Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życiowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Życiowo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 stycznia 2020

Sznupcia biznesmenka i dobre miejsce dla kobiet




Patrząc na datę ostatniego posta wychodzi na to, że publikuje raz na rok i jeżeli ktoś z Was jeszcze tu zagląda, to może śmiało przyznać sobie medal olimpijski za cierpliwość.

Idąc dalej, skoro cierpliwość uznawana jest za cnotę rodzaju ludzkiego, to jesteście bardzo cnotliwymi ludźmi. Ale poprzestańmy na tym, bo nie o waszej cnotliwości tu miało być. I tu was pewnie zaskoczę, ale o mojej też nie będzie. A o czym tak ważnym chciałam poinformować, że aż mi się zebrało na chwilę twórczości blogowej? 
Nie będę wam ściemniać, że tęskniłam (choć trochę tak) , nie będę was bajerować, że wena mi wróciła na pisanie bo, cholera, jak poszła tak nie wróciła. Nie będę wam też obiecywać , że będę teraz pisać regularnie, bo takiego kłamstwa to nawet blogosfera nie przyjmie. 




Przybywam do was w celach biznesowych. Otóż jako świeża biznesmenka muszę wykorzystać każdy sposób na reklamę. Na zagrywki w stylu Kardashianek niestety nie mam szans. Trochę do tego jestem za stara, mam tylko jedną siostrę i to z płaskim tyłkiem, a mój tata urodził się jako Rysiu i umrze jako Rysiu. Więc jak widzicie muszę sobie radzić w bardziej tradycyjny sposób. Grupa Szupkolubnych jest nadal spora, ciągle tu zaglądacie, więc tworzycie całkiem sporą grupę docelową jak to się mówi w tych kręgach. Żeby jeszcze się trochę popisać, to dodam, że operuję takimi słowami jak target, content, e-marketing i jeszcze paroma, ale akurat teraz mi wyleciały z głowy. 

No dobrze, ale do brzegu, jak to mawia jedna z moich ulubionych blogerek. Wiecie, albo i nie wiecie, że od zawsze uwielbiam podróżować. Ja żyję podróżami, jak nie podróżuję to planuję sobie , albo innym. Po latach postanowiłam zrobić coś, aby ta moja pasja stała się też moją profesją. Żeby to zrobić każdy ci powie, że trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu i zaryzykować. Ja myślałam, że można inaczej, że można tak sobie wymacać teren i tak na macanego dojść do celu. Wróciłam do college i właśnie kończę pisanie pracy licencjackiej na Travel&Tourism w West Scotland College. 
Zorganizowałam Babską Wyprawę do Indii, żeby przetestować swoje możliwości organizatorskie. 
Jednak ciągle pracowałam na etat w pracy, która zaczęła mnie zżerać od środka. No i przyszedł czas na  to, żeby wreszcie podjąć babską decyzję, złapać się pod boki i cyckami do przodu wyjść z tej całej strefy komfortu.



Rzuciłam pracę i postanowiłam się skupić na rozwijaniu swojego projektu ( o to też fajne marketingowe określenie) Stworzyłam, moim zdaniem coś unikatowego, niepowtarzalnego i w 100 % coś dla kobiet. Przywitajcie Kochani wielkimi brawami nowe dziecko w świecie turystyki niszowej. Turystyki , która idzie nowym nurtem i dba, żeby nie zadeptać świata, nie krzywdzić zwierząt i ludzi. 




Travel Power- strefa kobiet to Ja! Takie też będą te podróże. Pełne przygód, pasji, śmiechu, dobrej kuchni i świetnego towarzystwa. Będą czymś więcej niż odhaczaniem świątyni za świątynią, czy muzeum za kościołem. Travel Power to doznania , to przyjemności, to łzy wzruszenie, to poznawanie innych kultur i poznawanie siebie. To relaks i odpoczynek od świata, który tak wiele od nas, kobiet, wymaga. Travel Power to też warsztaty dla kobiet, które chcą nabrać pewności siebie, polubić siebie od nowa, zmobilizować się do działania, w skrócie można to nazwać Terapią Umysłu. Nie wiem jak jeszcze słowami oddać to co chcę osiągnąć, więc posilę się takim to oto obrazkiem.





Na dzień dzisiejszy mam przygotowane pakiety pobytowe w Szkocji w sezonie wiosenno-letnim i pakiety pobytowe w sezonie jesienno-zimowym. Takich atrakcji jak u nas nie znajdziecie w żadnym biurze podróży drogie Panie.




Jeżeli ktoś chciałby spędzić ze Sznupcią miły czas w Szkocji ( będę nawet gotować) lub trochę dłuższy w Indiach to zapraszam zapoznajcie się z ofertą. A może znacie jakieś babeczki, które chętnie by się gdzieś wyrwały, ale nie mają z kim, albo odwagi im brak? Szepnijcie dobre słowo o mnie , podajcie namiary na Travel Power , niech dobro się rozchodzi jak najwyżej, jak najdalej i jak najlepiej.



Wasza Sznupcia Biznesmenka     
         

niedziela, 23 grudnia 2018

Święta nie są dla zwykłych kobiet! Powrót Sznupci.

Próbowałam być tym, kim nie jestem i wiecie co? Na dłuższą metę ciężko być falszywym, nawet w stosunku do siebie, a może nawet przede wszystkim do siebie. Moża się pogubić, zatracić, unieszczęśliwić i doprowadzić do bankructwa tożsamosci. Takie bankructwo, chyba jest gorsze, niż to finansowe. O czym ja w ogóle piszę, zapytacie? Piszę o zaprzestaniu bycia Sznupcią, która żyje w szupkowym świecie. Chciałam być bardziej profesionalna, bardziej poważna w tym co robię, szukałam lepszego sposobu na siebie, na tego jak się wyrażam. Nie miałam czasu na bloga, a nawet nie za bardzo chciałam mu poświęcać czas, bo przecież jestem lepsza niż to, mam więcej planów, zamiarów i projektów. Założyłam kanał na YT i żeby oddciąć się od SznuPków nazwałam go "Jedz, kochaj,podróżuj", zaczełam się udzielać też na IG pod szyldem "Jedz.kochaj,podróżuj". Na początku było fajnie, nie tęskniłam za Sznupcią. Jednak nie na długo, zaczeliście pisać do mnie wiadomości, że teśknicie, że pamiętacie. Później pojechałam do Indii i chciałąm podzielić się z Wami moimi odczuciami, wspomnieniami, czymś co skradło moje serce. I co się okazało? Okazało się, że nie potrafię, nie potrafię być dobrym korespondentem turystycznym, nie jestem medialna, czy zabójczo przebojowa. Próbowałam grać, ale jak widać aktorka ze mnie żadna. Tylko Sznupcia wie, co jej w duszy gra i jak to przekazać. Więc wracam do bycia sobą - wracam do bycia SZNUPCIĄ, czasem gotuje, czasem podróżuje, a czasem rymuje. Święta Bożego Narodzenia to chyba dobry czas na takie decyzje, prawda?
Kanał na YT już nazywa się Sznupkowie w podrózy życia i zachęcam do subskrybcji. 
Na Instagramie też jesteśmy i na FaceBooku. Wypadałoby złożyć teraz życzenia świąteczne, ale w zamian podzielę się z wami tekstem, który napisałam po bardzo długim czasie posuchy twórczej. 
Szykujcie się na więcej, bo czuję, że wena wróciła..:) 


