Powiedzmy, że dieta to droga, droga bez końca, ale nasza droga, którą musimy pokonać, a gdzieś na końcu tej drogi czeka na nas nagroda, ale my tej nagrody nie widzimy, nawet za bardzo nie możemy sobie jej wyobrazić, wiemy tylko, że będzie fajnie, zdrowo i kolorowo. Dlaczego tak często nie udaje nam się trwać w postanowieniu i zawracamy z drogi? Tak całkowicie zawracamy, odwracamy się na pięcie i tyle nas widział patrol drogowy. Dlaczego nie zejdziemy na pobocze, żeby odpocząć, lub nie wpadniemy do baru zwanego "Radość dnia codziennego" lub do sklepu zwanego "Ludzka słabość"? Dlaczego nie pozwolimy sobie wejść w ślepą uliczkę? Przecież wtedy o wiele łatwiej kontynuować drogę i na mecie, kiedy będziemy świętować zwycięstwo, nikt nie będzie pamiętał o potknięciach, nikt nie będzie nas z nich rozliczał. A, że do mety dotrzemy trochę później, niż inni? Czy to ważne?
Nie dajmy się kochani zniechęcać nachalnym reklamą karnetów na siłownię, fitnesów, orbiterków i tak dalej. Nikt nie powiedział, że to jest jedyna słuszna droga do wymarzonej sylwetki, można przecież spacerować, biegać, tańczyć z mężem, relaksować się na basenie. Nie każdy musi być wielbicielem Chodakowskiej i jej stylu życia, nie idźmy za tłumem, znajdźmy swoją własną drogę, autostrada nie jest dla każdego, pełna zakazów i nakazów. Są też inne drogi, bardziej lokalne, może mniej popularne, ale też dobre. Może każdy z nas ma ten sam cel, ale na pewno przyjmuje różne kształty.
Dla jednego schudnąć, to wystąpić w bikini na brazylijskiej plaży, a dla drugiego to wejść na trzecie piętro bez zadyszki. Ja oczywiście marzę o tej brazylijskiej plaży:) bo po co niby miałabym włazić na trzecie piętro?..:) A na takiej plaży w Brazylii , to słyszałam, że dobre hot-dogi sprzedają:)
Jeżeli już znajdziemy swoją drogę i będziemy na niej czuli się dobrze, to zróbmy wszystko, żeby z niej nie zawrócić. Zapomnijmy o wyrzutach sumieniach, zapomnijmy o żalach i rezygnacji. Każdy człowiek popełnia błędy, a co dopiero taki na diecie, przecież wiadomo, że głód osłabia naszą czujność. Każdy człowiek też musi się najeść, nie ma to tamto, taka nasza natura i już. Organizm się dopomina, organizm dostaje i już, więc nie ma co walić głową w mur i śpiewać do lusterka " znowu w życiu mi nie wyszło".
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sery. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 maja 2015
środa, 1 kwietnia 2015
Wszyscy odchudzamy się od poniedziałku, czyli przemyśleń kilka i przepisów dwie garści
Zanim zacznę od siebie, to najpierw zapytam Was - ile razy zaczynaliście się odchudzać od poniedziałku? No proszę, nie chować się za klawiaturą, przyznać się bez bicia, ile razy? Co, nie możecie się doliczyć? No właśnie, ja też, niestety.
Nie wiem, czy u Was też tak to działa, ale ja najczęściej odchudzałam się od poniedziałku w sobotę wieczorem, jedząc 5 kawałek pizzy i popijając zimnym piwem z soczkiem. Do dziś pamiętam te weekendy wolne od wszelkiego poczucia winy, te dodatkowe porcje lodów, kebab o 2.00 w nocy, czy pół blachy sernika do niedzielnej kawki. Kto by w takiej sytuacji liczył kalorie, kto by się przejmował, skoro na poniedziałek był już misternie ułożony plan w głowie. Będę się odchudzać, będę ćwiczyć, medytować, masować pośladki, zapiszę się na siłownię , kupię sobie buty do biegania, bidon na soczki z buraka i pojemnik na sałatkę z marchewki. Plan był, motywacja wzrastała wraz z kolejną porcją serniczka. Człowiek był tak nabuzowany pozytywną energią i wizją szczupłej sylwetki, że gdyby nie porcja frytek z keczupem i majonezem, to by nie zasnął.
