Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryba. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 14 czerwca 2015
środa, 1 kwietnia 2015
Wszyscy odchudzamy się od poniedziałku, czyli przemyśleń kilka i przepisów dwie garści
Zanim zacznę od siebie, to najpierw zapytam Was - ile razy zaczynaliście się odchudzać od poniedziałku? No proszę, nie chować się za klawiaturą, przyznać się bez bicia, ile razy? Co, nie możecie się doliczyć? No właśnie, ja też, niestety.
Nie wiem, czy u Was też tak to działa, ale ja najczęściej odchudzałam się od poniedziałku w sobotę wieczorem, jedząc 5 kawałek pizzy i popijając zimnym piwem z soczkiem. Do dziś pamiętam te weekendy wolne od wszelkiego poczucia winy, te dodatkowe porcje lodów, kebab o 2.00 w nocy, czy pół blachy sernika do niedzielnej kawki. Kto by w takiej sytuacji liczył kalorie, kto by się przejmował, skoro na poniedziałek był już misternie ułożony plan w głowie. Będę się odchudzać, będę ćwiczyć, medytować, masować pośladki, zapiszę się na siłownię , kupię sobie buty do biegania, bidon na soczki z buraka i pojemnik na sałatkę z marchewki. Plan był, motywacja wzrastała wraz z kolejną porcją serniczka. Człowiek był tak nabuzowany pozytywną energią i wizją szczupłej sylwetki, że gdyby nie porcja frytek z keczupem i majonezem, to by nie zasnął.
W poniedziałki było różnie. Czasami , człowiek budził się rano i z jakiegoś dziwnego powodu nie pamiętał zajść z minionego weekendu, normalnie przyszli kosmici i wymazali z pamięci. Czasami pamięć się wyostrzała i nagle przypominało mi się, że w środę są urodziny Zośki, a w piątek Dzień Babci, więc to nie jest dobry czas na odchudzanie, a zresztą nie chcę ranić uczuć Zośki, a Babci tym bardziej, bo jak odmówię kawałka ciasta to się obrażą.
Oczywiście były i poniedziałki pełne sukcesu i zapału, dieta szła jak burza, nowe buty do biegania stały w przedpokoju, produkcja soczków i sałatek szła pełną parą i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie źli ludzie. Tak tak, jak się człowiek odchudza , to nagle pojawiają się źli ludzie, którzy za wszelką cenę chcą zniszczyć naszą silną wolę. A to zły kolega przyniesie czekoladki do pracy i pod nos podstawia, a to zła kobieta za ladą sprzedaje pachnące bułeczki , a to jakiś zły przechodzień na ulicy, objada się olbrzymim hot dogiem. Nawet najlepsza przyjaciółka może się okazać złym człowiekiem, bo specjalnie, nam na złość, organizuje grilla w ogródku i na pewno jest w zmowie z tą kobietą zza lady i przechodniem z hot dogiem! No i jak tu się odchudzać, jak człowiek w strachu i stresie. a jak człowiek w stresie to i jeść się chce, bo jakoś ten stres trzeba sobie uprzyjemnić. Jak się przed nimi bronić? Jak złych ludzi omijać?
Ale, ale...to już przeszłość, bo teraz odchudzam się razem z Wami i nie straszni, mi źli ludzie i kosmici co czyszczą pamięć. O moim planie na zdrowe życie, bo tak naprawdę to o to chodzi w tym całym odchudzaniu, żeby być zdrowym i szczęśliwym, wiedzą już wszyscy. Wiedzą moje koleżanki w pracy, wie moja fryzjerka na dzielnicy i pani w aptece, a jak one wiedzą, to tak jakby całe miasto wiedziało. Wiedzą też wszyscy na fejsbuku, wiecie i Wy, więc wyjścia innego nie widzę, udać się musi.
Motywacją dla mnie jest też Sznupek, bo to on pierwszy zauważa efekty i pierwszy mnie komplementuje. Mówię Wam jak Sznupek walnie komplement, to człowiek dostaje takiego kopniaka na rozpędzenie, że z cyckami ledwie w zakręt wchodzi.
Oglądamy ostatnio zdjęcia z ogrodu botanicznego i Sznupek zatrzymuję wzrok na jednym , na którym stoję tyłem i stwierdza- Nooo Sznupciaa! Widać efekty gołym okiem, już nie masz takiego wielkiego tyłka - po czym patrzy na mnie, z zadowoleniem w oczach, oczekując podziękowań za wspaniały komplement!
I wcale bym się o ten wielki tyłek nie gniewała, nawet bym mu wybaczyła po miesiącu, a zapomniała po 10 latach, gdyby nie dodał ze śmiechem - O!!! a na tym zdjęciu to nawet nie zasłaniasz drzewa!
Nie wiem, czy u Was też tak to działa, ale ja najczęściej odchudzałam się od poniedziałku w sobotę wieczorem, jedząc 5 kawałek pizzy i popijając zimnym piwem z soczkiem. Do dziś pamiętam te weekendy wolne od wszelkiego poczucia winy, te dodatkowe porcje lodów, kebab o 2.00 w nocy, czy pół blachy sernika do niedzielnej kawki. Kto by w takiej sytuacji liczył kalorie, kto by się przejmował, skoro na poniedziałek był już misternie ułożony plan w głowie. Będę się odchudzać, będę ćwiczyć, medytować, masować pośladki, zapiszę się na siłownię , kupię sobie buty do biegania, bidon na soczki z buraka i pojemnik na sałatkę z marchewki. Plan był, motywacja wzrastała wraz z kolejną porcją serniczka. Człowiek był tak nabuzowany pozytywną energią i wizją szczupłej sylwetki, że gdyby nie porcja frytek z keczupem i majonezem, to by nie zasnął.
W poniedziałki było różnie. Czasami , człowiek budził się rano i z jakiegoś dziwnego powodu nie pamiętał zajść z minionego weekendu, normalnie przyszli kosmici i wymazali z pamięci. Czasami pamięć się wyostrzała i nagle przypominało mi się, że w środę są urodziny Zośki, a w piątek Dzień Babci, więc to nie jest dobry czas na odchudzanie, a zresztą nie chcę ranić uczuć Zośki, a Babci tym bardziej, bo jak odmówię kawałka ciasta to się obrażą.
