sobota, 19 stycznia 2013

Poranne fochy, inwestycje pozaziemskie, czyli jak ugotować idealną zupę szpinakową

Normalnie mnie od rana nosi, od samej 8.30, jak tylko się obudziłam. Już jak robiłam poranne siku to wiedziałam, że będzie coś nie tak. Siekiera zawisła w powietrzu i nie zawaham się jej użyć, jak Babcie kocham. A jak jeszcze zobaczyłam Sznupka popijającego kawę z radosnym uśmiechem na twarzy, to mnie dopiero trafiło. A ten co? Dobrze się czuje? Zadowolony z życia? Szczęśliwy jakby pod palmą na leżaczku leżał na Karaibach. Mi nawet kawa dzisiaj nie smakuję.



 Co to za życie jak człowiek na urlopie siedzi w domu i nic nie robi. To znaczy Sznupkowi to nie przeszkadza, siedzi sobie przy ciepłym kaloryferze, przed komputerem. Zajęty jest od rana, gąsienice w czołgu czyści i do kolejnej bitwy się szykuje. A ja siedzę, gapię się w telewizor i tupię nogą. Książki nie chce mi się czytać, bo mnie znudziła, filmów też mam dosyć, na spacer nie pójdę, bo nie ma śniegu. Siostra ma śnieg i na sanki z Mychą chodzi i to jest niesprawiedliwe. Do znajomych nie pójdziemy, bo Sznupek jeszcze prycha i kicha. Czyli jednym słowem - KICHA. Muszę sobie zajęcie znaleźć, choć trochę to ryzykowne. Wczoraj jak sobie znalazłam zajęcie to ledwie to zajęcie z piekarnika wyjęłam, teraz te zajęcie w salonie na stole leży, bo w kuchni miejsca zbrakło. Mówię tu o chlebie, który wczoraj upiekłam z 2 kg maki. Ledwie to to uklepałam, a jak wyrosło to prawie w to ciasto wpadłam po same cycki. No nic, chleba nam nie zbraknie przez najbliższy tydzień.





Wczoraj listonosz dostarczył nam dużą białą kopertę. Na kopercie adres, ale bez nazwiska. Otworzyłam i  wyciągnęłam ładny ścienny błyszczący kalendarz. Ucieszyłam się, bo przyda mi się taki w kuchni. Przyjrzałam się bliżej i kto się okazał tak zacnym darczyńcą? Zakład pogrzebowy! Sznupek zabrał mi kalendarz z dłoni, podarł i wyrzucił. Dzisiaj rano, jak w "Dniu Świstaka" listonosz dostarczył nam dużą białą kopertę. Na kopercie adres, ale bez nazwiska. Otworzyłam i jak już się pewnie domyślacie, wyciągnęłam błyszczący kalendarz. Prezent od zakładu pogrzebowego. Tym razem przyjrzałam się bliżej i co doczytałam?




Jeżeli zaplanuję i zapłacę za mój pogrzeb teraz, to gwarantują mi niezmienność ceny. Mam to potraktować jako dobrą inwestycję na przyszłość.Na jaką przyszłość? I co ja mam z tej inwestycji mieć? Dalej było napisane, ze takie rozwiązanie to zabezpieczenie finansowe i "świety" spokój. Świety spokój? Ha ha ha...Zakłąd pogrzebowy z poczuciem humoru. Co Wy myślicie o takich chwytach reklamowych i profitowych inwestycjach? Bo mnie trochę zatkało i na pewno kalendarz nie zawiśnie w mojej kuchni i mogą sobie wybić z głowy, że będę inwestować w swoją przyszłość pozaziemską!

Mam lepsze zajęcia, muszę obiad ugotować i pranie zrobić, książkę ciekawą przeczytać, film obejrzeć i na spacer się wybrać, na dworze tak ładnie przecież jest, śniegu nie ma, ale to nie szkodzi, ważne, że nie pada deszcz! I Sznupek taki szczęśliwy, bo już się lepiej czuje, może jutro skoczymy sobie do miasta na jakiś obiad, albo do Philipa na kawę. Tyle możliwości, tyle małych radości! Zycie jest piękne, zwłaszcza w domu na urlopie!


Aby ten post zakończyć jeszcze bardziej optymistycznie i aromatycznie to zapraszam na zupkę. Dumna z niej jestem, bo wyszła przednio, a do tego jest fantastyczna dietetyczna. Polecam:)





Zupa szpinakowo - pomidorowa

500g szpinaku
1 puszka pomidorów
przecier pomidorowy
cebula
masło
mleko
czosnek
1 łyżka oregano
1 łyżka bazylii
1 łyżka majeranku
sól
pieprz
cukier
ocet balsamiczny lub inny winny:)




