Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toskania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toskania. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 listopada 2014

Wakacje w Toskanii - Piękne jest życie w Arezzo - cz.9

http://www.filmweb.pl/Zycie.Jest.Piekne/photos/183166

Arezzo to kolejna perełka Toskanii, a raczej perła, bo to stolica powiatu, więc i miasto spore.Arezzo bardzo ucierpiało podczas II Wojny Światowej i po wielu zabytkowych ulicach i kamienicach pozostało tylko wspomnienie. Przewodniki mówią, że przez tą mieszankę starego z nowym miasto straciło swój czar i charakter. My się z tym nie zgadzamy, dla nas Arezzo jest piękne, a raczej  życie jest piękne w Arezzo! Nie może być inaczej, skoro w tym mieście urodził i wychował się słynny włoski reżyser Roberto Benigni i tutaj też rozgrywa się akcja jego oskarowego filmu " Życie jest piękne". Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałam zobaczyć  te miejsca, w których kręcono sceny do filmu!

http://www.filmweb.pl/Zycie.Jest.Piekne/photos/430950

Dworzec kolejowy, zaraz obok autobusowy, park z nieczynna fontanną, która od paru lat robi za śmietnik, patrząc po ilości odpadków, zamiast przytulnych i ślicznych pizzerri, tratorri i restauracji, w oczy rzucają się bary z plastikowymi krzesłami, gdzie można kupić kebaba i hamburgery. Dosłownie takim widokiem powitało nas miasto. Toskania odzwyczaiła nas od takich widoków i od takiej atmosfery, ale ruszyliśmy przed siebie, ciekawi co nas czeka za rogiem. Na szczęście za rogiem było lepiej, a za drugim było już fantastycznie.

           




wtorek, 4 listopada 2014

Wakacje w Toskanii - Florencja na opak - cz.8

Czasem tak bywa, że wszytko idzie na opak, nawet jakbyście się bardzo starali, to i tak nie uda się tego odwrócić na dobrą drogę. Wielkiej tragedii nie ma, jak co jakiś czas trafi nam się taki dzień, ale słyszałam, że są ludzie co im tak na opak wszystko idzie przez całe życie. Nam na szczęście trafił się tylko taki jeden dzień w podróży, na nieszczęście był to dzień w którym wybraliśmy się do Florencji. No pech niesamowity, ale nie dla nas, dla Florencji pech, bo nie miała szansy pokazać nam się w pełnej krasie.



Zaczęło się od tego, że na dworcu przypomniałam sobie, że zapomniałam zapakować aparatu do plecaka. Do odjazdu pociągu mieliśmy dosłownie 10 minut, ale Sznupek na moje błagalne spojrzenie, kategorycznie odmówił biegu na przełaj w celu zabrania aparatu z kuchennego stołu. Po czym z miną Baltazara Gąbki oznajmił, że aparat spoczywa w jego plecaku i tylko czekał, kiedy sobie przypomnę, że zapomniałam. Złośliwy, prawda? Miałam prawo strzelić focha? Miałam, więc strzeliłam. I tak siedzimy na dworcu, ja z fochem, on z papierosem, upał się robi okropny, a słodki głosik w megafonie zapowiada, że pociąg się spóźni 20 minut. Już wtedy powinniśmy się zorientować, że to nie będzie idealny dzień w idealnej Toskanii.




wtorek, 28 października 2014

Wakacje w Toskanii - Monticchiello - życie to teatr - cz.7


Panie kierowco, Panie Kierowco, a co to za drzewo?
To jest sosna
Sosna? A nie wygląda, to chyba jakaś toskańska sosna
Nooo specjalny gatunek
Sznupcia to gdzie teraz jedziemy?
Zaraz Wam powiem, jestem przygotowana, mam wszystko wydrukowane
Zaraz, zaraz..... 
Mam mam....
Nie mam, zgubiłam
Ale pamiętam, jedziemy do Montikiucio, Moooo
Panie Kierowco gdzie teraz jedziemy?
Monticchiello
No właśnie tam jedziemy, tak mówiłam
Ale tu pęknie
I tu......
Jak pięknieeee 
Panie kierowco, a dlaczego słoneczniki takie smutne oklapnięte są
Bo przekwitły zanim dojrzały i nie ma co zbierać
Aaaaaa !!!
O! Prawdziwki , prawdziwki sprzedają!
Patrzcie!
Gdzie?
Tam!
A tam też ładnie!
A tam!!! Pięknieee!
A Panie Kierowco, nie ma Pan nas już dosyć? 
Nieee....bywali gorsi....