Oczywiście były i poniedziałki pełne sukcesu i zapału, dieta szła jak burza, nowe buty do biegania stały w przedpokoju, produkcja soczków i sałatek szła pełną parą i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie źli ludzie. Tak tak, jak się człowiek odchudza , to nagle pojawiają się źli ludzie, którzy za wszelką cenę chcą zniszczyć naszą silną wolę. A to zły kolega przyniesie czekoladki do pracy i pod nos podstawia, a to zła kobieta za ladą sprzedaje pachnące bułeczki , a to jakiś zły przechodzień na ulicy, objada się olbrzymim hot dogiem. Nawet najlepsza przyjaciółka może się okazać złym człowiekiem, bo specjalnie, nam na złość, organizuje grilla w ogródku i na pewno jest w zmowie z tą kobietą zza lady i przechodniem z hot dogiem! No i jak tu się odchudzać, jak człowiek w strachu i stresie. a jak człowiek w stresie to i jeść się chce, bo jakoś ten stres trzeba sobie uprzyjemnić. Jak się przed nimi bronić? Jak złych ludzi omijać?
Ale, ale...to już przeszłość, bo teraz odchudzam się razem z Wami i nie straszni, mi źli ludzie i kosmici co czyszczą pamięć. O moim planie na zdrowe życie, bo tak naprawdę to o to chodzi w tym całym odchudzaniu, żeby być zdrowym i szczęśliwym, wiedzą już wszyscy. Wiedzą moje koleżanki w pracy, wie moja fryzjerka na dzielnicy i pani w aptece, a jak one wiedzą, to tak jakby całe miasto wiedziało. Wiedzą też wszyscy na fejsbuku, wiecie i Wy, więc wyjścia innego nie widzę, udać się musi.
Motywacją dla mnie jest też Sznupek, bo to on pierwszy zauważa efekty i pierwszy mnie komplementuje. Mówię Wam jak Sznupek walnie komplement, to człowiek dostaje takiego kopniaka na rozpędzenie, że z cyckami ledwie w zakręt wchodzi.
Oglądamy ostatnio zdjęcia z ogrodu botanicznego i Sznupek zatrzymuję wzrok na jednym , na którym stoję tyłem i stwierdza- Nooo Sznupciaa! Widać efekty gołym okiem, już nie masz takiego wielkiego tyłka - po czym patrzy na mnie, z zadowoleniem w oczach, oczekując podziękowań za wspaniały komplement!
I wcale bym się o ten wielki tyłek nie gniewała, nawet bym mu wybaczyła po miesiącu, a zapomniała po 10 latach, gdyby nie dodał ze śmiechem - O!!! a na tym zdjęciu to nawet nie zasłaniasz drzewa!
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Co tam kochanie masz na śniadanie? - 30 propozycji śniadaniowych
No właśnie, dzień dobry, co tam dzisiaj dobrego mieliście na śniadanie? Śniadanie to bardzo ważny posiłek dnia. Jakie śniadanie taki cały dzień, pokaż mi swoje śniadanie, a powiem wam kim jesteś. Znacie te powiedzenia? Nie? To nie tak było? No dobra, może coś pomyliłam, ale to tylko dlatego, że nie jadłam jeszcze śniadania, a kawa nie zaczęła działać.
O śniadaniach można by dyskutować godzinami, bo ile ludzi, tyle opinii. Jedni uważają, że dzień można zacząć od kawy i papierosa, jeszcze inni, że banan i woda mineralna załatwią strawę, znam tez ludzi , co od lat na śniadanie jedzą płatki z mlekiem. Inni się z tego śmieją zajadając parówki z musztardą lub jajka z majonezem.
Patrząc na siebie, uważam, że można określić charakter człowieka po jego śniadaniu. Nie wyobrażam sobie jeść na śniadanie codziennie tego samego, nawet jeżeli coś mi smakuje, to jednak wolę coś nowego , coś innego. I taka właśnie jestem, rutyna mnie nudzi, lubię ciągłe zmiany, nie jestem systematyczna, mam słomiany zapał, ale wcale nie uważam tego za wadę, bo przynajmniej jestem kreatywna i otwarta na świat i nowe doznania, nie boję się ryzykować.
Wiem, wiem, nie ma to jak się wychwalać od samego rana, no ale kto mnie zna lepiej, niż ja sama? No i do tego , to bardzo zdrowo się tak zmotywować przed śniadaniem, trawi się lepiej i tłuszcz się lepiej spala. Podobno....
Są ludzie, którzy lubią na śniadanie jeść codziennie owsiankę, w tym samym talerzu, czytając tą samą rubrykę w porannej gazecie i takie osoby kojarzą mi się z perfekcją, życiową pedanterią i planem na następne 10 lat. Trochę tacy przewidywalni, ale zazwyczaj w życiu osiągają wiele.
Sznupek na przykład, nie jada śniadań. On dzień zaczyna od papierosa i kawy i o ironio, wtedy najlepiej się czuje. Wiele razy próbowałam zmienić jego nawyki i szykowałam mu śniadanie przed pracą, ale to go tylko rozleniwiało i wprowadzało w zły humor, a przecież nie o to chodzi w śniadaniu, prawda? Sznupek ma na to swoje wytłumaczenie, uważa, że ludzie z wielkim umysłem nie jedzą śniadań, bo od rana tyle myśli zaprząta ich mądre głowy, że nie mają czasu na jedzenie. Podobno Albert Einstein nie jadał śniadań:)
Dlaczego o tym piszę? Postanowiłam przez następny miesiąc pokazywać Wam co jem(y) na śniadanie, 30 dni - 30 propozycji śniadaniowych. Robię to dla siebie, aby później przeanalizować moją dietę i jej efekty, sprawdzić co robię dobrze, a nad czym muszę jeszcze popracować. Obiecuję, że nie będę oszukiwać, jak zjem na śniadanie tosta z masłem i cebulą , to takie śniadanie też wam pokażę. Mam też nadzieję, że w tym całym projekcie znajdziecie natchnienie i wypróbujecie moje przepisy.
