Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obiad. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 czerwca 2015

Rozważania grubasa na odwyku, czyli kulinarne zabobony, reklama i przepisów kilka



Są takie dni, kiedy kumulują się w "grubasie na odwyku" tęsknoty za starymi złymi nawykami. Chciałoby się dużo, smacznie i najlepiej przed telewizorem oglądając film. To nawet nie żołądek się domaga, ale mózg ma ochotę sobie pofolgować i wiem, że jak nie zrobię coś z tym teraz, w tej chwili, to zapewne do wieczora walkę przegram i zniewolona przez stare nawyki skończę z talerzem chińszczyzny w dłoni i pudełkiem lodów na deser. Co zrobić? Oczywiście szybko zareagować i zrobić sobie dużą, ogromną porcję sałatki, niech się mózg zachrupie na dobre.
Niech mu się wydaje, że dostał to co chciał. Oczywiście oszustwo musi być dobrze zaplanowane, niemal niczym zbrodnia doskonała.
W tej sałatce trzeba ukryć coś treściwego, coś smacznego, coś co nam się nawinie na widelec co dziesiąty kęs, wtedy mózg myśli, że się objadł niemiłosiernie. Niech to będzie 5 plastrów kiełbasy, 5 kostek sera żółtego, czy kawałek szynki. U mnie dzisiaj akurat padło na tuńczyka z puszki, więc można powiedzieć "sielsko-anielsko".
Zapraszam po przepis:) 

Z CYKLU - OD PONIEDZIAŁKU SIĘ ODCHUDZAM....


SAŁATKA - SZPINAK Z TUŃCZYKIEM (1 PORCJA)


Składniki:
120 g szpinaku świeżego - 20 kcal
1 puszka tuńczyka z wody - 110 kcal
1 ogórek - 20 kcal
2 pomidory - 50 kcal
szczypiorek z cebulką - 10 kcal
1 łyżka oliwy - 80 kcal
2 łyżki octu balsamicznego - 15 kcal
1 łyżka musztardy miodowej - 25 kcal
sól
pieprz
czosnek
woda
Całość to jedynie 330 kcal, czyli bez wyrzutów możemy spałaszować całą miskę, zajmie to nam dobre pół godziny, a z przerwami będziemy mieli zajęcie na cały film:)
Do miski wlewamy oliwę, ocet balsamiczny, musztardę i przyprawy, mieszamy dokładnie , próbujemy i dodajemy wody, aby trochę złagodzić smak.
Dorzucamy warzywa , tuńczyka, mieszamy i zajadamy! Smacznego!


*****


Trochę reklamy nigdy nie zaszkodzi:)Jeżeli nie macie na swojej liście zakupowej wędzonego twarogu to szybko proszę błąd naprawić:)
Ja u siebie kupuję Solankowy Wędzony firmy Jana
W LIDLU można dostać Wędzony firmy Pilos
Ten wędzony ser jest dla mnie odkryciem roku! To połączenie fety/mozzarelli i oscypka w jednym. Dla grubasa na odwyku to niemal ambrozja, wieczny orgazm kulinarny.
Można go jeść na kanapki, można dodawać do sałatek, do omletów, można posypać zapiekankę , można zrobić farsz szpinakowo-serowy. Jedynie wyobraźnia może was tu ograniczyć w pomysłach.
Dzisiaj propozycja śniadaniowa, zapraszam!
Z CYKLU - OD PONIEDZIAŁKU SIĘ ODCHUDZAM
SAŁATKA WARZYWNA Z WĘDZONYM TWAROGIEM
Składniki:
100 g sera wędzonego - 220 kcal
4 łyżki jogurtu naturalnego - 60 kcal
zielenina - 50 kcal
pieprz do smaku
Całość to 330 kcal i powiem wam, że ciężko to zjeść na raz:)

wtorek, 19 maja 2015

Kuchenne fantazje z kalafiorem w tle, czyli jak go przerobić na ryż i sałatkę "HIT TEGO LATA!"

Zawsze powtarzam, że w kuchni nie przepis, a wyobraźnia liczy się najbardziej. Uwielbiam eksperymentować , uwielbiam wymyślać nowe potrawy. Całkiem niedawno natknęłam się na fajny przepis, jak przerobić kalafior na ryż lub kuskus i aż mi się żarówka nad głowa niemal przepaliła, jak sobie pomyślałam, na co jeszcze można ten kalafior przerobić idąc tym tropem.
Sezon an kalafiora właśnie się zaczyna i dzięki niemu możemy urozmaicić nasza dietę o wiele smacznych potraw.Dodawać nie muszę, że to warzywo bardzo niskokaloryczne, ale niesamowicie zdrowe, dostarczy nam sporo wapnia, żelaza i potasu. Naukowcy twierdzą, że dzięki substancji sulforafan zapobiega niektórym nowotworom i spowalnia proces starzenia.
Chyba bardziej zachęcać nie trzeba, aby przy najbliższej okazji kupić z dwie główki kalafiora, prawda? 

