Pociąg dowiózł nas do małej stacji w sercu toskańskich "Górków i pagórków". Dwa razy sprawdziłam napis na stacji - CAMUCIA CORTONA - zgadza się, to tu będzie nasz dom przez następne dziesięć dni. Stanęliśmy przed stacją, żeby zerknąć na mapkę w jakim kierunku mamy się udać. To tylko parę kroków, ale kto chce błądzić pchając walizkę na kółkach.






Sznupek, ale tu ładnie!!! Zobacz , zobacz jaki dom! O rany ! Ale widok! O patrz nasza brama! O kurdę, zamknięte!? I to była pierwsza lekcja włoskiego - jak jest sjesta to jest sjesta i wszystko jest pozamykane. Na szczęście zadzwoniliśmy do właścicieli i w ciągu 10 minut przyjechał przesympatyczny gospodarz, który na imię ma Massimo, a na nazwisko No Problem. Szybko wypełniliśmy kartę meldunkową i już trzymaliśmy w dłoniach klucze do naszego apartamentu. Po włościach oprowadził nas Massimo, którego znajomość angielskiego jest na poziomie mojego włoskiego, więc jak się domyślacie, dogadywaliśmy się bosko. Massimo szedł przed nami i palcem wskazywał kolejne atrakcje posesji:
- basen - no problem
- jacuzzi - no problem
- grill - no problem
- leżaczki i stoliczki - no problem
- tu się otwierają wasze drzwi - no problem
- kuchnia - no problem
- lodówka, kuchenka, garnki, patelnie - no problem
I tak to doszliśmy do wielkiej szafy, Massimo złapał za uchwyt i nic, szafa nie chciała się otworzyć. Podrapał się po głowie, podumał, posapał, spojrzał na mnie i z przepraszającym uśmiechem wydukał
No jak problem? Massimo pokazuje na pusta dziurkę od klucza i rozkłada ręce. No tak, pomyślałam, jak nic trzymają trupa w szafie i teraz mi wmawiają, że klucz się zgubił. No, ale kto by się na wakacjach przejmował takim drobiazgiem?
- Massimo! Szafa no problem
- No problem?
- No problem!
Ależ się chłopina ucieszył, że nie będzie musiał wołać ślusarza i jeszcze uda mu się dokończyć sjestę. Chciałam wspomnieć Sznupkowi o tym trupie w szafie, ale oczywiście on już był zajęty. No kto zgadnie, czym był zajęty Sznupek? No.... no.....? Przecież wiem, że wiecie. Nie wstydzić się.
- Sznupcia!!! Wszystkie programy są po włosku!
- Oj nie wszystkie. Patrz MTV jest po angielsku
- Gdzie ty mnie przywiozłaś? Internetu nie ma, TV nie ma. Ja tu umrę!
I tak sobie pomyślałam, że chyba jednak poproszę Massimo, żeby klucza poszukał, bo to pewnie tam się chowa tych wszystkich co umarli z braku TV i internetu. Na wszelki wypadek nie wspominałam Sznupkowi o tych ścielących się trupach w tej wielkiej drewnianej szafie. Miałam mu powiedzieć dnia następnego, ale rano zmieniłam zdanie....
- Sznupcia, a Ty dobrze spałaś
- Dobrze, a nawet bardzo dobrze
- A to dobrze
- Ale dlaczego pytasz?
- A nic, bo ja miałem dziwne wrażenie jakby ktoś po kuchni chodził
- Po kuchni chodził?
- Nooo i drzwi otwierał
- Od szafy drzwi??!!!
- Nieee , wejściowe.
I przysięgam, że żartów sobie nie robię, a Sznupek tym bardziej. Coś lub ktoś musiał w tej szafie mieszkać i lepiej, żeby Sznupek nie poznał moich teorii na temat trupów. Ale dość o przykrych rzeczach, wrócę jeszcze do pierwszego popołudnia. Rozpakowaliśmy się troszkę, pokręciliśmy się po ogrodzie i poszliśmy do sklepu. Jak wracaliśmy to było już ciemno. Otworzyliśmy bramę i ścieżką dreptaliśmy w kierunku budynków i nagle..........