Jak prowadzić grupę na Facebooku, nie zwariować i nie dać się sterroryzować?

Jednym z powodów dlaczego zaniedbałam bloga przez ostatnie dwa lata, było to , że resztki swojej energii włożyłam w prowadzenie grupy na facebooku. Dlaczego wpadłam na pomysł założenia grupy? Szukałam wsparcia , motywacji i inspiracji na innych grupach związanych z odchudzaniem, ale nie do końca znajdowałam zrozumienie tematu i tego bodźca, którego potrzebowałam. Postanowiłam więc stworzyć grupę prowadzoną przez grubasa dla grubasów i tak powstało moje osobiste fejsbukowe dziecko. Zanim przeczytasz resztę tekstu to zapraszam teraz, bo później możesz się rozmyślić.




Grupy są bardzo popularne i chyba nie ma osoby, która nie należy choćby do jednej. Ja sama należę do wielu grup tematycznych, kulinarnych, podróżniczych, czy tych dla ludzi dojrzałych, dla ludzi po 40-ce, dla kobiet, czy dla mieszkańców Szczecina. Nie należę tylko do grup rodzicielskich, tak zwanych z angielska parentingowych, a szkoda, bo doszły mnie plotki, że tam to się dzieje! Wojna na pampersy i mleczne rewolucje to codzienność. No, ale tak jak mówiłam, znam to tylko z opowiadań.

Szukając odpowiedniej grupy dla siebie, zaczyna kiełkować ci myśl, a może by tak założyć własną grupę? Moja na pewno będzie wspaniała, jedyna w swoim rodzaju, wolna od nienawiści i zawiści. Totalny ZEN, tęczowe jednorożce w krainie szczęśliwości skaczące z chmurki na chmurkę przekazują bliźniemu swemu całe pokłady miłości.
Tak to wygląda w planach, ale uwierz mi, że rzeczywistość Cię przerośnie. Bo grupę tworzą ludzie, ludzie których nie znasz, nie widziałeś na oczy, ludzie którzy pochodzą z różnych grup społecznych, niosąc za sobą cały bagaż nawyków, fobii, strachów, niedociągnięć umysłowych i zwyczajnych braków w wychowaniu. Szykuj się więc na to , że będzie wesoło, że będzie ciekawie i pracowicie, bo czeka  cię dużo sprzątania.



Na początku jest spokojnie, grupa jest mała, nie pojawia się jeszcze w "propozycjach" FB, więc są to twoi znajomi, ludzie z polecenia i tacy co trochę się grupy naszukali, więc wiedzą po co tu są i jaki mają cel. O takich grupowiczów trzeba dbać jak o własne dzieci, koty czy kwiatki na balkonie, bo oni właśnie będą największym wsparciem dla każdego administratora grupy. W przyszłości będą nazywani złośliwie "kółkiem wzajemnej adoracji", ale nie zwracaj na to uwagi, bo to ci grupowicze będą pomagać ci w walce z szarańczą. A co to jest szarańcza? No kochani i tu dochodzimy do sedna sprawy. Szarańcza dzieli się na wiele grup, pozwólcie, że wypiszę tylko parę:

środa, 16 sierpnia 2017

Z brudnopisu emigranta, czyli jak tyją i jak odchudzają się Brytyjki?

Jak to mawiają mądrzy tego świata, co kraj to obyczaj i dotyczy to też odchudzania. Otyłość to bardzo duży problem w Wielkiej Brytanii, tak duży, że szczupłe osoby zaczynają się bać o swoje życie i tutaj wcale sobie nie żartuję. Nie raz , nie dwa widziałam przerażone spojrzenie szczupłej osóbki siedzącej w autobusie pomiędzy nami grubasami. Biedna, pewnie się zastanawiała czy jej aby nie zjemy. No, ale kto by chciał zjadać takiego chudzielca, skoro na każdym rogu czekają na nas tłuste kebaby, jeszcze bardziej tłusty "chińczyk" i niesamowicie niezdrowe żarcie hinduskie. Nie wspomnę o tradycyjnym brytyjskim "fish&chips", czyli rybka z frytkami.
Ktoś powie, a co złego w hinduskim jedzeniu, skoro to taka zdrowia kuchnia?
Pewnie, że zdrowa, ale w Indiach. Zdrowa też będzie, jak zrobicie ją sami w domu, lub nadwyrężycie budżet w tradycyjnej indyjskiej restauracji, a nie w osiedlowej budzie z żarciem na wynos, gdzie najpopularniejszym daniem hinduskim są frytki z sosem curry posypane serem. Tak, tak dobrze przeczytaliście, to się najlepiej sprzedaje w Wielkiej Brytanii.

            
Jedzenie w takich przybytkach jest tanie, czyli dostępne dla każdego. Porcje są olbrzymie, nawet u takiego "chińczyka" można się porządnie najeść zamawiając popularnego Munch box, jak na moje oko do takiego pudełka mogłoby się schować pięciu Chińczyków.
Rybka niby zdrowa, ale nie taka wielkości deski do prasowania, gdzie połowa to ciasto, bardzo tłuste ciasto plus frytki i sosy majonezowe. Jak to mówią moje koleżanki? - O! dzisiaj piątek czas na rybkę, rybka jest zdrowa i dobra dla ciebie.....taaaa....:)




Zastanawialiście się, ile może mieć kalorii duża porcja(king) kebaba zawiniętego w chleb naan ze wszystkimi sosami i dodatkami? Nie? No to już wam mówię, taki kebab ma 1800 kalorii.


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

12 wymówek grubasa, czyli co zrobić, żeby nie schudnąć?


  


1. STYCZEŃ - Jak się zacząć odchudzać, skoro nie ma miejsca w lodówce i zamrażalniku? Gdzie upchać łososia, szparagi i chudy twaróg? No nie ma wyjścia, najpierw trzeba dojeść te wszystkie pyszności ze świąt. Przecież nie wyrzucę pierożków, bigosu, boczku pieczonego, karpia od mamusi, nawet tego makowca od teściowej szkoda. Trudno! Zacznę w lutym. Przyrzekam, bez żadnych wymówek!

2. LUTY - rozłożyła mnie grypa, nie miałam głowy do odchudzania. Na szczęście miesiąc krótki, zleci szybko i pełna wigoru zaczynam nowe życie od marca. Bez wymówek!

3. MARZEC - Pierwszy tydzień na diecie, jestem z siebie dumna! Rodzina jest ze mnie dumna! Drugi tydzień na diecie, nie wiem co się stało? Wstałam w nocy i zjadłam całą tabliczkę czekolady i popiłam coca colą. Zaprzepaściłam cały miesiąc, zaczynam od kwietnia z nową dietą, Kryśka schudła na niej 12 kg, mnie też się uda. Tym razem bez wymówek!

