piątek, 26 lipca 2013

Białe fartuchy, chwasty po pachy, palmy z Dubaju, nieudane naleśniki, czyli lata ciąg dalszy w Szkocji

Wielkimi krokami zbliża się półmetek szkockiego lata i jak dotąd jest to najpiękniejsze lato, jakie moje emigranckie oczy widziały. Pomału zaczynam wierzyć naszym politykom, że Niepodległa Szkocja będzie niczym drugi Dubaj, no i proszę! Referendum się jeszcze nie odbyło, a my już możemy palmy sadzić w tym klimacie.



Szkoci cieszą się jak dzieci, w całym mieście zostały wykupione wszystkie baseny ogrodowe i inne wodne gadżety, a żeby dostać węgiel do grilla to trzeba się trochę najeździć po stacjach paliw. Trawy nam pożółkły, a chwasty wystrzeliły w górę. Wszędzie gdzie nie spojrzysz pół metrowe chwasty. Szkoci za bardzo nie wiedzą co z tym robić, bo chwastów nigdy nie rwali, częste deszcze raczej nie sprzyjały ich wzrostowi. Mnie się to podoba, bo bardzo kolorowo się zrobiło i tak jakoś wiejsko sielsko, niemal anielsko. Wreszcie wszędzie widać dzieciaki, grają w piłkę, jeżdzą na rowerach, wrotkach, leża na trawie i chowają się w chwastach, kąpią sie w kanałach. Jednym słowem jest pięknie!



Pięknie i gorąco, gorąco szczególnie u mnie w pracy, wielki budynek, wystawiony na słońce jak piramida w Egipcie. A w tym wielkim budynku wielkie okna, które się nie otwierają, ze względów bezpieczeństwa można je jedynie uchylić na szerokość dłoni. Mówiąc krótko, pływamy we własnym pocie.
Do tego nasze uniformy jakoś strasznie się do nas lepią, aczkolwiek nie z miłości. No właśnie słów kilka o uniformach w Brytyjskiej Służbie Zdrowia, czyli w NHS.



W 2007 roku białe fartuchy zostały oficjalnie wycofane we wszystkich placówkach służby zdrowia. Okazało się, że fartuchy są nośnikiem zarazków, a długie rękawy przeszkadzają w dokładnym umyciu rąk, aż po łokcie. Nie rozumiem dlaczego nie zaczęli zwyczajnie szyć fartuchów z krótkimi rękawami? Logiczne, prawda? Parę dni temu byłą spora debata na ten temat, że może jednak to był zły pomysł, że jednak lepiej z powrotem ubrać lekarzy w białe fartuchy. Przecież taki biały fartuch dodawał prestiżu i był swego rodzaju wizytówką. Teraz lekarze ubierają się jak chcą i choć przyjęło się, że chodzą w koszulach i spodniach garniturowych, to jednak obowiązku nie ma. A skoro nie ma obowiązku, to młode pokolenie lekarzy różnie do tego podchodzi. Ja sama czasem mam problem z rozpoznaniem lekarza, a co dopiero przykuty do łóżka pacjent.



Drugi świetny pomysł to jednolite uniformy dla wszystkich pozostałych pracowników szpitala, bo przecież wszyscy jesteśmy tacy sami i nikt nie jest lepszy, a różni nas tylko odcień błękitu lub zieleni. Ja mam w nosie równość, wolność i swobodę jak 10 razy dziennie muszę tłumaczyć pacjentom, że nie przyszłam do nich, aby zrobić im zastrzyk, wymienić kaczkę, czy zabrać na prześwietlenie i Pani Basia tez im nie może zmienić opatrunku, bo ona tu tylko sprząta, a ten młody człowiek w bojówkach i sandałach w kropki, co zawzięcie maluje jakieś strzałki na chorym kolanie to nie awangardowy mistrz tatuażu, a wysokiej klasy chirurg, który będzie wstawiał protezę. No mówię Wam, czasami to mam wrażenie, że w cyrku pracuje.


    
A wracając do młodych lekarzy. Po pierwsze, to ja nie mam pojęcia, kiedy oni się zdążyli na tych lekarzy wykształcić, skoro wyglądają na maksymalnie 20-21 lat. Po drugie, kiedy oni mieli czas na naukę, skoro widać, że pół życia spędzili na siłowni, a drugie pół w salonie fryzjerskim. Oglądaliście "Ostry Dyżur"? No to wyobraźcie sobie, że George Clooney to jakaś popierdółka przy tych młodych lekarzach, których mijam na korytarzach. Jeszcze jak idzie jeden, to jakoś daje radę i potrafię się opanować, ale jak już idzie pięciu albo sześciu to mnie się samoiście szczęka osuwa na same cycki i rumieniec rzuca po samo czoło. Ledwie ich wyminę, a już się zataczam i muszę się jakiś drzwi, okna, parapetu łapać, żeby nie zemdleć. Więc może niech oni zaczną nosić te białe fartuchy to trochę stracą na atrakcyjności, a ja oddech odzyskam i serce oszczędze.