 I tak to dojechaliśmy do małej wioski Monticchiello, naprawdę małej, bo liczącej zaledwie 200 mieszkańców. Tak jak i Pienza, tak i Monticchiello jest żywym wspomnieniem epoki renesansu. Pierwsze co nas zauroczyło to widok rozpościerający się z tarasów widokowych, tuż przy samej bramie wjazdowej do wioski. Dobrze, że były tam ławki, bo ciężko ustać w obliczu takiego piękna. Uwierzcie mi, że zdjęcia nie oddają tego nawet w 10% procentach. Patrząc na te falujące wzgórza otulone słońcem, na te smukłe cyprysy dumnie zadzierające korony do nieba, bez problemu potrafiłam sobie wyobrazić Michała Anioła czy Leonardo da Vinci szukających tu swoich inspiracji. 

              




Do wioski wchodzimy przez bramę Św Agaty i zatapiamy się w miniaturowe uliczki, podziwiamy skromny kościół z niewielkim placem, zostawiamy w tyle wieże, która strzeże pilnie swoich mieszkańców. Czy wspominałam Wam, że mieszka tam 200 osób? A więc wyglądało na to, że 198 wyjechało na wakacje,byliśmy tam praktycznie sami, wszędzie panowała niesamowita cisza. Tylko my i dwie pary innych turystów i ta cisza. No dobra może z tą ciszą to przesadziłam, bo przecież buzie nam się nie zamykały,ale po za tym cisza.  


  





sobota, 25 października 2014

Wakacje w Toskanii - Pienza, miasto idealne - cz.6

W sobotę przyjechali do nas goście z Rzymu, bardzo zacni goście. Z Pumcią znamy się jakieś 10 lat, ale nigdy się osobiście nie widziałyśmy. Znamy się z forum turystycznego i nie jeden długi wieczór przegadałyśmy o podróżach i marzeniach, Pumcia jest też wierną czytelniczką bloga. Akurat tak się złożyło, że najłatwiej było nam spotkać się w Toskanii. Wiecie jakie to uczucie, że znacie kogoś całe wieki? No właśnie my mieliśmy takie odczucie, to znaczy Sznupek i Ja, bo za Pumcie i Waldiego nie mogę się wypowiadać. Ale skoro Pumcia nie wyrzuciła mnie ze swoich znajomych na FB i nadal czytamy swoje relacje na forum, to znaczy, że musiało być nieźle. Już wcześniej ustaliliśmy, że wynajmiemy sobie kierowcę, który nas trochę powozi po pięknej okolicy. Kierowca był o czasie, Pumcia trochę spóźniona, ale co tam , czas zacząć przygodę w Toskanii.
Tak na prawdę trudno nam się było skupić na widokach, bo skupialiśmy się na sobie. Buzie nam się nie zamykały i do dzisiaj wychodzę z podziwu dla kierowcy, że zniósł to nasze głośne bablanie w całkowicie niezrozumiałym dla niego języku, pewnie do dziś budzi się w środku nocy z krzykiem, a na swojej stronie internetowej zamieścił adnotację
 "SZNUPKÓW I ICH GOŚCI NIE OBSŁUGUJEMY"
Cóż, ukrywać nie będę, że prym tu wiodła Pumcia. Ludzie! Nie wyobrażacie sobie, ile słów może się pomieścić w tak małym ciele, nie wspominając, z jaką prędkością te ciało opuszczają, normalnie zawstydziłaby karabin maszynowy. Na szczęście pięknie gada i do tego ma jeszcze w głosie ten seksowny lekko zachrypnięty ton, co sprawia, że mogę jej słuchać godzinami. Waldiemu za to wszędzie się podobało - wszędzie było pięknie, albo nawet piękniej, a nawet przepięknie. Do tego pięknie opowiadał o pingwinach. Znacie pozycję na pingwina? Nie? Ooo, to koniecznie musicie zapytać Waldiego. No, ale koniec pogaduszek, dojeżdżamy do naszego pierwszego celu............

                                                    

czwartek, 16 października 2014

Wakacje w Toskanii - Cortona, perła Etrusków - cz.5

Najpierw przeczytałam książkę, a później obejrzałam film, a może to było odwrotnie? Zresztą czy to teraz ważne? Ważne jest, że zrodziło się marzenie, marzenie które musiało się kiedyś spełnić. Wiedziałam, że kiedyś muszę zobaczyć to miasteczko, w którym zamieszkała autorka książki i bohaterka filmu "Pod słońcem Toskanii". Jeżeli jeszcze nie widzieliście filmu, lub nie czytaliście książki to koniecznie musicie to nadrobić. Koniecznie musicie poznać Frances Mayes i koniecznie musicie zakochać się w Cortonie.