4. KWIECIEŃ - Dieta od Kryśki musi poczekać, za dużo mam na głowie. Urodziny męża, przyjazd teściowej i Święta Wielkanocne. Jak w takich warunkach myśleć o diecie? Maj będzie spokojniejszy, zacznę w maju bez wymówek.

5. MAJ - Kryśka zaprosiła nas na grilla, pewnie chciała pochwalić się nową figurą. Jestem optymistycznie nastawiona i pełna nadziei. Ta dieta naprawdę działa, Kryśka wygląda rewelacyjnie!
Zjadłam nawet te jej dietetyczne sałatki. Jak się polało majonezem i zagryzło dobrze wypieczona karkówką to niebo w gębie. Zaczynam od jutra! Nie od pierwszego, nie od poniedziałku, ale od jutra, koniec z wymówkami!

6. CZERWIEC - Jestem beznadziejna! Przytyłam kolejne 5 kg , jak ja się pokażę na plaży? Jak założyć bikini? Ja nie wiem co ze mną nie tak, od nowego roku praktycznie na diecie, a tyję zamiast chudnąć. Pewnie jestem chora, albo mam uczulenie na gluten! I mówię to poważnie, nawet nie podejrzewajcie mnie o jakieś wymówki.

7. LIPIEC - Takie upały, że schudnę bez diety! Praktycznie nic nie jem.

8. SIERPIEŃ - Słońce, woda i plaża. Dalej mam nadzieję, że w wakacje schudnę z 5 kilogramów, trzymajcie kciuki.

9. WRZESIEŃ - I po wakacjach. Okazało się, że piwo z sokiem, lody z polewą karmelową i wytapianie tłuszczu na leżaku nie jest najlepszym sposobem na zgubienie kilogramów, przytyłam 2 kg. Czytałam o nowej diecie, daje lepsze rezultaty niż ta od Kryśki, chyba się na nią skuszę. Teraz już na poważnie, bez wymówek!

10. PAŹDZIERNIK -  Jestem 3 tydzień na diecie, schudłam 6 kg! Jestem tak zmotywowana, że na jutrzejszych urodzinach nie tknę torta, ani tych pysznych sałatek, poprzestanę na wodzie mineralnej z cytryną i cieście owsianym z truskawkami.
Goście wyszli przed północą, mąż i dzieciaki poszły spać, ja miałam tylko sprzątnąć ze stołu....nie wiem co napisać, kończą mi się wymówki.

11. LISTOPAD -  Rodzina nie chce już słuchać o kolejnej diecie, śmieją się , wypominają urodzinowego torta, pół miski sałatki, które w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęły w urodzinową noc. Żebyśmy chociaż mieli kota, miałabym na kogo zgonić...

12. GRUDZIEŃ - kto się odchudza w grudniu? Chyba tylko Kryśka! Zaprosili nas na Sylwestra, znów się będzie chwaliła nową figurą. Ja nie będę gorsza, właśnie zamówiłam sobie wyszczuplający gorset, zrobiłam przedłużenie włosów, rzęsy w 3D i paznokcie w jaskrawym kolorze, mam nadzieję , że nikt nie zauważy, że przytyłam kolejne 3 kilogramy. Za to od stycznia biorę się za siebie na poważnie, bez wymówek, przekonacie się!                    
             

wtorek, 4 kwietnia 2017

Jak żyć z FIT kobietą, czyli odchudzania i blogowania część dalsza

Wiem, wiem..trochę mnie nie było i pewnie stęskniliście się za Sznupkiem. Rozumiem i szybko błąd naprawiam! Gdyby ktoś choć trochę stesknił się za mną, to melduję, że żyję, mam się dobrze, waga spada w dół, cycki niestety też, jedynie stanie na rękach może je uratować, no ale coż począć? Przyciąganie ziemskie to złośliwa bestia.
Ja stęskniłam się za Wami okrutnie, muszę przyznać i wracam do blogowania. Będzie jak zawsze, trochę wesoło, trochę zdrowo, trochę kolorowo. No to zaczynamy!
    



*********************************************************************************
Pan Sznupek i jego kolega, po krótkiej rozmowie doszli do wspólnych wniosków, że żyje się trudno:
- Stary , ja to nawet napić się nie mogę - zwierzył się Sznupek
- Piwa? - zmartwił się kolega
- Gdzie piwa, pepsi się napić nie mogę, muszę się z puszką ukrywać.
- Stary! Ja mam gorzej
- No co Ty? - zapytał z niedowierzaniem Sznupek
- No mówię Ci, wracam któregoś dnia z pracy, witam się wesoło, a w domu cisza. Patrzę na żonę, ale kontaktu wzrokowego brak, wygląda, jakby ją wczesna demencja dopadła. Patrzę na córkę, a ta do mnie z wyrzutem - MAMA ZNALAZŁA, MASZ PRZECHLAPANE!
- Flaszkę znalazła? - zgaduje Sznupek
- Jaką flaszkę?! Słoik z nutellą znalazła w szafce z narzedziami.
- Jezzuuu - I co?
- No jak to co? Przez tydzień się do mnie nie odzywała, bo jej plan żywieniowy zachwiałem.
Teraz mnie karmi jakimś mazidłem z buraka i mówi, że to eko nutella, a ja jem i udaje, że wcale nie wyczuwam różnicy.
- To nic Chłopie! Ja nie moge spokojnie zjeść kiełbasy z musztardą , bo zaraz jęczy - 
   "dodaj warzywa, dodaj warzywa!"
To okładam tą kiełbasę pomidorami, na plasterek kiełbasy, plaster pomidora, żeby bilans się zgadzał.
- Jaki bilans?
- A skąd ja mam wiedzieć, tak mi gada, więc powtarzam. Wiesz stary ile ja dziennie zjadam tych pomidorów?
- A wodę?
- Co wodę?
- Pijesz?
- Czy ja wodę piję? Non stop! Tylko rano oczy otworzę i już słyszę zduszony jazgot spod poduszki:
- Wody się napij!
Głowa mnie boli - mam się napić wody, zmęczony jestem mam się wody napić, noga mnie napierdala, bo sobie w pracy drzwiami przytrzasnąłem, też mam pić wodę, bo cyrkulacja lepsza będzie. A ja dla świętego spokoju pije tą wodę jak jakiś wodnik szuwarek i latam do kibla co pół godziny!
- Ale twoja chociaż Cię na siłownie nie ciągnie, mnie już wymówki się kończą...
- Na siłownie może nie, ale kroki mi każe liczyć jak chodzę. Aplikacje mi w telefonie sprawdza! Rozumiesz? Jak nie wychodzę 10.000 kroków dziennie, to nie ma szans na spokojny wieczór przed telewizorem.
- Ja to czasem myślę, że wybuchne!
- Nie martw się stary, dasz radę, mnie też nerwy czasem puszczają - pocieszył Sznupek kolegę.
- Ale ja mówię poważnie, zielona soczewica, czerwona soczewica, groch, fasola, nasionka z rana, ziółka wieczoremi i jak mi to zaczyna buzować....
- To pierdzisz ciągle?
- No!
- Ja tak mam po tych owsianych ciateczkach, co muszę jeść zamiast snickersa.
- Myślisz, że im się kiedyś odmieni?
- Stary! Co wieczór się o to modlę!