W poniedziałki było różnie. Czasami , człowiek budził się rano i z jakiegoś dziwnego powodu nie pamiętał zajść z minionego weekendu, normalnie przyszli kosmici i wymazali z pamięci. Czasami pamięć się wyostrzała i nagle przypominało mi się, że w środę są urodziny Zośki, a w piątek Dzień Babci, więc to nie jest dobry czas na odchudzanie, a zresztą nie chcę ranić uczuć Zośki, a Babci tym bardziej, bo jak odmówię kawałka ciasta to się obrażą.
Oczywiście były i poniedziałki pełne sukcesu i zapału, dieta szła jak burza, nowe buty do biegania stały w przedpokoju, produkcja soczków i sałatek szła pełną parą i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie źli ludzie. Tak tak, jak się człowiek odchudza , to nagle pojawiają się źli ludzie, którzy za wszelką cenę chcą zniszczyć naszą silną wolę. A to zły kolega przyniesie czekoladki do pracy i pod nos podstawia, a to zła kobieta za ladą sprzedaje pachnące bułeczki , a to jakiś zły przechodzień na ulicy, objada się olbrzymim hot dogiem. Nawet najlepsza przyjaciółka może się okazać złym człowiekiem, bo specjalnie, nam na złość, organizuje grilla w ogródku i na pewno jest w zmowie z tą kobietą zza lady i przechodniem z hot dogiem! No i jak tu się odchudzać, jak człowiek w strachu i stresie. a jak człowiek w stresie to i jeść się chce, bo jakoś ten stres trzeba sobie uprzyjemnić. Jak się przed nimi bronić? Jak złych ludzi omijać?
Ale, ale...to już przeszłość, bo teraz odchudzam się razem z Wami i nie straszni, mi źli ludzie i kosmici co czyszczą pamięć. O moim planie na zdrowe życie, bo tak naprawdę to o to chodzi w tym całym odchudzaniu, żeby być zdrowym i szczęśliwym, wiedzą już wszyscy. Wiedzą moje koleżanki w pracy, wie moja fryzjerka na dzielnicy i pani w aptece, a jak one wiedzą, to tak jakby całe miasto wiedziało. Wiedzą też wszyscy na fejsbuku, wiecie i Wy, więc wyjścia innego nie widzę, udać się musi.
Motywacją dla mnie jest też Sznupek, bo to on pierwszy zauważa efekty i pierwszy mnie komplementuje. Mówię Wam jak Sznupek walnie komplement, to człowiek dostaje takiego kopniaka na rozpędzenie, że z cyckami ledwie w zakręt wchodzi.
Oglądamy ostatnio zdjęcia z ogrodu botanicznego i Sznupek zatrzymuję wzrok na jednym , na którym stoję tyłem i stwierdza- Nooo Sznupciaa! Widać efekty gołym okiem, już nie masz takiego wielkiego tyłka - po czym patrzy na mnie, z zadowoleniem w oczach, oczekując podziękowań za wspaniały komplement!
I wcale bym się o ten wielki tyłek nie gniewała, nawet bym mu wybaczyła po miesiącu, a zapomniała po 10 latach, gdyby nie dodał ze śmiechem - O!!! a na tym zdjęciu to nawet nie zasłaniasz drzewa!