Codziennie będę wklejać zdjęcie śniadania na fejsbuku wraz z przepisem, a raz w tygodniu będę robić zestawienie na blogu ( w każdy poniedziałek). Jeżeli chcecie być na bieżąco, to zapraszam na naszą stronę fejsbukową - KLIKNIJ TUTAJ - a jeśli nie posiadacie konta na FB to znajdziecie przepisy tu na blogu, jedynie z małym opóźnieniem. No to co? Zaczynamy?
Propozycja 1
Pasta z makreli , bagietka z ziarnami, zielona herbata z cytryną, anyżem i goździkiem
Składniki:
300 g wędzonej makreli
180 g serka Philadelphia
1 czerwona papryka
1 czerwona cebula
3 ogórki konserwowe
1 łyżeczka chrzanu
koperek suszony(opcjonalnie)
pieprz
cukier
Warzywa drobno kroimy, makrele obieramy ze skóry i rozdrabniamy widelcem. Dodajemy odrobinę cukru, 2 szczypty pieprzu i 4 szczypty suszonego lub świeżego koperku. Mieszamy z serkiem i odstawiamy do lodówki. Najlepiej jak się przegryza przez noc.
Zieloną herbatę zaparzamy w litrowym dzbanku, dorzucamy plastry cytryny, gwiazdkę anyżu i dwa goździki. Smacznego:)
środa, 31 grudnia 2014
Kulinarne propozycje, czyli jak wejść w Nowy Rok ze smakiem
Kochani , już dzisiaj w nocy będziemy witać Nowy Rok! Mamy nadzieję, że przyniesie Wam wiele wspaniałych chwil, mnóstwo radosnych uniesień i 365 powodów do uśmiechu. Jeżeli w jakiś sposób ten stary rok nie był dla Was łaskawy to się nie przejmujcie! Głowa do góry, cycki do przodu, na bok troski, bo Nowy Rok będzie BOSKI!
Mawiają, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a później to już jakoś leci. Zadbajmy więc, żeby w ten Nowy Rok wejść z uśmiechem i ze smakiem. O uśmiech musicie postarać się sami, co do smaku, pozwólcie, że pomogę.
Wczoraj na naszej "fejsbukowej" stronie przez cały dzień dodawałam przepisy z sylwestrowymi propozycjami. Czas aby zebrać je tu w całości, może jeszcze komuś się przydadzą.
Zresztą, macie cały następny rok, żeby je wypróbować. Zapraszam!
JAJA ZORBY
Składniki:
5 jajek
1/2 ogórka szklarniowego ( długi)
3 ząbki czosnku
1 łyżka suszonego koperku
garść świeżego
sól/pieprz
jogurt naturalny
majonez ( u mnie własnej roboty)
Ogórka ścieram na tarce razem ze skórą, nie odciskam wody, nie ma takiej potrzeby , wyciskam czosnek, dodaje koperek, sól, pieprz i łączę pół na pół z majonezem i greckim jogurtem.
Jak widzicie nazwa Jaja Zorby pochodzi , od greckiego sosu tzatziki:), jedynie w zmodyfikowanej formie. Można podawać jak na obrazku, lub indywidualnie na krakersach lub grzankach - krakers- połówka jajka - sos. Wygląda bardzo ładnie.
CAMEMBERT ZAPIEKANY W PAPRYCE I WĘDZONYM BOCZKU
Składniki:
ser camembert
papryka konserwowa
boczek wędzony lub szynka parmeńska
suszony rozmaryn
Rozkładamy plastry boczku na desce, dobrze jak będą na siebie odrobinę zachodzić. Gruby plaster (1/4 całości krążka) posypujemy odrobiną rozmarynu, zawijamy w paprykę ze słoika, kładziemy na boczek i zwijamy, dokładnie zakrywając cały ser. Pieczemy przez 30 minut w 190 C. Podawać z delikatnym sosem winegret lub innym, według uznania. Smacznego:)
No to lecimy dalej z przygotowaniami do sylwestrowej nocy!
Dobre na ciepło, ale jeszcze lepiej na zimno! Thai Sweet Chili to chyba najlepszy sos jaki wymyślono w Tajlandii. Jest idealnie słodki, perfekcyjnie ostry i kwaśny w sam raz. Polecam oryginał (butelka na zdjęciu), ale innych firm też się nada.
Dobre na ciepło, ale jeszcze lepiej na zimno! Thai Sweet Chili to chyba najlepszy sos jaki wymyślono w Tajlandii. Jest idealnie słodki, perfekcyjnie ostry i kwaśny w sam raz. Polecam oryginał (butelka na zdjęciu), ale innych firm też się nada.
Kurczak po tajsku - sweet chili
6 pałek z kurczaka
3 piersi
sos sweet chili - Thai Sweet Chilli Sauce Healthy Boy Brand
sos sojowy ciemny
czosnek
mąka kukurydziana lub ziemniaczana
Blachę z mięsem wkładamy do piekarnika na 40 minut, po czym wyciągamy, obracamy mięso, polewamy marynatą i ponownie wkładamy na kolejne 15 minut. Gotowe! Można podawać na ciepło z ryżem, lub na zimno z dodatkiem sezamowych paluszków i sałatki z ogórków, jogurtu i kukurydzy.
Pasta z wędzonego łososia do krakersów lub owsianych ciasteczek
PIKANTNA ZUPA BROKUŁOWA ze szpinakiem i mlekiem kokosowym
Składniki:
400g brokułów
200g szpinaku
2-3 duże ziemniaki
1 marchew
2 czerwone papryczki chili
4 ząbki czosnku
1 łyżka startego imbiru
1 łyżka cukru
sól
pieprz
mleko kokosowe
1 limonka
olej/masło
ŚLEDZIE RASTA - po jamajsku
Składniki:
1 kg Matjasów
3 białe cebule
2 czerwone papryki
1 zielona papryka
ananas konserwowy
zielona pietruszka
olej rzepakowy
200 g przecieru pomidorowego
limonka lub cytryna
6 liści laurowych
6 ziela angielskiego
2 goździki
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki pieprzu kajeńskiego
1 łyżeczka kminu ( kmin rzymski)
Śledzie płuczemy w wodzie( moje nie wymagały moczenia) kroimy w paski, skrapiamy sokiem z cytryny i dodajemy odrobinę cukru ( cukier wyciąga cały piękny aromat śledzia), odstawiamy na bok. Rozgrzewamy patelnie i wrzucamy wszystkie przyprawy, podgrzewając je uwalniamy zapachy, po paru minutach dodajemy pokrojoną w piórka cebulę, paprykę w kostkę i posiekaną zieloną pietruszkę( duża garść).