Masło i bardzo drobno pokrojona cebule wrzucamy do garnka. Jak nam się cebula zeszkli to dodajemy czosnek, około 5 ząbków, pokrojone w plasterki. Dodajemy szpinak. Możemy w całości, możemy poszatkować, jak kto lubi. Ja użyłam mały szpinak wiec wrzuciłam  w całości. Dodajemy jakieś pół szklanki mleka i dusimy na małym gazie. Następnie dodajemy około litra gotującej wody. Pomidory z puszki miksujemy ze "święta trójcą" - bazylia, oregano, majeranek. Uwielbiam tę mieszankę przypraw. Dodajemy łyzkę cukru, 3-4 łyzki octu balsamicznego do smaku i czosnek w proszku, sól, sporo pieprzu . Dodajemy to do szpinaku i delikatnie mieszamy. Dodajemy przecier pomidorowy do smaku, jakieś dwie czubate łyżki. Na koniec wyciągamy jeszcze smak dodając szczyptę cukru, soli i octu, o ile zajdzie taka potrzeba. Można tez dodac świeżej bazylii czy oregano. Ja ugotowałam makaron do tej zupy, ale użyłam dosłownie garsteczkę, bo zupa w sobie jest gęsta. Mozna dodac też ryżu czy po dodaniu wody pokroić ziemniaka w kostkę i ugotować w zupie. Ale chyba najlepiej smakuje bez żadnych zapychaczy. Możliwości jest wiele. Smacznego:)        
                

           

14 komentarzy:

  1. ooooooo rany ale życie i przesyłki :-( nie daj się ściągnij Sznupka z kaloryfera i mimo prychania hmm skoczcie na lody :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz ja usiadłam bliżej kaloryfera, bo chyba mrozy idą do nas, mam nadzieję, że śnieg przyniosą..:)

      Usuń
  2. tez dostalam taki blyszczacy kalendarz, i rowniez w koszu wyladowal ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dbają o nas w tej Szkocji z każdej strony..:}

      Usuń
  3. Piękny, filozoficzny tekst z morałem. I na dodatek ze sporą szczyptą dobrego humoru, który tak na Twoim blogu cenię - Kobieto z cyckami i ikrą!:-))
    Czasem docenia się to, co się ma w obliczu utraty tegoś. Sama prawda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. codziennie rano przypominam sobie jaka jestem szczęsliwa i jak wiele od losu dostałąm, czasem się zapomnę i pokręce nosem, ale zawsze coś mnie do porządku przywoła i z pokorą spuszczę głowe..;)

      Usuń
  4. te Twoje biedne cycki to eskploatowane kazdego dnia haha :D
    ja tez dostalam kalendarz :D i tez mnie troche zgielo :D ale poszedl do kosza, bo mi nie potrzeba kalendarza :D szczesliwi czasu nie licza ;)
    w Clydebanku (shopping centre) to oni robia lapanke :D na szczescie tylko zaczepiaja tych co "na oko" wygladaja po 50-ce, i im proponuja juz planowanie swojego pogrzebu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe...czyli wyglądam na trochę mniej niż 50 lat, bo mnie nikt nie zaczepiał..:-D A swoją drogą to jestem ciekawa co oni mowią? Promocja! Promocja!Dwa pogrzeby w cenie jednego? o matkooo...co ja wygaduję..:-o

      Usuń
  5. Co do zagospodarowania wolnego czasu: zacznij pisać książkę :). Masz tzw. warunki :D. Pisanina to (jak pewnie wiesz) uroczy złodziej czasu i znakomite alibi przez zakusami osób trzecich chcący Ci Twój czas skonsumować.
    Co do kalendarza "pogrzebowego": któryś z polskich przedsiębiorców z tej branży (bodaj w zeszłym roku)wpadł na jeszcze lepszy pomysł - kalendarz z trumnami doatrakcyjniony roznegliżowanymi modelkami. Ciesz się że takiego nie dostałać ! ;)
    Co do Konkursu na Blog: życzę wygranej :D ...a właściwie masz je jak w banku. Czasem mam zdolności jasnowidzenia ....

    Pozdrawiam,
    Mija91

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak się rozmarzyłam...jakbym napisała książkę i podobałaby się ona choc w połowie tak jak "50 odcieni Greya" to mogłabym sobie mieszkac na jakiejś rajskiej wyspie i życ z procentów...hheeh..:)Marzenia:)

      Usuń
  6. Świetny ten Twój blog.

    coralin

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Coralin i dziękuje za miłe słowo:)

      Usuń
  7. Niezłe, takie oferty bywają to prawda :) ja też nieraz dostawałam tego typu oferty, ale co po tym skoro teraz nic z tego nam się nie należy a człowiek by musiał zabulić hehe za życia. A później co mi tam niech się inni martwią co w razie w. ze mną zrobić mi już pewnie będzie obojętne niech się martwią a nie płacić za coś z czego się nie skorzysta. Ja tam wole inwestycje z których i ja coś mam np. jakąś przyjemność. A taki kalendarzyk tez pewnie by u mnie wylądował w koszu :) pozdrawiam świetny blog

    OdpowiedzUsuń
  8. Emi witam serdecznie i zapraszam częściej..:)Ja te mam takie podejście, martwieć sie będą inni, mnie tam będzie wszystko jedno czy sosnowa czy z atłasem, moze tez być puszka po kawie:)

    OdpowiedzUsuń