niedziela, 26 stycznia 2020

Sznupcia biznesmenka i dobre miejsce dla kobiet




Patrząc na datę ostatniego posta wychodzi na to, że publikuje raz na rok i jeżeli ktoś z Was jeszcze tu zagląda, to może śmiało przyznać sobie medal olimpijski za cierpliwość.

Idąc dalej, skoro cierpliwość uznawana jest za cnotę rodzaju ludzkiego, to jesteście bardzo cnotliwymi ludźmi. Ale poprzestańmy na tym, bo nie o waszej cnotliwości tu miało być. I tu was pewnie zaskoczę, ale o mojej też nie będzie. A o czym tak ważnym chciałam poinformować, że aż mi się zebrało na chwilę twórczości blogowej? 
Nie będę wam ściemniać, że tęskniłam (choć trochę tak) , nie będę was bajerować, że wena mi wróciła na pisanie bo, cholera, jak poszła tak nie wróciła. Nie będę wam też obiecywać , że będę teraz pisać regularnie, bo takiego kłamstwa to nawet blogosfera nie przyjmie. 




Przybywam do was w celach biznesowych. Otóż jako świeża biznesmenka muszę wykorzystać każdy sposób na reklamę. Na zagrywki w stylu Kardashianek niestety nie mam szans. Trochę do tego jestem za stara, mam tylko jedną siostrę i to z płaskim tyłkiem, a mój tata urodził się jako Rysiu i umrze jako Rysiu. Więc jak widzicie muszę sobie radzić w bardziej tradycyjny sposób. Grupa Szupkolubnych jest nadal spora, ciągle tu zaglądacie, więc tworzycie całkiem sporą grupę docelową jak to się mówi w tych kręgach. Żeby jeszcze się trochę popisać, to dodam, że operuję takimi słowami jak target, content, e-marketing i jeszcze paroma, ale akurat teraz mi wyleciały z głowy. 

No dobrze, ale do brzegu, jak to mawia jedna z moich ulubionych blogerek. Wiecie, albo i nie wiecie, że od zawsze uwielbiam podróżować. Ja żyję podróżami, jak nie podróżuję to planuję sobie , albo innym. Po latach postanowiłam zrobić coś, aby ta moja pasja stała się też moją profesją. Żeby to zrobić każdy ci powie, że trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu i zaryzykować. Ja myślałam, że można inaczej, że można tak sobie wymacać teren i tak na macanego dojść do celu. Wróciłam do college i właśnie kończę pisanie pracy licencjackiej na Travel&Tourism w West Scotland College. 
Zorganizowałam Babską Wyprawę do Indii, żeby przetestować swoje możliwości organizatorskie. 
Jednak ciągle pracowałam na etat w pracy, która zaczęła mnie zżerać od środka. No i przyszedł czas na  to, żeby wreszcie podjąć babską decyzję, złapać się pod boki i cyckami do przodu wyjść z tej całej strefy komfortu.



Rzuciłam pracę i postanowiłam się skupić na rozwijaniu swojego projektu ( o to też fajne marketingowe określenie) Stworzyłam, moim zdaniem coś unikatowego, niepowtarzalnego i w 100 % coś dla kobiet. Przywitajcie Kochani wielkimi brawami nowe dziecko w świecie turystyki niszowej. Turystyki , która idzie nowym nurtem i dba, żeby nie zadeptać świata, nie krzywdzić zwierząt i ludzi. 




Travel Power- strefa kobiet to Ja! Takie też będą te podróże. Pełne przygód, pasji, śmiechu, dobrej kuchni i świetnego towarzystwa. Będą czymś więcej niż odhaczaniem świątyni za świątynią, czy muzeum za kościołem. Travel Power to doznania , to przyjemności, to łzy wzruszenie, to poznawanie innych kultur i poznawanie siebie. To relaks i odpoczynek od świata, który tak wiele od nas, kobiet, wymaga. Travel Power to też warsztaty dla kobiet, które chcą nabrać pewności siebie, polubić siebie od nowa, zmobilizować się do działania, w skrócie można to nazwać Terapią Umysłu. Nie wiem jak jeszcze słowami oddać to co chcę osiągnąć, więc posilę się takim to oto obrazkiem.