Podsmażamy na średnim ogniu, nie dopuszczamy, aby cebula nam się rozwaliła, ma być tak al dente. Dodajemy pięć czubatych łyżek ananasa z puszki( w kawałkach) i 5 łyżek soku, 200 g przecieru pomidorowego i sok z całej limonki. Zasmażamy chwilę i odstawiamy do ostygnięcia. Teraz układamy warstwowo w słoiku - farsz,śledź, oliwa i tak do wyczerpania składników - powinny wyjść dwa litrowe słoiki. Smacznego! ŚLEDZIE należy obracać w międzyczasie, czas przegryzania to 24 h, a w słoiku mogą śmiało leżakować do tygodnia.
Nazwę podsunęła mi moja bardzo sympatyczna koleżanka Ania:)
środa, 10 grudnia 2014
Śledź Hindusa, czyli przedświąteczna próba generalna
O tym, że śledź jest zdrowy, to każdy Polak wie i chwała mu za to. W Szkocji jest już trochę gorzej, bo śledzie wyparł wędzony łosoś i tuńczyk z puszki oraz dorsz w panierce. Służba zdrowia w swoich ulotkach umieściła śledzia na samej górze tabeli wśród zdrowych ryb, dostępnych na naszym europejskim rynku. Śledzie możemy jeść bez ograniczeń, bo nie zawierają rtęci i innych niezdrowych pierwiastków, co jest, w czasach zanieczyszczonych wód, bardzo istotne.
Już tradycją się stało, że przed Świętami szykuje nową odsłonę śledzi. Wielką popularnością cieszą się śledzie po meksykańsku, są chyba najpopularniejszym przepisem na blogu, przepis znajdziecie TUTAJ
Wkrótce zaprezentuję Wam śledzie po jamajsku, ale muszę jeszcze trochę nad przepisem popracować. Dzisiaj zapraszam na Śledzie Hindusa - będziecie zachwyceni - obiecuję!
ŚLEDŹ HINDUSA
Składniki:
200 G płatów matjasów
2 cebule
olej ryżowy (może być inny)
1 czubata łyżeczka curry w proszku(łagodny)
1 łyżka przecieru pomidorowego
3 goździki
3 ziela angielskie
1 łyżeczka papryki słodkiej
dwie szczypty cynamonu
dwie szczypty kminu rzymskiego
sok z cytryny
kurkuma
cukier
Cebulę kroimy według uznania, może być w krążki lub w piórka, ale nie za drobno. Pokrojoną cebulę wrzucamy na rozgrzaną patelnię z odrobiną oleju, podsmażamy i po chwili na patelnię dodajemy przyprawy i przecier, smażymy na małym ogniu przez parę minut. Studzimy. Układamy w słoiku - cebula, olej, śledzie pokrojone w paski, aż do wyczerpania składników. TO JEST porcja na mały słoik 1/2 l. Słoik odstawiamy do lodówki na przynajmniej 12 godzin, nie zaglądamy, nie odkręcamy, nie próbujemy, dajmy przyprawą popracować nad śledziami. Jedyne co robimy , to stawiamy śledzie do góry nogami na parę godzin, a później zmieniamy pozycję na normalną, czyli wieczkiem do góry. Możemy też położyć słoik na blacie i chwilę porolować, żeby wszystko równomiernie się poprzelewało. Olej nabierze przepięknego koloru, co widac na zdjęciu, a o smaku musicie przekonać się sami.
Kochani, idą Święta! Pamiętajcie aby przytulić nas na "fejsbuku", wystarczy kliknąć w ikonkę na pasku po prawej stronie. Dzięki temu jako pierwsi dowiecie się o konkursie, w którym będzie można wygrać przyprawy z całego świata!
czwartek, 6 listopada 2014
Kokosianki z owsianki i dorsz w trzech kolorach, czyli fantastycznie dietetycznie
Jesień zagościła na dobre, zrobiło się szaro, buro i ponuro. Nie wiem czy też tak macie, że człowiek czuje się ciężki, ospały i zmęczony. Pewnie też tak macie, bo w sumie Ameryki nie odkryłam. Ja jednak postanowiłam się tej jesiennej chandrze przeciwstawić, bo kto to widział, żeby taka drobnostka psuła mi humor. Życie jest zbyt piękne, żeby skupiać się na szarościach, to od nas zależy w jakich kolorach upłynie nam dzień, tydzień, miesiąc, całe życie. Dlatego u nas w całym domu stoją porozstawiane kolorowe i pachnące świece, w misce wylądowały mandarynki, banany i limonki, a na parapecie w donicy pachnie bazylia, rozmaryn i tymianek. Jest ciepło, kolorowo i pachnąco. W kuchni tez porobiłam porządki, na półce wylądowały pomidory w puszcze, kasze, fasole i suszone owoce.
Nie wiem jak w Polsce, ale u nas 1 listopad, to Międzynarodowy Dzień Wegetarianizmu, więc w telewizji każdy program kulinarny prześcigał się w wymyślnych daniach bezmięsnych. Postanowiłam iść za ciosem i wprowadzić kuchnie wegetariańską do naszego domu. Oczywiście nie na stałe!!! W życiu! Sznupek po miesiącu wystawiłby mnie chyba na Allegro z dopiskiem - dostawa gratis, zwrotów się nie uwzględnia. Jednakże poważnie sobie porozmawialiśmy i zadecydowaliśmy, że trzy dni w tygodniu będziemy jedli mięso, a w pozostałe dni mięso będzie w naszej kuchni zakazane i dotyczy to każdego posiłku. A skoro ma być zdrowo, to koniecznie musi być wesoło i kolorowo. Z tej okazji mam dla Was parę bardzo smacznych przepisów. Coś na śniadanie, coś na obiad i coś na deser. Zainteresowani? To zapraszam........
wtorek, 2 września 2014
Dzień Dobry, a może tak makrela na śniadanie?