Cortona została wzniesiona 3000 lat temu przez Etrusków, do dziś zachowały się oryginalne mury miasta, które zazdrośnie strzegą tego co w środku. Miasto rozkwitło w swej krasie w XII i XIII wieku. Miasto nieprzerwanie lśniło na mapie Toskanii, tracąc na blasku dopiero  po II Wojnie Światowej, jednak złote lata powróciły, za sprawą filmu i książki miasto przeżyło kolejny bum ekonomiczny. Cortona obudziła się, niczym śpiąca królewna, z długiego snu. Obudzić się musiała, bo jak tu spać przy tych wszystkich hałaśliwych turystach z całego świata, którzy chcieli zobaczyć miejsce w którym Frances Mayes wypisywała kartkę dla znajomego z autobusu, kupiła dom, który tak pięknie wyremontowali jej polscy budowlańcy. Jak grzyby po deszczu pojawiły się eleganckie restauracje, kolorowe sklepy z pamiątkami i galerie sztuki oraz bankomaty i ruchome schody dla leniwych.




                           


środa, 15 października 2014

Wakacje w Toskanii, czyli trup w szafie i krokodyl w ogrodzie - cz.4

Pociąg dowiózł nas do małej stacji w sercu toskańskich "Górków i pagórków". Dwa razy sprawdziłam napis na stacji - CAMUCIA CORTONA - zgadza się, to tu będzie nasz dom przez następne dziesięć dni. Stanęliśmy przed stacją, żeby zerknąć na mapkę w jakim kierunku mamy się udać. To tylko parę kroków, ale kto chce błądzić pchając walizkę na kółkach.









Sznupek, ale tu ładnie!!! Zobacz , zobacz jaki dom! O rany ! Ale widok! O patrz nasza brama! O kurdę, zamknięte!? I to była pierwsza lekcja włoskiego - jak jest sjesta to jest sjesta i wszystko jest pozamykane. Na szczęście zadzwoniliśmy do właścicieli i w ciągu 10 minut przyjechał przesympatyczny gospodarz, który na imię ma Massimo, a na nazwisko No Problem. Szybko wypełniliśmy kartę meldunkową i już trzymaliśmy w dłoniach klucze do naszego apartamentu. Po włościach oprowadził nas Massimo, którego znajomość angielskiego jest na poziomie mojego włoskiego, więc jak się domyślacie, dogadywaliśmy się bosko. Massimo szedł przed nami i palcem wskazywał kolejne atrakcje posesji:






  • basen - no problem
  • jacuzzi - no problem
  • grill - no problem
  • leżaczki i stoliczki - no problem
  • tu się otwierają wasze drzwi - no problem
  • kuchnia - no problem
  • lodówka, kuchenka, garnki, patelnie - no problem
I tak to doszliśmy do wielkiej szafy, Massimo złapał za uchwyt i nic, szafa nie chciała się otworzyć. Podrapał się po głowie, podumał, posapał, spojrzał na mnie i z przepraszającym uśmiechem wydukał

  • szafa - problem...
No jak problem? Massimo pokazuje na pusta dziurkę od klucza i rozkłada ręce. No tak, pomyślałam, jak nic trzymają trupa w szafie i teraz mi wmawiają, że klucz się zgubił. No, ale kto by się na wakacjach przejmował takim drobiazgiem?

  • Massimo! Szafa no problem
  • No problem?  
  • No problem!




Ależ się chłopina ucieszył, że nie będzie musiał wołać ślusarza i jeszcze uda mu się dokończyć sjestę. Chciałam wspomnieć Sznupkowi o tym trupie w szafie, ale oczywiście on już był zajęty. No kto zgadnie, czym był zajęty Sznupek? No.... no.....? Przecież wiem, że wiecie. Nie wstydzić się.

  • Sznupcia!!! Wszystkie programy są po włosku!
  • Oj nie wszystkie. Patrz MTV jest po angielsku
  • Gdzie ty mnie przywiozłaś? Internetu nie ma, TV nie ma. Ja tu umrę!
I tak sobie pomyślałam, że chyba jednak poproszę Massimo, żeby klucza poszukał, bo to pewnie tam się chowa tych wszystkich co umarli z braku TV i internetu. Na wszelki wypadek nie wspominałam Sznupkowi o tych ścielących się trupach w tej wielkiej drewnianej szafie. Miałam mu powiedzieć dnia następnego, ale rano zmieniłam zdanie....


