niedziela, 30 czerwca 2013

Dzbankiem po głowie i dżentelmen na sofie

Ostatnio usłyszałam, że ja to tego biednego Sznupka tylko krytykuje, albo wyśmiewam się z jego umiejętności zakupowo - żarówkowych. Nie pamiętam już od kogo to słyszałam, ale coś mi się wydaje, że od Sznupka właśnie. No to uwaga! Będę Sznupka chwalić. Proszę się skupić i nie rozglądać na boki, bo więcej taka okazja  może się nie powtórzyć. Nie mówię, że Sznupek już nigdy na pochwałę nie zasłuży, ale wątpię czy będę pamiętać, aby znów o tym napisać. No to zaczynam!

**********

Całkiem niedawno opowiadałam Wam o mrożonych cytrynach i ich zaletach, pamiętacie prawda? Więc moje umiłowanie dla tych mrożonek przeszło niemal w obsesję i już pół zamrażalki mam zawalone cytrynami i limonkami. Mówię do Sznupka - Kochanie, a nalej mi do dzbanka wody i wrzuć parę plasterków mrożonej cytryny( tak, tak, teraz mrożę nawet w plasterkach, lepiej niż w łódki). A te mrożone cytryny, to gdzie? - zapytał niepewnie Sznupek. Grzecznie odpowiedziałam, że w zamrażalce i nawet słowa więcej nie dodałam, nawet złośliwości jednej nie wypuściłam z płuc, nawet nie zapytałam z ironią, że niby gdzie te mrożone cytryny mam trzymać? W chlebaku? Sznupek po męsku chwycił dzbanek i wyruszył do kuchni. Słyszę otwierany zamrażalnik, słyszę otwierane szufladki i odgłos mrożonek, słyszę też, że zamrażalnik się zamyka. Aha! Znalazł, nie będzie pytał. Powinnam teraz usłyszeć szum wody wpadającej do dzbanka, ale nieeee, nic z tech rzeczy. Słyszę sapanie, odgłosy tarcia i pomruki jakieś. Aha! Myślę sobie, pewnie Sznupek postanowił dzbanek wypolerować przed wody nalaniem. No to jak on mi tak dzbanki poleruje, to niech mi cycki uschną jak jeszcze raz złe słowo na Niego powiem. Dzbanek wypolerowany, ale wody dalej nie słyszę, za to słyszę trzaskanie szufladami, szafkami, ostrzenie noży, stukot młotka - tak tak dobrze czytacie, młotka. No ale wreszcie jest! Wyczekany szmer wody szkockiej spływającej do dzbanka! Po paru sekundach dzbanek wylądował na stole. Patrze ja się w ten dzbanek i patrze, od tego patrzenia już mnie oczy trochę bolą, ale nie śmiem pytać. Pierwszy odezwał się Sznupek.

- Sznupcia? To chyba nie najlepszy pomysł mrozić cytryny w całości, ciężko je później pokroić
- No wiem, że nie najlepszy
- No to po co mrozisz w całości?
- Do ścierania na tarce, a do wody są pomrożone w kawałkach w małej szufladce
- To teraz mi mówisz! Normalnie chętnie bym cię tym dzbankiem....

Wyobrażacie sobie? Pokroił! Pokroił w plasterki zamrożoną cytrynę, trochę zmaltretowane plastry wyszły, ale przecież czepiać się nie będę. Czepiać się też nie będę, że nowy nóż do chleba muszę kupić, zresztą w dobie pieczywa krojonego, kto potrzebuje nóż do chleba? Jak tu się czepiać w obliczu cudu niemal.   Zdolny ten mój Sznupek, prawda?

**********

Za mało chwalenia? No to jeszcze trochę. Raz na miesiąc robimy sobie zakupy przez internet w Tesco. Zakupy zazwyczaj duże i ciężkie. Bardzo nam to pasuje, bo kierowca zakupy wniesie i w kuchni postawi. My musimy tylko rachunek podpisać i rozładować zakupy po lodówce i szafkach. Oszczędzamy na takich zakupach nogi, ręce i kupę czasu. Wczoraj zakupy przyjmował Sznupek, bo ja zajęta byłam plewieniem mojego parapetowego ogródka. Zazwyczaj zakupy przywożą mężczyźni, ale tym razem Sznupkowi trafił się młody rodzynek. Skąd wiem, że młody? A bo poznałam po głosie, po głosie Sznupka oczywiście.