Dzień Dobry! Wstaliście już? Jesteście po śniadaniu? A może szukacie inspiracji na drugie śniadanie? Wpadam dosłownie na chwilę, bo w sumie to czeka już post o wakacjach w Polsce, ale muszę błędy jeszcze poprawić:). Zrobiłam na śniadanie pastę z makreli wędzonej i wyszła tak pyszna, że grzechem byłoby się z Wami nie podzielić. Zapraszam!
Pasta kanapkowa z makreli wędzonej
Składniki:
250 g wędzonej makreli
120 g serka kremowego naturalnego ( u mnie Philadelphia)
2 łyżki chrzanu (jeżeli chrzan jest bardzo ostry to zredukować do 1 łyżki)
2 łyżki jogurtu naturalnego
sok z cytryny
pieprz grubo ziarnisty
2 szczypty cukru
kukurydza
ogórek konserwowy
szczypiorek
Płaty wędzonej makreli obieramy ze skóry i ewentualnych ości. Przekładamy do miski i skrapiamy odrobiną cytryny, posypujemy pieprzem i odrobiną cukru (może być miód lub syrop z agawy). Rozdrabniamy widelcem, dodajemy serek, chrzan i jogurt. Mieszamy dokładnie i w tym momencie moglibyśmy zakończyć przygotowania, bo mamy w misce przepyszną, czystą pastę makrelową. Dodatki to nasza fantazja teraz, może to być tylko czerwona cebulka, albo tylko szczypiorek ze świeżym ogórkiem. Dzisiaj dodamy dwie garści kukurydzy z puszki. 2 ogóreczki konserwowe i posiekany szczypior z cebulką. Mieszamy i podajemy na grzankach. Smacznego!
P.S. Pastę można też wymieszać z makaronem, dodać ugotowane jajko, trochę majonezu i mamy świetną sałatkę na każdą okazję.
Pasta kanapkowa z makreli wędzonej
Składniki:
250 g wędzonej makreli
120 g serka kremowego naturalnego ( u mnie Philadelphia)
2 łyżki chrzanu (jeżeli chrzan jest bardzo ostry to zredukować do 1 łyżki)
2 łyżki jogurtu naturalnego
sok z cytryny
pieprz grubo ziarnisty
2 szczypty cukru
kukurydza
ogórek konserwowy
szczypiorek
Płaty wędzonej makreli obieramy ze skóry i ewentualnych ości. Przekładamy do miski i skrapiamy odrobiną cytryny, posypujemy pieprzem i odrobiną cukru (może być miód lub syrop z agawy). Rozdrabniamy widelcem, dodajemy serek, chrzan i jogurt. Mieszamy dokładnie i w tym momencie moglibyśmy zakończyć przygotowania, bo mamy w misce przepyszną, czystą pastę makrelową. Dodatki to nasza fantazja teraz, może to być tylko czerwona cebulka, albo tylko szczypiorek ze świeżym ogórkiem. Dzisiaj dodamy dwie garści kukurydzy z puszki. 2 ogóreczki konserwowe i posiekany szczypior z cebulką. Mieszamy i podajemy na grzankach. Smacznego!
P.S. Pastę można też wymieszać z makaronem, dodać ugotowane jajko, trochę majonezu i mamy świetną sałatkę na każdą okazję.
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Co złego kryje w sobie tuńczyk i kto jest królem wśród ryb
Bardzo nie lubię jak mnie ktoś robi w konia, no nie cierpię wręcz, a jak wychodzi na to, że w tego przysłowiowego konia zrobiłam się sama, to mnie delikatnie mówiąc kurwica strzela! Tym razem w konia zrobił mnie tuńczyk, a raczej ta cała "machina zarabiająca krocie", bo jak wiadomo, ryby głosu nie mają.
Wszędzie słyszymy jaki to tuńczyk jest dla nas dobry. Zdrowy, dietetyczny i ogólnie fantastyczny. Każda dieta, każda ksiązka ze zdrową żywnością ma na stanie sałatki z tuńczyka, pasty z tuńczyka i inne tuńczykowe rewelacje. Daleko nie sięgając wzrokiem, na opakowaniu mojego chleba ryżowego mam pastę z tuńczyka, co zgrabnie sugeruje mi, że ten mega zdrowy chleb ryżowy będzie jeszcze lepiej smakował z mega zdrową pastą z tuńczyka. A jak zrobić pastę z tuńczyka to każdy wie, otwieramy puszkę , dodajemy trochę oliwki, cytrynki i już po sprawie. Od wielu lat tuńczyk jest podstawą mojej diety, w szafce nigdy nie zabraknie paru puszek tej rybki. Czy znacie prostszy sposób, żeby dostarczyć sobie OMEGA3? Bo ja naiwnie wierzyłam, że taki tuńczyk to mi może wyjść tylko na zdrowie. Sznupciowa naiwność nie zna granic, ale na szczęście nie trwa długo. Zaczęło się od tego, że gdzieś w internecie znalazłam artykuł o zawartości rtęci w poszczególnych rybach. I już zapaliło mi się czerwone światło. Tuńczyk to duża ryba, która zostaje odławiana "na stare lata", więc zdąży nazbierać tej rtęci sporo w swoim organizmie. Oczywiście nikt nie mówi, że po zjedzeniu jednej puszki tuńczyka padniemy trupem, ale częste jedzenie tuńczyka nie jest wskazane. Ciężko mi nawet było się dokopać do jakiś rzetelnych materiałów mówiących ile można zjeść tego tuńczyka? Amerykanie i Brytyjczycy różnią się w poglądach. Najbardziej podpasował mi artykuł w NRDC - klik klik który bardzo obrazowo nakreślił sprawę:
RYBY zawierające śladowe, lub nie zawierające w ogóle rtęci ( można jeść bez ograniczeń)
A w ten weekend zajadaliśmy śledzie z pieczarkami w sosie balsamicznym i śledzie w majeranku z czerwoną cebulą i z jabłkiem. Zapraszam na przepis!