      



I znów się zaczął ten wspaniały okres w roku. Tradycja, rodzinne spotkania, religijne uniesienia, pyszne jedzenie, kolorowe światełka, pierogi u babci, bombeczki w kropeczki, zapach choinki prosto z Biedronki, świeczki piernikowe z Pepko, jednakowe swetry dla całej rodziny i psa, pierniczki z cynamonem, śnieg za oknem, kolędy w TV. No pięknie, obrazek jak z Instagrama.
Tylko gdzieś pomiędzy tymi pięknymi słowami skrywa się ZWYKŁA KOBIETA i słowa nagle nabierają innego wymiaru.
Lista zakupów, dwie listy zakupów, trzy listy zakupów i czwarta zapasowa , bo w tamtym roku trzy się zgubiły, więc w tym roku jesteś mądrzejsza.
Praca do 15.00, później wyścig po sklepach z tymi listami, o które się praktycznie potykasz , bo są tak długie. Między zakupami odbierasz dziecko z korepetycji, umawiasz fryzjera, gadasz z mężem przez telefon. Biegniesz po schodach, wpadasz do domu, stajesz się mistrzynią origami upychając zapas jedzenia na święta w lodówce. Myjesz okna, prasujesz obrus . Mąż wraca do domu, podajesz obiad dla siebie i dla dzieci, ty nie jesz , bo jesteś przecież na diecie. Zjadasz brokuła z jogurtem, wstawiasz pranie, prasujesz serwetki.
Mąż podchodzi, przytula i szepcze do ucha, że kocha, ale nie wie i zanim się zorientujesz czego on znowu nie wie, to już dopisujesz do listy prezent dla siebie do kupienia. Nastawiasz budzik, padasz na łóżko, dodajesz zdjęcie na fejsbuka - JUŻ NIE MOGĘ DOCZEKAĆ SIĘ ŚWIĄT - Ho Ho Ho! 
 
Wstajesz rano , dzwonisz do mamy , bo jeszcze nie uzgodniłyście u kogo będzie Wigilia? Mąż wstaje leci do pracy, po 10 minutach dzwoni, że mu się przypomniało, że Wigilia musi koniecznie być u Was , bo zaprosił kuzyna Bartka z nową dziewczyną i strasznie chce ją pozać , bo on ma taki kiepski gust, że pewnie panienka bedzie konkurować z urodą waszego mopsa. Dzwonisz znów do mamy , tłumaczysz , że Wigilia u Was, mama się obraziła, odłożyła słuchawkę.
Dzwoni teściowa, z prośbą o jakieś dania bez grzybów, cebuli, tłuszczu i maku , bo tatusia wątroba boli i znów będzie cierpiał jak w tamtym roku. Nie pomogło tłumaczenia , że tatuś się źle poczuł, bo zjadl pół blachy serika i 4 dokładki śledzi w oleju. Teściowa się obraziła, odłożyła słuchawkę. Może byś się przejęła, ale twoje myśli zakłóca turbot pralki, zmywarki i wrzasku najmłodszej, że ona dzisiaj ma mikołajki w szkole i zapomniała o prezencie dla koleżanki.
Łapiesz dziecko , łapiesz kluczyki od samochodu i do Biedronki biegiem kupić cokolwiek, co się nadaje na prezent. Dziecko naburmuszone, bo byle czego to ona nie da. Wysiada z samochodu i trzaska drzwiami. Liczysz do trzech i jedziesz na rynek kupić mak i kapuste kiszoną. Coś jeszcze miałaś kupić, ale listy zostały w domu i nie pamiętasz. 
Wracając do domu odbierasz pranie z pralni, wpadasz do Pepko i znów wydajesz fortunę na ozdoby choinkowe. W domu zerkasz na listę i GRZYBY, zapomniałaś o grzybach. Dzwonisz do męża, niech kupi po drodze, ty musisz odrobić lekcje ze starszym, bo jakoś mało kumaty taki, pewie po teściowej. Mąż wraca z pracy, w dłoni trzyma 5 opakować pieczarek. Opadły ci ręce, cycki i wałki z głowy.
Padasz wieczorem do łózka, na fejsbuku wklejasz zdjęcie uśmiechniętej najmłodszej w mikołajkowym stroju - to nic , ze zapłaciłaś jej za to 20 zł - resztkami siły dopisujesz tylko - RODZINA TO PODSTAWA , NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ ŚWIĄT - HO, HO, HO!
Dom lśni, świeczki płoną, pachnie sernikiem, goście się śmieją , mąż wypina pierś jak paw i częstuje faszerowanymi pieczarkami jego pomysłu, niby taka nowa rodzinna tradycja. Dzieciaki piszczą i ciesza się prezentami, pies pogryzł swój świąteczny sweterek, a przeciez mógł ci zrobić prezent i pogryźć teściową , która na wszystko kręci nosem. Jesteś tak zajęta bieganiem między kuchnią , a salonem, że nie masz czasu otworzyć prezentu, chociaż i tak wiesz , co tam jest, bo sama sobie go kupiłaś, kryształowy wazon, choć teraz żałujesz, bo i tak kwiatów nie dostajesz za często.
W myślach obiecujesz sobie, że za rok pojedziecie do Zakopanego na całe Święta, że będziesz odpoczywać, spacerować, pójdziesz do SPA, z mężem na kawę, a dom posprzątają dzieci!
Rozmarzyłaś się tak bardzo, ze nie dosłyszałaś co mówi do ciebie mąż.
-To co kochanie, w przyszły roku powtórka, powtórzył?
I nagle olśniło cię do czego może się przydać ten wazon.
Padasz zmęczona do łóżka, a w głowie kołacze ci się jedna myśl - Świeta są dla SUPERWOMAN, a ja jestem tylko ZWYCZAJNĄ KOBIETĄ.
Mąż nadal siedzi przed TV, nie kłądzie się, wciąż okłada lodem rozbity łuk brwiowy. Na fejsbuku dodaje zdjęcie waszej choinki, z dopiskiem - ŚWIĘTA BYŁY CUDOWNE, ALE W PRZYSZŁYM ROKU ZAKOPANE 

niedziela, 27 sierpnia 2017

Jak prowadzić grupę na Facebooku, nie zwariować i nie dać się sterroryzować?

Jednym z powodów dlaczego zaniedbałam bloga przez ostatnie dwa lata, było to , że resztki swojej energii włożyłam w prowadzenie grupy na facebooku. Dlaczego wpadłam na pomysł założenia grupy? Szukałam wsparcia , motywacji i inspiracji na innych grupach związanych z odchudzaniem, ale nie do końca znajdowałam zrozumienie tematu i tego bodźca, którego potrzebowałam. Postanowiłam więc stworzyć grupę prowadzoną przez grubasa dla grubasów i tak powstało moje osobiste fejsbukowe dziecko. Zanim przeczytasz resztę tekstu to zapraszam teraz, bo później możesz się rozmyślić.




Grupy są bardzo popularne i chyba nie ma osoby, która nie należy choćby do jednej. Ja sama należę do wielu grup tematycznych, kulinarnych, podróżniczych, czy tych dla ludzi dojrzałych, dla ludzi po 40-ce, dla kobiet, czy dla mieszkańców Szczecina. Nie należę tylko do grup rodzicielskich, tak zwanych z angielska parentingowych, a szkoda, bo doszły mnie plotki, że tam to się dzieje! Wojna na pampersy i mleczne rewolucje to codzienność. No, ale tak jak mówiłam, znam to tylko z opowiadań.