Na dzień dzisiejszy mam przygotowane pakiety pobytowe w Szkocji w sezonie wiosenno-letnim i pakiety pobytowe w sezonie jesienno-zimowym. Takich atrakcji jak u nas nie znajdziecie w żadnym biurze podróży drogie Panie.




Jeżeli ktoś chciałby spędzić ze Sznupcią miły czas w Szkocji ( będę nawet gotować) lub trochę dłuższy w Indiach to zapraszam zapoznajcie się z ofertą. A może znacie jakieś babeczki, które chętnie by się gdzieś wyrwały, ale nie mają z kim, albo odwagi im brak? Szepnijcie dobre słowo o mnie , podajcie namiary na Travel Power , niech dobro się rozchodzi jak najwyżej, jak najdalej i jak najlepiej.



Wasza Sznupcia Biznesmenka     
         

niedziela, 23 grudnia 2018

Święta nie są dla zwykłych kobiet! Powrót Sznupci.

Próbowałam być tym, kim nie jestem i wiecie co? Na dłuższą metę ciężko być falszywym, nawet w stosunku do siebie, a może nawet przede wszystkim do siebie. Moża się pogubić, zatracić, unieszczęśliwić i doprowadzić do bankructwa tożsamosci. Takie bankructwo, chyba jest gorsze, niż to finansowe. O czym ja w ogóle piszę, zapytacie? Piszę o zaprzestaniu bycia Sznupcią, która żyje w szupkowym świecie. Chciałam być bardziej profesionalna, bardziej poważna w tym co robię, szukałam lepszego sposobu na siebie, na tego jak się wyrażam. Nie miałam czasu na bloga, a nawet nie za bardzo chciałam mu poświęcać czas, bo przecież jestem lepsza niż to, mam więcej planów, zamiarów i projektów. Założyłam kanał na YT i żeby oddciąć się od SznuPków nazwałam go "Jedz, kochaj,podróżuj", zaczełam się udzielać też na IG pod szyldem "Jedz.kochaj,podróżuj". Na początku było fajnie, nie tęskniłam za Sznupcią. Jednak nie na długo, zaczeliście pisać do mnie wiadomości, że teśknicie, że pamiętacie. Później pojechałam do Indii i chciałąm podzielić się z Wami moimi odczuciami, wspomnieniami, czymś co skradło moje serce. I co się okazało? Okazało się, że nie potrafię, nie potrafię być dobrym korespondentem turystycznym, nie jestem medialna, czy zabójczo przebojowa. Próbowałam grać, ale jak widać aktorka ze mnie żadna. Tylko Sznupcia wie, co jej w duszy gra i jak to przekazać. Więc wracam do bycia sobą - wracam do bycia SZNUPCIĄ, czasem gotuje, czasem podróżuje, a czasem rymuje. Święta Bożego Narodzenia to chyba dobry czas na takie decyzje, prawda?
Kanał na YT już nazywa się Sznupkowie w podrózy życia i zachęcam do subskrybcji. 
Na Instagramie też jesteśmy i na FaceBooku. Wypadałoby złożyć teraz życzenia świąteczne, ale w zamian podzielę się z wami tekstem, który napisałam po bardzo długim czasie posuchy twórczej. 
Szykujcie się na więcej, bo czuję, że wena wróciła..:) 


      