wtorek, 24 listopada 2015

Dekalog grubasa na odwyku, czyli jak skutecznie chudnąć, nie zwariować i nie zbankrutować?

Specjalistów od odchudzania jest tysiące, nowe diety pojawiają się szybciej niż grzyby po deszczu i częściej niż promocje w Biedronce. Nowe cudowne diety, nowe ćwiczenia, nowi trenerzy, nowe rewolucyjne odkrycia naukowców lub pseudo naukowców robiących karierę na You Tube i FaceBooku.
No to ja też się dołączę, a co? - Doświadczenie mam? -  Mam! - Ponad 40 lat na diecie, w tym podwójna specjalizacja w efekcie jojo -  no niech ktoś mi powie, że specjalistką być nie mogę?
Po za tym, mam wrażenie, że teraz weszłam na tą słuszną ścieżkę i uda mi się pożegnać kilogramy raz na zawsze. No to zaczynamy!

DEKALOG GRUBASA NA ODWYKU



1.POROZMAWIAJ ZE SOBĄ 

Najważniejsza jest szczera rozmowa z samym sobą, bez tej rozmowy, nie ma sensu brnąć dalej.
Zapytaj siebie - dlaczego jestem gruba? - dlaczego mój wygląd mnie unieszczęśliwia? - dlaczego doprowadziłam się do takiego stanu, dlaczego nie potrafię odmówić sobie kolejnego pączka, kolejnej porcji tłustych żeberek? Dlaczego objadam się się w nocy, dlaczego wolę siedzieć i jeść przed telewizorem niż wyjść ze znajomymi do kina?
Zapytaj, nie bój się, tylko ty znasz odpowiedź na te pytania. Czasem odpowiedź kryje się tak głęboko w nas, że trzeba zapytać kilka razy, ale uda wam się , wydobędziecie tą odpowiedź z siebie.

2.  WYMÓWKI NA BOK

Jak już odpowiecie sobie na te trudne pytania, zazwyczaj następuje fala buntu, szukanie wymówek, usprawiedliwianie się.
"Ale przecież wcale tak dużo nie jem
To pewnie hormony,
Metabolizm mi nawala
Jestem stara
Nie mogę ćwiczyć, bo mnie biodro boli
Pewnie mam ten gen , co powoduje tycie"

STOP! Przestań w tej chwili! Wymówki na bok, trzeba coś ze sobą zrobić, trzeba znaleźć swoją nową drogę, drogę do zdrowszego i lżejszego życia. Wiele twoich dolegliwości pojawiło się wraz z otyłością, zaczniesz gubić kilogramy, one też odejdą. Pamiętaj! Nikt za ciebie nie zjadł tej tony parówek,  ptysiów z bezem i chrupiącego boczku z ziemniakami, więc nikt za ciebie nie schudnie. To ty musisz zrobić pierwszy krok!



3. ZACHOWAJ SWÓJ CHARAKTER 

Grubas też człowiek i swój charakter ma. Każdy z nas jest inny, jeden jest flegmatyczny, drugi przebojowy, a trzeci nerwowy. No chyba ameryki nie odkryłam, prawda?
To dlaczego chcesz się odchudzać tak samo jak Kryśka z parteru, albo jak ta chudzina z okładki niedzielnej gazety?
Nie rób nic wbrew sobie. Nie lubisz żyć według planu, to jak chcesz osiągnąć sukces z dietą , która wyznacz ci posiłki o konkretnych godzinach?
Nigdy nie byłeś typem sportowca, nawet piłka plażowa przelatywała ci przez palce, W-F do dzisiaj śni ci się po nocach?
Więc, po jaką cholerę kupiłeś dwa karnety na siłownie i zestaw ćwiczeń Pani Chodakowskiej?
Żeby schudnąć wystarczy zwiększyć aktywność fizyczną, a nie przygotowywać się do olimpiady.
Nie lubisz surowych warzyw? To po co wmuszasz w siebie kolejny koktajl z jarmużu i szpinaku?
Całe życie będziesz się zmuszać i męczyć? Bo żeby skutecznie schudnąć trzeba zmienić nawyki na całe życie.

Ja lubię ładnie zjeść i smacznie zjeść, więc nie dla mnie jedzenie typu pierś z kurczaka na parze i warzywa. Może i chudłabym dzięki temu szybciej. Ja jednak wolę wolniej, ale ze smakiem i przyjemnością.
Wolę spacer i taniec w rytm latynoskiej muzyki, niż ćwiczenia w zamkniętym hałaśliwym pomieszczeniu. Nie interesuje mnie robienie masy, czy rzeźbienie pośladków, więc wcale nie muszę chodzić na siłownię, żeby schudnąć. Co nie znaczy, że nie podziwiam ludzi, którzy ciężko pracują , aby uzyskać idealne kształty. Chwała im za to i wielkie brawa. Skoro to jest ich sposób na zdrową i szczupłą sylwetkę to kibicuję z całego serca.



Może w twoim przypadku wystarczy zmniejszyć porcje obiadowe, albo zmniejszyć ilość zjadanego chleba i cukru?
Może wystarczy wracać do domu na piechotę? Może znajdziesz spełnienie w bieganiu? Próbowałeś?
Zrobiłeś coś w tym kierunku?
Może potrzebujesz dopingu, może w grupie będzie ci łatwiej i warto poszukać jakiejś grupy wsparcia?
Ja o swoim odchudzaniu uwielbiam mówić, uwielbiam pisać, dzielić się przepisami, spostrzeżeniami, to mi pomaga, dodaje mi siły, nie pozwala zrezygnować. Nie interesuje mnie to , że pół "fejsa" wie, że się odchudzam, nie interesuje mnie, że pewnie połowa znajomych i wszystkie twardziele na dzielnicy się z tego śmieją. Jednym słowem mam to w dupie, moje odchudzanie, moja walka, moje życie.