Szukając odpowiedniej grupy dla siebie, zaczyna kiełkować ci myśl, a może by tak założyć własną grupę? Moja na pewno będzie wspaniała, jedyna w swoim rodzaju, wolna od nienawiści i zawiści. Totalny ZEN, tęczowe jednorożce w krainie szczęśliwości skaczące z chmurki na chmurkę przekazują bliźniemu swemu całe pokłady miłości.
Tak to wygląda w planach, ale uwierz mi, że rzeczywistość Cię przerośnie. Bo grupę tworzą ludzie, ludzie których nie znasz, nie widziałeś na oczy, ludzie którzy pochodzą z różnych grup społecznych, niosąc za sobą cały bagaż nawyków, fobii, strachów, niedociągnięć umysłowych i zwyczajnych braków w wychowaniu. Szykuj się więc na to , że będzie wesoło, że będzie ciekawie i pracowicie, bo czeka  cię dużo sprzątania.



Na początku jest spokojnie, grupa jest mała, nie pojawia się jeszcze w "propozycjach" FB, więc są to twoi znajomi, ludzie z polecenia i tacy co trochę się grupy naszukali, więc wiedzą po co tu są i jaki mają cel. O takich grupowiczów trzeba dbać jak o własne dzieci, koty czy kwiatki na balkonie, bo oni właśnie będą największym wsparciem dla każdego administratora grupy. W przyszłości będą nazywani złośliwie "kółkiem wzajemnej adoracji", ale nie zwracaj na to uwagi, bo to ci grupowicze będą pomagać ci w walce z szarańczą. A co to jest szarańcza? No kochani i tu dochodzimy do sedna sprawy. Szarańcza dzieli się na wiele grup, pozwólcie, że wypiszę tylko parę:

wtorek, 22 sierpnia 2017

Czy jeszcze grzechu warta, czyli rozmyślania kobiety dojrzałej?

W życiu każdej dojrzałej kobiety jest taki moment, że czuję się staro i ja też miewam takie momenty, za każdym razem jak przyjeżdżam do Polski. Pierwsza wizyta w sklepie i pierwsze zderzenie ze starością. Co pani podać pyta młoda dziewczyna w warzywniaku i tu, chociaż się staram, to uśmiech przychodzi mi z trudnością, bo w ciągu sekundy czuję się stara i zaszufladkowana. Pewnie zastanawiacie się o czym ja piszę? Przecież wszyscy sobie w Polsce "paniują", no właśnie ja się od tego odzwyczaiłam i dopiero teraz widzę jaki to jest okropny przejaw segregacji wiekowej. Uwierzcie mi, czasem wystarczy spojrzeć na coś z dystansu, żeby zrozumieć jak bardzo te konwenanse mają wpływ na naszą psychikę,, na nasze samopoczucie. Przywykliśmy do tego, poddajemy się tej sztucznej formie szacunku. Tak, tak sztucznej i na wyrost, bo szacunek to czyny, a nie tylko słowa. "Paniowanie" buduje dystans, często też wprowadza w zakłopotanie, czyli utrudnia jakże ważny pierwszy kontakt. Ręka w górę , komu nie zdarzyło się kalkulować szybko w głowie, czy wypada do kogoś się zwrócić na ty, czy już raczej per pani? Kiedyś robiłam w sklepie zakupy i dziewczyna zwracała się do mnie per ty, co mnie bardzo ucieszyło, do momentu kiedy w luźnej rozmowie powiedziałam dziewczynie, że mam 41 lat. Dziewczę spłonęło po sam czubek głowy i zaczęło mnie przepraszać, że tak do mnie na TY mówi. Ja jej, że nic się nie stało, że ja żadna pani nie jestem, na co dziewczyna mi odpowiedziała - " W życiu nie dałabym PANI 40 lat, wygląda PANI na MŁODSZĄ" Czyli co? W rezultacie wyszło, że jestem stara? Dobijcie mnie proszę, wiele nie trzeba, zardzewiała agrafka załatwi sprawę!


czwartek, 10 sierpnia 2017

Rocznica, szkoła, kot i Indie, czyli co u Sznupków słychać?

Dzisiaj mija 8 lat jak jesteśmy razem ze Sznupkiem. Dla jednych to kawał czasu, a dla innych tylko chwila. Wszystko zależy od punktu widzenia, od punktu siedzenia i od tego czy ma się pod ręką doniczkę, czy też nie.
Z okazji tej ósmej rocznicy postanowiłam, że czas się Wam pokazać, bo w sumie co tu ukrywać, no może te nadprogramowe kilogramy, ale jak mówi polskie przysłowie - "szczęśliwi kilogramów nie liczą", a może szło to trochę inaczej? W każdym bądź razie dzisiaj zostańmy przy tej wersji.
Wyprzedzając pytania , dziecko do pierwszego zdjęcia zostało wypożyczone za grubą kasę, jak widać zapozowała dobrze, ten dramatyzm w oczach robi cały nastrój.

      
Dodaj napis




Co jeszcze ciekawego u nas słychać? W sumie niewiele się działo, dopadła nas proza życia, szara rzeczywistość i jakby straciliśmy ochotę do marzeń i ich realizacji. Jednak to już należy do przyszłości, bo to jest niezgodne z moją naturą. Rzucam życiu kolejne wyzwania, kolejne cele, bez tego życie jest smutne i nudne. Marzenia trzeba spełniać, marzenia trzeba mieć nawet, jak ma się ponad 40 lat i zmęczenie materiału zaczyna brać górę. Na szczęście udało mi się zapanować nad swoimi zmorami i zbić te najgorsze kilogramy, które niemal utrudniały mi życie. Tak, tak, byłam jeszcze większa niż na tych zdjęciach powyżej, ale o tym szerzej w innym poście. Teraz to już tylko z górki....hehe.. w sumie niby powiedzenie, ale bardzo trafne, bo pod górkę jeszcze sapię.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

12 wymówek grubasa, czyli co zrobić, żeby nie schudnąć?


  


1. STYCZEŃ - Jak się zacząć odchudzać, skoro nie ma miejsca w lodówce i zamrażalniku? Gdzie upchać łososia, szparagi i chudy twaróg? No nie ma wyjścia, najpierw trzeba dojeść te wszystkie pyszności ze świąt. Przecież nie wyrzucę pierożków, bigosu, boczku pieczonego, karpia od mamusi, nawet tego makowca od teściowej szkoda. Trudno! Zacznę w lutym. Przyrzekam, bez żadnych wymówek!

2. LUTY - rozłożyła mnie grypa, nie miałam głowy do odchudzania. Na szczęście miesiąc krótki, zleci szybko i pełna wigoru zaczynam nowe życie od marca. Bez wymówek!

3. MARZEC - Pierwszy tydzień na diecie, jestem z siebie dumna! Rodzina jest ze mnie dumna! Drugi tydzień na diecie, nie wiem co się stało? Wstałam w nocy i zjadłam całą tabliczkę czekolady i popiłam coca colą. Zaprzepaściłam cały miesiąc, zaczynam od kwietnia z nową dietą, Kryśka schudła na niej 12 kg, mnie też się uda. Tym razem bez wymówek!

