środa, 8 sierpnia 2012

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Na tapczanie siedzi leń, czyli poniedziałkowe przyjemności



Pamiętacie o tym, ze poniedziałek jest dniem Lenia? Uwielbiam moje poniedziałki, cały dzień dla mnie. Nie sprzątam, nie gotuje, tylko się na sofie relaksuje. Warunki sprzyjają, bo Sznupek cały dzień w pracy, wraca dopiero późnym wieczorem. Tak było i dzisiaj, ale do czasu, telefon od Sznupka zrujnował  wszystko.

-Kochanie będę o 14.00. Nie chce mi się pracować, robię sobie dzień lenia.
- Nieeeee
- Co nie? Juz powiedziałem, że muszę iść do dentysty na 14.30
- Nieeee
- Przecież to ty mówiłaś, że poniedziałek to dzień lenia, więc ja się tylko dostosowuje do wytycznych.
- Nieeee
- Też cię kocham.Pa!Zaraz będę.

Jaki złośliwy! Tak mnie załatwić! Co ja na obiad ugotuje? Na szczęście uratował mnie Hellmanns.W TV leci seria reklam majonezu na zasadzie szybkiego przepisu i dzisiaj był kurczak pieczony z majonezową pierzynką. Wygladało przepysznie i kosztowało niewiele wysiłku. Miałam już makaron z sosem pomidorowo-oliwkowym, więc musiałam tylko dorobić jakieś mięsko. Może kotlety nie pasują do makaronu, ale jakos dzisiaj nie robiło to na mnie wrażenia.

A więc, Sznupek się leni a my zabieramy się za robienie obiadu.

Kurczak na chrupko po holendersku



piątek, 3 sierpnia 2012

Z brudnopisu emigranta, czyli potknięcia językowe i wpadki kulturowe

Na kolanach u szefa

Dopijając kawę, nerwowo zerkałam w okno, o 19.00 miał podjechać mój nowy Szef i podrzucić mnie do hotelu w którym rozpoczynałam prace na recepcji. Samochód podjechał, zatrzymał się na prawie pustym parkingu. Ciężko było mi dojrzeć kto siedział za kierownicą bo na parkingu panowały egipskie ciemności. Złapałam torebkę, poprawiłam fryzurę i pognałam w podskokach do samochodu, powtarzając sobie w myślach jak mam się przywitać i miło rozpaczać rozmowę. Jak to mówią - najwazniejsze pierwsze wrażenie.
Łapie za klamkę otwieram z impetem drzwi i juz jedna noga prawie w aucie, biodro wypięte do pozycji "zaraz se klapnę" i nagle poczułam coś na kształt łokcia w moim udzie, szybkie spojrzenie w bok i co widzę? Wystraszoną minę mojego nowego Szefa wciśniętego w siedzenie. Co jest??? Podskoczyłam jak oparzona, zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem i stanęłam jak zaczarowana , płonąc ze wstydu.



Po chwili  otworzyły się drzwi z drugiej strony i dobiegł mnie niesamowicie głęboki  męski głos- zapraszam z tej strony - oczywiście cała drogę próbowałam naprawić swoja gafę, co objawiało się  niekontrolowanym potokiem słów i częstym chichotaniem. Nie wiem, czy dopuściłam go do słowa choć raz. Mój Szef zapewniał, ze nic się nie stało i mam się nie przejmować, pozostanie to nasza słodka tajemnicą. Dnia następnego jeszcze bardziej nerwowo wyczekiwałam na samochód, bo nie byłam pewna czy chcą współpracowac z taka wariatką, moje obawy jednak były zbędne bo samochód czekał na mnie na parkingu, tak samo jak wczoraj, tylko z tą różnica,ze drzwi od strony pasażera były szeroko otwarte. Wyprzedzę wasze pytanie. Oczywiście, ze wiedziałam, ze w Anglii kierownica jest po drugiej stronie. Wiedziałam, ale zapomniałam:) Chociaż minęło już prawie 10 lat od tego zdarzenia, na samo wspomnienie oblewam się rumieńcem.

******


Imbirowa Głowa


środa, 1 sierpnia 2012

Burgery z sosem musztardowo - pieczarkowym, czyli fast foody na elegancko

To że człowiek jest na diecie, nie znaczy, że powinien odmawiać sobie przyjemności, trzeba te przyjemności odpowiednio dawkować. Bardzo lubię domowej roboty wołowe burgery, ale zawsze miałam wyrzuty sumienia, że to ma tyle kalorii, że takie niezdrowe, tłuste. Wcale nieprawda, możemy je zajadać bo są zdrowe i nietuczące, do tego możemy jeszcze sobie pozwolić na kremowy sos musztardowo - pieczarkowy. Gotowi na burgerową rozpustę???

Burgery z sosem musztardowo - pieczarkowym





Meksykańskie śniadanie dobre na odchudzanie - tortilla z awokado

Uprzejmie donoszę, że nadal pamiętam o twardym postanowieniu i wciąż jestem na diecie. Wizja mojej chudziutkiej siostry i kilometry, które będę musiała pokonać w Rzymie, o wąskich siedzeniach w samolocie nie wspomnę, motywują mnie każdego ranka. Sznupek tez mnie wspiera jak może, najlepiej mu te wspieranie wychodzi w wyjadaniu tego, czego ja nie powinnam jeść. Zresztą musi mnie wspierać bo to wszystko jego wina! Tak,tak - te późne kolacje przy świecach, długie śniadania w łóżku, truskaweczki z bitą śmietaną na przegryzkę, czekoladowe lody na deser, pieczeń wołowa na obiad, kiełbaski z grilla na kolacje. Tak,tak - człowiek zakochany, serce szaleje, rozum śpi, a dupa rośnie. Zauroczenie przemija, kilogramy zostają. Znacie to, czy tylko my ze Sznupkiem mieliśmy takiego pecha? Muszę przyznać, że Sznupek pierwszy zauważył, że coś jest nie tak.





-Sznupciuu?
-No?
-W jakiej temperaturze pierzesz moje koszulki?
-No jak w jakiej? kolorowe w 40C.
-No to chyba pralka nam się zepsuła
- Jak to się zepsuła, co się stało
- Pewnie coś z termostatem
- O czym ty opowiadasz?
- No bo wszystkie koszulki mi się pokurczyły, ledwie na brzuch naciągam.
- ???



Stwierdziłam, że koniec zartów i zaczynamy się odchudzać. Sznupek stwierdził, że może ja zacznę pierwsza, a on tylko popatrzy. No i od tego patrzenia na moje odchudzanie stracił 10 kg. Wyobrażacie sobie? A Ja? Ja straciłam tylko nerwy i dobry humor. No ale koniec gadania - czas na zdrowe porządne śniadanie. Dzisiaj po meksykańsku. Dla mnie wersja tylko z awokado, dla Sznupka z bekonem.

Tortilla z awokado




Składniki:

małe naleśniczki Tortilla
serek Philadelphia
1 małe awokado
pomidor
papryka
czerwona cebula
zielona pietrucha
czosnek
limonka
sól

Kroimy w drobną kosteczkę  1/2 pomidora,1/4 papryki, 1/4 cebuli, siekamy garść pietruszki. Dodajemy awokado, soku z połówki limonki,czosnek i sól do smaku. Mieszamy za pomocą widelca. Najlepiej,żeby awokado było bardzo dojrzałe.