4. WYELIMINUJ WROGA!

Musisz koniecznie zrobić rewolucję w swojej kuchni. Musisz przeprowadzić inspekcję w swoich szafkach. Musisz wyelimować tylko dwie rzeczy i gwarantuje ci, że bez większego poświęcenia, kilogramy będą leciały w dół.

SYROP GLUKOZOWO - FRUKTOZOWY
OLEJ PALMOWY 








To nie biały cukier sprawia, że tyjemy, że chorujemy, to nie tłusty kawałek szynki wyrządza nam krzywdę, to ukryty praktycznie wszędzie, syrop glukozowo- fruktozowy i olej palmowy.
Słyszy się ostatnio, że biały cukier zabija, że doprowadza do otyłości i wielu chorób, gluten jest twoim wrogiem, wędliny powodują raka. Czy aby na pewno?
A może "cukier" nas zabija, bo nasza dieta została cichaczem wzbogacona syropem kukurydzianym i TO sprawia, że przyjmujemy niemal zabójcze dawki cukrów dzień po dniu?
A może gluten nie byłby taki zły, gdyby do ciastek, chleba, płatków nie  dodawali syropu i oleju palmowego?




A wędliny? To samo, nafaszerowane chemicznymi dodatkami, syropem, spulchniaczami, zagęszczaczami sojowymi, czy to nie one wywołują raka?
Kochani, czytajcie etykiety, nie dajcie się omamić kolorowym reklamom wielkich koncernów spożywczych, które przekonują, że ich soczek z marchewki jest najlepszy na świecie, a serek z truskawkami uszczęśliwi twoje dziecko.



Wyrzućcie z szafek wszelkie sosy, fix-y, kostki rosołowe, wegety, czy gotowe zupki. Uwierzcie mi, że "chłopski garnek" czy makaron z serem da się ugotować , a zupa jarzynowa bez piramidki smaku, też jest do zrobienia. Dbajcie o siebie i swoje zdrowie.

5. TRZYMAJ SIĘ TRZECH ZASAD NA RAZ

Z każdej strony bombardują nas dobre rady - pij zieloną herbatę, nie pij zielonej herbaty, jedz owsiankę, jedz jajka, pij mleko, nie pij mleka, wciągaj brzuch, nie wciągaj, trzy posiłki, pięć posiłków, nie jedz, jedz i można by tak wymieniać przez miesiąc, a człowiek by tylko siedział i jadł , jadł i pił.
Ja postanowiłam trzymać się trzech zasad na raz, zasady oczywiście mogą się zmieniać w zależności od sytuacji, żeby było jasne - te trzy zasady są jakby dodatkiem co całokształtu.

piję tylko wodę, zieloną herbatę i kawę
nic nie jem po 19.00 (tylko jabłko przed snem)
codziennie ćwiczę przez 30 minut (marsze, zumba lub taniec)

Oczywiście odżywiam się zdrowo, nie objadam się i liczę kalorię, czasami maszeruję dłużej niż godzinę, ale ta metoda trzech zasad trzyma mnie w ryzach i jakby daje kontrole jednocześnie.

6. OSZUKUJ MÓZG 

Problem z otyłością bardzo często zaczyna się w mózgu, to mózg wysyła nam błędne sygnały, sprawia, że wydaje nam się, że jesteśmy głodni. Musimy więc odpłacić mu tym samym.
Stara chińska metoda, pomaga w trawieniu i przy okazji hałasem zagłusza mózg. Staraj się przy każdym posiłku mieć chrupiące warzywa. Niech to będzie kawałek ogórka, marchewki, cebula. cokolwiek.
Po pierwsze jesz dłużej, twarde warzywa wspomagają prace jelit, chrupanie pozwala skupiać się na jedzeniu, a nie na filmie czy przeglądaniu "fejsbuka".

Mózg też może się mylić. Czasami jesteśmy spragnieni, a mózg wysyła wiadomość - GŁODNY!
Dlatego najpierw się napij szklankę wody, a jak ssanie nie ustanie to wtedy coś zjedz.



7. DBAJ O CIAŁO

Ciało, a raczej skóra to największa bolączka ludzi, którzy się odchudzają. Niestety cudów nie ma, skóra wiotczeje! Jednak można to zminimalizować. Dieta bogata w zdrowe tłuszcze, powolny jednostajny spadek wagi i masaże - staraj się o tym pamiętać.



8. DBAJ O DUSZE

Pamiętaj, aby co jakiś czas robić sobie drobne przyjemności i upominki, Odchudzanie to nie ma być droga przez mękę, to ma być dla nas czas radości. Jeżeli nie będziemy szczęśliwy podczas tej drogi, nie będziemy myśleć o tym, żeby na niej zostać do końca życia, a przecież o to chodzi, prawda?
Jesteś na imieninach u cioci, zjedz no ten kawałek ciasta - jeżeli masz ochotę zjedz go ze smakiem i ciesz się chwilą.
Jak Ci się zdarzy zjeść dużego schabowego , to na litość boską uśmiechnij się,przecież dobry był, od czasu do czasu można sobie pozwolić na małe obżarstwo.
Straciłeś kolejne centymetry w pasie, kup sobie nowe spodnie, nową sukienkę, figlarne majtki. Nie żałuj sobie. Uśmiechaj się do ludzi, uśmiechaj się do siebie!                

9. NIE WYDAWAJ FORTUNY

Jedną z wymówek, jest ta, że nie stać mnie na zdrowe jedzenie, nie stać mnie na odchudzanie.
A ja ci powiem, że się mylisz i to bardzo. To co najzdrowsze jest najtańsze. Owoce i warzywa. Nie popadajmy w skrajności i paranoje, wcale nie musicie kupować jabłek czy marchewki w bio-sklepach.
Sklepy ze zdrową żywnością to maszynki do zarabiania pieniędzy. Ci sami producenci co nas trują olejem palmowym inwestują też w zdrową żywność. Biznes musi się kręcić. Sklepy ze zdrową żywność powinny bazować na lokalnych produktach skupowanych od lokalnych producentów.
Tak było kiedyś, teraz takie sklepy to często międzynarodowe sieciówki, które skupione są na szybkim zarobku przy małym nakładzie. Odpowiedź narzuca się sama.
Więc to co możecie kupić lokalnie - kupujcie w swoich sklepach, na ryneczkach, lub u zaprzyjaźnionego rolnika. W sklepach ze zdrową żywnością kupujcie towary exportowe typu olej kokosowy, mus z mango, czy komosę ryżową.