- Dzieeń Dobry - powiedział przeciągle Sznupek
- Dzień Dobry - odpowiedziało zasapane dziewczę
- Ooooo aleee zakupyyy - rzucił luźno rozluźniony Sznupek
- Nooo trochę tego jest - odpowiedziało zasapane acz roześmiane dziewczę

I w tym momencie nastąpiło prawdopodobnie trzepanie rzęsami, trzepało dziewczę, nie Sznupek. Chociaż kto to wie? Mnie tam nie było, ja przecież byłam zajęta plewieniem parapetowego ogródka. Trzepanie rzęsami długo nie trwało, bo po chwilowej ciszy usłyszałam głos Sznupka:

- To ja..... to ja ci pomogę, przecież nie będziesz tak sama dźwigała
- Ojej jak to miło z twojej strony - zaświergoliło dziewczę
- Nie ma najmniejszego problemu -  odpowiedział dziarsko Sznupek

I pobiegł Sznupek jak bóg młody jeden, zapominając, że jeszcze pół godziny temu nogi go bolały tak bardzo, że odkurzacza w dłoni nie mógł utrzymać. Co najmniej ze dwa razy  tak po schodach biegał z pracownicą Tesco, która przynajmniej co drugi schodek dziękowała mu za ogromną pomoc, a Sznupek przynajmniej co trzeci schodek zapewniał "trzepoczącą rzęsami", że problemu nie ma żadnego. W dziesięć minut zakupy były w kuchni, rachunek podpisany, a dziewczę odprowadzone do drzwi. Drzwi się zamknęły, dziewczę odjechało, czar prysnął, a Sznupek ciężko sapiąc, ledwie żywy padł na sofę. Ja się tylko uśmiechnęłam pod nosem, bo pomyślałam sobie, że ja bardzo lubię jak mężczyzna zawsze znajduje czas i siłę, aby pomóc zwiewnej i delikatnej istocie, jaką jest kobieta, a jeszcze bardziej lubię fakt, że takiego mężczyne mam u swojego boku. A że trochę sapie? No trudno, przecież czepiać się nie będę.  


**********

                       
                              


  

czwartek, 27 czerwca 2013

Wakacje po szkocku czyli co robić, żeby się dzieci nie nudziły?

Pamiętacie ten ostatni dzwonek, rozdanie świadectw i pierwszy dzień wakacji? Ja do dzisiaj pamiętam to wspaniałe uczucie i ten zapach przygody w powietrzu. Pamiętam ten radosny okrzyk wybiegających dzieciaków - WAKACJE! Skoro jutro ostatni dzień szkoły, to chyba warto porozmawiać o wakacjach w Szkocji. Zapraszam.


poniedziałek, 24 czerwca 2013

Szkocka Służba Zdrowia, czyli jak się pracuje w budżetówce?

Nie piszę o naszej pracy, ponieważ za bardzo pisać nie mogę. Serio! W kontrakcie mam zastrzeżone, że nie mogę  o pracy dyskutować na otwartych forach , portalach i serwisach dyskusyjnych typu FaceBook czy Twitter. I nie są to jakieś tam martwe zapiski, bo jakiś czas temu mieliśmy całkiem wyraźny przykład, że ten zapisek traktowany jest bardzo poważnie. Jedna Baśka napisała na FaceBooku, że taka inna Zośka z oddziału II nie zna się na robocie i nie umie z  ludźmi współpracować. Jako, że Baśka nie miała Zośki w swoich znajomych, to wypowiadać się nie bała o jej niekompetencji. Niestety zapomniało się Baśce, że mają z Zośką wspólnych "fejsbkukowych" znajomych , którzy komentując jej wpis, jednocześnie, z automatu udostępnili wiadomość Zośce. Zośka to przeczytała i  zgłosiła przełożonym,że publicznie została ośmieszona przez koleżankę z pracy. Baśka za złamanie regulaminu straciła pracę, a Zośka dostała awans dla podbudowania jej zachwianego autorytetu.