Nie wiem, czy u Was też tak to działa, ale ja najczęściej odchudzałam się od poniedziałku w sobotę wieczorem, jedząc 5 kawałek pizzy i popijając zimnym piwem z soczkiem. Do dziś pamiętam te weekendy wolne od wszelkiego poczucia winy, te dodatkowe porcje lodów, kebab o 2.00 w nocy, czy pół blachy sernika do niedzielnej kawki. Kto by w takiej sytuacji liczył kalorie, kto by się przejmował, skoro na poniedziałek był już misternie ułożony plan w głowie. Będę się odchudzać, będę ćwiczyć, medytować, masować pośladki, zapiszę się na siłownię , kupię sobie buty do biegania, bidon na soczki z buraka i pojemnik na sałatkę z marchewki. Plan był, motywacja wzrastała wraz z kolejną porcją serniczka. Człowiek był tak nabuzowany pozytywną energią i wizją szczupłej sylwetki, że gdyby nie porcja frytek z keczupem i majonezem, to by nie zasnął.
W poniedziałki było różnie. Czasami , człowiek budził się rano i z jakiegoś dziwnego powodu nie pamiętał zajść z minionego weekendu, normalnie przyszli kosmici i wymazali z pamięci. Czasami pamięć się wyostrzała i nagle przypominało mi się, że w środę są urodziny Zośki, a w piątek Dzień Babci, więc to nie jest dobry czas na odchudzanie, a zresztą nie chcę ranić uczuć Zośki, a Babci tym bardziej, bo jak odmówię kawałka ciasta to się obrażą.
Oczywiście były i poniedziałki pełne sukcesu i zapału, dieta szła jak burza, nowe buty do biegania stały w przedpokoju, produkcja soczków i sałatek szła pełną parą i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie źli ludzie. Tak tak, jak się człowiek odchudza , to nagle pojawiają się źli ludzie, którzy za wszelką cenę chcą zniszczyć naszą silną wolę. A to zły kolega przyniesie czekoladki do pracy i pod nos podstawia, a to zła kobieta za ladą sprzedaje pachnące bułeczki , a to jakiś zły przechodzień na ulicy, objada się olbrzymim hot dogiem. Nawet najlepsza przyjaciółka może się okazać złym człowiekiem, bo specjalnie, nam na złość, organizuje grilla w ogródku i na pewno jest w zmowie z tą kobietą zza lady i przechodniem z hot dogiem! No i jak tu się odchudzać, jak człowiek w strachu i stresie. a jak człowiek w stresie to i jeść się chce, bo jakoś ten stres trzeba sobie uprzyjemnić. Jak się przed nimi bronić? Jak złych ludzi omijać?
Ale, ale...to już przeszłość, bo teraz odchudzam się razem z Wami i nie straszni, mi źli ludzie i kosmici co czyszczą pamięć. O moim planie na zdrowe życie, bo tak naprawdę to o to chodzi w tym całym odchudzaniu, żeby być zdrowym i szczęśliwym, wiedzą już wszyscy. Wiedzą moje koleżanki w pracy, wie moja fryzjerka na dzielnicy i pani w aptece, a jak one wiedzą, to tak jakby całe miasto wiedziało. Wiedzą też wszyscy na fejsbuku, wiecie i Wy, więc wyjścia innego nie widzę, udać się musi.
Motywacją dla mnie jest też Sznupek, bo to on pierwszy zauważa efekty i pierwszy mnie komplementuje. Mówię Wam jak Sznupek walnie komplement, to człowiek dostaje takiego kopniaka na rozpędzenie, że z cyckami ledwie w zakręt wchodzi.
Oglądamy ostatnio zdjęcia z ogrodu botanicznego i Sznupek zatrzymuję wzrok na jednym , na którym stoję tyłem i stwierdza- Nooo Sznupciaa! Widać efekty gołym okiem, już nie masz takiego wielkiego tyłka - po czym patrzy na mnie, z zadowoleniem w oczach, oczekując podziękowań za wspaniały komplement!
I wcale bym się o ten wielki tyłek nie gniewała, nawet bym mu wybaczyła po miesiącu, a zapomniała po 10 latach, gdyby nie dodał ze śmiechem - O!!! a na tym zdjęciu to nawet nie zasłaniasz drzewa!