  • Sznupcia, a Ty dobrze spałaś
  • Dobrze, a nawet bardzo dobrze
  • A to dobrze
  • Ale dlaczego pytasz?
  • A nic, bo ja miałem dziwne wrażenie jakby ktoś po kuchni chodził
  • Po kuchni chodził?
  • Nooo i drzwi otwierał
  • Od szafy drzwi??!!!
  • Nieee , wejściowe.  
I przysięgam, że żartów sobie nie robię, a Sznupek tym bardziej. Coś lub ktoś musiał w tej szafie mieszkać i lepiej, żeby Sznupek nie poznał moich teorii na temat trupów. Ale dość o przykrych rzeczach, wrócę jeszcze do pierwszego popołudnia. Rozpakowaliśmy się troszkę, pokręciliśmy się po ogrodzie i poszliśmy do sklepu. Jak wracaliśmy to było już ciemno. Otworzyliśmy bramę i ścieżką dreptaliśmy w kierunku budynków i nagle..........


  • JEZUS MARIA KROKODYL!!!!

poniedziałek, 13 października 2014

Wakacje w Toskanii, czyli cuda na Placu Cudów w Pizie - cz.3

Plac Cudów, czy tez Pola Cudów to bardzo adekwatna nazwa do tego co się dzieję po krzywą wieża w Pizie od samego rana. Ja rozumiem, że rocznie zabytek ten chce zobaczyć 10 milionów ludzi, ale czy koniecznie w ten sam dzień co my?



I pomyśleć, że gdyby nie błąd budowniczych, brak wiedzy, czy tez jakby to powiedział polski budowlaniec - "fuszerka" - to teraz, nikt nie zjeżdżałby się z całego świata , aby tą wieże, a raczej dzwonnicę kościelną podziwiać. Plotka głosi, że w dobie dzisiejszych możliwości i dalece posuniętej technice, można by tą wieżę naprostować, ale kto by zabijał kurę, która złota jajka znosi, nawet jeżeli jest to kura z krzywym kręgosłupem.    

  






Tysiące ludzi przemieszcza się podążając za przewodnikiem z chorągiewką, lub indywidualnie z przewodnikiem w dłoni. I pewnie to zwiedzanie szło by całkiem gładko i sprawnie, gdyby nie pewne moda, moda "fejsbukowa". Każdy, ale to dokładnie każdy, czy to Chińczyk, czy Japończyk, matka z dzieckiem, dziecko z matka, wesoły dziadek, panna w kapeluszu, wszyscy chcą mieć zdjęcie z wieżą w tle. Zdjęcia wyglądają zazwyczaj tak:

www.flickr.com

www.jerryberg.com

czwartek, 9 października 2014

Wakacje w Toskanii, czyli jak smakuje pizza w Pizie? - cz.2

Lotnisko w Pizie jest bardzo malutkie, ale prześliczne! Rzeźby przez wejściem, fontanna, marmurowe ławki, finezyjnie przycięte drzewka i krzewy. No wiecie, takie klomby z włoską elegancją. Niby nic, niby nieważne, bo przecież na lotnisko człowiek tylko wpada i wypada , albo raczej wlatuje i wylatuje, najdłużej spędzając czas na "bezcłówce" buszując wśród alkoholi i stoiskiem z perfumami.
Jednak pierwsze wrażenie się liczy i w pamięci pozostaje. Plusem lotniska jest to, że jest dosłownie 3 km od centrum miasta i parę kilometrów więcej od głównej atrakcji, krzywej wieży. Autobusy kursują bardzo często i nie można się pogubić. Piza to wymarzone miejsce na pierwszy stop w podróży po Italii.  



    Zamieszkaliśmy w hotelu "Roma" - 100 metrów od wieży, która prosto stać nie chciała. Hotel pewnie pamięta dobre czasy i ja w to wierzę szczerze, jednak te czasy bezpowrotnie minęły. Na szczęście tylko jedna noc, więc nie ma co kręcić nosem. Dosłownie w locie rzuciliśmy walizki i biegiem na drugą stronę prosto w kierunku murów, za którymi kryły się Campo dei Miracoli, czyli Pola Cudów. Ależ to cudnie wyglądało! Oświetlone ciepłym światłem mury zachęcały do spaceru, było praktycznie pusto, tylko garstka zwiedzających  i paru miejscowych. Nie mogłam uwierzyć, że wieczorem praktycznie nikt tu nie przychodzi? Jest i nasza bohaterka, piękna i krzywa!

    





Oczywiście zrobiliśmy jakieś 200 zdjęć, ale Was nie będziemy zamęczać , bo pewnie widzieliście już z milion innych zdjęć.Wiem, że nasze są najładniejsze, ale mimo to, nie będziemy zanudzać. No może jeszcze dwa, tak na deserek:)