Zapraszam na pierwszy przepis, czyli jak przerobić kalafiora na ryż. DO tego dzielę się z wami przepisem na pysznego jogurtowego kurczaka. Nie ważne, czy liczycie kalorie, czy też nie , musisz wypróbować tej marynaty. Zdradzę  wam też przepis na moją ulubioną sałatkę do obiadu.

Jogurtowo- czosnkowe piersi z kurczaka z ryżem kalafiorowymi i sałatką z pomidorów w zalewie balsamicznej.





Składniki ( 1 porcja)


1 pierś z kurczaka ( 150 g) - 150 kcal

1/2 średniego kalafiora - 80 kcal
150 g pomidorów koktajlowych - 20 kcal
1/2 czerwonej cebuli - 10 kcal
świeża bazylia
zielona pietruszka - 5 kcal

1 łyżka oliwy - 80 kcal
1 łyżka jogurtu - 10 kcal
1 łyżeczka octu jabłkowego
2 łyżki octu balsamicznego - 5 kcal
1 łyżeczka miodu - 25 kcal
1/4 szklanki mleka - 25 kcal ( może być bulion lub śmietana)

suszony koperek
czosnek w przyprawie
kolendra mielona

cukier
sól
pieprz

No troszkę się pomyliłam i okazało się że danie ma około 410 kalorii:) 

środa, 1 kwietnia 2015

Wszyscy odchudzamy się od poniedziałku, czyli przemyśleń kilka i przepisów dwie garści

Zanim zacznę od siebie, to najpierw zapytam Was - ile razy zaczynaliście się odchudzać od poniedziałku? No proszę, nie chować się za klawiaturą, przyznać się bez bicia, ile razy? Co, nie możecie się doliczyć? No właśnie,  ja też, niestety.



Nie wiem, czy u Was też tak to działa, ale ja najczęściej odchudzałam się od poniedziałku w sobotę wieczorem, jedząc 5 kawałek pizzy i popijając zimnym piwem z soczkiem. Do dziś pamiętam te weekendy wolne od wszelkiego poczucia winy, te dodatkowe porcje lodów, kebab o 2.00 w nocy, czy pół blachy sernika do niedzielnej kawki. Kto by w takiej sytuacji liczył kalorie, kto by się przejmował, skoro na poniedziałek był już misternie ułożony plan w głowie. Będę się odchudzać, będę ćwiczyć, medytować, masować pośladki, zapiszę się na siłownię , kupię sobie buty do biegania, bidon na soczki z buraka i pojemnik na sałatkę z marchewki. Plan był, motywacja wzrastała wraz z kolejną porcją serniczka. Człowiek był tak nabuzowany pozytywną energią i wizją szczupłej sylwetki, że gdyby nie porcja frytek z keczupem i majonezem, to by nie zasnął.

W poniedziałki było różnie. Czasami , człowiek budził się rano i z jakiegoś dziwnego powodu nie pamiętał zajść  z minionego weekendu, normalnie przyszli kosmici i wymazali z pamięci. Czasami pamięć się wyostrzała i nagle przypominało mi się, że w środę są urodziny Zośki, a w piątek Dzień Babci, więc to nie jest dobry czas na odchudzanie, a zresztą nie chcę ranić uczuć Zośki, a Babci tym bardziej, bo jak odmówię kawałka ciasta to się obrażą.


Oczywiście były i poniedziałki pełne sukcesu i zapału, dieta szła jak burza, nowe buty do biegania stały w przedpokoju, produkcja soczków i sałatek szła pełną parą i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie źli ludzie. Tak tak, jak się człowiek odchudza , to nagle pojawiają się źli ludzie, którzy za wszelką cenę chcą zniszczyć naszą silną wolę. A to zły kolega przyniesie czekoladki do pracy i pod nos podstawia, a to zła kobieta za ladą sprzedaje pachnące bułeczki , a to jakiś zły przechodzień na ulicy, objada się olbrzymim hot dogiem. Nawet najlepsza przyjaciółka może się okazać złym człowiekiem, bo specjalnie, nam na złość, organizuje grilla w ogródku i na pewno jest w zmowie z tą kobietą zza lady i przechodniem z hot dogiem! No i jak tu się odchudzać, jak człowiek w strachu i stresie. a jak człowiek w stresie to i jeść się chce, bo jakoś ten stres trzeba sobie uprzyjemnić. Jak się przed nimi bronić? Jak złych ludzi omijać?