środa, 31 grudnia 2014
Kulinarne propozycje, czyli jak wejść w Nowy Rok ze smakiem
Kochani , już dzisiaj w nocy będziemy witać Nowy Rok! Mamy nadzieję, że przyniesie Wam wiele wspaniałych chwil, mnóstwo radosnych uniesień i 365 powodów do uśmiechu. Jeżeli w jakiś sposób ten stary rok nie był dla Was łaskawy to się nie przejmujcie! Głowa do góry, cycki do przodu, na bok troski, bo Nowy Rok będzie BOSKI!
Mawiają, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a później to już jakoś leci. Zadbajmy więc, żeby w ten Nowy Rok wejść z uśmiechem i ze smakiem. O uśmiech musicie postarać się sami, co do smaku, pozwólcie, że pomogę.
Wczoraj na naszej "fejsbukowej" stronie przez cały dzień dodawałam przepisy z sylwestrowymi propozycjami. Czas aby zebrać je tu w całości, może jeszcze komuś się przydadzą.
Zresztą, macie cały następny rok, żeby je wypróbować. Zapraszam!
JAJA ZORBY
Składniki:
5 jajek
1/2 ogórka szklarniowego ( długi)
3 ząbki czosnku
1 łyżka suszonego koperku
garść świeżego
sól/pieprz
jogurt naturalny
majonez ( u mnie własnej roboty)
Ogórka ścieram na tarce razem ze skórą, nie odciskam wody, nie ma takiej potrzeby , wyciskam czosnek, dodaje koperek, sól, pieprz i łączę pół na pół z majonezem i greckim jogurtem.
Jak widzicie nazwa Jaja Zorby pochodzi , od greckiego sosu tzatziki:), jedynie w zmodyfikowanej formie. Można podawać jak na obrazku, lub indywidualnie na krakersach lub grzankach - krakers- połówka jajka - sos. Wygląda bardzo ładnie.
CAMEMBERT ZAPIEKANY W PAPRYCE I WĘDZONYM BOCZKU
Składniki:
ser camembert
papryka konserwowa
boczek wędzony lub szynka parmeńska
suszony rozmaryn
Rozkładamy plastry boczku na desce, dobrze jak będą na siebie odrobinę zachodzić. Gruby plaster (1/4 całości krążka) posypujemy odrobiną rozmarynu, zawijamy w paprykę ze słoika, kładziemy na boczek i zwijamy, dokładnie zakrywając cały ser. Pieczemy przez 30 minut w 190 C. Podawać z delikatnym sosem winegret lub innym, według uznania. Smacznego:)
No to lecimy dalej z przygotowaniami do sylwestrowej nocy!
Dobre na ciepło, ale jeszcze lepiej na zimno! Thai Sweet Chili to chyba najlepszy sos jaki wymyślono w Tajlandii. Jest idealnie słodki, perfekcyjnie ostry i kwaśny w sam raz. Polecam oryginał (butelka na zdjęciu), ale innych firm też się nada.
Dobre na ciepło, ale jeszcze lepiej na zimno! Thai Sweet Chili to chyba najlepszy sos jaki wymyślono w Tajlandii. Jest idealnie słodki, perfekcyjnie ostry i kwaśny w sam raz. Polecam oryginał (butelka na zdjęciu), ale innych firm też się nada.
Kurczak po tajsku - sweet chili
6 pałek z kurczaka
3 piersi
sos sweet chili - Thai Sweet Chilli Sauce Healthy Boy Brand
sos sojowy ciemny
czosnek
mąka kukurydziana lub ziemniaczana
Blachę z mięsem wkładamy do piekarnika na 40 minut, po czym wyciągamy, obracamy mięso, polewamy marynatą i ponownie wkładamy na kolejne 15 minut. Gotowe! Można podawać na ciepło z ryżem, lub na zimno z dodatkiem sezamowych paluszków i sałatki z ogórków, jogurtu i kukurydzy.
