No właśnie, gdybym się spotkała z Jamie Oliverem to pewnie spędzilibyśmy całą noc w kuchni. Gotując, smakując i rozmawiając o kwaśnych cytrynach, słodkich malinach i orgazmach kulinarnych. Na sama myśl nucę sobie po cichu piosenkę, tak bardzo po cichu, żeby Sznupek nie słyszał:
"bo Jamie i ja przez całą noc szykujemy cudów moc
i jutro, skoro świt, te cuda smakować będą ci... "
Pamiętacie ta piosenkę Zdzisławy Sośnickiej? Jedna z moich ulubionych polskich piosenek. Pewnie Jamiemu tez by się spodobała. No, ale koniec z marzeniami i czas wrócić na ziemie, a raczej do kuchni.
Zaimponował mi Jamie wiele lat temu, jak próbował w brytyjskich szkołach wprowadzić zdrową żywność, zastąpić tłuste frytki gotowanymi ziemniakami i zdrowymi warzywami. Cała ta akcja doprowadziła do zbiorowej paniki i wielkiego niezadowolenia rodziców, bo dzieci ze szkoły wracały głodne. Mimo płaczu i zbiorowego rzygania, udało się Jamiemu przeforsować plan zdrowego domowego jedzenia w szkolnych stołówkach.
Teraz przekonuję brytyjskie gospodynie, że domowe jedzenie jest zdrowsze i tańsze od tego kupionego u "chinczyka" i mozna je przygotować w 15 minut. Widać, że gotowanie to jego pasje i sposób na życie. Gotuje całym sobą, patrzeć na niego to sama rozkosz dla oka. Żebyście nie mówili, że ja się tylko tak na tego Jamiego gapię jak tam sobie skrobie, maca, ugniata i do piekarnika wkłada. Nie nie nie....Ja sie od mistrza wiele uczę i jak tak sie na niego z dwa dni napatrzę i nasłucham to mam póżniej takie natchnienie, że aż mi cycki parują:) Oooo proszę co dla was ugotowałąm:)