 Ale, ale...to już przeszłość, bo teraz odchudzam się razem z Wami i nie straszni, mi źli ludzie i kosmici co czyszczą pamięć. O moim planie na zdrowe życie, bo tak naprawdę to o to chodzi w tym całym odchudzaniu, żeby być zdrowym i szczęśliwym, wiedzą już wszyscy. Wiedzą moje koleżanki w pracy, wie moja fryzjerka na dzielnicy i pani w aptece, a jak one wiedzą, to tak jakby całe miasto wiedziało. Wiedzą też wszyscy na fejsbuku, wiecie i Wy, więc wyjścia innego nie widzę, udać się musi.
Motywacją dla mnie jest też Sznupek, bo to on pierwszy zauważa efekty i pierwszy mnie komplementuje. Mówię Wam jak Sznupek walnie komplement, to człowiek dostaje takiego kopniaka na rozpędzenie, że z cyckami ledwie w zakręt wchodzi.
Oglądamy ostatnio zdjęcia z ogrodu botanicznego i Sznupek zatrzymuję wzrok na jednym , na którym stoję tyłem i stwierdza- Nooo Sznupciaa! Widać efekty gołym okiem, już nie masz takiego wielkiego tyłka - po czym patrzy na mnie, z zadowoleniem w oczach, oczekując podziękowań za wspaniały komplement!
I wcale bym się o ten wielki tyłek nie gniewała, nawet bym mu wybaczyła po miesiącu, a zapomniała po 10 latach, gdyby nie dodał ze śmiechem - O!!! a na tym zdjęciu to nawet nie zasłaniasz drzewa!

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Co to jest comfort food, jak to przetłumaczyć na polski oraz przepisów kilka na domowe pocieszacze

Mimo, że język angielski jest językiem prostym, to jest bardzo obrazowy i dzięki temu jedno słowo ma tysiące znaczeń, co czasami wprowadza  rozmówce w zakłopotanie, ale daje też pole do popisu dla naszej wyobraźni. Brakuje mi tej prostoty w języku polskim, gdzie wszystko musi być dokładnie sprecyzowane i logicznie zapisane. Pamiętam, że na początku mojej emigracyjnej kariery próbowałam mówić po angielsku, precyzując swoje myśli po polsku, plątałam się w słowach, a wystarczyło użyć jednego lub dwóch, żeby wszyscy zrozumieli o co mi chodzi. Weźmy pierwszy przykład z brzegu.

 comfort - wygoda, dobre samopoczucie, komfort, pocieszenie, ukojenie
 food - jedzenie
 comfort food  - coś do jedzenia dla poprawienia humoru, nastroju. Jedzenie wywołujące miłe                                         wspomnienia, jedzenie które dodaje sił. 




No właśnie, dwa proste słowa, a można tyle wyrazić. Comfort food może być tabliczka czekolady w deszczowy dzień, albo talerz gorącego rosołu, który przypomina rodzinny dom, może to też być ostre curry od hindusa z pobliskiej restauracji. Każdy rodzaj jedzenia, które sprawia, że czujemy się komfortowo, jedzenie, które poprawia nasz nastrój, lub jest pocieszeniem na jesienne smutki. A jak takie jedzenie określić po polsku? Macie jakieś pomysły? Pocieszacz? Brzmi dziwnie i może pasuje do tabliczki czekolady, ale do talerza gorącego żurku już nie za bardzo. Macie jakieś pomysły, może wspólnie coś wymyślimy? Tymczasem zapraszam Was na moje "comfort food", bo nic mnie tak nie cieszy, jak świadomość, że mam na talerzu zdrowe, domowe jedzenie.



Zupa - kwaśny pęczak z grzybkami na rosole



Składniki:
1 mały kurczak (1.10 kg)
2 pory
4 marchewki
1 szklanka kaszy pęczak
1 szklanka kapusty kiszonej
5 ziemniaków
25 g suszonych grzybów 

4 ząbki czosnku
4 liście laurowe
4 kulki ziela angielskiego
1 łyżka majeranku
2 goździki
1 łyżka cukru
sól
pieprz

zielona pietruszka

Zupa jest kwintesencją zdrowia i smaku, wspaniała uczta dla zmarzniętego organizmu. Kurczaka wycieramy papierem, kroimy na pół  i wkładamy do dużego garnka, 2 marchewki i jednego pora drobno kroimy w talarki i dodajemy do garnka, pozostałe marchewki i pora wkładamy w całości, lub przekrojone na pół. Warzywa w całości przydadzą nam się na "potem" jak będziemy robić pasztet. Dodajemy przyprawy, zalewamy wodą i gotujemy na małym gazie, do miękkości mięsa.
Kurczaka i warzywa w całości wyciągamy z garnka. Uzupełniamy poziom wody w garnku, tak żebyśmy mieli 4 l bulionu. Dodajemy posiekaną drobno kapustę kiszoną, posiekane grzybki i wodę z grzybów. Oczywiście grzyby musimy namoczyć jakieś dwie godziny wcześniej. Gotujemy pod przykryciem jakieś 30 minut, na końcu dodajemy kaszę i pokrojone dość grubo ziemniaki, po kolejnych 20 minutach zupa powinna być gotowa. Dodajemy posiekaną zieloną  pietruszkę, doprawiamy pieprzem i solą. Zupa wyjdzie bardo gęsta, więc jeżeli ktoś nie lubi jak mu łyżka "stoi", to musi zredukować ilość kaszy. Zupę można też ugotować na rosole wołowym, może być nawet smaczniejsza, o ile to jeszcze możliwe. Ja gotowałam na kurczaku, bo mięso będzie nam potrzebne na pasztet.