4. KWIECIEŃ - Dieta od Kryśki musi poczekać, za dużo mam na głowie. Urodziny męża, przyjazd teściowej i Święta Wielkanocne. Jak w takich warunkach myśleć o diecie? Maj będzie spokojniejszy, zacznę w maju bez wymówek.

5. MAJ - Kryśka zaprosiła nas na grilla, pewnie chciała pochwalić się nową figurą. Jestem optymistycznie nastawiona i pełna nadziei. Ta dieta naprawdę działa, Kryśka wygląda rewelacyjnie!
Zjadłam nawet te jej dietetyczne sałatki. Jak się polało majonezem i zagryzło dobrze wypieczona karkówką to niebo w gębie. Zaczynam od jutra! Nie od pierwszego, nie od poniedziałku, ale od jutra, koniec z wymówkami!

6. CZERWIEC - Jestem beznadziejna! Przytyłam kolejne 5 kg , jak ja się pokażę na plaży? Jak założyć bikini? Ja nie wiem co ze mną nie tak, od nowego roku praktycznie na diecie, a tyję zamiast chudnąć. Pewnie jestem chora, albo mam uczulenie na gluten! I mówię to poważnie, nawet nie podejrzewajcie mnie o jakieś wymówki.

7. LIPIEC - Takie upały, że schudnę bez diety! Praktycznie nic nie jem.

8. SIERPIEŃ - Słońce, woda i plaża. Dalej mam nadzieję, że w wakacje schudnę z 5 kilogramów, trzymajcie kciuki.

9. WRZESIEŃ - I po wakacjach. Okazało się, że piwo z sokiem, lody z polewą karmelową i wytapianie tłuszczu na leżaku nie jest najlepszym sposobem na zgubienie kilogramów, przytyłam 2 kg. Czytałam o nowej diecie, daje lepsze rezultaty niż ta od Kryśki, chyba się na nią skuszę. Teraz już na poważnie, bez wymówek!

10. PAŹDZIERNIK -  Jestem 3 tydzień na diecie, schudłam 6 kg! Jestem tak zmotywowana, że na jutrzejszych urodzinach nie tknę torta, ani tych pysznych sałatek, poprzestanę na wodzie mineralnej z cytryną i cieście owsianym z truskawkami.
Goście wyszli przed północą, mąż i dzieciaki poszły spać, ja miałam tylko sprzątnąć ze stołu....nie wiem co napisać, kończą mi się wymówki.

11. LISTOPAD -  Rodzina nie chce już słuchać o kolejnej diecie, śmieją się , wypominają urodzinowego torta, pół miski sałatki, które w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęły w urodzinową noc. Żebyśmy chociaż mieli kota, miałabym na kogo zgonić...

12. GRUDZIEŃ - kto się odchudza w grudniu? Chyba tylko Kryśka! Zaprosili nas na Sylwestra, znów się będzie chwaliła nową figurą. Ja nie będę gorsza, właśnie zamówiłam sobie wyszczuplający gorset, zrobiłam przedłużenie włosów, rzęsy w 3D i paznokcie w jaskrawym kolorze, mam nadzieję , że nikt nie zauważy, że przytyłam kolejne 3 kilogramy. Za to od stycznia biorę się za siebie na poważnie, bez wymówek, przekonacie się!                    
             

wtorek, 4 kwietnia 2017

Jak żyć z FIT kobietą, czyli odchudzania i blogowania część dalsza

Wiem, wiem..trochę mnie nie było i pewnie stęskniliście się za Sznupkiem. Rozumiem i szybko błąd naprawiam! Gdyby ktoś choć trochę stesknił się za mną, to melduję, że żyję, mam się dobrze, waga spada w dół, cycki niestety też, jedynie stanie na rękach może je uratować, no ale coż począć? Przyciąganie ziemskie to złośliwa bestia.
Ja stęskniłam się za Wami okrutnie, muszę przyznać i wracam do blogowania. Będzie jak zawsze, trochę wesoło, trochę zdrowo, trochę kolorowo. No to zaczynamy!
    



*********************************************************************************
Pan Sznupek i jego kolega, po krótkiej rozmowie doszli do wspólnych wniosków, że żyje się trudno:
- Stary , ja to nawet napić się nie mogę - zwierzył się Sznupek
- Piwa? - zmartwił się kolega
- Gdzie piwa, pepsi się napić nie mogę, muszę się z puszką ukrywać.
- Stary! Ja mam gorzej
- No co Ty? - zapytał z niedowierzaniem Sznupek
- No mówię Ci, wracam któregoś dnia z pracy, witam się wesoło, a w domu cisza. Patrzę na żonę, ale kontaktu wzrokowego brak, wygląda, jakby ją wczesna demencja dopadła. Patrzę na córkę, a ta do mnie z wyrzutem - MAMA ZNALAZŁA, MASZ PRZECHLAPANE!
- Flaszkę znalazła? - zgaduje Sznupek
- Jaką flaszkę?! Słoik z nutellą znalazła w szafce z narzedziami.
- Jezzuuu - I co?
- No jak to co? Przez tydzień się do mnie nie odzywała, bo jej plan żywieniowy zachwiałem.
Teraz mnie karmi jakimś mazidłem z buraka i mówi, że to eko nutella, a ja jem i udaje, że wcale nie wyczuwam różnicy.
- To nic Chłopie! Ja nie moge spokojnie zjeść kiełbasy z musztardą , bo zaraz jęczy - 
   "dodaj warzywa, dodaj warzywa!"
To okładam tą kiełbasę pomidorami, na plasterek kiełbasy, plaster pomidora, żeby bilans się zgadzał.
- Jaki bilans?
- A skąd ja mam wiedzieć, tak mi gada, więc powtarzam. Wiesz stary ile ja dziennie zjadam tych pomidorów?
- A wodę?
- Co wodę?
- Pijesz?
- Czy ja wodę piję? Non stop! Tylko rano oczy otworzę i już słyszę zduszony jazgot spod poduszki:
- Wody się napij!
Głowa mnie boli - mam się napić wody, zmęczony jestem mam się wody napić, noga mnie napierdala, bo sobie w pracy drzwiami przytrzasnąłem, też mam pić wodę, bo cyrkulacja lepsza będzie. A ja dla świętego spokoju pije tą wodę jak jakiś wodnik szuwarek i latam do kibla co pół godziny!
- Ale twoja chociaż Cię na siłownie nie ciągnie, mnie już wymówki się kończą...
- Na siłownie może nie, ale kroki mi każe liczyć jak chodzę. Aplikacje mi w telefonie sprawdza! Rozumiesz? Jak nie wychodzę 10.000 kroków dziennie, to nie ma szans na spokojny wieczór przed telewizorem.
- Ja to czasem myślę, że wybuchne!
- Nie martw się stary, dasz radę, mnie też nerwy czasem puszczają - pocieszył Sznupek kolegę.
- Ale ja mówię poważnie, zielona soczewica, czerwona soczewica, groch, fasola, nasionka z rana, ziółka wieczoremi i jak mi to zaczyna buzować....
- To pierdzisz ciągle?
- No!
- Ja tak mam po tych owsianych ciateczkach, co muszę jeść zamiast snickersa.
- Myślisz, że im się kiedyś odmieni?
- Stary! Co wieczór się o to modlę!

wtorek, 24 listopada 2015

Dekalog grubasa na odwyku, czyli jak skutecznie chudnąć, nie zwariować i nie zbankrutować?