I znów się zaczął ten wspaniały okres w roku. Tradycja, rodzinne spotkania, religijne uniesienia, pyszne jedzenie, kolorowe światełka, pierogi u babci, bombeczki w kropeczki, zapach choinki prosto z Biedronki, świeczki piernikowe z Pepko, jednakowe swetry dla całej rodziny i psa, pierniczki z cynamonem, śnieg za oknem, kolędy w TV. No pięknie, obrazek jak z Instagrama.
Tylko gdzieś pomiędzy tymi pięknymi słowami skrywa się ZWYKŁA KOBIETA i słowa nagle nabierają innego wymiaru.
Lista zakupów, dwie listy zakupów, trzy listy zakupów i czwarta zapasowa , bo w tamtym roku trzy się zgubiły, więc w tym roku jesteś mądrzejsza.
Praca do 15.00, później wyścig po sklepach z tymi listami, o które się praktycznie potykasz , bo są tak długie. Między zakupami odbierasz dziecko z korepetycji, umawiasz fryzjera, gadasz z mężem przez telefon. Biegniesz po schodach, wpadasz do domu, stajesz się mistrzynią origami upychając zapas jedzenia na święta w lodówce. Myjesz okna, prasujesz obrus . Mąż wraca do domu, podajesz obiad dla siebie i dla dzieci, ty nie jesz , bo jesteś przecież na diecie. Zjadasz brokuła z jogurtem, wstawiasz pranie, prasujesz serwetki.
Mąż podchodzi, przytula i szepcze do ucha, że kocha, ale nie wie i zanim się zorientujesz czego on znowu nie wie, to już dopisujesz do listy prezent dla siebie do kupienia. Nastawiasz budzik, padasz na łóżko, dodajesz zdjęcie na fejsbuka - JUŻ NIE MOGĘ DOCZEKAĆ SIĘ ŚWIĄT - Ho Ho Ho! 
 
Wstajesz rano , dzwonisz do mamy , bo jeszcze nie uzgodniłyście u kogo będzie Wigilia? Mąż wstaje leci do pracy, po 10 minutach dzwoni, że mu się przypomniało, że Wigilia musi koniecznie być u Was , bo zaprosił kuzyna Bartka z nową dziewczyną i strasznie chce ją pozać , bo on ma taki kiepski gust, że pewnie panienka bedzie konkurować z urodą waszego mopsa. Dzwonisz znów do mamy , tłumaczysz , że Wigilia u Was, mama się obraziła, odłożyła słuchawkę.
Dzwoni teściowa, z prośbą o jakieś dania bez grzybów, cebuli, tłuszczu i maku , bo tatusia wątroba boli i znów będzie cierpiał jak w tamtym roku. Nie pomogło tłumaczenia , że tatuś się źle poczuł, bo zjadl pół blachy serika i 4 dokładki śledzi w oleju. Teściowa się obraziła, odłożyła słuchawkę. Może byś się przejęła, ale twoje myśli zakłóca turbot pralki, zmywarki i wrzasku najmłodszej, że ona dzisiaj ma mikołajki w szkole i zapomniała o prezencie dla koleżanki.
Łapiesz dziecko , łapiesz kluczyki od samochodu i do Biedronki biegiem kupić cokolwiek, co się nadaje na prezent. Dziecko naburmuszone, bo byle czego to ona nie da. Wysiada z samochodu i trzaska drzwiami. Liczysz do trzech i jedziesz na rynek kupić mak i kapuste kiszoną. Coś jeszcze miałaś kupić, ale listy zostały w domu i nie pamiętasz. 
Wracając do domu odbierasz pranie z pralni, wpadasz do Pepko i znów wydajesz fortunę na ozdoby choinkowe. W domu zerkasz na listę i GRZYBY, zapomniałaś o grzybach. Dzwonisz do męża, niech kupi po drodze, ty musisz odrobić lekcje ze starszym, bo jakoś mało kumaty taki, pewie po teściowej. Mąż wraca z pracy, w dłoni trzyma 5 opakować pieczarek. Opadły ci ręce, cycki i wałki z głowy.
Padasz wieczorem do łózka, na fejsbuku wklejasz zdjęcie uśmiechniętej najmłodszej w mikołajkowym stroju - to nic , ze zapłaciłaś jej za to 20 zł - resztkami siły dopisujesz tylko - RODZINA TO PODSTAWA , NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ ŚWIĄT - HO, HO, HO!
Dom lśni, świeczki płoną, pachnie sernikiem, goście się śmieją , mąż wypina pierś jak paw i częstuje faszerowanymi pieczarkami jego pomysłu, niby taka nowa rodzinna tradycja. Dzieciaki piszczą i ciesza się prezentami, pies pogryzł swój świąteczny sweterek, a przeciez mógł ci zrobić prezent i pogryźć teściową , która na wszystko kręci nosem. Jesteś tak zajęta bieganiem między kuchnią , a salonem, że nie masz czasu otworzyć prezentu, chociaż i tak wiesz , co tam jest, bo sama sobie go kupiłaś, kryształowy wazon, choć teraz żałujesz, bo i tak kwiatów nie dostajesz za często.
W myślach obiecujesz sobie, że za rok pojedziecie do Zakopanego na całe Święta, że będziesz odpoczywać, spacerować, pójdziesz do SPA, z mężem na kawę, a dom posprzątają dzieci!
Rozmarzyłaś się tak bardzo, ze nie dosłyszałaś co mówi do ciebie mąż.
-To co kochanie, w przyszły roku powtórka, powtórzył?
I nagle olśniło cię do czego może się przydać ten wazon.
Padasz zmęczona do łóżka, a w głowie kołacze ci się jedna myśl - Świeta są dla SUPERWOMAN, a ja jestem tylko ZWYCZAJNĄ KOBIETĄ.
Mąż nadal siedzi przed TV, nie kłądzie się, wciąż okłada lodem rozbity łuk brwiowy. Na fejsbuku dodaje zdjęcie waszej choinki, z dopiskiem - ŚWIĘTA BYŁY CUDOWNE, ALE W PRZYSZŁYM ROKU ZAKOPANE 

