Dzisiaj w kuchni zaszalejemy sobie po tajsku. Zrobimy pikantnego kurczaka w maśle orzechowym, czyli w sosie satay. Do szczęścia potrzebujemy przepyszne i zdrowe masło orzechowe oraz parę innych składników. Zaczynamy, szkoda czasu!
Składniki: (4 osoby)
5 udek z kurczaka bez skóry i kości( mogą być piersi z kurczaka, pałki lub schab)
1/2 szklanki kukurydzy
2 papryczki zielonego chili
świeża kolendra
2 łyżki oleju rzepakowego( lub kokosowego)
Marynata:
2 czubate łyżki masła orzechowego( z kawałkami orzeszków)
2 łyżki startego imbiru
1/2 łyżki wyciśniętego czosnku
sok z jednej limonki
sok z pół cytryny
2 papryczki chili
4 łyżki sosu sojowego jasnego
1 łyżeczka cukru palmowego brązowego
2 łyżki oleju rzepakowego( lub kokosowego)
2 łyżki natki kolendry
1 łyżka sosu rybnego( można zastąpić odrobiną soli lub sosem sojowym jasnym)
mleko kokosowe ( tylko do sosu satay)
Składniki marynaty mieszamy ze sobą w blenderze, albo ręcznie, wtedy oczywiście papryczki należy pokroić drobniutko. Jeżeli marynata będzie zbyt gęsta, taka jak krówka ciągutka to dodajemy z dwie łyżki wody. Mięso mieszamy z marynatą i odstawiamy do lodówki na parę godzin. Ja użyłam udek bez skóry i kości, bo takie akurat miałam. Ale śmiało można zamarynować kawałki piersi z kurczaka, czy też schab pokrojony w paski. Wołowina się raczej nie nadaje. Mięso mamy już zamarynowane, to czas wrzucić je na ogień i tu też pełna dowolność. Możemy nadziać i wrzucić na grilla jak szaszłyki, możemy upiec w piekarniku( max tem 180C) , a także możemy podsmażyć z warzywami na patelni. A więc rozgrzewamy głęboką patelnię dodajemy z 2 łyżki oleju, smażymy kurczaka z dwóch stron , uważając żeby nam się masło orzechowe nie spaliło, lepiej trochę dłużej , a na średnim ogniu. Kurczak podpieczony, to dodajemy kukurydzę, papryczki chili i zieloną kolendrę, mieszamy, podlewamy wodą i dusimy pod przykryciem, aż mięso będzie gotowe. Podajemy z ryżem lub makaronem.
Marynata jest też podstawowym składnikiem sosu satay, który jest przepysznym dodatkiem do grillowanego kurczaka. Sos jest tak bogaty sam w sobie, że dla balansu mięso marynujemy minimalistycznie np, oliwa+pieprz+czosnek+sól lub oliwa+cytryna + kolendra mielona+sól i do takich grillowanych kurczaków podajemy ten sos jako dodatek. Składniki marynaty mieszamy w blenderze, przekładamy do rondelka i gotując na małym ogniu dodajemy mleko kokosowe, aż uzyskamy odpowiednią konsystencję dipu. Można podawać na ciepło i na ziemno. Smakuje tez obłędnie z grillowanymi warzywami. Polecam różyczki kalafiora.
środa, 11 czerwca 2014
sobota, 7 czerwca 2014
Kurczak pachnący latem, czyli lekki i zdrowy orgazm kulinarny
Ciiii........nie mówmy nic, bo aromat uleci i będzie po lecie. Zapraszam na bardzo prosty przepis.
Składniki: (2-3 osoby)
3 pojedyncze piersi z kurczaka
2 małe cukinie
1 duża cebula
200 g świeżego szpinaku
Świeża bazylia
suszone oregano
czosnek
cytryna
sól morska
cukier (miód)
pieprz czarny
pieprz cayenne
olej rzepakowy
1/2 szklanki wody
Na patelni rozgrzewamy parę łyżek oleju i dodajemy pokrojonego w kostkę kurczaka, cukinie pokrojoną w talarki, a cebulę po japońsku, czyli "jakotako". Solimy, pieprzymy i porządnie podrumieniamy. Dodajemy dwie łyżki suszonego oregano i garść poszatkowanej swieżej bazylii. Mieszamy i zmniejszamy gaz na średni, dodajemy szpinak w całości razem z ogonkami. Skrapiamy cytryną, dodajemy jedną łyżeczkę cukru, 3 wyciśnięte ząbki czosnku i szczyptę pieprzu cayenne dla lepszego trawienia i poprawienia przemiany materii. Mieszamy delikatnie, podlewamy wodą i po 2 minutach nasz kurczak jest gotowy. Nie dodajemy żadnej mąki, żadnej śmietany - lekki orgazm kulinarny w czystej postaci.
Można podawać z ziemniakami, ryżem, makaronem, kaszą lub z pieczywem. Wybór należy do Was.