Zdrowe jedzenie to nasze jedzenie, jedzenie na którym zostaliśmy wychowani, to jedzenie, które sprawdza się w naszym klimacie. Nie potrzebujesz jagód goji i nasion chia, żeby być zdrowym i szczupłym. Co złego w dzikiej róży, porzeczkach, jagodach, czy malinach prosto z lasu? W czym gorsza jest suszona śliwka od suszonego daktyla?
Czy faktycznie masło ghee sprowadzane z dalekich Indii, będzie zdrowsze od naszego świeżego masła?
Nie stać cię, żeby wydawać krocie na kasze z Turcji czy z Peru? I dobrze! Bo i tak najlepsza jest nasza gryczana i jaglana.
Olej kokosowy najlepszy na świecie? Poczytaj o tłuszczu gęsim. Mąka kokosowa, mąka z cieciorki? Serio - mówisz, że bez tego nie schudniesz?

Ziemniaki , kapusta kiszona, dobry kawałek schabu, śledzie, kurczak czy na to potrzeba fortuny?
Łosoś najlepszy? Tak piszą w poradnikach? Badania robili? Zgadza się, badania robili na Alasce, wyławiając pięknego dzikiego łososia. Do naszych sklepów trafiają te mniej szlachetne, hodowlane.
Myślicie, że też takie zdrowe jak te dzikie z Alaski?

Nie dajmy się zwariować, nie dajmy się kusić reklamom. Ufajmy swoim instynktom i zdrowemu rozsądkowi.  Czytajmy etykiety! Urozmaicajmy sobie naszą kuchnię egzotycznymi dodatkami, ale bazujmy na tym co nam bliskie i znajome. Czym mniej przetworzone, czym krótsza droga nasze stoły, tym żywność zdrowsza.

10. NIE OBŻERAJ SIĘ I RUSZ DUPĘ 

W sumie to nie wiem, po co się tak rozpisałam, skoro to jest jedyny i słuszny sposób, żeby żyć zdrowo i szczupło:)




Zapraszam serdecznie wszystkich do naszej grupy na FaceBooku.
Potrzebujesz porady, przepisu, dobrego słowa? Wpadaj! W grupie raźniej, przyjemniej, weselej:) Wystraczy kliknąć w linka :)
      

    


         
 

poniedziałek, 14 września 2015

Na co narzekają grubasy na odwyku i jak się zakochać w kaszy gryczanej

Grubasom najlepiej w życiu wychodzi narzekanie, no może jeszcze sadełko ze spodni też całkiem nieźle wychodzi, ale o tym lepiej nie wspominać, bo jak się wspomni to się tylko człowiek zdenerwuje i zniechęci. Zdenerwowany i znęchęcony grubas to głodny grubas i wiadomo jak to się kończy, a kończy się żle. A na co narzeka grubas na odwyku? Zazwyczaj narzeka na to, że wszystko to co zdrowe jest niesmaczne, wodniste, zazwyczaj zielone i ogólnie blee blee i fuj fuj. Narzeka, że jedzenie przestaje być przyjemnością, że ceny tych wszystkich produktów odchudzają, ale najbardziej portfel, bo przecież trzeba jeść kaszę z Peru i ziarenka z Chin, inaczej nie da się schudnąć i już.

To ja muszę być jakaś inna, zawsze lubiłam wszystko co zielone i co zdrowe. Na przykład takie brokuły. Zdrowe? -  no zdrowe! - a jak się poleje sosem serowym i zapiecze w piekarniku, to już bajka poprostu. Albo takie suszone śliwki, ja nie wiem co w nich takiego niedobrego?? Przecież jak je się zawinie w boczek i zapiecze, to praktycznie ich nie czuć. No sami powiedzcie, czuć? Albo taka sałata w śmietanie z cebulką i szczypiorkiem? Już nic więcej mi do szczęscia nie potrzeba , jedynie ta sałata i dobrze wysmażony schabowy z kością. Nie rozumiem jak mogłam przytyć tyle na tak zdrowej diecie?

Na jedno nigdy nie narzekam , na to że odchudzanie czy też zdrowe jedzenie jest drogie. Według mnie może być nawet tańsze, smaczniejsze i wydajniejsze. Musimy tylko przestać wierzyć reklamom i powiedzieć wielkie "NIE" super promocjom w marketach. Nie potrzebujemy drogiej komosy ryżowej czy kuskusa do szczęścia , można kupić od czasu do czasu , dla smaka, z ciekawości, ale więcej pożytku przyniesie nam, nasza tania i zdrowa kasza gryczana. Ktoś się zapyta , a ile można tej kaszy jeść i jak ją zrobić skoro najlepiej smakuje z gęstym tłustym sosem? A od czego mnie macie, się pytam? Już spieszę z propozycjami i zapraszam do królestwa grycznego.






Kasza gryczana jest boska!!! Jest tania , jest jedną z najzdrowszych kasz na świecie, jest nasza! Wielkimi krokami zbliża się jesień, upewnij się, że w twojej szafce stoi opakowanie kaszy gryczanej. Ja już zrobiłam zapasy.
Jeżeli twierdzisz, że nie lubisz kaszy gryczanej, to znaczy, że nie jadłeś jej według mojego przepisu.
Lepiej smakuje niż ryż, dwa razy lepiej niż makaron i nie umywa się do niej żaden kuskus marokański. Zapraszam kochane grubasy na odwyku. Zasidajcie i zajadajcie na zdrowie!



GRYCZANY STIR FRY


Skladniki ( 4-5 osób)
4 pojedyncze piersi z kurczaka
2 szkłanki prażonej kaszy gryczanej lub białej
150 g sera feta
1 jajko
1 cebula
4 papryczki chili (może być suszona lub pieprz kajeński)
4 ząbki czosnku
pęczek zielonej pietruszki
garść bazylii
1 łyżka suszonego oregano
sól/pieprz do smaku
2 łyżki oliwy
3 szklanki wody
1/2 ogórka świeżego
8 pomidorków koktajlowych
sok z cytryny