piątek, 10 sierpnia 2018

Pierwsza Babska Wyprawa-Indie-cz.4- INDYJSKI POCIĄG ZE SPA



Witajcie Sznukolubni :)



Indie to było moje spełnienie marzeń i wyjście ze strefy komfortu. Prawie miesiąc z 4 innymi kobietami to inny poziom podróżowania. Było wspaniale był śmiech, ale też i łzy! Wyobrażacie sobie jak można wytrzymać 26 godzin w pociągu pełnym Hindusów? My też sobie nie wyobrażałyśmy, więc postanowiłyśmy to sprawdzić. SPA wliczone w cenę biletu, jedziecie z nami?



Pozdrawiam serdecznie ze słonecznej Szkocji! Ale mamy piękne lato w tym roku!     



sobota, 26 maja 2018

Pociągiem po Szkocji - The West Higland Line #1


Nie będę się rozpisywać za dużo. Zapraszam na nasz kanał You Tube! Mam nadzieję , że się spodoba. Nawet Sznupek dał się namówić na mały wywiad..;)

Do zobaczenia wkrótce! Podróż do Indii już niebawem, będzie co oglądać>:)


niedziela, 27 sierpnia 2017

Jak prowadzić grupę na Facebooku, nie zwariować i nie dać się sterroryzować?

Jednym z powodów dlaczego zaniedbałam bloga przez ostatnie dwa lata, było to , że resztki swojej energii włożyłam w prowadzenie grupy na facebooku. Dlaczego wpadłam na pomysł założenia grupy? Szukałam wsparcia , motywacji i inspiracji na innych grupach związanych z odchudzaniem, ale nie do końca znajdowałam zrozumienie tematu i tego bodźca, którego potrzebowałam. Postanowiłam więc stworzyć grupę prowadzoną przez grubasa dla grubasów i tak powstało moje osobiste fejsbukowe dziecko. Zanim przeczytasz resztę tekstu to zapraszam teraz, bo później możesz się rozmyślić.




Grupy są bardzo popularne i chyba nie ma osoby, która nie należy choćby do jednej. Ja sama należę do wielu grup tematycznych, kulinarnych, podróżniczych, czy tych dla ludzi dojrzałych, dla ludzi po 40-ce, dla kobiet, czy dla mieszkańców Szczecina. Nie należę tylko do grup rodzicielskich, tak zwanych z angielska parentingowych, a szkoda, bo doszły mnie plotki, że tam to się dzieje! Wojna na pampersy i mleczne rewolucje to codzienność. No, ale tak jak mówiłam, znam to tylko z opowiadań.