Składniki: (2-3 osoby)
3 pojedyncze piersi z kurczaka
2 małe cukinie
1 duża cebula
200 g świeżego szpinaku
Świeża bazylia
suszone oregano
czosnek
cytryna
sól morska
cukier (miód)
pieprz czarny
pieprz cayenne
olej rzepakowy
1/2 szklanki wody
Na patelni rozgrzewamy parę łyżek oleju i dodajemy pokrojonego w kostkę kurczaka, cukinie pokrojoną w talarki, a cebulę po japońsku, czyli "jakotako". Solimy, pieprzymy i porządnie podrumieniamy. Dodajemy dwie łyżki suszonego oregano i garść poszatkowanej swieżej bazylii. Mieszamy i zmniejszamy gaz na średni, dodajemy szpinak w całości razem z ogonkami. Skrapiamy cytryną, dodajemy jedną łyżeczkę cukru, 3 wyciśnięte ząbki czosnku i szczyptę pieprzu cayenne dla lepszego trawienia i poprawienia przemiany materii. Mieszamy delikatnie, podlewamy wodą i po 2 minutach nasz kurczak jest gotowy. Nie dodajemy żadnej mąki, żadnej śmietany - lekki orgazm kulinarny w czystej postaci.
Można podawać z ziemniakami, ryżem, makaronem, kaszą lub z pieczywem. Wybór należy do Was.
piątek, 6 czerwca 2014
Z brudnopisu emigranta - dlaczego nie robimy zakupów w polskim sklepie oraz co drapie Sznupka?
- Sznupek co Ty robisz?
- Ja???NIC!
- Jak to nic ?
- Majtek szukam, kąpać się idę, śpij!
- Majtek pod łózkiem?
- pod jakim łóżkiem, o tu w szufladzie szukam przecież...
-pomyślałam obserwując go jak delikatnie chowa "narzędzie zbrodni" z powrotem pod poduszki.
środa, 4 czerwca 2014
"Lada dzień" - film o bezwarunkowej miłość, która nie spełnia warunków
Nie spodziewałam się, że ten film zrobi na mnie takie wrażenie, nie spodziewałam się, że sprawi, że będę łkała w poduszkę przed snem, nie spodziewałam się takiej perełki, bryłki złota na wysypisku kiepskich holiwoodzkich produkcji. Dramat obyczajowy mało znanego reżysera z całkiem nieznanym aktorem w roli głównej. Wzruszająca i tragiczna historia bez szczęśliwego zakończenia, przepięknie opowiedziana. Ciekawe dialogi i barwni bohaterowie, fantastyczna muzyka.
Marko to zaniedbany i porzucony chłopiec z zespołem Downa, który ma niesamowite szczęście, bo spotyka na swojej drodze zwariowanego geja - wieczorami występującego na scenie jako Drag Queen, który pokochał chłopca od pierwszego spojrzenia. Rudi postanawia chłopca zaadoptować i wraz ze swoim partnerem stworzyć mu dom..... i właśnie tu kończy się bajka , a zaczyna prawdziwe życie.
Brutalna rzeczywistość, niechęć społeczeństwa, stereotypy, ślepota umysłu, brak serca, czy to wszytko stanie na drodze do szczęścia?
Polecam każdemu, bez względu na wiek, płeć i poglądy życiowe. To jest film o miłość DWOJGA LUDZI, pięknej i namiętnej, oraz o miłość bezwarunkowej, rodzica do dziecka. Jest to film, który zmusza do przemyśleń nad tym co jest właściwe , a co nie, jaka miłość jest najlepsza i kto ma prawo nam ją odbierać, bo czy można odmówić prawa do miłości? Nawet takiej, która nie spełnia naszych norm?
Nie czekajcie długo - poznajcie Marko, chłopca, który lubi bajki, tylko ze szczęśliwym zakończeniem.
Dajcie się uwieść niesamowitej roli Alana Cummingsa - który jest prawdziwą diwą o gołębim sercu.
Film z polskimi napisami można obejrzeć za darmo TUTAJ wystarczy przycisnąć -"zamknij reklamę i oglądaj jako zwykły użytkownik"
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Co złego kryje w sobie tuńczyk i kto jest królem wśród ryb
Bardzo nie lubię jak mnie ktoś robi w konia, no nie cierpię wręcz, a jak wychodzi na to, że w tego przysłowiowego konia zrobiłam się sama, to mnie delikatnie mówiąc kurwica strzela! Tym razem w konia zrobił mnie tuńczyk, a raczej ta cała "machina zarabiająca krocie", bo jak wiadomo, ryby głosu nie mają.