****************

Jakiś tydzień temu Sznupek powiadomił mnie, że musi przełożyć urlop z końca lipca na koniec sierpnia , bo pokrywa się z innym kolegą, którego zapomnieli umieścić na kalendarzu urlopowym. Nic jeszcze nie zabukowałam, więc wielkiej straty nie było, jedynie żal, że lato praktycznie przeleci nam przed nosem. Miejmy tylko nadzieje, że koniec sierpnia przyniesie nam zaskakujące upalne zakończenie sezonu i będziemy się ze Sznupkiem smażyć na szkockich plażach i taplać w oceanie. Trzymajcie kciuki. Nic innego nie da się zrobić, regulamin mówi, że w jednym czasie na urlop wypoczynkowy może iść tylko jedna osoba z danego działu. Co jak co, ale regulaminu w służbie zdrowia się nie przeskoczy, trzeba przestrzegać jak 10 przykazań.

****************

Dzisiaj jeden z kolegów Sznupka przyszedł do pracy nawalony jak świnia. Nic, a nic tu nie przesadzam! Ledwie co w drzwi wszedł, tak nim rzucało po ścianach. Na początku nikt nie zwracał na to uwagi, pewnie mieli nadzieję, że się chłopak ogarnie. Do pierwszej przerwy jakoś dotrzymał, po przerwie utrzymać już nie mógł, najpierw rzygał gdzie popadnie, a później już tylko do zlewu, do którego został doprowadzony. No i co na to regulamin? Regulamin przyszedł z "góry" pod postacią Pana Kierownika od Personelu. Z pomocą innego kierownika doprowadzili jakoś kolegę do pionu, zapytali czy nie potrzebuje pomocy medycznej. Po zaprzeczeniu kolega został odesłany na 2 tygodniowy urlop okolicznościowy, 100% płatny , a po powrocie zostanie umówiony na spotkanie, gdzie odpowiednia "komórka" pomoże uporać mu się z problemem, jaki go dopadł w dniu dzisiejszym i uniemożliwił wykonywanie obowiązków zawodowych. Do tego czasu kolega ma się niczym nie przejmować, odpoczywać i regenerować siły.

****************

Mówię do Sznupka, mam plan jak dostać urlop w lipcu! Ja ci kupię dwie butelki wódki i zgrzewkę piwa, a ty masz za zadanie upić się jak świnia, iść do pracy, zarzygać pół podłogi i paść pod stół. Sznupek stwierdził, że może się poświęcić, tylko wolałby bez rzygania, bo strasznie nie lubi. Ja jednak uważam, że bez rzygania może nie być takiego efektu i dostanie tylko tydzień urlopu, a tydzień to trochę mało.

****************

Pamiętacie, jak wspominałam o cudnej pogodzie? No właśnie! Wraz z nastaniem pięknej pogody, nastąpiła u nas jakaś nieznana epidemia, która zbiera żniwo wśród pracowników służby zdrowia. Co należy zrobić w przypadku epidemii, grypy, sraczki, czy bólu pleców? Zadzwonić przynajmniej dwie godziny przed rozpoczęciem pracy i powiadomić pracodawcę, że nie przyjdzie się do pracy ze względu na niedyspozycję. . W służbie zdrowia pracownik ma 100% płatne chorobowe od pierwszego dnia i przez pierwsze siedem dni nie potrzebuje zaświadczenia od lekarza. Takich chorobowych na zawołanie może sobie udzielić 4 razy w ciągu roku, co daje dodatkowy miesiąc wolnego. A co się stanie jak w danym roku przekroczy się cztery razy? Zostanie się zaproszonym na pogadankę do działu zwanego przez nas "Zdrowie i Uroda".Otrzymamy tam ulotki, jak sobie radzić ze zdrowiem i gdzie szukać pomocy, oraz ostrzeżenie, że jeżeli w roku następnym sytuacja się powtórzy, to będą musieli szukać innych rozwiązań.       

****************

No właśnie tak się pracuje w szkockiej budżetówce - całkiem fajnie:) Więcej opisywać nie będę, bo nie wiem czy mi wolno, więc i Wy nie pytajcie za dużo, bo nie wiem czy odpowiem. A Wy? Macie takie paragrafy w waszych kontraktach/umowach dotyczących FaceBooka czy NaszejKlasy?    

          

                      

niedziela, 16 czerwca 2013

Ryba po tajsku z ananasem i o spadających portkach krótka opowieść

Spadły wam kiedyś portki w towarzystwie i to w towarzystwie międzynarodowym? Nie? Mnie spadły, a co, jak szaleć to na całego.