Szukając odpowiedniej grupy dla siebie, zaczyna kiełkować ci myśl, a może by tak założyć własną grupę? Moja na pewno będzie wspaniała, jedyna w swoim rodzaju, wolna od nienawiści i zawiści. Totalny ZEN, tęczowe jednorożce w krainie szczęśliwości skaczące z chmurki na chmurkę przekazują bliźniemu swemu całe pokłady miłości.
Tak to wygląda w planach, ale uwierz mi, że rzeczywistość Cię przerośnie. Bo grupę tworzą ludzie, ludzie których nie znasz, nie widziałeś na oczy, ludzie którzy pochodzą z różnych grup społecznych, niosąc za sobą cały bagaż nawyków, fobii, strachów, niedociągnięć umysłowych i zwyczajnych braków w wychowaniu. Szykuj się więc na to , że będzie wesoło, że będzie ciekawie i pracowicie, bo czeka  cię dużo sprzątania.



Na początku jest spokojnie, grupa jest mała, nie pojawia się jeszcze w "propozycjach" FB, więc są to twoi znajomi, ludzie z polecenia i tacy co trochę się grupy naszukali, więc wiedzą po co tu są i jaki mają cel. O takich grupowiczów trzeba dbać jak o własne dzieci, koty czy kwiatki na balkonie, bo oni właśnie będą największym wsparciem dla każdego administratora grupy. W przyszłości będą nazywani złośliwie "kółkiem wzajemnej adoracji", ale nie zwracaj na to uwagi, bo to ci grupowicze będą pomagać ci w walce z szarańczą. A co to jest szarańcza? No kochani i tu dochodzimy do sedna sprawy. Szarańcza dzieli się na wiele grup, pozwólcie, że wypiszę tylko parę:

wtorek, 22 sierpnia 2017

Czy jeszcze grzechu warta, czyli rozmyślania kobiety dojrzałej?

W życiu każdej dojrzałej kobiety jest taki moment, że czuję się staro i ja też miewam takie momenty, za każdym razem jak przyjeżdżam do Polski. Pierwsza wizyta w sklepie i pierwsze zderzenie ze starością. Co pani podać pyta młoda dziewczyna w warzywniaku i tu, chociaż się staram, to uśmiech przychodzi mi z trudnością, bo w ciągu sekundy czuję się stara i zaszufladkowana. Pewnie zastanawiacie się o czym ja piszę? Przecież wszyscy sobie w Polsce "paniują", no właśnie ja się od tego odzwyczaiłam i dopiero teraz widzę jaki to jest okropny przejaw segregacji wiekowej. Uwierzcie mi, czasem wystarczy spojrzeć na coś z dystansu, żeby zrozumieć jak bardzo te konwenanse mają wpływ na naszą psychikę,, na nasze samopoczucie. Przywykliśmy do tego, poddajemy się tej sztucznej formie szacunku. Tak, tak sztucznej i na wyrost, bo szacunek to czyny, a nie tylko słowa. "Paniowanie" buduje dystans, często też wprowadza w zakłopotanie, czyli utrudnia jakże ważny pierwszy kontakt. Ręka w górę , komu nie zdarzyło się kalkulować szybko w głowie, czy wypada do kogoś się zwrócić na ty, czy już raczej per pani? Kiedyś robiłam w sklepie zakupy i dziewczyna zwracała się do mnie per ty, co mnie bardzo ucieszyło, do momentu kiedy w luźnej rozmowie powiedziałam dziewczynie, że mam 41 lat. Dziewczę spłonęło po sam czubek głowy i zaczęło mnie przepraszać, że tak do mnie na TY mówi. Ja jej, że nic się nie stało, że ja żadna pani nie jestem, na co dziewczyna mi odpowiedziała - " W życiu nie dałabym PANI 40 lat, wygląda PANI na MŁODSZĄ" Czyli co? W rezultacie wyszło, że jestem stara? Dobijcie mnie proszę, wiele nie trzeba, zardzewiała agrafka załatwi sprawę!


środa, 16 sierpnia 2017

Z brudnopisu emigranta, czyli jak tyją i jak odchudzają się Brytyjki?