Drobiowy pasztet o smaku pomidorów i wędzonej papryki



Składniki:
1 kurczak(1.10 kg)
2 marchewki
1 por
2 jajka
3 kromki chleba
1 łyżka wędzonej papryki
1 łyżka czerwonej papryki
100g przecieru pomidorowego
1 łyżka kolendry mielonej
1 łyżka cukru
sól/pieprz
olej

Kurczaka i warzywa najlepiej ugotować dzień wcześniej, przełożyć do miski razem z warzywami i podlać odrobinę tłustym rosołkiem, na drugi dzień na kurczaku zrobi się ładna galaretka, która nada smaku naszej potrawie. Kurczaka obieramy z kości i miksujemy/ mielimy/ blendujemy razem z warzywami. Trzy kromki suchego chleba kroimy w kostkę, dodajemy papryki, przecier pomidorowy, cukier, sól, pieprz i kolendrę, podlewamy olejem i traktujemy blenderem lub wrzucamy do robota, ciężko mi powiedzieć ile tego oleju, może 3 -4 łyżki, mają nam się utworzyć tłusto-wilgotne okruszki, które będą nośnikiem smaku i spulchniaczem w pasztecie. Okruszki i dwa jajka(surowe) dodajemy do mięsa i dokładnie mieszamy - masa ma być gęsta i kleista, jeżeli będzie za sucha można dodać jeszcze z dwie łyżki oleju. Pamiętajmy, że pasztet będzie się piekł w wysokiej temperaturze, więc nie możemy użyć oliwy z oliwek do sałatek. Mięso odstawiamy na godzinę do lodówki, żeby nam się przegryzło.
Piekarnik rozgrzewamy na 190 C (termoobieg), mięso wyciągamy z lodówki, przekładamy do blaszki, lub keksówki wysmarowanej masłem i posypanej bułką tartą lub kaszą manną.
Przekładamy farsz i odpowietrzamy, czyli unosimy foremkę nad blat i wypuszczamy z rąk, czynność powtarzamy parokrotnie, w ten sposób pasztet nam się ładnie ubije. Pieczemy około 45-50 minut, aż nam się utworzy ładna skorupka na wierzchu, można dodać parę minut, jeżeli nie zarumieni się odpowiednio, ale nie trzymajcie w piekarniku, więcej niż godzinę. Pasztet najlepiej przestudzić i włożyć na noc do lodówki. Ja niestety popełniłam wielki błąd, wyciągnęłam z keksówki na ciepło i zwyczajnie ni się przełamał, więc nie ma zdjęcia pasztetu w całej okazałości. Pasztet, co tu dużo gadać, przepyszny w smaku o kremowej konsystencji, świetny na kanapki. Polecam:) Jeżeli nie macie wędzonej papryki, to zamienić na zwykłą słodką paprykę i będziecie wtedy mieli pasztet pomidorowo-paprykowy.


Sznupciowy schab po hindusku



Składniki:
4 plastry schabu ( tak jak na kotlety)
2 cebule
śmietana 18%
2 czubate łyżki przecieru pomidorowego

majeranek 
papryka słodka
ostra przyprawa curry (najlepiej madras)
czosnek
liść laurowy
ziele angielskie
cukier
oliwa
sól
mąka kukurydziana lub ziemniaczana

Rozgrzewamy patelnię, dodajemy oliwę, dwa liście laurowe, cztery ziela angielskie, łyżeczkę majeranku. Schab kroimy w paski, a cebulę w grube piórka, obsmażamy porządnie na dużym ogniu, aż nam się wszystko przyrumieni, po pięciu minutach powinno być gotowe. Zmniejszamy gaz i dodajemy łyżkę słodkiej papryki i czubatą łyżkę curry, wyciskamy 2-3 ząbki czosnku i dodajemy trochę cukru. Mieszamy dokładnie i posypujemy po całości mąką (1-2 łyżki), mieszamy aż nam się mąka zasmaży. Zwiększamy gaz i dodajemy przecier pomidorowy, podsmażamy przez chwilę i podlewamy szklanką wody z czajnika, cały czas mieszając.
Zmniejszamy gaz i dodajemy około 100 ml śmietany i chwilę dusimy pod przykryciem. Gotowe! Danie nie jest ostre, nie jest też daniem klasycznym z kuchni indyjskiej, co nie zmienia faktu, że jest niesamowicie aromatyczne i w pełni zasługuję na miano "comfort food", bo poprawi humor i rozjaśni duszę w najbardziej ponury dzień.



