poniedziałek, 24 listopada 2014

Z cyklu: "sezon na czyszczenie lodówki" uważam za otwarty - kurczak pieczony na ryżu z grzybami i surówka buraczkowa z twistem

Zawsze sobie powtarzam, wejdź na bloga, dodaj przepis i przestać tyle gadać! Nikogo nie interesuje, jak bardzo się wzruszyłaś na widok dojrzałej gruszki, albo skąd ci przeszedł pomysł połączenia porzeczki z burakami. Ludzie przychodzą tu w konkretnym celu, przepis ich interesuje, a nie jakieś tam twoje kulinarne orgazmy, czy też inne rymowanki maślanki i sielanki. Powtarzałam sobie i tym razem i naprawdę miałam zamiar wpaść , przepis dodać i to wszystko. Jednak pomyślałam sobie, że to tak trochę niegrzecznie, nie porozmawiać, nie zapytać co u was słychać. Od razu mi się przypomina scena z "Misia" i przesympatyczna pani z baru mlecznego, która wymownie wskazała miejsce do siedzenie i głośno przywitała klienta "PROSZĘ!"


No właśnie, Ja nie chcę być taką panią z baru mlecznego, ja wolę serwować niebiańsko dobre sosy i doprowadzać wasze podniebienie do rozkoszy. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe?
Wyobraźcie sobie, że za dwa dni czeka nas kolejna wakacyjna przygoda, wracamy na tydzień do Marrakeszu, a skoro wyjazd się szykuje, to trzeba zrobić "czyszczenie"lodówki , co też uczyniłam i
 teraz zapraszam Was na efekty, dodam tylko, że danie przerosło moje oczekiwania i pewnie nie raz, nie dwa będzie u nas gościć.

Kurczak pieczony na ryżu z suszonymi grzybami i rozmarynem

piątek, 21 listopada 2014

Historia pewnej przyjaźni i przepis na idealną kaczkę po tajsku w sosie ostrygowym



Jeżeli wasza przyjaciółka pochodzi z Tajlandii, to możecie być pewni pięciu rzeczy, a mianowicie:
- będzie wam wybierała jedzenie z talerza
- czym mocniej będziecie się przyjaźnić, tym bardziej będzie z wami szczera
- zawsze, ale to zawsze powita was uśmiechem, nawet gdy nad ranem bez zapowiedzi zapukacie do jej drzwi.
- nigdy nie wejdzie do waszego domu w butach
- nigdy nie będziecie w jej towarzystwie głodni
Dżendżit znam dopiero 5 lat, a wydaje mi się, że znamy się całe życie, nie mogę wyobrazić sobie lepszej przyjaciółki. Niesamowite jest to, że w sumie tak odległe kulturowo, to jednak jesteśmy sobie tak bliskie i tak samo patrzymy na świat. Nawet jeżeli są jakieś różnice, to w tej chwili nie mają znaczenia, bo już zdążyłam się przyzwyczaić, że na przerwie w pracy lubi podbierać mi jedzenie z talerza i że nie mam co liczyć na zrozumienie z jej strony jak przyjdę do pracy bez makijażu.
 - O rany Sznupcia, a Ty co?! Nie chciało Ci się makijażu nawet zrobić leniuchu - usłyszę na powitanie.
Ale Tajowie tacy są, bardzo bezpośredni i bardzo szczerzy, krytyczni wobec siebie i wobec innych. Jednak są mistrzami w zadawaniu krytyki bezboleśnie, albo raczej ze znieczuleniem, zwanym w kręgach elitarnych, tajskim uśmiechem. Tajowie uważają, że niegrzecznie jest okazywać zdenerwowanie, jeszcze bardziej niegrzecznie jest złościć się na kogoś otwarcie, świadczy to nie tylko o braku dobrego wychowania, ale tez o słabym charakterze. Wiecie jak to cudownie mieć przyjaciółkę, która zawsze się uśmiecha? Bosko!
Myślę też, że o naszej przyjaźni zaważyły buty, a raczej ich brak.W Tajlandii, tak jak i w Polsce, idąc w goście ściąga się buty, Szkoci wręcz odwrotnie, uważają ściąganie butów za jakieś  dziwactwo, a nawet buractwo.
Nieważne o której godzinie się spotykamy i nieważne na jak długo , to zawsze u niej na stole jest pełno jedzenia, ja nie wiem jak ona to robi, ale nie przerywając ploteczek potrafi naszykować trzydaniowy obiad z deserem. W jej słowniku nie istnieje pojęcie "wpaść na kawę", wpada się na ucztę.
Dzisiaj wybrałyśmy się na wspólne zakupy, więc przygotowałam dla nas lunch, chciałam zrobić jej niespodziankę i upichciłam coś po tajsku. Aaaa, czy wspominałam Wam o jej szczerości do bólu?
- Co zrobiłaś na lunch, bo głodna jestem?
- Zrobiłam kaczkę po tajsku w sosie ostrygowym
- kaczkę?! - popatrzyłam na mnie z oburzeniem
- no kaczkę, nie lubisz? - no przecież wiem, że lubi - pomyślałam
- no weź, a nie mogłaś zrobić pierogów, zawsze masz pierogi, albo rosół?
- nie ma! jest kaczka po tajsku! - nie marudź
- no ale wiesz jak ja lubię te twoje polskie jedzenie, a śledzie masz?
- nie mam, jeszcze nie zamówiłam, ale pamiętam i zrobię Ci słoik na Święta
- Tylko dodaj papryczkę chili do tych z pieczarkami, bo ostatnio były za łagodne - dodała z czarującym uśmiechem.
Kaczka zniknęła w mgnieniu oka, była przepyszna, Dżendżit dołożyła sobie pięć papryczek chili i stwierdziła, że jest idealna, a skoro ona tak mówi, to tak musi być. Zapraszam na przepis.