Danie typowo jednogarnkowe typu "stir fry" czyli mieszamy i smażymy. No my jeszcze chwilę poddusimy, ale na to przymkną oko znawcy kuchni azjatyckiej:)
Potrzebujemy woka lub głęboką patalnię.
Na rozgrzaną patelnie wlewamy 2 łyżki oliwy, posiekaną drobno cebulę, czosnek i papryczki chili ( bez pestek). Jeżeli nie mamy świeżych papryczek chili dodajemy suszone lub pieprz kajeński. W zamian można dodać jedną czerwoną paprykę.
Dodajemy odrobinę soli i podsmażamy, aż nam się zarumieni cebulka.
Następnie dorzucamy kurczaka pokrojonego w kostkę, posiekaną pietruszkę z bazylią i oregano.
Zasypujemy to 2 szklankami kaszy gryczanej ( najlepsza kupowana na kilogramy, nie w torebeczkach)
Podsmażamy na średnim ogniu, aż zetnie nam się kurczak.
Zalewamy wodą - 3 szklanki to tak akurat.
MIeszamy, przykrywamy i dusimy na małym gazie przez nastepne 25 minut - można z raz przemieszać.
Jak kasza wchłonie całą wodę, zwiększamy gaz, robimy dziurkę na patelni, a raczej w kaszy.
Wbijamy jajko i czekamy aż się zetnie( takie tam sadzone), następnie jajko siekamy i mieszamy z całością.
Dodajemy ser feta pokrojony w drobną kostkę, mieszamy, podsmażamy z minute i ściągamy z ognia.
Dodajemy świeżego ogórka, pomidorki i doprawiamy solą i pieprzem, o ile zajdzie taka potrzeba. Skrapiamy odrobiną soku z cytryny.
Gotowe, mówię Wam! Gryczany odlot!



W wersji na zimno smakuje tak samo dobrze, można dodać posiekanej sałaty lodowej skropić sosem koperkowym (oliwa, musztarda, cytryna, koperek).


KOCIOŁEK BIESIADNY WEDŁUG SZNUPCI


          

Składniki (4-5 osób)


600 g schabu lub innego mięsa

200 g pieczarek

3 papryki
3 marchewki
1 pietrucha
1/2 selera naciowego
1 duża cebula
2 ogórki kiszone
1 szklanka kaszy gryczanej prażonej
3 szklanki wody ( tak na oko)
cukier lub miód ( opcjonalnie)
2 łyżki oleju

mieszanka biesiadna:

4-5 ząbków czosnku
4 łyżki majeranku
1 łyżka oregano
1 łyżka mielonej kolendry
1 łyżka suszonego koperku
1 łyżeczka kminu rzymskiego
4 liście laurowe
2 ziela angielskie
pieprz czarny
sól

Potrzebujemy dość szeroki garnek z grubym dnem, lub brytfanke, to co używamy do dań jednogarnkowych.

Rozgrzewamy olej i wrzucamy pokrojone w kostkę mięso, marchew, pietruszkę, pieczarki i cebulę. Smażymy przez kilka minut na dużym ogniu, bez przypraw, wtedy mamy gwarancję, że mięso nam się nie spali, a pięknie naturalnie przyrumieni. 
Zmniejszamy gaz, posypujemy wszystko mieszanką biesiadną i mieszamy energicznie. 
Następnie dodajemy posiekany seler naciowy i paprykę, zasypujemy kaszą gryczaną i podsmażamy chwilę na małym ogniu. 
W momencie kiedy mięso i warzywa są już prawie miękkie, zalewamy wszystko gotująca się wodą z czajnika. Myślę, że tak około 3 szklanek. Mieszamy , przykrywamy i dusimy pod przykryciem, aż kasza wchłonie wodę.
Na koniec dodajemy posiekanego ogórka kiszonego oraz doprawiamy solą i pieprzem oraz odrobiną cukru lub miodu dla podkręcenia smaku. 

Taki gorący kociołek wędruje na stół i niech się każdy częstuje czym chata bogata. 
Osobiście nie wyobrażam sobie tego dania bez buraczków i szklanki maślanki.

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozważania grubasa na odwyku, czyli kulinarne zabobony, reklama i przepisów kilka



Są takie dni, kiedy kumulują się w "grubasie na odwyku" tęsknoty za starymi złymi nawykami. Chciałoby się dużo, smacznie i najlepiej przed telewizorem oglądając film. To nawet nie żołądek się domaga, ale mózg ma ochotę sobie pofolgować i wiem, że jak nie zrobię coś z tym teraz, w tej chwili, to zapewne do wieczora walkę przegram i zniewolona przez stare nawyki skończę z talerzem chińszczyzny w dłoni i pudełkiem lodów na deser. Co zrobić? Oczywiście szybko zareagować i zrobić sobie dużą, ogromną porcję sałatki, niech się mózg zachrupie na dobre.
Niech mu się wydaje, że dostał to co chciał. Oczywiście oszustwo musi być dobrze zaplanowane, niemal niczym zbrodnia doskonała.
W tej sałatce trzeba ukryć coś treściwego, coś smacznego, coś co nam się nawinie na widelec co dziesiąty kęs, wtedy mózg myśli, że się objadł niemiłosiernie. Niech to będzie 5 plastrów kiełbasy, 5 kostek sera żółtego, czy kawałek szynki. U mnie dzisiaj akurat padło na tuńczyka z puszki, więc można powiedzieć "sielsko-anielsko".
Zapraszam po przepis:) 

Z CYKLU - OD PONIEDZIAŁKU SIĘ ODCHUDZAM....


SAŁATKA - SZPINAK Z TUŃCZYKIEM (1 PORCJA)


Składniki:
120 g szpinaku świeżego - 20 kcal
1 puszka tuńczyka z wody - 110 kcal
1 ogórek - 20 kcal
2 pomidory - 50 kcal
szczypiorek z cebulką - 10 kcal
1 łyżka oliwy - 80 kcal
2 łyżki octu balsamicznego - 15 kcal
1 łyżka musztardy miodowej - 25 kcal
sól
pieprz
czosnek
woda
Całość to jedynie 330 kcal, czyli bez wyrzutów możemy spałaszować całą miskę, zajmie to nam dobre pół godziny, a z przerwami będziemy mieli zajęcie na cały film:)
Do miski wlewamy oliwę, ocet balsamiczny, musztardę i przyprawy, mieszamy dokładnie , próbujemy i dodajemy wody, aby trochę złagodzić smak.
Dorzucamy warzywa , tuńczyka, mieszamy i zajadamy! Smacznego!