  
 
 



                            

poniedziałek, 24 listopada 2014

Z cyklu: "sezon na czyszczenie lodówki" uważam za otwarty - kurczak pieczony na ryżu z grzybami i surówka buraczkowa z twistem

Zawsze sobie powtarzam, wejdź na bloga, dodaj przepis i przestać tyle gadać! Nikogo nie interesuje, jak bardzo się wzruszyłaś na widok dojrzałej gruszki, albo skąd ci przeszedł pomysł połączenia porzeczki z burakami. Ludzie przychodzą tu w konkretnym celu, przepis ich interesuje, a nie jakieś tam twoje kulinarne orgazmy, czy też inne rymowanki maślanki i sielanki. Powtarzałam sobie i tym razem i naprawdę miałam zamiar wpaść , przepis dodać i to wszystko. Jednak pomyślałam sobie, że to tak trochę niegrzecznie, nie porozmawiać, nie zapytać co u was słychać. Od razu mi się przypomina scena z "Misia" i przesympatyczna pani z baru mlecznego, która wymownie wskazała miejsce do siedzenie i głośno przywitała klienta "PROSZĘ!"


No właśnie, Ja nie chcę być taką panią z baru mlecznego, ja wolę serwować niebiańsko dobre sosy i doprowadzać wasze podniebienie do rozkoszy. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe?
Wyobraźcie sobie, że za dwa dni czeka nas kolejna wakacyjna przygoda, wracamy na tydzień do Marrakeszu, a skoro wyjazd się szykuje, to trzeba zrobić "czyszczenie"lodówki , co też uczyniłam i
 teraz zapraszam Was na efekty, dodam tylko, że danie przerosło moje oczekiwania i pewnie nie raz, nie dwa będzie u nas gościć.

Kurczak pieczony na ryżu z suszonymi grzybami i rozmarynem

czwartek, 13 listopada 2014

Zupa z batatów, mój autorski pasztet z tuńczyka oraz owsianka inaczej, czyli zdrowo i kolorowo, fantastycznie i dietetycznie

Tak jak Wam pisałam ostatnio, rozmowy przeprowadzone, plany zatwierdzone i działamy. Sznupek dzielnie daje radę i jeszcze się nie buntuje, zdrowe jedzenie jak na razie mu bardzo pasuje. Mam dla Was garść fajnych przepisów, mam nadzieję, że się spodobają. Zapraszam serdecznie! Zapraszamy też na naszą FaceBookową stronę , gdzie już w grudniu zaproszę Was do konkursu , a nagrody przywiozę prosto z Marrakeszu. Nie ma co się opierać, patrzymy teraz w prawo, klikamy na "fejsową" ikonkę i przytulamy Sznupków mocno i czule:)        

  
Pasztet z tuńczyka i fasoli - przepis autorski

Składniki (1kg keksówka)

4 puszki tuńczyka z wody(160g)
1 puszka białej fasoli (420g)
2 kromki chleba (na zakwasie)
3 jajka
2 czubate łyżki przecieru pomidorowego
posiekana drobno zielona pietruszka
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżka brązowego cukru
1 łyżka papryki słodkiej
sól/pieprz
2 łyżki oliwy
masło i bułka tarta

wtorek, 11 listopada 2014

Urodziny Sznupka, zły chochlik i schab w glazurze słodko - kwaśnej

No dobra, muszę się przyznać, potrafię czasem być wredna. Siedzi we mnie taki cwany, złośliwy chochlik i tylko szepcze do ucha brzydkie pomysły. Musicie mi wierzyć, że staram się z nim walczyć, ale jakoś mi to nie wychodzi, ma wredota siłę przebicia. Wczoraj Sznupek miał urodziny, więc byłam dla niego bardzo grzeczna, nawet jednym słowem go nie zdenerwowałam, nic a nic! Biedaczek pewnie będzie pamiętał ten dzień do końca życia. Nawet czekałam na Niego, jak wróci z pracy, z czekoladowym tortem i butelką wódki i bluzeczkę ładną przywdziałam i świeczki zapaliłam, włos przeczesałam i oko se mazłam. Wszystko to dla mojego Czterdziestolatka,  nawet mu potem tą wódkę pomogłam wypić, żeby ten dzisiejszy ból głowy po równo podzielić, bo znacie to przysłowie, co dwie głowy, to nie jedna? W prawdzie nie znam przysłowia o dwóch żołądkach, ale co tam, tort też pomogłam mu zjeść, co tak miałam siedzieć i patrzeć?