Wszędzie słyszymy jaki to tuńczyk jest dla nas dobry. Zdrowy, dietetyczny i ogólnie fantastyczny. Każda dieta, każda ksiązka ze zdrową żywnością ma na stanie sałatki z tuńczyka, pasty z tuńczyka i inne tuńczykowe rewelacje. Daleko nie sięgając wzrokiem, na opakowaniu mojego chleba ryżowego mam pastę z tuńczyka, co zgrabnie sugeruje mi, że ten mega zdrowy chleb ryżowy będzie jeszcze lepiej smakował z mega zdrową pastą z tuńczyka. A jak zrobić pastę z tuńczyka to każdy wie, otwieramy puszkę , dodajemy trochę oliwki, cytrynki i już po sprawie. Od wielu lat tuńczyk jest podstawą mojej diety, w szafce nigdy nie zabraknie paru puszek tej rybki. Czy znacie prostszy sposób, żeby dostarczyć sobie OMEGA3? Bo ja naiwnie wierzyłam, że taki tuńczyk to mi może wyjść tylko na zdrowie. Sznupciowa naiwność nie zna granic, ale na szczęście nie trwa długo. Zaczęło się od tego, że gdzieś w internecie znalazłam artykuł o zawartości rtęci w poszczególnych rybach. I już zapaliło mi się czerwone światło. Tuńczyk to duża ryba, która zostaje odławiana "na stare lata", więc zdąży nazbierać tej rtęci sporo w swoim organizmie. Oczywiście nikt nie mówi, że po zjedzeniu jednej puszki tuńczyka padniemy trupem, ale częste jedzenie tuńczyka nie jest wskazane. Ciężko mi nawet było się dokopać do jakiś rzetelnych materiałów mówiących ile można zjeść tego tuńczyka? Amerykanie i Brytyjczycy różnią się w poglądach. Najbardziej podpasował mi artykuł w NRDC - klik klik który bardzo obrazowo nakreślił sprawę:
RYBY zawierające śladowe, lub nie zawierające w ogóle rtęci ( można jeść bez ograniczeń)
A w ten weekend zajadaliśmy śledzie z pieczarkami w sosie balsamicznym i śledzie w majeranku z czerwoną cebulą i z jabłkiem. Zapraszam na przepis!
Wszędzie słyszymy jaki to tuńczyk jest dla nas dobry. Zdrowy, dietetyczny i ogólnie fantastyczny. Każda dieta, każda ksiązka ze zdrową żywnością ma na stanie sałatki z tuńczyka, pasty z tuńczyka i inne tuńczykowe rewelacje. Daleko nie sięgając wzrokiem, na opakowaniu mojego chleba ryżowego mam pastę z tuńczyka, co zgrabnie sugeruje mi, że ten mega zdrowy chleb ryżowy będzie jeszcze lepiej smakował z mega zdrową pastą z tuńczyka. A jak zrobić pastę z tuńczyka to każdy wie, otwieramy puszkę , dodajemy trochę oliwki, cytrynki i już po sprawie. Od wielu lat tuńczyk jest podstawą mojej diety, w szafce nigdy nie zabraknie paru puszek tej rybki. Czy znacie prostszy sposób, żeby dostarczyć sobie OMEGA3? Bo ja naiwnie wierzyłam, że taki tuńczyk to mi może wyjść tylko na zdrowie. Sznupciowa naiwność nie zna granic, ale na szczęście nie trwa długo. Zaczęło się od tego, że gdzieś w internecie znalazłam artykuł o zawartości rtęci w poszczególnych rybach. I już zapaliło mi się czerwone światło. Tuńczyk to duża ryba, która zostaje odławiana "na stare lata", więc zdąży nazbierać tej rtęci sporo w swoim organizmie. Oczywiście nikt nie mówi, że po zjedzeniu jednej puszki tuńczyka padniemy trupem, ale częste jedzenie tuńczyka nie jest wskazane. Ciężko mi nawet było się dokopać do jakiś rzetelnych materiałów mówiących ile można zjeść tego tuńczyka? Amerykanie i Brytyjczycy różnią się w poglądach. Najbardziej podpasował mi artykuł w NRDC - klik klik który bardzo obrazowo nakreślił sprawę:
RYBY zawierające śladowe, lub nie zawierające w ogóle rtęci ( można jeść bez ograniczeń)
- łosoś
- makrela
- śledzie
- sardynki
- ostrygi
- krewetki
- dorszowate
- flądra
- łupacz
- tilapia
- pstrąg
- kalmary
- karp
- dorsz z alaski
- halibut
- mahi mahi
- tuńczyk (puszkowany - jasny)
- tuńczyk pasiasty
- halibut
- snapper
- tuńczyk biały
- tuńczyk yellowfin
- makrela hiszpańska
- seabass
- rekin
- merlin
- makrela królewska
- włócznik
- tuńczyk wielkooki(ahi)
A w ten weekend zajadaliśmy śledzie z pieczarkami w sosie balsamicznym i śledzie w majeranku z czerwoną cebulą i z jabłkiem. Zapraszam na przepis!
Subskrybuj:
Posty (Atom)