      

czwartek, 20 listopada 2014

Jedz z umiarem, czyli egzotyczne racuchy Sznupci na swojskiej maślance

Dzisiaj kolejny dzień bez mięsa i wiecie co? Bardzo mi się te dni podobają, bo jest wtedy tak, jakoś bardziej kolorowo. Oczywiście nie zaprzestaniemy jeść mięsa, co to, to nie, nigdy w życiu! Według naszej opinii człowiek nie powinien robić nic wbrew swojej naturze. Skoro nasi przodkowie zadawali sobie trud, żeby polować na zwierza z dzidą, łowić ryby na włócznię i zbierać grzyby, zioła i jagody w strasznym lesie to, znaczy, że tego potrzebował organizm. A im możemy zaufać w 100%, bo  żadne reklamy, żadne mądre książki o zdrowym jedzeniu i cudownych dietach ich nie mamiły, żadne pisma z modą i urodą nie zadawały im kłamu w twarz celem zbicia fortuny na reklamodawcach z przemysłu spożywczo-kosmetycznego. Kochani nie dajmy się oszukiwać, obejrzyjmy się za siebie, jak jedli nasi dziadowie, nasi rodzice, wróćmy do czasów gdzie cukier osładzał życie, a nie był "białą śmiercią", a boczek przyprawiony ziołami sprawiał, że zimą było nam cieplej, a nie wywoływał wyrzutów sumienia i zbiorowej paniki wśród "gazetowych dietetyków". Sama wiem, jak ciężko jest wrócić na ten właściwy tor , zwany UMIAREM , bo to jest jedyna słuszna droga do zdrowego i szczupłego życia. Dlaczego piszę o umiarze? W sobotę rozmawiałam w pracy z moją  firmową dietetyczką i opowiadam, zadowolona z siebie, jakie to sałatki zdrowe jadłam, tu pomidorek, tam sałatka, filet z indyka, marchewka tarta, pasztet z fasoli i tu zamilkłam czekając na pochwałę - źle, za dużo warzyw! - usłyszałam i zbaraniałam - jak to, za dużo? - pytam zdziwiona. No i tu właśnie usłyszałam, że we wszystkim musi być umiar, to raz, a dwa, warzywa potrzebują tłuszczy i białek, żeby się prawidłowo rozkładać, są warzywa czy owoce, które wytwarzają (szpinak na przykład) toksyny szkodliwe dla naszego zdrowia i trzeba ograniczać jego spożycie. No to co mam jeść - zapytałam zrezygnowana- jedz wszystko co lubisz, tylko z umiarem i licz kalorie. No właśnie, a z tym umiarem , to najgorzej, bo przecież duży schabowy wygląda ładniej na talerzu, niż mały schabowy, prawda?
No, ale wróćmy do przyjemniejszej części programu. Wzięłam sobie słowa koleżanki do serca i postanowiłam trochę odpocząć od zielonej sałaty. Chciałam zrobić naleśniki, proste i pożywne, w sam raz na obiad, jednak coś mnie podkusiło, żeby je trochę ubarwić i przerobić na racuchy, a że racuchy z jabłkami nie należą do moich ulubionych, to przerobiłam je na egzotykę. No i wyszły, jakby to powiedzieć....hmmnm...jakby to wyrazić, żeby oddać ich smak - o!mam - wyszły zajebiście dobre! Zapraszam na przepis, pamiętajcie tylko, żeby jeść z umiarem!