Pasta z wędzonego łososia do krakersów lub owsianych ciasteczek
PIKANTNA ZUPA BROKUŁOWA ze szpinakiem i mlekiem kokosowym
Składniki:
400g brokułów
200g szpinaku
2-3 duże ziemniaki
1 marchew
2 czerwone papryczki chili
4 ząbki czosnku
1 łyżka startego imbiru
1 łyżka cukru
sól
pieprz
mleko kokosowe
1 limonka
olej/masło
ŚLEDZIE RASTA - po jamajsku
Składniki:
1 kg Matjasów
3 białe cebule
2 czerwone papryki
1 zielona papryka
ananas konserwowy
zielona pietruszka
olej rzepakowy
200 g przecieru pomidorowego
limonka lub cytryna
6 liści laurowych
6 ziela angielskiego
2 goździki
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki pieprzu kajeńskiego
1 łyżeczka kminu ( kmin rzymski)
Śledzie płuczemy w wodzie( moje nie wymagały moczenia) kroimy w paski, skrapiamy sokiem z cytryny i dodajemy odrobinę cukru ( cukier wyciąga cały piękny aromat śledzia), odstawiamy na bok. Rozgrzewamy patelnie i wrzucamy wszystkie przyprawy, podgrzewając je uwalniamy zapachy, po paru minutach dodajemy pokrojoną w piórka cebulę, paprykę w kostkę i posiekaną zieloną pietruszkę( duża garść).
Podsmażamy na średnim ogniu, nie dopuszczamy, aby cebula nam się rozwaliła, ma być tak al dente. Dodajemy pięć czubatych łyżek ananasa z puszki( w kawałkach) i 5 łyżek soku, 200 g przecieru pomidorowego i sok z całej limonki. Zasmażamy chwilę i odstawiamy do ostygnięcia. Teraz układamy warstwowo w słoiku - farsz,śledź, oliwa i tak do wyczerpania składników - powinny wyjść dwa litrowe słoiki. Smacznego! ŚLEDZIE należy obracać w międzyczasie, czas przegryzania to 24 h, a w słoiku mogą śmiało leżakować do tygodnia.
Nazwę podsunęła mi moja bardzo sympatyczna koleżanka Ania:)
czwartek, 23 października 2014
Toskania na talerzu - bakłażany, makaron pici i rukola
Czwartek to dzień targowy w Camuci. Od samego rana można kupić świeże warzywa i owoce, można zjeść bułkę z prosiaczkiem, można kupić buty w kwiatki. Są ściereczki i ręczniczki, kwiaty i kaczki. Dla mnie to był raj największy, móc powąchać jak pachnie brzoskwinia dojrzewająca na toskańskim słońcu, spróbować sera pecorino i suszonych pomidorów. Na targu było tak jak sobie wymarzyłam, miałam nawet koszyk wiklinowy na zakupy. Przecież na taki targ nie można iść z reklamówką. Chodziłam między skrzynkami z czerwonymi paprykami, wybierałam bakłażany, papryczki nieznane, rozpływałam się nad słodkimi kaczuszkami, wąchałam płatki róż. Osiągnęłam włoski ZEN! Trafiłam do raju!
Włosi jak każdy kraj południowy przywiązują wielką wagę do posiłków. Ma być smacznie, ma być kolorowo, gwarnie i rodzinnie. W kuchni nie ma kompromisów, wszystko musi być najlepszej jakości. Kuchnia włoska jest genialna w swej prostocie, liczy się jakość, a nie ilość. Liczy się precyzja wykonania i sztuka przyprawiania. Nie byłabym sobą, gdybym nie zajrzała do włoskiej kuchni, nie podpytała, nie spróbowała, czegoś nie ugotowała.
Każda wizyta w restauracji, trattorii lub osterii była orgazmem kulinarnym. Pizza , deska z serami i wędlinami , proste bruschetty z pomidorami, sałatka z mozzarellą i toskańskich kruszonym chlebem bez soli , czy zupa ribollita z fasolą, jarmużem i kiełbasą salsiccia , wszystko to wywoływało zachwyt w czystej postaci. Makaron pici - najlepszy jaki jadłam, fanta najlepsza jaką piłam i rukola, o rany! Rukola, świeża, pikantna, soczysta - dopełnienie każdej sałatki. Musicie kiedyś, jakoś, byle szybko, najlepiej już.....musicie wybrać się do Toskanii, żeby tego wszystkiego spróbować.
sobota, 2 lutego 2013
A na weekend zupa z bobra i skunksy nadziewane
- Zupa z bobra!