Wiadomo, ze jak gorąco, to i w kuchni się nie chce stać przy garach i ostatnio wzięło mnie na smażenie naleśników, ale nie tych małych amerykańskich, tylko naszych polskich, na słodko i na ostro. Chętnie bym się z Wami przepisem jakimś podzieliła, ale niestety moje naleśniki nie nadają się do pokazania. W smaku jak to naleśnik, nie najgorszy, ale z wyglądu to podobny do niczego. Przerabiałam różne sposoby i różne przepisy, ale i tak nie potrafię usmażyć pięknego cienkiego naleśnika. Moja babcia to potrafi smażyć naleśniki! Jej naleśniki są rewelacyjne same w sobie! Cieniutkie jak płatki róży, chrupiące przy końcach i każdy jeden ma piękne brązowe plamki, a smakują jak przypiekane wafelki. Chociaż nie jestem wielka miłośniczką naleśników, to babcine musiałam zjeść przynajmniej dwa. Jak tylko babcia wyciągała patelnie to wszystkie wnuki z talerzami w kolejkę się ustawiały, takie to dobre naleśniki. Kiedyś nawet poprosiłam babcie  o przepis i powiem Wam, że fortuny na książce kucharskiej to babcia nie zbije.  

  • Najlepiej dziecko, żebyś miała patelnie od Cygana
  • patelnia musi być porządnie rozgrzana, ale nie za bardzo bo przypalisz
  • za dużo tłuszczu nie dawaj, ale za mało też nie może być bo się będą rwały
  • ciasto, no wiesz tak na oko, nie za gęste, ale i nie za rzadkie  
No i gdzie ja mam w tej Szkocji znaleźć Cygana? Krótko mówiąc, naleśniki wychodzą albo nie, kwestia talentu, nie przepisu. Ja to ogólnie nie mam talentu do wszelkich ciast i tych naleśnikowych chyba też. Bo to trzeba mieć zwinne ręce, a ja mam jakieś takie niegramotne. To znaczy dłonie jak dłonie, ale palce jakieś takie krótkie i paznokietki małe. Takie małe, że jeden lakier do paznokci starcza mi na 10 lat. Sznupek mówi, że przesadzam i nic dziwnego w moich palcach nie widzi, ale on znów słabo widzi, więc trudno mu wierzyć. Siostra może poświadczyć, zawsze się śmieje z moich kołkowatych palców. Na dole to samo. Stopa wielka, paluszki malutkie, się dziwie, że się nie przewracam jak stoję, przecież przyczepności brak. Pewnie na stare lata zaczne się kiwać. Przez te małe paluszki to ani na drutach nie potrafię robić, bo mo oczka spadaja z szybkością wodospadu, ani szydełkować nie potrafię, kariera organisty w kościele też mi nie grozi. Mówię Wam, ciężko się żyje z małymi paluszkami.

    

I skoro już jesteśmy przy naleśnikach, to chciałam złożyć najserdeczniejsze życzenia imieninowe Mistrzyni Cygańskiej Patelni - mojej Babci Ani i wszystkim Annom, Anulom i Anusiom, które zaglądają do sznupkowego bloga. Najlepszego Kochane Dziewczyny!






                                                  

9 komentarzy:

  1. Sznupciu ja poprosze codziennie takie posty :) robisz mi dzien normalnie :) moglabym czytac cie bez przerwy :) co do lata to u nas tez wyjatkowo upalne, zesmucilas mnie tylko tym ze polowa juz za nami, mialam wrazenie ze dopiero co sie zaczelo! A z tymi nalesnikami to faktycznie ciezka sprawa. Ciasto musi byc bardziej rzadkie niz geste, ja zawsze dodaje troszke leju do ciasta, nie na patelnie, i jakos zawsze wychodza. No i uwazaj tam na tych przystojniakow w pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze lato nas zaskoczy i potrwa aż do póżnych tygodni wrzesnia, bo takie plotki tez słyszałam, więc zdązymy się nacieszyć do bólu :)

      Usuń
  2. Czy ja już mówiłam, że Cię kocham??? No normalnie kocham Cię Sznupciu:)))))

    Ja dodaje do ciasta naleśnikowego masło rozpuszczone(wtedy są chrupkie), a na patelnię olej.

    Plumeria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie możesz powtarzać mi to codziennie:) A z tym masłem to wypróbuje, to chociaż będą grubaśne ale chrupaśne :)

      Usuń
  3. Ola robi genialne naleśniki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też robię przewaznie dobre naleśniki a nie mam patelni od Cygana. Nalesniki nie udają mi sie wtedy, gdy się spieszę i nie wymiksuję masy porządnie albo zrobię ją za gęstą. Patelnie smaruję bardzo oszczędnie olejem a ciasto naleśnikowe ma w sobie więcej wody niz mleka.Dodaję też do ciasta kapkę oleju no i jajka rzecz jasna. Ale jak jest tak gorąco jak teraz to nie mam siły ani ochoty na smażenie i gotowanie czegokolwiek. Teraz zajadamy się po prostu kanapkami, sałatkami i owocami. Jak sieochłodzi wrócą porządne obiady oraz naleśniki.Z czym tylko sie da.
    A propos słuzby zdrowia, która nie chodzi w białych fartuchach tylko ubiera sie byle jak też uważam, ze to głupie. Odbiera to lekarzom czar i prestiż. Ot, łazi jakiś zwykły człowieczek po szpitalu i nie wiadomo kto zacz.
    Usciski serdeczne zasyłam!:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sznupcia dziękuję bardzo :-), a z naleśnikami to bywa różnie, ale dobra patelnia to połowa sukcesu, ja w tym roku mam już trzecią i wcale nie powiem,ze jest idealna ;-)

    OdpowiedzUsuń