 

Tak było wczoraj, dzisiaj rano obudził mnie kac chochlik i szarpie za piżamę i gada głupoty do ucha i do kuchni siłą zaciągnął i kazał śniadanie dla Sznupka przygotować, śniadanie, które wprowadziło Sznupka w godzinne osłupienie. Sami zobaczcie jaki ten chochlik wredny.....



Wiem, wiem, też się z Wami zgadzam, że Sznupek nie zasłużył, szczególnie w okresie świętowania urodzin, bo my urodziny obchodzimy cały tydzień. Codziennie jakaś mała przyjemność, codziennie jakiś mały prezencik. Spróbujcie kiedyś, świetna zabawa i wielka radość z urodzin. Udało mi się jakoś pozbyć chochlika na resztę dnia i w ramach rekompensaty ugościłam Sznupka po królewsku. Zapraszam i Was na ten pyszny obiad, jestem pewna, że wyliżecie talerze do czysta. Oto kolejna propozycja obiadowa, zapraszam.

Schab w glazurze słodko-kwaśnej, ziemniaczki pieczone Madras, surówka z pora

                   
Składniki: 4 osoby

4 kotlety schabowe
majeranek
2 ząbki czosnku
sól
pieprz czarny
sos sojowy ciemny
ocet balsamiczny
miód
olej ryżowy ( lub inny) 
mąka

***

1kg ziemniaków
przyprawa curry Madras (lub inna)
chili w proszku
czosnek granulowany
przecier pomidorowy
musztarda stołowa
cukier
olej ryżowy(lub inny) 
sól morska

***
3 pory (biała i jasno zielona część)
1 duża marchew
1 puszka kukurydzy
jogurt naturalny
oliwa
musztarda stołowa
koperek suszony (przyprawa)
sól/pieprz/cukier


Zaczynamy od surówki, bo potrzebuje czasu, aby się przegryźć. Bardzo cienko szatkujemy pora, na tarce ścieramy jedną dużą marchew i dodajemy kukurydzę odsączoną z wody. Dodajemy łyżkę suszonego koperku, 2 łyżki oliwy, łyżeczką musztardy, łyżeczkę cukru oraz sól i pieprz do smaku. Mieszamy dokładnie i dodajemy jogurt naturalny, ilość dowolna, ale nie róbmy surówki za suchej, bo gwarantuję, że sosik będzie tak wam smakował, że będziecie maczać w nim ziemniaczki jak szaleni. Surówkę na godzinę wstawiamy do lodówki, niech nam się ładnie przegryza. Pomysł na sos jogurtowy z oliwą i musztardą zaczerpnęłam od Jamiego Oliviera i to jest strzał w dziesiątkę! Uwielbiam ten smak, uwielbiać będziecie i Wy:)



Zabieramy się za ziemniaki, najpierw marynata. Dwie łyżki przyprawy curry Madras, łyżeczka chili w proszku, łyżeczka cukru, pół łyżeczki czosnku granulowanego, łyżka przecieru pomidorowego i łyżeczka musztardy, cztery łyżki oleju ryżowego, cztery łyżki wody, mieszamy składniki dokładnie. Ziemniaki ze skórką kroimy w ósemki, lub na bardzo grube frytki, wedle uznania i mieszamy z marynatą. Ja mam dużą miskę z zamykanym deklem i wrzucam tam ziemniaki z marynatą i tańczę po kuchni "coco jumbo" , ale wy nie musicie, możecie zwyczajnie energicznie potrząsać. Można też użyć woreczka, chodzi o to, aby wszystko dokładnie się wymieszało. Jeżeli chcecie, to możecie też dodać warzywa, marchew, cukinię, kalarepkę, cebulę pokrojoną w łódki. Ta marynata nadaje się do wszystkiego , nie tylko do ziemniaków. Rozgrzewamy piekarnik na 180C i pieczemy przez 40-50 minut, najlepiej na blaszce wyłożonej papierem. Lepiej piec dłużej, a w niższej temperaturze, zauważyłam, że przy 200C indyjskie przyprawy się zwyczajnie spalają. ZIEMNIAKI SOLIMY PO WYJĘCIU Z PIEKARNIKA, tak jak frytki, każdy sobie do smaku.