Jak to mawiają mądrzy tego świata, co kraj to obyczaj i dotyczy to też odchudzania. Otyłość to bardzo duży problem w Wielkiej Brytanii, tak duży, że szczupłe osoby zaczynają się bać o swoje życie i tutaj wcale sobie nie żartuję. Nie raz , nie dwa widziałam przerażone spojrzenie szczupłej osóbki siedzącej w autobusie pomiędzy nami grubasami. Biedna, pewnie się zastanawiała czy jej aby nie zjemy. No, ale kto by chciał zjadać takiego chudzielca, skoro na każdym rogu czekają na nas tłuste kebaby, jeszcze bardziej tłusty "chińczyk" i niesamowicie niezdrowe żarcie hinduskie. Nie wspomnę o tradycyjnym brytyjskim "fish&chips", czyli rybka z frytkami.
Ktoś powie, a co złego w hinduskim jedzeniu, skoro to taka zdrowia kuchnia?
Pewnie, że zdrowa, ale w Indiach. Zdrowa też będzie, jak zrobicie ją sami w domu, lub nadwyrężycie budżet w tradycyjnej indyjskiej restauracji, a nie w osiedlowej budzie z żarciem na wynos, gdzie najpopularniejszym daniem hinduskim są frytki z sosem curry posypane serem. Tak, tak dobrze przeczytaliście, to się najlepiej sprzedaje w Wielkiej Brytanii.

            
Jedzenie w takich przybytkach jest tanie, czyli dostępne dla każdego. Porcje są olbrzymie, nawet u takiego "chińczyka" można się porządnie najeść zamawiając popularnego Munch box, jak na moje oko do takiego pudełka mogłoby się schować pięciu Chińczyków.
Rybka niby zdrowa, ale nie taka wielkości deski do prasowania, gdzie połowa to ciasto, bardzo tłuste ciasto plus frytki i sosy majonezowe. Jak to mówią moje koleżanki? - O! dzisiaj piątek czas na rybkę, rybka jest zdrowa i dobra dla ciebie.....taaaa....:)




Zastanawialiście się, ile może mieć kalorii duża porcja(king) kebaba zawiniętego w chleb naan ze wszystkimi sosami i dodatkami? Nie? No to już wam mówię, taki kebab ma 1800 kalorii.


czwartek, 10 sierpnia 2017

Rocznica, szkoła, kot i Indie, czyli co u Sznupków słychać?

Dzisiaj mija 8 lat jak jesteśmy razem ze Sznupkiem. Dla jednych to kawał czasu, a dla innych tylko chwila. Wszystko zależy od punktu widzenia, od punktu siedzenia i od tego czy ma się pod ręką doniczkę, czy też nie.
Z okazji tej ósmej rocznicy postanowiłam, że czas się Wam pokazać, bo w sumie co tu ukrywać, no może te nadprogramowe kilogramy, ale jak mówi polskie przysłowie - "szczęśliwi kilogramów nie liczą", a może szło to trochę inaczej? W każdym bądź razie dzisiaj zostańmy przy tej wersji.
Wyprzedzając pytania , dziecko do pierwszego zdjęcia zostało wypożyczone za grubą kasę, jak widać zapozowała dobrze, ten dramatyzm w oczach robi cały nastrój.

      
Dodaj napis




Co jeszcze ciekawego u nas słychać? W sumie niewiele się działo, dopadła nas proza życia, szara rzeczywistość i jakby straciliśmy ochotę do marzeń i ich realizacji. Jednak to już należy do przyszłości, bo to jest niezgodne z moją naturą. Rzucam życiu kolejne wyzwania, kolejne cele, bez tego życie jest smutne i nudne. Marzenia trzeba spełniać, marzenia trzeba mieć nawet, jak ma się ponad 40 lat i zmęczenie materiału zaczyna brać górę. Na szczęście udało mi się zapanować nad swoimi zmorami i zbić te najgorsze kilogramy, które niemal utrudniały mi życie. Tak, tak, byłam jeszcze większa niż na tych zdjęciach powyżej, ale o tym szerzej w innym poście. Teraz to już tylko z górki....hehe.. w sumie niby powiedzenie, ale bardzo trafne, bo pod górkę jeszcze sapię.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

12 wymówek grubasa, czyli co zrobić, żeby nie schudnąć?


  


1. STYCZEŃ - Jak się zacząć odchudzać, skoro nie ma miejsca w lodówce i zamrażalniku? Gdzie upchać łososia, szparagi i chudy twaróg? No nie ma wyjścia, najpierw trzeba dojeść te wszystkie pyszności ze świąt. Przecież nie wyrzucę pierożków, bigosu, boczku pieczonego, karpia od mamusi, nawet tego makowca od teściowej szkoda. Trudno! Zacznę w lutym. Przyrzekam, bez żadnych wymówek!