Specjalistów od odchudzania jest tysiące, nowe diety pojawiają się szybciej niż grzyby po deszczu i częściej niż promocje w Biedronce. Nowe cudowne diety, nowe ćwiczenia, nowi trenerzy, nowe rewolucyjne odkrycia naukowców lub pseudo naukowców robiących karierę na You Tube i FaceBooku.
No to ja też się dołączę, a co? - Doświadczenie mam? -  Mam! - Ponad 40 lat na diecie, w tym podwójna specjalizacja w efekcie jojo -  no niech ktoś mi powie, że specjalistką być nie mogę?
Po za tym, mam wrażenie, że teraz weszłam na tą słuszną ścieżkę i uda mi się pożegnać kilogramy raz na zawsze. No to zaczynamy!

DEKALOG GRUBASA NA ODWYKU



1.POROZMAWIAJ ZE SOBĄ 

Najważniejsza jest szczera rozmowa z samym sobą, bez tej rozmowy, nie ma sensu brnąć dalej.
Zapytaj siebie - dlaczego jestem gruba? - dlaczego mój wygląd mnie unieszczęśliwia? - dlaczego doprowadziłam się do takiego stanu, dlaczego nie potrafię odmówić sobie kolejnego pączka, kolejnej porcji tłustych żeberek? Dlaczego objadam się się w nocy, dlaczego wolę siedzieć i jeść przed telewizorem niż wyjść ze znajomymi do kina?
Zapytaj, nie bój się, tylko ty znasz odpowiedź na te pytania. Czasem odpowiedź kryje się tak głęboko w nas, że trzeba zapytać kilka razy, ale uda wam się , wydobędziecie tą odpowiedź z siebie.

2.  WYMÓWKI NA BOK

Jak już odpowiecie sobie na te trudne pytania, zazwyczaj następuje fala buntu, szukanie wymówek, usprawiedliwianie się.
"Ale przecież wcale tak dużo nie jem
To pewnie hormony,
Metabolizm mi nawala
Jestem stara
Nie mogę ćwiczyć, bo mnie biodro boli
Pewnie mam ten gen , co powoduje tycie"

STOP! Przestań w tej chwili! Wymówki na bok, trzeba coś ze sobą zrobić, trzeba znaleźć swoją nową drogę, drogę do zdrowszego i lżejszego życia. Wiele twoich dolegliwości pojawiło się wraz z otyłością, zaczniesz gubić kilogramy, one też odejdą. Pamiętaj! Nikt za ciebie nie zjadł tej tony parówek,  ptysiów z bezem i chrupiącego boczku z ziemniakami, więc nikt za ciebie nie schudnie. To ty musisz zrobić pierwszy krok!



3. ZACHOWAJ SWÓJ CHARAKTER 

Grubas też człowiek i swój charakter ma. Każdy z nas jest inny, jeden jest flegmatyczny, drugi przebojowy, a trzeci nerwowy. No chyba ameryki nie odkryłam, prawda?
To dlaczego chcesz się odchudzać tak samo jak Kryśka z parteru, albo jak ta chudzina z okładki niedzielnej gazety?
Nie rób nic wbrew sobie. Nie lubisz żyć według planu, to jak chcesz osiągnąć sukces z dietą , która wyznacz ci posiłki o konkretnych godzinach?
Nigdy nie byłeś typem sportowca, nawet piłka plażowa przelatywała ci przez palce, W-F do dzisiaj śni ci się po nocach?
Więc, po jaką cholerę kupiłeś dwa karnety na siłownie i zestaw ćwiczeń Pani Chodakowskiej?
Żeby schudnąć wystarczy zwiększyć aktywność fizyczną, a nie przygotowywać się do olimpiady.
Nie lubisz surowych warzyw? To po co wmuszasz w siebie kolejny koktajl z jarmużu i szpinaku?
Całe życie będziesz się zmuszać i męczyć? Bo żeby skutecznie schudnąć trzeba zmienić nawyki na całe życie.

Ja lubię ładnie zjeść i smacznie zjeść, więc nie dla mnie jedzenie typu pierś z kurczaka na parze i warzywa. Może i chudłabym dzięki temu szybciej. Ja jednak wolę wolniej, ale ze smakiem i przyjemnością.
Wolę spacer i taniec w rytm latynoskiej muzyki, niż ćwiczenia w zamkniętym hałaśliwym pomieszczeniu. Nie interesuje mnie robienie masy, czy rzeźbienie pośladków, więc wcale nie muszę chodzić na siłownię, żeby schudnąć. Co nie znaczy, że nie podziwiam ludzi, którzy ciężko pracują , aby uzyskać idealne kształty. Chwała im za to i wielkie brawa. Skoro to jest ich sposób na zdrową i szczupłą sylwetkę to kibicuję z całego serca.



Może w twoim przypadku wystarczy zmniejszyć porcje obiadowe, albo zmniejszyć ilość zjadanego chleba i cukru?
Może wystarczy wracać do domu na piechotę? Może znajdziesz spełnienie w bieganiu? Próbowałeś?
Zrobiłeś coś w tym kierunku?
Może potrzebujesz dopingu, może w grupie będzie ci łatwiej i warto poszukać jakiejś grupy wsparcia?
Ja o swoim odchudzaniu uwielbiam mówić, uwielbiam pisać, dzielić się przepisami, spostrzeżeniami, to mi pomaga, dodaje mi siły, nie pozwala zrezygnować. Nie interesuje mnie to , że pół "fejsa" wie, że się odchudzam, nie interesuje mnie, że pewnie połowa znajomych i wszystkie twardziele na dzielnicy się z tego śmieją. Jednym słowem mam to w dupie, moje odchudzanie, moja walka, moje życie.

4. WYELIMINUJ WROGA!

Musisz koniecznie zrobić rewolucję w swojej kuchni. Musisz przeprowadzić inspekcję w swoich szafkach. Musisz wyelimować tylko dwie rzeczy i gwarantuje ci, że bez większego poświęcenia, kilogramy będą leciały w dół.

SYROP GLUKOZOWO - FRUKTOZOWY
OLEJ PALMOWY 








To nie biały cukier sprawia, że tyjemy, że chorujemy, to nie tłusty kawałek szynki wyrządza nam krzywdę, to ukryty praktycznie wszędzie, syrop glukozowo- fruktozowy i olej palmowy.
Słyszy się ostatnio, że biały cukier zabija, że doprowadza do otyłości i wielu chorób, gluten jest twoim wrogiem, wędliny powodują raka. Czy aby na pewno?
A może "cukier" nas zabija, bo nasza dieta została cichaczem wzbogacona syropem kukurydzianym i TO sprawia, że przyjmujemy niemal zabójcze dawki cukrów dzień po dniu?
A może gluten nie byłby taki zły, gdyby do ciastek, chleba, płatków nie  dodawali syropu i oleju palmowego?




A wędliny? To samo, nafaszerowane chemicznymi dodatkami, syropem, spulchniaczami, zagęszczaczami sojowymi, czy to nie one wywołują raka?
Kochani, czytajcie etykiety, nie dajcie się omamić kolorowym reklamom wielkich koncernów spożywczych, które przekonują, że ich soczek z marchewki jest najlepszy na świecie, a serek z truskawkami uszczęśliwi twoje dziecko.



Wyrzućcie z szafek wszelkie sosy, fix-y, kostki rosołowe, wegety, czy gotowe zupki. Uwierzcie mi, że "chłopski garnek" czy makaron z serem da się ugotować , a zupa jarzynowa bez piramidki smaku, też jest do zrobienia. Dbajcie o siebie i swoje zdrowie.