Kotlety schabowe kroimy w cienkie podłużne paski, nacieramy solą, pieprzem i majerankiem. Rozgrzewamy patelnię, dodajemy z 2-3 łyżki oleju i wrzucamy na to mięso. Smażymy na złoty kolor, na dość dużym ogniu. Zajmie nam to raptem 10 minut, może 15, jeżeli paski są grubsze. Jeżeli widzimy, że schab już jest gotowy, zmniejszamy gaz, posypujemy z wierzchu mąką(1 łyżka) i smażymy , aż nam się wszystko połączy. Teraz najważniejszy moment, dodajemy 4 łyżki sosu sojowego ciemnego, pół łyżki miodu i wyciśnięte dwa ząbki czosnku. Znowu mieszamy i dodajemy 2 łyżki octu balsamicznego, mieszamy , zwiększamy gaz, podlewamy małym chlustem wody i co jakiś czas ruszamy patelnią( wiecie takie szpanerskie ruchy kucharskie przód- tył) , po minucie woda powinna odparować i gotowe. Pamiętajmy, że nie chcemy sosu, potrzebujemy tylko efekt kleistej glazury. Nie dusimy też, nie smażymy godzinę, chcemy uzyskać chrupkość soczystego mięsa. Najpierw więc zamykamy pory energicznym podsmażaniem, za pomocą miodu robimy skorupkę, którą to później kruszymy za pomocą octu. Poezja dla podniebienia i orgazm dla duszy.           





Gotowe Kochani! Ugotowaliśmy pyszny obiad i możemy siadać do stołu. Smacznego! Pa,pa!                               

czwartek, 6 listopada 2014

Kokosianki z owsianki i dorsz w trzech kolorach, czyli fantastycznie dietetycznie





Jesień zagościła na dobre, zrobiło się szaro, buro i ponuro. Nie wiem czy też tak macie, że człowiek czuje się ciężki, ospały i zmęczony. Pewnie też tak macie, bo w sumie Ameryki nie odkryłam. Ja jednak postanowiłam się tej jesiennej chandrze przeciwstawić, bo kto to widział, żeby taka drobnostka psuła mi humor. Życie jest zbyt piękne, żeby skupiać się na szarościach, to od nas zależy w jakich kolorach upłynie nam dzień, tydzień, miesiąc, całe życie. Dlatego u nas w całym domu stoją porozstawiane kolorowe i pachnące świece, w misce wylądowały mandarynki, banany i limonki, a na parapecie w donicy pachnie bazylia, rozmaryn i tymianek. Jest ciepło, kolorowo i pachnąco. W kuchni tez porobiłam porządki, na półce wylądowały pomidory w puszcze, kasze, fasole i suszone owoce.
Nie wiem jak w Polsce, ale u nas 1 listopad, to Międzynarodowy Dzień Wegetarianizmu, więc w telewizji każdy program kulinarny  prześcigał się w wymyślnych daniach bezmięsnych. Postanowiłam iść za ciosem i wprowadzić kuchnie wegetariańską do naszego domu. Oczywiście nie na stałe!!! W życiu! Sznupek po miesiącu wystawiłby mnie chyba na Allegro z dopiskiem - dostawa gratis, zwrotów się nie uwzględnia. Jednakże poważnie sobie porozmawialiśmy i zadecydowaliśmy, że trzy dni w tygodniu będziemy jedli mięso, a w pozostałe dni mięso będzie w naszej kuchni zakazane i dotyczy to każdego posiłku. A skoro ma być zdrowo, to koniecznie musi być wesoło i kolorowo. Z tej okazji mam dla Was parę bardzo smacznych przepisów. Coś na śniadanie, coś na obiad i coś na deser. Zainteresowani? To zapraszam........

czwartek, 30 października 2014

Schabowy po meksykańsku i szpinakowe ziemniaczki - propozycja na zimowe wieczory

Sznupcia co dzisiaj na obiad?
Kurczak curry
A wczoraj co było?
Kurczak pieczony
A przedwczoraj
Kurczak? Chyba, nie pamiętam?
Ale ja pamiętam, kurczak

No i mi się Sznupek zbuntował i oznajmił, że jak jeszcze raz dostanie na obiad pierś z kurczaka, to zacznie znosić jajka i zapewnił mnie, że nie będą to jajka od szczęśliwej kury. Cóż robić, poważna sprawa z tymi jajkami, dzisiaj będą schabowe. A że bardzo się przejęłam pogróżkami o kurze, więc się bardzo przyłożyłam i wyszło mi normalnie meksykańskie eldorado. Zapraszam na kolejny zestaw obiadowy, może będzie dla Was inspiracją.

Schabowe po meksykańsku, szpinakowe ziemniaki i sałata z bazylią



środa, 17 września 2014

Schab w kremowym sosie balsamicznym, czyli maksymalnie kulinarnie

Wiecie co, ten mój Sznupek to jednak wiedział co robi, jak mnie podrywał w sklepie. Żadna inna by z nim nie wytrzymała. Wczoraj wieczorem zażartowałam, że skoro obiad był syty , to nie ma kolacji. Najpierw się zaczął ze mną droczyć, że niby porcja jak dla wróbelka, ja na to - że chyba jak dla wróbelkozaura - on dalej , że głodny, ja na to - że mu się zdaje i tak jakoś temat się urwał.
Sznupek poszedł pod prysznic i zawinął się do łóżka, dołączyłam do niego po jakiejś godzinie....No wiecie co?! I o czym teraz myślicie? Nie, nie będzie żadnych pikantnych szczegółów! No dobra, położyłam się po cichu, włosy me falowane, delikatnie opadły na poduszkę i .....