Wszędzie słyszymy jaki to tuńczyk jest dla nas dobry. Zdrowy, dietetyczny i ogólnie fantastyczny. Każda dieta, każda ksiązka ze zdrową żywnością ma na stanie sałatki z tuńczyka, pasty z tuńczyka i inne tuńczykowe rewelacje. Daleko nie sięgając wzrokiem, na opakowaniu mojego chleba ryżowego mam pastę z tuńczyka, co zgrabnie sugeruje mi, że ten mega zdrowy chleb ryżowy będzie jeszcze lepiej smakował z mega zdrową pastą z tuńczyka. A jak zrobić pastę z tuńczyka to każdy wie, otwieramy puszkę , dodajemy trochę oliwki, cytrynki i już po sprawie. Od wielu lat tuńczyk jest podstawą mojej diety, w szafce nigdy nie zabraknie paru puszek tej rybki. Czy znacie prostszy sposób, żeby dostarczyć sobie OMEGA3? Bo ja naiwnie wierzyłam, że taki tuńczyk to mi może wyjść tylko na zdrowie. Sznupciowa naiwność nie zna granic, ale na szczęście nie trwa długo. Zaczęło się od tego, że gdzieś w internecie znalazłam artykuł o zawartości rtęci w poszczególnych rybach. I już zapaliło mi się czerwone światło. Tuńczyk to duża ryba, która zostaje odławiana "na stare lata", więc zdąży nazbierać tej rtęci sporo w swoim organizmie. Oczywiście nikt nie mówi, że po zjedzeniu jednej puszki tuńczyka padniemy trupem, ale częste jedzenie tuńczyka nie jest wskazane. Ciężko mi nawet było się dokopać do jakiś rzetelnych materiałów mówiących ile można zjeść tego tuńczyka? Amerykanie i Brytyjczycy różnią się w poglądach. Najbardziej podpasował mi artykuł w NRDC - klik klik który bardzo obrazowo nakreślił sprawę:
RYBY zawierające śladowe, lub nie zawierające w ogóle rtęci ( można jeść bez ograniczeń)
- łosoś
- makrela
- śledzie
- sardynki
- ostrygi
- krewetki
- dorszowate
- flądra
- łupacz
- tilapia
- pstrąg
- kalmary
- karp
- dorsz z alaski
- halibut
- mahi mahi
- tuńczyk (puszkowany - jasny)
- tuńczyk pasiasty
- halibut
- snapper
- tuńczyk biały
- tuńczyk yellowfin
- makrela hiszpańska
- seabass
- rekin
- merlin
- makrela królewska
- włócznik
- tuńczyk wielkooki(ahi)
A w ten weekend zajadaliśmy śledzie z pieczarkami w sosie balsamicznym i śledzie w majeranku z czerwoną cebulą i z jabłkiem. Zapraszam na przepis!
czwartek, 17 kwietnia 2014
Gra w zielone, czyli dorsz w angielskiej panierce i dip groszkowy
Za parę dni Wielkanoc, za oknem zrobiła się piękna szkocka wiosna, więc postanowiłam zaszaleć na zielono. Wiem, ze jest wiele przepisów w sieci, jak zrobić najlepszą na świecie panierkę angielską do ryby. Może moja nie jest najlepsza na świecie, ale w pierwszej trójce się mieści.
Dorsz w panierce czosnkowo-pietruszkowej
Składniki:
Filety z dorsza (4szt)
mąka
proszek do pieczenia
suszona pietruszka
czosnek granulowany
sól
olej
masło
woda mineralna (schłodzona)
Nie robimy ryby na głębokim tłuszczu, co może wydać się zaskoczeniem, ale dajemy więcej oleju niż zazwyczaj. Rozgrzewamy tłuszcz na patelni. Szykujemy panierkę dla naszej ryby, ciężko mi powiedzieć ile mąki dodać, robimy tak, aby to miało konsystencję ciasta na racuchy, albo takie gęste naleśnikowe. Do miski wsypujemy 4 łyżki suszonej pietruszki i 1płaską łyżkę czosnku granulowanego, dwie szczypty soli i pół łyżeczki proszku do pieczenia. Mieszamy wszystkie składniki z mąką i dolewamy wody mineralnej prosto z lodówki(niegazowana) - mieszamy energicznie. Oczywiście panierki potrzebujemy na 4 kawałki ryby, jeżeli tych filetów jest więcej, to musi podwoić składniki. Filety osuszamy, obtaczamy w mące i zanużamy w panierce. Na rozgrzany olej wrzucamy plaster masła i jak nam się pokaże piana, to zaczynamy smażyć rybę. W zależności od grubości fileta trwa to około 4-5 minut z każdej strony, na średnim ogniu.
Mam dla Was jeszcze bardzo fajny przepis na DIP groszkowy - do ryby pasuje rewelacyjnie, ale nie tylko. Ja na Wielkanoc będę robiła roladki z szynki. Plastry szynki przesmaruję dipem, poukładam ćwiartki jajka i delikatnie zwinę w rulon. Myślę też, że taki dip nada się podczas letniego grillowania.
DIP groszkowo-chrzanowy z majonezem
Składniki:
2 szklanki mrożonego groszku
1 łyżka suszonej mięty
2 łyżki suszonej pietruszki
4 łyzki wody
1 łyżka chrzanu
majonez
sól
Do gotującej, osolonej wody wrzucamy dwie szklanki zmrożonego groszku, liczymy do pięciu i odlewamy groszek na sitko i przelewamy zimną wodą. Groszek przekładamy do blendera, dodajemy suszoną mięte, suszoną pietruszkę, 4 łyżki wody i blendujemy na krem. Ja lubię jak zostają takie lekkie grudki, ale można na gładko. Przekładamy do miski i dodajemy łyżkę chrzanu i parę łyżek majonezu, mieszamy dokładnie i nasz dip jest gotowy. Parę minut temu przekonałam się, że świetnie pasuje też na kanapki zamiast masła. Polecam:)
Korzystając z okazji życzymy Wam radosnych, smacznych i zdrowych Świąt Wielkanocnych, niech Zajączek bedzie dla Was łaskawy i niech Was nie opuszcza dobry humor. WESOŁYCH ŚWIĄT!