wtorek, 18 listopada 2014

Wakacje w Toskanii - Piękne jest życie w Arezzo - cz.9

http://www.filmweb.pl/Zycie.Jest.Piekne/photos/183166

Arezzo to kolejna perełka Toskanii, a raczej perła, bo to stolica powiatu, więc i miasto spore.Arezzo bardzo ucierpiało podczas II Wojny Światowej i po wielu zabytkowych ulicach i kamienicach pozostało tylko wspomnienie. Przewodniki mówią, że przez tą mieszankę starego z nowym miasto straciło swój czar i charakter. My się z tym nie zgadzamy, dla nas Arezzo jest piękne, a raczej  życie jest piękne w Arezzo! Nie może być inaczej, skoro w tym mieście urodził i wychował się słynny włoski reżyser Roberto Benigni i tutaj też rozgrywa się akcja jego oskarowego filmu " Życie jest piękne". Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałam zobaczyć  te miejsca, w których kręcono sceny do filmu!

http://www.filmweb.pl/Zycie.Jest.Piekne/photos/430950

Dworzec kolejowy, zaraz obok autobusowy, park z nieczynna fontanną, która od paru lat robi za śmietnik, patrząc po ilości odpadków, zamiast przytulnych i ślicznych pizzerri, tratorri i restauracji, w oczy rzucają się bary z plastikowymi krzesłami, gdzie można kupić kebaba i hamburgery. Dosłownie takim widokiem powitało nas miasto. Toskania odzwyczaiła nas od takich widoków i od takiej atmosfery, ale ruszyliśmy przed siebie, ciekawi co nas czeka za rogiem. Na szczęście za rogiem było lepiej, a za drugim było już fantastycznie.

           




poniedziałek, 17 listopada 2014

Wojna na sałatki, czyli majonez albo sałata?

W sumie to nie wiem, jak to się stało, że sałatki z majonezem praktycznie zniknęły z naszego stołu? Ostatni raz taką warzywną robiłam chyba dwa lata temu na Boże Narodzenie. Czasami, od wielkiego dzwonu zrobię koperkową, Królowej Elżbiety, czy tuńczykową . I pewnie nie zwróciłabym na to większej uwago, gdyby nie Sznupek i jego życiowe przemyślenia.

- Co tam mówisz, bo nie rozumiem - odburknęłam Sznupkowi, który coś tam mruczał z pełną buzią
- Nic, tak sobie głośno myślę, że w Szkocji to majonez musi być bardzo drogi
- A niby czemu? - zapytałam 
- No bo nigdy go nie kupujemy - stwierdził, oglądając kolejny kawałek sałaty lodowej na widelcu



No to mnie wkurzył! Nie smakują mu moje, finezyjnie strojone grzankami z ciemnego pieczywa, sałatki ze zdrową sałatą! Już nawet nie o zdrowie chodzi, ale mnie takie sałatki smakują bardzie, a do tego bardziej ekonomiczne są, czasowo ekonomiczne. Wrzucisz do miski kilo sałaty różnistej, warzywka jakie tam się nawiną, grzaneczki, sos vinegrettowy lub inny winny i gotowe. To nie! Majonezu mu brakuje w organizmie, sałata w zęby włazi, luksusów spragniony. Nie chce moich sałatek , nie będzie ich jadł, łaski bez! 
Teraz mam pytanie do Was, jakie sałatki robicie najczęściej, jakie wam najbardziej smakują? Te makaronowe, ryżowe i kartoflane na bazie majonezu, czy sałatki na bazie sałat z sosami i różnymi dodatkami? Bardzo prosimy o przemyślane odpowiedzi, bo tu chodzi o mój honor i sznupkowy żołądek. Dla utrudnienia przygotowałam dla Was dwie wyśmienite sałatki do spróbowania. No to która idzie na pierwszy ogień?