*****


Trochę reklamy nigdy nie zaszkodzi:)Jeżeli nie macie na swojej liście zakupowej wędzonego twarogu to szybko proszę błąd naprawić:)
Ja u siebie kupuję Solankowy Wędzony firmy Jana
W LIDLU można dostać Wędzony firmy Pilos
Ten wędzony ser jest dla mnie odkryciem roku! To połączenie fety/mozzarelli i oscypka w jednym. Dla grubasa na odwyku to niemal ambrozja, wieczny orgazm kulinarny.
Można go jeść na kanapki, można dodawać do sałatek, do omletów, można posypać zapiekankę , można zrobić farsz szpinakowo-serowy. Jedynie wyobraźnia może was tu ograniczyć w pomysłach.
Dzisiaj propozycja śniadaniowa, zapraszam!
Z CYKLU - OD PONIEDZIAŁKU SIĘ ODCHUDZAM
SAŁATKA WARZYWNA Z WĘDZONYM TWAROGIEM
Składniki:
100 g sera wędzonego - 220 kcal
4 łyżki jogurtu naturalnego - 60 kcal
zielenina - 50 kcal
pieprz do smaku
Całość to 330 kcal i powiem wam, że ciężko to zjeść na raz:)

wtorek, 19 maja 2015

Kuchenne fantazje z kalafiorem w tle, czyli jak go przerobić na ryż i sałatkę "HIT TEGO LATA!"

Zawsze powtarzam, że w kuchni nie przepis, a wyobraźnia liczy się najbardziej. Uwielbiam eksperymentować , uwielbiam wymyślać nowe potrawy. Całkiem niedawno natknęłam się na fajny przepis, jak przerobić kalafior na ryż lub kuskus i aż mi się żarówka nad głowa niemal przepaliła, jak sobie pomyślałam, na co jeszcze można ten kalafior przerobić idąc tym tropem.
Sezon an kalafiora właśnie się zaczyna i dzięki niemu możemy urozmaicić nasza dietę o wiele smacznych potraw.Dodawać nie muszę, że to warzywo bardzo niskokaloryczne, ale niesamowicie zdrowe, dostarczy nam sporo wapnia, żelaza i potasu. Naukowcy twierdzą, że dzięki substancji sulforafan zapobiega niektórym nowotworom i spowalnia proces starzenia.
Chyba bardziej zachęcać nie trzeba, aby przy najbliższej okazji kupić z dwie główki kalafiora, prawda? 

Zapraszam na pierwszy przepis, czyli jak przerobić kalafiora na ryż. DO tego dzielę się z wami przepisem na pysznego jogurtowego kurczaka. Nie ważne, czy liczycie kalorie, czy też nie , musisz wypróbować tej marynaty. Zdradzę  wam też przepis na moją ulubioną sałatkę do obiadu.

Jogurtowo- czosnkowe piersi z kurczaka z ryżem kalafiorowymi i sałatką z pomidorów w zalewie balsamicznej.





Składniki ( 1 porcja)


1 pierś z kurczaka ( 150 g) - 150 kcal

1/2 średniego kalafiora - 80 kcal
150 g pomidorów koktajlowych - 20 kcal
1/2 czerwonej cebuli - 10 kcal
świeża bazylia
zielona pietruszka - 5 kcal

1 łyżka oliwy - 80 kcal
1 łyżka jogurtu - 10 kcal
1 łyżeczka octu jabłkowego
2 łyżki octu balsamicznego - 5 kcal
1 łyżeczka miodu - 25 kcal
1/4 szklanki mleka - 25 kcal ( może być bulion lub śmietana)

suszony koperek
czosnek w przyprawie
kolendra mielona

cukier
sól
pieprz

No troszkę się pomyliłam i okazało się że danie ma około 410 kalorii:) 

czwartek, 14 maja 2015

Jak pozbyć się tłuszczu i przyspieszyć spalanie, czyli magiczna moc wody ogórkowej i sadełkożercy

           

Świat zwariował na punkcie tej wody, polecają go w czasopismach, polecają lekarze. Tak naprawdę nazywa się to Sassy Water, od nazwiska dietetyczki( C.Sass), która dobrała składniki i pierwsza wprowadziła tą wodę jako dodatek do autorskiej diety "na płaski brzuch".
Piję tą wodę już 16 dni i muszę przyznać, że faktycznie działa. Oczywiście to tylko wspomaga dietę, nie jest cudownym środkiem na odchudzanie. Na pewno oczyszcza z toksyn, bo moja cera po dwóch tygodniach jest nie do poznania! Czuję przypływ energii, naszła mnie ochota na ćwiczenia, na spacery, nie czuję głodu i ssania w żołądku i nogi mam jakby lżejsze. Mam też wrażenie, że spadek wagi znacznie przyspieszył, Przepraszam, że nie podam wam wyników w centymetrach i kilogramach, ale ja zmieniam swoje nawyki żywieniowe i styl życia i nie stresuję sie liczbami, nie chcę też czuć presji porannego ważenia się, nigdy nie było to dla mnie motywacją, wręcz przeciwnie. Liczy się to , jak się czuję i co widzę w lustrze, a czuję się fantastycznie i trzy rozmiary w dól to jak na razie niezły wyniki, jeszcze parę w dół i przestanę siebie rozpoznawać w lusterku. 
Wracając do tej wody.....

   ****


Jest to napój detoksykacyjny dla osób z dużą nadwagą, które mają sporo kilogramów do zrzucenia, kupę starego zalegającego tłuszczu, szczególnie w okolicach brzucha. Takim osobą jest zalecana, jednak pić ją może każdy!


 Co sprawia, że woda działa cuda?



ogórek - 


działa moczopędnie, oczyszcza organizm z toksyn, usuwa nadmiar wody, odkwasza organizm. 

Zawsze jedz ogórka ze skórką, gdyż tam jest najwięcej minerałów.



imbir - 


łagodzi wzdęcia, rozgrzewa organizm i pobudza do walki z tłuszczem

cytryna/limonka -

bogata w błonnik, tłumi apetyt, odtruwa organizm, balansuje PH.

mięta - 

nadaje świeżości, dodaje aromatu i wbrew opiniom tłumi apetyt.

Jak przygotowujemy taką wodę? Co potrzebujemy?

1.5 wody filtrowanej ( lub dobrej mineralnej)

1/2 ogórka 

1 cytryna

1 limonka 

6 plastrów imbiru ( lub płaska łyżeczka w proszku)

2 gałązki mięty

ogórka parzymy wrzątkiem i kroimy w plastry - nie obieramy
imbir parzymy wrzątkiem i kroimy w plastry - nie obieramy
cytryny i limonkę parzymy wrzątkiem, czyścimy i kroimy w plastry, a z "dupek wyciskamy trochę soku do dzbanka - nie obieramy
miętę wkładamy w całości w gałązce. 
Dlaczego nie obieramy? Bo bez skórki po paru godzinach wytrąci się goryczka z imbiru. Bo pod skórą kryje się samo dobro, nie wyrzucajmy więc! 
Wszystko to zalewamy zimną wodą i odstawiamy do lodówki na noc. 
Pierwszą szklankę pijemy po przebudzeniu, następną gdzieś w ciągu dnia, a ostatnia wieczorem po ostatnim posiłku, ale nie przed samym snem. Taki dzbanek powinien nam wystarczyć na dwa dni, w między czasie można uzupełnić wodą. 
Pijemy codziennie przez siedem dni, następnie robimy dzień przerwy, pijemy dwa dni, dzień przerwy. Kuracji nie wolno prowadzić dłużej niż 4 tygodnie. Można powtórzyć za parę miesięcy. 
Ja muszę się przyznać, że nadal piję codziennie, bo dzienna przerwa mi nie służy, ponieważ dopadały mnie jakieś zachciewajki i poległam przy dużej porcji kapuśniaku z kiełbasą. Pijąc tą wodę nie mam takich ciągotek, woda świetnie usypia mój głód.    