Dorsz w panierce czosnkowo-pietruszkowej
Składniki:
Filety z dorsza (4szt)
mąka
proszek do pieczenia
suszona pietruszka
czosnek granulowany
sól
olej
masło
woda mineralna (schłodzona)
Nie robimy ryby na głębokim tłuszczu, co może wydać się zaskoczeniem, ale dajemy więcej oleju niż zazwyczaj. Rozgrzewamy tłuszcz na patelni. Szykujemy panierkę dla naszej ryby, ciężko mi powiedzieć ile mąki dodać, robimy tak, aby to miało konsystencję ciasta na racuchy, albo takie gęste naleśnikowe. Do miski wsypujemy 4 łyżki suszonej pietruszki i 1płaską łyżkę czosnku granulowanego, dwie szczypty soli i pół łyżeczki proszku do pieczenia. Mieszamy wszystkie składniki z mąką i dolewamy wody mineralnej prosto z lodówki(niegazowana) - mieszamy energicznie. Oczywiście panierki potrzebujemy na 4 kawałki ryby, jeżeli tych filetów jest więcej, to musi podwoić składniki. Filety osuszamy, obtaczamy w mące i zanużamy w panierce. Na rozgrzany olej wrzucamy plaster masła i jak nam się pokaże piana, to zaczynamy smażyć rybę. W zależności od grubości fileta trwa to około 4-5 minut z każdej strony, na średnim ogniu.
Mam dla Was jeszcze bardzo fajny przepis na DIP groszkowy - do ryby pasuje rewelacyjnie, ale nie tylko. Ja na Wielkanoc będę robiła roladki z szynki. Plastry szynki przesmaruję dipem, poukładam ćwiartki jajka i delikatnie zwinę w rulon. Myślę też, że taki dip nada się podczas letniego grillowania.
DIP groszkowo-chrzanowy z majonezem
Składniki:
2 szklanki mrożonego groszku
1 łyżka suszonej mięty
2 łyżki suszonej pietruszki
4 łyzki wody
1 łyżka chrzanu
majonez
sól
Do gotującej, osolonej wody wrzucamy dwie szklanki zmrożonego groszku, liczymy do pięciu i odlewamy groszek na sitko i przelewamy zimną wodą. Groszek przekładamy do blendera, dodajemy suszoną mięte, suszoną pietruszkę, 4 łyżki wody i blendujemy na krem. Ja lubię jak zostają takie lekkie grudki, ale można na gładko. Przekładamy do miski i dodajemy łyżkę chrzanu i parę łyżek majonezu, mieszamy dokładnie i nasz dip jest gotowy. Parę minut temu przekonałam się, że świetnie pasuje też na kanapki zamiast masła. Polecam:)
Korzystając z okazji życzymy Wam radosnych, smacznych i zdrowych Świąt Wielkanocnych, niech Zajączek bedzie dla Was łaskawy i niech Was nie opuszcza dobry humor. WESOŁYCH ŚWIĄT!
piątek, 19 lipca 2013
Czego domagają się pingwiny w ZOO, czyli potrawka z dorsza
Księżna Katarzyna nie spieszy się z porodem, doprowadzając paparazzi do białej gorączki i to dosłownie. Wyobraźcie sobie jak muszę się męczyć w tym upale, biegając za każdą karetką w mieście? A upał jest niemiłosierny, ludziska mdleją, listonosze odmawiają pracy w tak ekstremalnych warunkach, pingwiny w londyńskim ZOO domagają się więcej mrożonej ryby. U nas w Szkocji nie jest tak źle, temperatura utrzymuje się w granicy 27C, czyli mamy lato idealne. A jaka pogoda u Was? Kto ma najgorzej tego lata?
Co tu robić w tak gorący dzień, aby uprzyjemnić sobie oczekiwanie na Królewskie Dziecko? To może rybkę? Macie ochotę? Nawet jak nie macie, to Was poczęstuje, a co tak sami będziemy ze Sznupkiem jeść.
Od pewnego czasu staram się jeść rybę przynajmniej trzy razy w tygodniu. Gdybym za każdym razem kupowała świeżą drogą rybę, to poszłabym z torbami bardzo szybko. Więc kupuje mrożone ryby w filetach. Mają swoje własciwości, ale po rozmrożeniu wyglądają "bidnie" i zawsze mam problem co z nich wyczarować. Dzisiaj z takiego mrożonego dorsza będzie bardzo smaczna potrawka. Początkowo miałam ugotować do tego ryż, ale przypomniał mi się smak ziemniaków jakie jadłam w Marrakeszu i już wiedziałam, że ryż będzie musiał poczekać na lepsze czasy.
Potrawka z dorsza
Co tu robić w tak gorący dzień, aby uprzyjemnić sobie oczekiwanie na Królewskie Dziecko? To może rybkę? Macie ochotę? Nawet jak nie macie, to Was poczęstuje, a co tak sami będziemy ze Sznupkiem jeść.
Od pewnego czasu staram się jeść rybę przynajmniej trzy razy w tygodniu. Gdybym za każdym razem kupowała świeżą drogą rybę, to poszłabym z torbami bardzo szybko. Więc kupuje mrożone ryby w filetach. Mają swoje własciwości, ale po rozmrożeniu wyglądają "bidnie" i zawsze mam problem co z nich wyczarować. Dzisiaj z takiego mrożonego dorsza będzie bardzo smaczna potrawka. Początkowo miałam ugotować do tego ryż, ale przypomniał mi się smak ziemniaków jakie jadłam w Marrakeszu i już wiedziałam, że ryż będzie musiał poczekać na lepsze czasy.
Potrawka z dorsza
niedziela, 16 czerwca 2013
Ryba po tajsku z ananasem i o spadających portkach krótka opowieść
Spadły wam kiedyś portki w towarzystwie i to w towarzystwie międzynarodowym? Nie? Mnie spadły, a co, jak szaleć to na całego.