- Ooo dobra zupa z bobra, ale z wieprza jeszcze lepsza
No i tak chodzimy od trzech dni chyba i rymujemy, a że Sznupek najlepiej rymuje się ze słowem dupek, więc jest wesoło. A zgadnijcie z jakim słowem rymuje się Sznupcia?
No, ale wracajmy do zupy z bobra. Nie miałąm w planie dodawać tego przepisu, jednak zupa wyszła bardzo dobra, więc grzechem byłoby z Wami się nie podzielić. Do tego upiekłam jeszcze kruche skunksy, bo przecież sama zupka to za mało na weekendowe popołudnia.
Dobra zupa z bobra
czwartek, 15 listopada 2012
Twarożek na śniadanie i parę słów o szkockiej feministce
No i rozgościła się u nas na dobre szkocka zima, czyli deszcz "siąpi" przez cały dzień, niebo jest w barwach szaro białych i ma się wrażenie, że za chwilę się ściemni. Pewnie będzie tak, aż do Kwietnia z małą przerwą na chwilowe przymrozki i opady śniegu, które sparaliżują całą Wielką Brytanie. W tamtym roku popadało i przymroziło przez 2 dni, co sprawiło, że przez następne dwa tygodnie mieliśmy stan klęski żywiołowej.
No, ale nie o pogodzie miało być, choć widać, że bardzo brytyjska się robię, bo o pogodzie lubię sobie pogadać przy każdej okazji. Skoro pogoda nas nie rozpieszcza to musimy sami o siebie zadbać. Dobry film na dobranoc i pyszny kolorowy twarożek na dzień dobry to świetny pomysł.
No, ale nie o pogodzie miało być, choć widać, że bardzo brytyjska się robię, bo o pogodzie lubię sobie pogadać przy każdej okazji. Skoro pogoda nas nie rozpieszcza to musimy sami o siebie zadbać. Dobry film na dobranoc i pyszny kolorowy twarożek na dzień dobry to świetny pomysł.
piątek, 1 czerwca 2012
Szparagi z kozim serem i cebulową konfiturą,czyli francja-elegancja
Ach!Nie ma to jak zadbać o siebie i zorganizować sobie cudny Dzień Dziecka.Poszłam na zakupy ,kupiłam sobie żel robiący boskie loki i odżywkę-maskę do włosów o zapachu kokosa.Uwielbiam kokosowy zapach,mam kokosowe balsamy,kokosowe kremy,kokosowe olejki do włosów i jak się tak cała nasmaruje i nabłyszczę tym kokosem to czuje się taka.....hmmm....taka smaczna,wiec jak kiedyś przestane się odzywać na blogu ,to znaczy ,ze ktoś nie wytrzymał i mnie zjadł.
W domu jestem sama,bo Sznupek do wieczora pracuje,wiec mogę przygotować sobie mój ulubiony kozi ser.Sznupek , sera od kozy nie lubi:( A ze dzisiaj nasze święto kochane dzieci to zaszalałam i zrobiłam danie,na miare paryskich restauracji,czyli - "francja elegancja"
Macie ochotę na szparagi w oleju sezamowym z zapiekanym kozim serem i konfitura z czerwonej cebuli?
W domu jestem sama,bo Sznupek do wieczora pracuje,wiec mogę przygotować sobie mój ulubiony kozi ser.Sznupek , sera od kozy nie lubi:( A ze dzisiaj nasze święto kochane dzieci to zaszalałam i zrobiłam danie,na miare paryskich restauracji,czyli - "francja elegancja"
Macie ochotę na szparagi w oleju sezamowym z zapiekanym kozim serem i konfitura z czerwonej cebuli?
Subskrybuj:
Posty (Atom)





.jpg)


.jpg)