2. LUTY - rozłożyła mnie grypa, nie miałam głowy do odchudzania. Na szczęście miesiąc krótki, zleci szybko i pełna wigoru zaczynam nowe życie od marca. Bez wymówek!

3. MARZEC - Pierwszy tydzień na diecie, jestem z siebie dumna! Rodzina jest ze mnie dumna! Drugi tydzień na diecie, nie wiem co się stało? Wstałam w nocy i zjadłam całą tabliczkę czekolady i popiłam coca colą. Zaprzepaściłam cały miesiąc, zaczynam od kwietnia z nową dietą, Kryśka schudła na niej 12 kg, mnie też się uda. Tym razem bez wymówek!

4. KWIECIEŃ - Dieta od Kryśki musi poczekać, za dużo mam na głowie. Urodziny męża, przyjazd teściowej i Święta Wielkanocne. Jak w takich warunkach myśleć o diecie? Maj będzie spokojniejszy, zacznę w maju bez wymówek.

5. MAJ - Kryśka zaprosiła nas na grilla, pewnie chciała pochwalić się nową figurą. Jestem optymistycznie nastawiona i pełna nadziei. Ta dieta naprawdę działa, Kryśka wygląda rewelacyjnie!
Zjadłam nawet te jej dietetyczne sałatki. Jak się polało majonezem i zagryzło dobrze wypieczona karkówką to niebo w gębie. Zaczynam od jutra! Nie od pierwszego, nie od poniedziałku, ale od jutra, koniec z wymówkami!

6. CZERWIEC - Jestem beznadziejna! Przytyłam kolejne 5 kg , jak ja się pokażę na plaży? Jak założyć bikini? Ja nie wiem co ze mną nie tak, od nowego roku praktycznie na diecie, a tyję zamiast chudnąć. Pewnie jestem chora, albo mam uczulenie na gluten! I mówię to poważnie, nawet nie podejrzewajcie mnie o jakieś wymówki.

7. LIPIEC - Takie upały, że schudnę bez diety! Praktycznie nic nie jem.

8. SIERPIEŃ - Słońce, woda i plaża. Dalej mam nadzieję, że w wakacje schudnę z 5 kilogramów, trzymajcie kciuki.

9. WRZESIEŃ - I po wakacjach. Okazało się, że piwo z sokiem, lody z polewą karmelową i wytapianie tłuszczu na leżaku nie jest najlepszym sposobem na zgubienie kilogramów, przytyłam 2 kg. Czytałam o nowej diecie, daje lepsze rezultaty niż ta od Kryśki, chyba się na nią skuszę. Teraz już na poważnie, bez wymówek!

10. PAŹDZIERNIK -  Jestem 3 tydzień na diecie, schudłam 6 kg! Jestem tak zmotywowana, że na jutrzejszych urodzinach nie tknę torta, ani tych pysznych sałatek, poprzestanę na wodzie mineralnej z cytryną i cieście owsianym z truskawkami.
Goście wyszli przed północą, mąż i dzieciaki poszły spać, ja miałam tylko sprzątnąć ze stołu....nie wiem co napisać, kończą mi się wymówki.

11. LISTOPAD -  Rodzina nie chce już słuchać o kolejnej diecie, śmieją się , wypominają urodzinowego torta, pół miski sałatki, które w niewyjaśnionych okolicznościach zniknęły w urodzinową noc. Żebyśmy chociaż mieli kota, miałabym na kogo zgonić...