5. TRZYMAJ SIĘ TRZECH ZASAD NA RAZ

Z każdej strony bombardują nas dobre rady - pij zieloną herbatę, nie pij zielonej herbaty, jedz owsiankę, jedz jajka, pij mleko, nie pij mleka, wciągaj brzuch, nie wciągaj, trzy posiłki, pięć posiłków, nie jedz, jedz i można by tak wymieniać przez miesiąc, a człowiek by tylko siedział i jadł , jadł i pił.
Ja postanowiłam trzymać się trzech zasad na raz, zasady oczywiście mogą się zmieniać w zależności od sytuacji, żeby było jasne - te trzy zasady są jakby dodatkiem co całokształtu.

piję tylko wodę, zieloną herbatę i kawę
nic nie jem po 19.00 (tylko jabłko przed snem)
codziennie ćwiczę przez 30 minut (marsze, zumba lub taniec)

Oczywiście odżywiam się zdrowo, nie objadam się i liczę kalorię, czasami maszeruję dłużej niż godzinę, ale ta metoda trzech zasad trzyma mnie w ryzach i jakby daje kontrole jednocześnie.

6. OSZUKUJ MÓZG 

Problem z otyłością bardzo często zaczyna się w mózgu, to mózg wysyła nam błędne sygnały, sprawia, że wydaje nam się, że jesteśmy głodni. Musimy więc odpłacić mu tym samym.
Stara chińska metoda, pomaga w trawieniu i przy okazji hałasem zagłusza mózg. Staraj się przy każdym posiłku mieć chrupiące warzywa. Niech to będzie kawałek ogórka, marchewki, cebula. cokolwiek.
Po pierwsze jesz dłużej, twarde warzywa wspomagają prace jelit, chrupanie pozwala skupiać się na jedzeniu, a nie na filmie czy przeglądaniu "fejsbuka".

Mózg też może się mylić. Czasami jesteśmy spragnieni, a mózg wysyła wiadomość - GŁODNY!
Dlatego najpierw się napij szklankę wody, a jak ssanie nie ustanie to wtedy coś zjedz.



7. DBAJ O CIAŁO

Ciało, a raczej skóra to największa bolączka ludzi, którzy się odchudzają. Niestety cudów nie ma, skóra wiotczeje! Jednak można to zminimalizować. Dieta bogata w zdrowe tłuszcze, powolny jednostajny spadek wagi i masaże - staraj się o tym pamiętać.



8. DBAJ O DUSZE

Pamiętaj, aby co jakiś czas robić sobie drobne przyjemności i upominki, Odchudzanie to nie ma być droga przez mękę, to ma być dla nas czas radości. Jeżeli nie będziemy szczęśliwy podczas tej drogi, nie będziemy myśleć o tym, żeby na niej zostać do końca życia, a przecież o to chodzi, prawda?
Jesteś na imieninach u cioci, zjedz no ten kawałek ciasta - jeżeli masz ochotę zjedz go ze smakiem i ciesz się chwilą.
Jak Ci się zdarzy zjeść dużego schabowego , to na litość boską uśmiechnij się,przecież dobry był, od czasu do czasu można sobie pozwolić na małe obżarstwo.
Straciłeś kolejne centymetry w pasie, kup sobie nowe spodnie, nową sukienkę, figlarne majtki. Nie żałuj sobie. Uśmiechaj się do ludzi, uśmiechaj się do siebie!                

9. NIE WYDAWAJ FORTUNY

Jedną z wymówek, jest ta, że nie stać mnie na zdrowe jedzenie, nie stać mnie na odchudzanie.
A ja ci powiem, że się mylisz i to bardzo. To co najzdrowsze jest najtańsze. Owoce i warzywa. Nie popadajmy w skrajności i paranoje, wcale nie musicie kupować jabłek czy marchewki w bio-sklepach.
Sklepy ze zdrową żywnością to maszynki do zarabiania pieniędzy. Ci sami producenci co nas trują olejem palmowym inwestują też w zdrową żywność. Biznes musi się kręcić. Sklepy ze zdrową żywność powinny bazować na lokalnych produktach skupowanych od lokalnych producentów.
Tak było kiedyś, teraz takie sklepy to często międzynarodowe sieciówki, które skupione są na szybkim zarobku przy małym nakładzie. Odpowiedź narzuca się sama.
Więc to co możecie kupić lokalnie - kupujcie w swoich sklepach, na ryneczkach, lub u zaprzyjaźnionego rolnika. W sklepach ze zdrową żywnością kupujcie towary exportowe typu olej kokosowy, mus z mango, czy komosę ryżową.



Zdrowe jedzenie to nasze jedzenie, jedzenie na którym zostaliśmy wychowani, to jedzenie, które sprawdza się w naszym klimacie. Nie potrzebujesz jagód goji i nasion chia, żeby być zdrowym i szczupłym. Co złego w dzikiej róży, porzeczkach, jagodach, czy malinach prosto z lasu? W czym gorsza jest suszona śliwka od suszonego daktyla?
Czy faktycznie masło ghee sprowadzane z dalekich Indii, będzie zdrowsze od naszego świeżego masła?
Nie stać cię, żeby wydawać krocie na kasze z Turcji czy z Peru? I dobrze! Bo i tak najlepsza jest nasza gryczana i jaglana.
Olej kokosowy najlepszy na świecie? Poczytaj o tłuszczu gęsim. Mąka kokosowa, mąka z cieciorki? Serio - mówisz, że bez tego nie schudniesz?

Ziemniaki , kapusta kiszona, dobry kawałek schabu, śledzie, kurczak czy na to potrzeba fortuny?
Łosoś najlepszy? Tak piszą w poradnikach? Badania robili? Zgadza się, badania robili na Alasce, wyławiając pięknego dzikiego łososia. Do naszych sklepów trafiają te mniej szlachetne, hodowlane.
Myślicie, że też takie zdrowe jak te dzikie z Alaski?

Nie dajmy się zwariować, nie dajmy się kusić reklamom. Ufajmy swoim instynktom i zdrowemu rozsądkowi.  Czytajmy etykiety! Urozmaicajmy sobie naszą kuchnię egzotycznymi dodatkami, ale bazujmy na tym co nam bliskie i znajome. Czym mniej przetworzone, czym krótsza droga nasze stoły, tym żywność zdrowsza.

10. NIE OBŻERAJ SIĘ I RUSZ DUPĘ 

W sumie to nie wiem, po co się tak rozpisałam, skoro to jest jedyny i słuszny sposób, żeby żyć zdrowo i szczupło:)




Zapraszam serdecznie wszystkich do naszej grupy na FaceBooku.
Potrzebujesz porady, przepisu, dobrego słowa? Wpadaj! W grupie raźniej, przyjemniej, weselej:) Wystraczy kliknąć w linka :)
      

    


         
 

środa, 6 maja 2015

Jak obudzić w sobie Chodakowską, czyli rozmyślania grubasa na odwyku

Każdy porządny grubas wie, że dieta ma wtedy sens, kiedy łączy się ze zmianą nawyków żywieniowych i stylu życia. Do takiej diety trzeba podchodzić stopniowo, pokonywać ją małymi kroczkami, wtedy jest nadzieja, że potrwa nawet dłużej niż "Moda na sukces" i zostawi po sobie trwałe zmiany do końca życia.
Taką dietę stosuję ja i trzymam się metody małych kroczków, ale ileż można tuptać małymi kroczkami niczym japońska gejsza, przychodzi taki moment, że należy przejść do następnego etapu nowego życia, a mianowicie, trzeba obudzić w sobie Chodakowską.