  •  Sznupcia głodny jestem. Spać nie mogę!
  • To dlaczego nie zrobiłeś sobie kolacji?
  • Bo nie pozwoliłaś!
  • Przecież ja żartowałam, no idź do kuchni i sobie zrób kanapkę
  • Nie mogę
  • Dlaczego ?
  • Bo mi z głodu zdrętwiała noga
Zdrętwiała Wam kiedyś noga z głodu? Komu zdrętwiała, to ręka w górę, no chyba, że Wam zdrętwiała ręką, to nie podnoście.
To tyle na wstępie, czas przejść do konkretów. Obiecałam Wam, że będę zamieszczać od czasu do czasu całe zestawy obiadowe, gdyby ktoś szukał inspiracji. Zapraszam więc na obiad, zdradzę Wam też jak zrobić taki błyszczący, aksamitny sos jaki widzimy w reklamach, albo w bardzo eleganckich restauracjach. Polecam z całego serca bo smakuje i wygląda obłędnie.

Schab w kremowym sosie balsamicznym, duszone ziemniaki z koperkiem i zasmażana fasolka 





Składniki (4 osoby)

4 polędwiczki wieprzowe (schabowe)
250 g pieczarek
1 duża cebula
100 g śmietany 18%
2 kostki rosołowe
kolendra mielona (przyprawa)
czosnek w proszku
rozmaryn
ocet balsamiczny
pieprz
sól
mąka
olej rzepakowy
zielona pietruszka (do dekoracji)

ziemniaki
koperek
masło
sól

zielona fasolka szparagowa
bułka tarta
masło
sól
cukier
sok z cytryny

Nacieramy mięso kolendrą mieloną, czosnkiem, rozmarynem i pieprzem. Rozmaryn i czosnek w małej ilości, tylko tak do smaku. Nie chcemy, żeby po kuchni rozchodził się zapach rozmarynu, chcemy go tylko delikatnie wyczuwać podczas jedzenia. Czasami nadużycie przypraw jest większą zbrodnią niż rozgotowanie makaronu. Na patelni rozgrzewamy minimalną ilość oleju , obsmażamy schab z dwóch stron na złoto, dodajemy pokrojone w plastry pieczarki i drobno posiekaną cebulę. Smażymy, aż wszystko nam się zarumieni , a widelec swobodnie wchodzi w mięso. Posypujemy równomiernie, wszytko jedną łyżką mąki i mieszamy, aż się mąka ładnie połączy z warzywami. Rozrabiamy dwie kostki rosołowe z 1/2 l wrzącej wody. Oczywiście można użyć innego bulionu, najlepszy będzie własnej roboty. Wlewamy na patelnie (rondla) , trzymając przez chwilę na dużym ogniu i mieszamy z pasją. Zmniejszamy gaz, przykrywamy i dusimy przez następne 15-20 minut. Mamy już ładny sos, mięso jest kruche, dolewamy 100 g śmietany i delikatnie mieszamy. Po pięciu minutach dodajemy jedną łyżeczkę octu balsamicznego i jeszcze trzy krople, liczymy do 20, zdejmujemy z ognia i dajemy parę minut wytchnienia, niech ocet wyparuje, a balsam się rozpłynie. Na końcu posypujemy zieloną pietruszką, choć można to pominąć. To co najważniejsze mamy gotowe.








Podajemy z duszonymi ziemniakami z koperkiem i odrobiną masła. Fasolkę gotuję w wodzie z dodatkiem soli, cukru i paru kropel soku z cytryny. W rondlu rozpuszczam masło posypuje bułką tartą, dodaje soli i cukru. Jak nam się bułka zarumieni, dodajemy odcedzoną z wody fasolkę i zasmażam przez chwilę, energicznie mieszając. Podane do stołu, mam nadzieję, że będzie smakowało.



P.S.
Nie można pominąć , ani zastąpić octu balsamicznego - jest kwintesencją tego sosu
Do mięsa, ani do sosu nie dodałam soli, bo bulion wyszedł wystarczająco słony, więc trzeba mieć to na uwadze.
Jeżeli sos wyjdzie nam za słony, za gęsty - dodajemy wody , nie śmietany.

Jeżeli Wam smakowało i podoba Wam się w sznupkowej kuchni, to musicie koniecznie przytulić nas na FACEBOOKU - po prawej stronie jest fejsowa etykietka, wystarczy tam kliknąć i od razu Wasze życie nabierze smaku i koloru:) A nasze będzie bogatsze o kolejnych przyjaciół.