12. GRUDZIEŃ - kto się odchudza w grudniu? Chyba tylko Kryśka! Zaprosili nas na Sylwestra, znów się będzie chwaliła nową figurą. Ja nie będę gorsza, właśnie zamówiłam sobie wyszczuplający gorset, zrobiłam przedłużenie włosów, rzęsy w 3D i paznokcie w jaskrawym kolorze, mam nadzieję , że nikt nie zauważy, że przytyłam kolejne 3 kilogramy. Za to od stycznia biorę się za siebie na poważnie, bez wymówek, przekonacie się!                    
             

wtorek, 4 kwietnia 2017

Jak żyć z FIT kobietą, czyli odchudzania i blogowania część dalsza

Wiem, wiem..trochę mnie nie było i pewnie stęskniliście się za Sznupkiem. Rozumiem i szybko błąd naprawiam! Gdyby ktoś choć trochę stesknił się za mną, to melduję, że żyję, mam się dobrze, waga spada w dół, cycki niestety też, jedynie stanie na rękach może je uratować, no ale coż począć? Przyciąganie ziemskie to złośliwa bestia.
Ja stęskniłam się za Wami okrutnie, muszę przyznać i wracam do blogowania. Będzie jak zawsze, trochę wesoło, trochę zdrowo, trochę kolorowo. No to zaczynamy!
    



*********************************************************************************
Pan Sznupek i jego kolega, po krótkiej rozmowie doszli do wspólnych wniosków, że żyje się trudno:
- Stary , ja to nawet napić się nie mogę - zwierzył się Sznupek
- Piwa? - zmartwił się kolega
- Gdzie piwa, pepsi się napić nie mogę, muszę się z puszką ukrywać.
- Stary! Ja mam gorzej
- No co Ty? - zapytał z niedowierzaniem Sznupek
- No mówię Ci, wracam któregoś dnia z pracy, witam się wesoło, a w domu cisza. Patrzę na żonę, ale kontaktu wzrokowego brak, wygląda, jakby ją wczesna demencja dopadła. Patrzę na córkę, a ta do mnie z wyrzutem - MAMA ZNALAZŁA, MASZ PRZECHLAPANE!
- Flaszkę znalazła? - zgaduje Sznupek
- Jaką flaszkę?! Słoik z nutellą znalazła w szafce z narzedziami.
- Jezzuuu - I co?
- No jak to co? Przez tydzień się do mnie nie odzywała, bo jej plan żywieniowy zachwiałem.
Teraz mnie karmi jakimś mazidłem z buraka i mówi, że to eko nutella, a ja jem i udaje, że wcale nie wyczuwam różnicy.
- To nic Chłopie! Ja nie moge spokojnie zjeść kiełbasy z musztardą , bo zaraz jęczy - 
   "dodaj warzywa, dodaj warzywa!"
To okładam tą kiełbasę pomidorami, na plasterek kiełbasy, plaster pomidora, żeby bilans się zgadzał.
- Jaki bilans?
- A skąd ja mam wiedzieć, tak mi gada, więc powtarzam. Wiesz stary ile ja dziennie zjadam tych pomidorów?
- A wodę?
- Co wodę?
- Pijesz?
- Czy ja wodę piję? Non stop! Tylko rano oczy otworzę i już słyszę zduszony jazgot spod poduszki:
- Wody się napij!
Głowa mnie boli - mam się napić wody, zmęczony jestem mam się wody napić, noga mnie napierdala, bo sobie w pracy drzwiami przytrzasnąłem, też mam pić wodę, bo cyrkulacja lepsza będzie. A ja dla świętego spokoju pije tą wodę jak jakiś wodnik szuwarek i latam do kibla co pół godziny!
- Ale twoja chociaż Cię na siłownie nie ciągnie, mnie już wymówki się kończą...
- Na siłownie może nie, ale kroki mi każe liczyć jak chodzę. Aplikacje mi w telefonie sprawdza! Rozumiesz? Jak nie wychodzę 10.000 kroków dziennie, to nie ma szans na spokojny wieczór przed telewizorem.
- Ja to czasem myślę, że wybuchne!
- Nie martw się stary, dasz radę, mnie też nerwy czasem puszczają - pocieszył Sznupek kolegę.
- Ale ja mówię poważnie, zielona soczewica, czerwona soczewica, groch, fasola, nasionka z rana, ziółka wieczoremi i jak mi to zaczyna buzować....
- To pierdzisz ciągle?
- No!
- Ja tak mam po tych owsianych ciateczkach, co muszę jeść zamiast snickersa.
- Myślisz, że im się kiedyś odmieni?
- Stary! Co wieczór się o to modlę!