Smak wody nie każdemu może odpowiadać, ja osobiście lubię jak jest bardzo zimna, najlepiej pić przez słomkę:) 
Na pocieszenie dodam, że czym dłużej stoi , tym bardziej smakuje jak GIN&TONIC
Pamiętajmy, że ilość składników można dobierać do swoich kubków smakowych, jeżeli ktoś uważa, że woda jest za kwaśna, to może zmniejszyć odrobinę ilość cytryny, jeżeli zbyt miętowa , to ilość mięty. Można jej wypijać więcej, jeżeli jest taka potrzeba.  

  ********

Zapraszam was na kolejnego pogromce tłuszczu. Po wypiciu niech moc będzie z Wami, bo wasze ciała rusza z kopyta i będą tak spalać, ino dym pójdzie z uszu:). Codziennie jeden posiłek zamieniam na koktajl, a dwa razy w tygodniu serwuję Nam sadełkożercę. Ten koktajl działa i polecam szczególnie tym, co mają problem z tak zwaną "grubszą robotą". Sznupek miał ogromne problemy, żadne lekarstwa nie pomagały, teraz biega dwa razy dziennie, zegarki nastawiać ,a jego mina po wyjściu z toalety - BEZCENNA.



środa, 6 maja 2015

Jak obudzić w sobie Chodakowską, czyli rozmyślania grubasa na odwyku

Każdy porządny grubas wie, że dieta ma wtedy sens, kiedy łączy się ze zmianą nawyków żywieniowych i stylu życia. Do takiej diety trzeba podchodzić stopniowo, pokonywać ją małymi kroczkami, wtedy jest nadzieja, że potrwa nawet dłużej niż "Moda na sukces" i zostawi po sobie trwałe zmiany do końca życia.
Taką dietę stosuję ja i trzymam się metody małych kroczków, ale ileż można tuptać małymi kroczkami niczym japońska gejsza, przychodzi taki moment, że należy przejść do następnego etapu nowego życia, a mianowicie, trzeba obudzić w sobie Chodakowską.

         
No właśnie, trzeba podnieść tyłek z sofy i zacząć się ruszać i uwaga, nie dla figury, mięśni, czy sąsiada spod piątki (no może troszeczkę), ale dla siebie, dla zdrowia, dla serca, dla lepszego samopoczucia, dla bystrego mózgu (posiadam), dla dobrej formy (nie posiadam) i dla naszych najbliższych.
Do takiego kroku, trzeba się odpowiednio przygotować, żeby się szybko nie zniechęcić, bo wiadomo, że na początku nie jest łatwo. Myślę sobie, że nawet Chodakowska nie miała na początku łatwo, chociaż patrząc na nią , jakoś ciężko w to uwierzyć, wiec cofam przemyślenie, Chodakowska od początku miała łatwo! Ona musi posiadać jakąś krzyżówkę genów konika polnego i geparda i jak nic spokrewniona jest z Pudzianowskim, innego wytłumaczenia nie ma!


Nie wiem jak Wy, ale ja się tej dziewczyny boję, a jak jeszcze słyszę do tego hasła: skalpel i turbo spalanie , to jak nic jestem gotowa się rozpłakać niczym małe dziecko. Najgorsze jest to, że jak tylko obejrzę choćby 5 minut ćwiczeń, napatrzę się na ten biedny płaski brzuszek Ewy, to włącza mi się śledczy i biegnę robić dochodzenie w lodówce, co tu by można zjeść. Nie tam, żebym głodna była, ale za Ewę, bo przecież tak intensywnie ćwiczy, bidulka jeszcze zasłabnie. Pamiętacie, jak nas kiedyś rodzice karmili? Za mamusię, za tatusia...no to teraz do wyliczanki można dołączyć ... i za Chodakowską.  
No, ale dobra, dobra, dziecko nie jestem, mazać się nie będę, trza brać cycki w garść i zaczynać szlifować formę. Może przyjdzie taki czas, że będą mogła obejrzeć całą serię ćwiczeń na dvd bez zasłaniania oczu, to wtedy pomyślę o powolnym wybudzaniu Chodakowskiej. Na razie szans nie ma, nich sobie śpi.
Zaczęłam przygotowywać się psychicznie do wysiłku ruchowego. Najważniejsze to organizacja i motywacja. Sznupek dostał zadanie, skompletować mi ścieżkę dźwiękową, która będzie mnie rytmicznie i żwawo niosła przez ścieżkę zdrowia. Znajomi dostali przykaz motywowania mnie, niczym boksera przed walką.
- Dasz radę Sznupcia! - przekonywała mnie koleżanka z pracy - zobaczysz za rok weźmiesz udział w "10 Milowym Pochodzie Kiltów" razem z moim mężem - zapewniała z przekonaniem -  co niestety kiepską motywacją było, bo udział w pochodzie kiltów, to ja biorę co roku, co roku macham im z okna jak przechodzą pod moim domem. No, ale wybredna nie będę, każde dobre słowo się liczy.
Na fejsbuku motywują mnie bardziej doświadczone koleżanki, dają wskazówki co do sposobu chodzenia, łapaniu oddechu i wielu innych istotnych spraw, a co najważniejsze dopingują, piszą do mnie wiadomości, zwyczajnie , po ludzku interesują się . Może to dziwne, ale dają mi tym niesamowitego wirtualnego kopa na zachętę.
Więc jeżeli , ktoś z was myśli o tym , żeby zacząć ćwiczyć, biegać, pływać , chodzić.
To nie bójcie się o tym mówić, bo  najważniejsze,  to się głośno zobowiązać przed sobą i przed innymi.
Trzeba wprowadzić maszynę w ruch i adrenalinę w obieg. Nie zamykajcie się w czterech ścianach, nie marnujcie czasu, świat jest zbyt piękny, żeby przysłaniać go kilogramami!