         
No właśnie, trzeba podnieść tyłek z sofy i zacząć się ruszać i uwaga, nie dla figury, mięśni, czy sąsiada spod piątki (no może troszeczkę), ale dla siebie, dla zdrowia, dla serca, dla lepszego samopoczucia, dla bystrego mózgu (posiadam), dla dobrej formy (nie posiadam) i dla naszych najbliższych.
Do takiego kroku, trzeba się odpowiednio przygotować, żeby się szybko nie zniechęcić, bo wiadomo, że na początku nie jest łatwo. Myślę sobie, że nawet Chodakowska nie miała na początku łatwo, chociaż patrząc na nią , jakoś ciężko w to uwierzyć, wiec cofam przemyślenie, Chodakowska od początku miała łatwo! Ona musi posiadać jakąś krzyżówkę genów konika polnego i geparda i jak nic spokrewniona jest z Pudzianowskim, innego wytłumaczenia nie ma!


Nie wiem jak Wy, ale ja się tej dziewczyny boję, a jak jeszcze słyszę do tego hasła: skalpel i turbo spalanie , to jak nic jestem gotowa się rozpłakać niczym małe dziecko. Najgorsze jest to, że jak tylko obejrzę choćby 5 minut ćwiczeń, napatrzę się na ten biedny płaski brzuszek Ewy, to włącza mi się śledczy i biegnę robić dochodzenie w lodówce, co tu by można zjeść. Nie tam, żebym głodna była, ale za Ewę, bo przecież tak intensywnie ćwiczy, bidulka jeszcze zasłabnie. Pamiętacie, jak nas kiedyś rodzice karmili? Za mamusię, za tatusia...no to teraz do wyliczanki można dołączyć ... i za Chodakowską.  
No, ale dobra, dobra, dziecko nie jestem, mazać się nie będę, trza brać cycki w garść i zaczynać szlifować formę. Może przyjdzie taki czas, że będą mogła obejrzeć całą serię ćwiczeń na dvd bez zasłaniania oczu, to wtedy pomyślę o powolnym wybudzaniu Chodakowskiej. Na razie szans nie ma, nich sobie śpi.
Zaczęłam przygotowywać się psychicznie do wysiłku ruchowego. Najważniejsze to organizacja i motywacja. Sznupek dostał zadanie, skompletować mi ścieżkę dźwiękową, która będzie mnie rytmicznie i żwawo niosła przez ścieżkę zdrowia. Znajomi dostali przykaz motywowania mnie, niczym boksera przed walką.
- Dasz radę Sznupcia! - przekonywała mnie koleżanka z pracy - zobaczysz za rok weźmiesz udział w "10 Milowym Pochodzie Kiltów" razem z moim mężem - zapewniała z przekonaniem -  co niestety kiepską motywacją było, bo udział w pochodzie kiltów, to ja biorę co roku, co roku macham im z okna jak przechodzą pod moim domem. No, ale wybredna nie będę, każde dobre słowo się liczy.
Na fejsbuku motywują mnie bardziej doświadczone koleżanki, dają wskazówki co do sposobu chodzenia, łapaniu oddechu i wielu innych istotnych spraw, a co najważniejsze dopingują, piszą do mnie wiadomości, zwyczajnie , po ludzku interesują się . Może to dziwne, ale dają mi tym niesamowitego wirtualnego kopa na zachętę.
Więc jeżeli , ktoś z was myśli o tym , żeby zacząć ćwiczyć, biegać, pływać , chodzić.
To nie bójcie się o tym mówić, bo  najważniejsze,  to się głośno zobowiązać przed sobą i przed innymi.
Trzeba wprowadzić maszynę w ruch i adrenalinę w obieg. Nie zamykajcie się w czterech ścianach, nie marnujcie czasu, świat jest zbyt piękny, żeby przysłaniać go kilogramami!

czwartek, 16 kwietnia 2015

Jak się odchudzać i nie zagłodzić rodziny, czyli dekalog grubasa na odwyku

Ktoś, kto nigdy nie musiał się porządnie odchudzać, nie zrozumie jakie to jest ciężkie zadanie. Ktoś powie, a co to za problem, urosła ci dupa zacznij mniej jeść, brzuch wyprzedził cycki, zacznij jeść sałatki zamiast kiełbasy. My, szczupli inaczej, wszystko to wiemy, ale jak tu się zmobilizować i zaprzeć? Zmobilizować do nowego stylu jedzenia można się w miarę łatwo, wystarczy spojrzeć w lusterko po wyjściu spod prysznica. Tak, tak , wiem co mówię, to tylko na filmach kobiety ociekające z wody i piany wyglądają tak ponętnie i zmysłowo, w rzeczywistości obraz przedstawia się zgoła inaczej. No to mobilizację już mamy, teraz pytanie jak tu się zaprzeć? No jakoś trzeba, oby nie o lodówkę..:)


środa, 1 kwietnia 2015

Wszyscy odchudzamy się od poniedziałku, czyli przemyśleń kilka i przepisów dwie garści

Zanim zacznę od siebie, to najpierw zapytam Was - ile razy zaczynaliście się odchudzać od poniedziałku? No proszę, nie chować się za klawiaturą, przyznać się bez bicia, ile razy? Co, nie możecie się doliczyć? No właśnie,  ja też, niestety.



Nie wiem, czy u Was też tak to działa, ale ja najczęściej odchudzałam się od poniedziałku w sobotę wieczorem, jedząc 5 kawałek pizzy i popijając zimnym piwem z soczkiem. Do dziś pamiętam te weekendy wolne od wszelkiego poczucia winy, te dodatkowe porcje lodów, kebab o 2.00 w nocy, czy pół blachy sernika do niedzielnej kawki. Kto by w takiej sytuacji liczył kalorie, kto by się przejmował, skoro na poniedziałek był już misternie ułożony plan w głowie. Będę się odchudzać, będę ćwiczyć, medytować, masować pośladki, zapiszę się na siłownię , kupię sobie buty do biegania, bidon na soczki z buraka i pojemnik na sałatkę z marchewki. Plan był, motywacja wzrastała wraz z kolejną porcją serniczka. Człowiek był tak nabuzowany pozytywną energią i wizją szczupłej sylwetki, że gdyby nie porcja frytek z keczupem i majonezem, to by nie zasnął.

W poniedziałki było różnie. Czasami , człowiek budził się rano i z jakiegoś dziwnego powodu nie pamiętał zajść  z minionego weekendu, normalnie przyszli kosmici i wymazali z pamięci. Czasami pamięć się wyostrzała i nagle przypominało mi się, że w środę są urodziny Zośki, a w piątek Dzień Babci, więc to nie jest dobry czas na odchudzanie, a zresztą nie chcę ranić uczuć Zośki, a Babci tym bardziej, bo jak odmówię kawałka ciasta to się obrażą.