Leżę sobie na pięknej małej tajskiej wyspie i czekam na naszą łódkę, aż po nas podpłynie. Zabijając nudę obserwuje Japończyków, którzy łądują się na swoją łódź. Słowo "ładują się" bardzo dobrze oddają sytuację, bo wchodzić z gracją, to oni raczej nie wchodzą. Zaczynam głośno komentować do mojego kompana podróży - Ty, no zobacz jakie z tych Japończyków sieroty! Na czworaka na łódkę wchodzić? Zataczają się jak pijane zające w chmielu, ooo rany! I tak się zajęłam Japończykami, że nie zauważyłam kiedy podpłynęła nasza łódź. Kapitan na nas machał, więc wciągnęłam portki na tyłek i biegiem na łódkę. Pozostali wycieczkowicze (tez Japończycy) stali na brzegu i czekali - w sumie to nie wiem na co czekali - chyba na ruchome schody- nie oglądając się na nikogo śmiało chciałam wejść na pokład, żadna filozofia z tym wchodzeniem, noga na schodek i ......jak mi nagle coś drugą nogę podcięło, a pierwszą wybiło pod samą brodę, to tylko poczułam jak pół salto w powietrzu wywinęłam i nagle nieznana siła wciągnęła mnie pod łódź. W ostatniej chwili poczułam, że ktoś mnie ciągnie za rękę i siłą wyciąga spod łodzi, a druga siła szarpie się z moimi spodniami i ściaga mi je w dół. Długo nie myśląc, a myśli się bardzo szybko w takich sytuacjach, drugą ręką chwyciłam za spodnie, które osiągnęły już poziom kolan . Wodą i piachem się zakrztusiłam, ale już byłam cała i zdrowa na brzegu plaży. Stałam mokra jak kura - lekko przerażona atakiem fali - na przeciwko całej grupy małych Japończyków - ze spodniami opuszczonymi do kolan - widzicie to? - Fajnie, co nie? Ale co tam, najważniejsze, że cyckom nic się nie stało.

czasami fale i pogoda płata figla


No to była tajska opowieść, teraz czas na tajską rybę. Zapraszam i polecam. Oczywiście najlepiej spożywać ją na jakiejś małej tajskiej wysepce:) niekoniecznie ze spodniami po kolana:)



czwartek, 13 czerwca 2013

Truskawki, cytryny i lody waniliowe z Love Story w tle



No i miała być mała porcja na drugie śniadanie. No i była, ale przecież nikt nie mówił, że dokładki są zakazane, prawda? Muszę tylko dodać, że to wcale nie moja wina, to wszystko przez film "Love Story". Ja nie wiem, kto wpadł na kretyński pomysł, aby ten film puszczać w środku dnia? Przecież nie da się go obejrzeć bez porcji dobrych lodów, no nie da się.Człowiek musi sobie czymś osłodzić to nieszczęśliwe zakończenie. Za każdym razem beczę jak bóbr, a nawet cztery bobry. Jeden z piękniejszych filmów o miłości i jedna z lepszych książek o miłość. Niech żaden reżyser nie wpadnie na pomysł, aby nakręcić nową wersje "Love Story", ta jest idealna pod każdym względem!



Już kiedyś podawałam przepis na truskawki z pieprzem w tym poście kliknij mnie



skladniki:
truskawki
kawałek czekolady
jogurt naturalny lub śmietana, a najlepiej gałka lodów waniliowych
miód
ocet balsamiczny
pieprz






Na rozgrzaną patelnie wlewamy 2 łyżki octu balsamicznego i dwie łyżki miodu. Mieszamy, aż utworzy się piękny karmel. Żeby nam się nie przypaliło, co chwile dodajemy odrobinę wody, nie więcej niż 4 łyżki. Dodajemy jakieś pół kilo truskawek pokrojonych w plastry lub tylko na połówki. Mieszamy parę sekund i gotowe, odstawiamy i dodajemy szczyptę świeżo zmielonego pieprzu.



Dzisiaj zrobiłam z lodami waniliowymi i pominęłam czekoladę, a dodatkowo dodałam odrobinę pieprzu na lody.



Kochani! Tego nie da się opisać słowami! Gorące truskawki jak lawa zastygają na lodach! To nie jest jakiś tam orgazm kulinarny, to jest ORGIA smaków. Jeżeli jeszcze tego nie spróbowaliście, to koniecznie musicie i pamiętajcie - truskawki prosto z patelni, a lody prosto z zamrażalnika. Wielu kucharzy wykorzystuje tą technikę - łączenia gorącego z zimnym dla wyeksponowania aromatów i dla pobudzenia kubków smakowych.