Leżę sobie na pięknej małej tajskiej wyspie i czekam na naszą łódkę, aż po nas podpłynie. Zabijając nudę obserwuje Japończyków, którzy łądują się na swoją łódź. Słowo "ładują się" bardzo dobrze oddają sytuację, bo wchodzić z gracją, to oni raczej nie wchodzą. Zaczynam głośno komentować do mojego kompana podróży - Ty, no zobacz jakie z tych Japończyków sieroty! Na czworaka na łódkę wchodzić? Zataczają się jak pijane zające w chmielu, ooo rany! I tak się zajęłam Japończykami, że nie zauważyłam kiedy podpłynęła nasza łódź. Kapitan na nas machał, więc wciągnęłam portki na tyłek i biegiem na łódkę. Pozostali wycieczkowicze (tez Japończycy) stali na brzegu i czekali - w sumie to nie wiem na co czekali - chyba na ruchome schody- nie oglądając się na nikogo śmiało chciałam wejść na pokład, żadna filozofia z tym wchodzeniem, noga na schodek i ......jak mi nagle coś drugą nogę podcięło, a pierwszą wybiło pod samą brodę, to tylko poczułam jak pół salto w powietrzu wywinęłam i nagle nieznana siła wciągnęła mnie pod łódź. W ostatniej chwili poczułam, że ktoś mnie ciągnie za rękę i siłą wyciąga spod łodzi, a druga siła szarpie się z moimi spodniami i ściaga mi je w dół. Długo nie myśląc, a myśli się bardzo szybko w takich sytuacjach, drugą ręką chwyciłam za spodnie, które osiągnęły już poziom kolan . Wodą i piachem się zakrztusiłam, ale już byłam cała i zdrowa na brzegu plaży. Stałam mokra jak kura - lekko przerażona atakiem fali - na przeciwko całej grupy małych Japończyków - ze spodniami opuszczonymi do kolan - widzicie to? - Fajnie, co nie? Ale co tam, najważniejsze, że cyckom nic się nie stało.
No to była tajska opowieść, teraz czas na tajską rybę. Zapraszam i polecam. Oczywiście najlepiej spożywać ją na jakiejś małej tajskiej wysepce:) niekoniecznie ze spodniami po kolana:)
Leżę sobie na pięknej małej tajskiej wyspie i czekam na naszą łódkę, aż po nas podpłynie. Zabijając nudę obserwuje Japończyków, którzy łądują się na swoją łódź. Słowo "ładują się" bardzo dobrze oddają sytuację, bo wchodzić z gracją, to oni raczej nie wchodzą. Zaczynam głośno komentować do mojego kompana podróży - Ty, no zobacz jakie z tych Japończyków sieroty! Na czworaka na łódkę wchodzić? Zataczają się jak pijane zające w chmielu, ooo rany! I tak się zajęłam Japończykami, że nie zauważyłam kiedy podpłynęła nasza łódź. Kapitan na nas machał, więc wciągnęłam portki na tyłek i biegiem na łódkę. Pozostali wycieczkowicze (tez Japończycy) stali na brzegu i czekali - w sumie to nie wiem na co czekali - chyba na ruchome schody- nie oglądając się na nikogo śmiało chciałam wejść na pokład, żadna filozofia z tym wchodzeniem, noga na schodek i ......jak mi nagle coś drugą nogę podcięło, a pierwszą wybiło pod samą brodę, to tylko poczułam jak pół salto w powietrzu wywinęłam i nagle nieznana siła wciągnęła mnie pod łódź. W ostatniej chwili poczułam, że ktoś mnie ciągnie za rękę i siłą wyciąga spod łodzi, a druga siła szarpie się z moimi spodniami i ściaga mi je w dół. Długo nie myśląc, a myśli się bardzo szybko w takich sytuacjach, drugą ręką chwyciłam za spodnie, które osiągnęły już poziom kolan . Wodą i piachem się zakrztusiłam, ale już byłam cała i zdrowa na brzegu plaży. Stałam mokra jak kura - lekko przerażona atakiem fali - na przeciwko całej grupy małych Japończyków - ze spodniami opuszczonymi do kolan - widzicie to? - Fajnie, co nie? Ale co tam, najważniejsze, że cyckom nic się nie stało.
| czasami fale i pogoda płata figla |
No to była tajska opowieść, teraz czas na tajską rybę. Zapraszam i polecam. Oczywiście najlepiej spożywać ją na jakiejś małej tajskiej wysepce:) niekoniecznie ze spodniami po kolana:)
niedziela, 28 października 2012
Śledzie masala i prawie po bretońsku, czyli kombinacje kuchenne
Uwielbiam szukać nowych przepisów, a jeszcze bardziej lubię sama wymyślać. Mieszam, dodaje, kroje, przypalam, gotuje, smaruje, smakuje i czasami coś w koszu ląduje. Jednak od czasu do czasu uda mi się zrobić coś bardzo smacznego i wtedy bardzo chętnie się takimi przepisami z wami dzielę. Wczoraj i dzisiaj dręczyłam śledzie i mam dwa przepisy dla was. Nie wiem, który przepis lepszy, musicie sami zadecydować.
poniedziałek, 30 lipca 2012
Podróże kulinarne, czyli ryba po tajsku w sosie curry
Chyba nie ma takiego drugiego miejsca na świecie, gdzie w dzień i w nocy, w pociągu, w samolocie, na ulicy, na plaży, w sklepie, u fryzjera i w pralni można zjeść przepyszny obiad, zapijając boskim sokiem ze świeżych owoców. Można dostać jedzenie we wszystkich kolorach tęczy i w całej palecie smakowej. Na każdym rogu można spotkać czarodziejki i czarodziejów od woka, którzy w 5 minut uraczą cię królewska strawą. Takim miejscem jest Tajlandia. Ci co byli to wiedzą o czym mówię i pewnie teraz przymykają oczy, nabierają powietrza w nozdrza i wspominają te cudne aromaty, nie zapomniane smaki i kolory. Ostre jak żyleta chili, słodkie jak miłości mango, aksamitne rambutany, lepsze od seksu arbuzy, czy niebiańskie mleko kokosowe.Wzięło mnie na wspominki i dzisiaj na obiad mamy Rybę po tajsku.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.jpg)
.jpg)


.jpg)


.jpg)



.jpg)
.jpg)