Oczywiście były i poniedziałki pełne sukcesu i zapału, dieta szła jak burza, nowe buty do biegania stały w przedpokoju, produkcja soczków i sałatek szła pełną parą i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie źli ludzie. Tak tak, jak się człowiek odchudza , to nagle pojawiają się źli ludzie, którzy za wszelką cenę chcą zniszczyć naszą silną wolę. A to zły kolega przyniesie czekoladki do pracy i pod nos podstawia, a to zła kobieta za ladą sprzedaje pachnące bułeczki , a to jakiś zły przechodzień na ulicy, objada się olbrzymim hot dogiem. Nawet najlepsza przyjaciółka może się okazać złym człowiekiem, bo specjalnie, nam na złość, organizuje grilla w ogródku i na pewno jest w zmowie z tą kobietą zza lady i przechodniem z hot dogiem! No i jak tu się odchudzać, jak człowiek w strachu i stresie. a jak człowiek w stresie to i jeść się chce, bo jakoś ten stres trzeba sobie uprzyjemnić. Jak się przed nimi bronić? Jak złych ludzi omijać?



 Ale, ale...to już przeszłość, bo teraz odchudzam się razem z Wami i nie straszni, mi źli ludzie i kosmici co czyszczą pamięć. O moim planie na zdrowe życie, bo tak naprawdę to o to chodzi w tym całym odchudzaniu, żeby być zdrowym i szczęśliwym, wiedzą już wszyscy. Wiedzą moje koleżanki w pracy, wie moja fryzjerka na dzielnicy i pani w aptece, a jak one wiedzą, to tak jakby całe miasto wiedziało. Wiedzą też wszyscy na fejsbuku, wiecie i Wy, więc wyjścia innego nie widzę, udać się musi.
Motywacją dla mnie jest też Sznupek, bo to on pierwszy zauważa efekty i pierwszy mnie komplementuje. Mówię Wam jak Sznupek walnie komplement, to człowiek dostaje takiego kopniaka na rozpędzenie, że z cyckami ledwie w zakręt wchodzi.
Oglądamy ostatnio zdjęcia z ogrodu botanicznego i Sznupek zatrzymuję wzrok na jednym , na którym stoję tyłem i stwierdza- Nooo Sznupciaa! Widać efekty gołym okiem, już nie masz takiego wielkiego tyłka - po czym patrzy na mnie, z zadowoleniem w oczach, oczekując podziękowań za wspaniały komplement!
I wcale bym się o ten wielki tyłek nie gniewała, nawet bym mu wybaczyła po miesiącu, a zapomniała po 10 latach, gdyby nie dodał ze śmiechem - O!!! a na tym zdjęciu to nawet nie zasłaniasz drzewa!

piątek, 13 lutego 2015

Spacer po elektrycznych ogrodach i zupy od serca, czyli WALENTYNKI!

No to jak tam nastroje po  Tłustym Czwartku? Motywacja do odchudzania jest? Nam się udało oprzeć tradycji nie zjedliśmy ani jednego pączka, ale skoro ktoś wygląda jak żywa reklama tych słodkości to nie ma wyjścia, opierać się musi. W zamian postanowiliśmy rozpocząć świętowanie Walentynek trochę wcześniej. Zdrowe zupki od serca, spacer po "elektryzujących ogrodach" naszego miasta, wprawił nas w bardzo dobre humory.
Władze naszego miasto postanowiły upiększyć trochę nasz ogród botaniczny, zamiast sprowadzać egzotyczne roślinki, postanowili zaprosić lokalnych artystów do współpracy. Zapraszam Was na spacer po ogrodzie botanicznym po zmroku, a później wpadajcie na zupkę od serca i dla serca.

ELECTRIC GARDENS - GLASGOW 2015

    



















Efekt wizualny wspomagała muzyka wydobywająca się ze starego dworca, tuż pod ogrodami, więc wyobrażacie sobie jaka musiała być akustyka? Wstęp do ogrodów był płatny, 10 funtów od osoby, ale nie żałujemy ani grosika, warto było! No to jak , zgłodnieliście? Zapraszam na trzy zupy od serca, którą wybieracie?

TRZY ZUPY OD SERCA



ZUPA - KREMOWY SZPINAK Z POMIDORAMI I MAKARONEM

Składniki:

4 piersi z kurczaka
1/4 selera (korzeń)
4 marchewki
1 por
200 g szpinaku
2 puszki pomidorów w zalewie ( krojonych)
zielona pietruszka
4 duże ząbki czosnku
80 g serka Philadelphia

2 łyżki mielonej kolendra
1 łyżka mielonego kminu rzymskiego ( kumin)
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka oregano
1 łyżeczka kurkumy
sól/pieprz do smaku

Piersi z kurczaka, seler, marchew i por gotujemy w osolonej wodzie. Kiedy bulion będzie gotowy, wyciągamy warzywa i blendujemy na gładko z dodatkiem dwóch ząbków czosnku, a mięso kroimy w plastry i odstawiamy na bok.
Warzywa dodajemy z powrotem do bulionu, dodajemy pomidory z puszki, przyprawy i gotujemy na małym ogniu.
Szpinak podsmażamy na patelni z dodatkiem posiekanego czosnku, dodajemy serek philadelphia dusimy przez chwilę i dodajemy do zupy.
Jeżeli zupę gotujemy na jeden dzień, to makaron wrzucamy do zupy, będzie smaczniejsza. Jeżeli na dwa, trzy dni to lepiej ugotować oddzielnie. Podajemy z zieloną pietruszką.


ZUPA KREM Z BURAKÓW I KORZENNYCH WARZYW



składniki: 
1 kg buraków
1 por
1 seler
2 ziemniaki
2 marchewki
4 ząbki czosnku
tymianek
majeranek
pieprz
sól
cukier
ocet balsamiczny
zakwas buraczany (dla podkręcenia koloru)
oliwa
śmietana/jogurt

Warzywa obieramy i kroimy w dużą kostkę, dodajemy czosnek i przyprawy, podsmażamy na niewielkiej ilości oliwy przez jakieś 10 minut. Zalewamy wodą i na małym gazie gotujemy , aż warzywa będą miękkie. Ściągamy z ognia i blendujemy na gładko. Stawiamy z powrotem na gaz, dodajemy łyżkę, może dwie octu balsamicznego i odrobinę cukru. Jeżeli kolor jest nijaki (zależy od buraków) to dodajemy odrobinę zakwasu buraczanego z butelki. Podajemy z jogurtem lub śmietaną. 

ZUPA FASOLOWA MEKSYKAŃSKA

     
  

Składniki; (4 osoby)

udziec z indyka
puszka czerwonej fasoli
puszka białej fasoli typu "jaś"
puszka fasoli mieszanej
puszka pomidorów w zalewie
6 ziemniaków
3 marchewki
2 pory
1/2 selera
1 pietruszka
2 liście laurowe
2 ziela angielskie
2 łyżki kolendry mielonej
1 łyżka oregano
1 łyżka kminu rzymskiego (kuminu)
pieprz kajeński
sól
ocet jabłkowy
przecier pomidorowy
zielona pietrucha lub koperek


Na indyku gotujemy bulion z dodatkiem warzyw, następnie mięso i warzywa wyciągamy. Powinniśmy mieć około 2l bulionu, do którego dodajemy pokrojone w kostkę ziemniaki(obrane) , pomidory z puszki, przyprawy i połowę fasoli. Pozostałą fasolę blendujemy z warzywami i dodajemy do zupy na końcu. Doprawiamy odrobiną octu jabłkowego i podkręcamy kolor przecierem pomidorowym. Zupa smakuje obłędnie z dodatkiem śmietany 18%, ja tym razem pominęłam.