Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryż. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 listopada 2014

Z cyklu: "sezon na czyszczenie lodówki" uważam za otwarty - kurczak pieczony na ryżu z grzybami i surówka buraczkowa z twistem

Zawsze sobie powtarzam, wejdź na bloga, dodaj przepis i przestać tyle gadać! Nikogo nie interesuje, jak bardzo się wzruszyłaś na widok dojrzałej gruszki, albo skąd ci przeszedł pomysł połączenia porzeczki z burakami. Ludzie przychodzą tu w konkretnym celu, przepis ich interesuje, a nie jakieś tam twoje kulinarne orgazmy, czy też inne rymowanki maślanki i sielanki. Powtarzałam sobie i tym razem i naprawdę miałam zamiar wpaść , przepis dodać i to wszystko. Jednak pomyślałam sobie, że to tak trochę niegrzecznie, nie porozmawiać, nie zapytać co u was słychać. Od razu mi się przypomina scena z "Misia" i przesympatyczna pani z baru mlecznego, która wymownie wskazała miejsce do siedzenie i głośno przywitała klienta "PROSZĘ!"


No właśnie, Ja nie chcę być taką panią z baru mlecznego, ja wolę serwować niebiańsko dobre sosy i doprowadzać wasze podniebienie do rozkoszy. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe?
Wyobraźcie sobie, że za dwa dni czeka nas kolejna wakacyjna przygoda, wracamy na tydzień do Marrakeszu, a skoro wyjazd się szykuje, to trzeba zrobić "czyszczenie"lodówki , co też uczyniłam i
 teraz zapraszam Was na efekty, dodam tylko, że danie przerosło moje oczekiwania i pewnie nie raz, nie dwa będzie u nas gościć.

Kurczak pieczony na ryżu z suszonymi grzybami i rozmarynem

poniedziałek, 10 listopada 2014

Szybka, leniwa i gorąca podróż kulinarna, czyli indyk po tajsku



Czy Wy jeszcze pamiętacie, że poniedziałek to Międzynarodowy Dzień Lenia? Zapomnieliście? Wiedziałam, że jak Was nie przypilnuję to tak będzie. Kochani na pracę macie jeszcze cały tydzień, dzisiaj żyjemy jeszcze wspomnieniem weekendowego relaksu. To co macie zrobić dzisiaj, z powodzeniem możecie przełożyć na jutro. Dzisiaj zadbajcie o siebie i swoje dobre samopoczucie. Nawet nie musicie się martwić co zrobić na obiad, bo ja już o to zadbałam, mam dla Was zdrowy i prosty przepis na indyka po tajsku. Podstawowe składniki, mało krojenia, żadnego brudzenia stosu naczyń i tylko 30 minut w kuchni. Zapraszam po przepis:)

Pierś z indyka na ryżu po tajsku
 

   
Składniki: (2 osoby)
1 duża pierś z indyka (może być kurczak, kaczka, schab)
1 szklanka brązowego ryżu
100g zielonej fasolki szparagowej
200g szpinaku
2 czerwone papryczki chili
2 ząbki czosnku
1 łyżka startego imbiru
1 łyżka mielonej kolendry
1 łyżeczka miodu (brązowy cukier lub inny słodki zamiennik)
sok z limonki
sos sojowy jasny
sos sojowy ciemny
oliwa/olej

Zanim przejdziemy do gotowania, to chciałam parę rzeczy wyjaśnić. W przepisie podałam, miód lub inny słodki zamiennik. Możecie użyć białego cukru, stewii, czy też syropu z agawy, który tak na marginesie bardzo polecam. Gotując po tajsku nie możemy pominąć słodkiego faktora, bo traci się cały sens kuchni azjatyckiej.Balans i równowaga między słodkim, kwaśnym, słonym, gorzkim i ostrym musi być zachowana. Ma to wpływ na nasze trawienie i pobudza nasze ciało do pracy. To samo tyczy się limonki, można ja zastąpić cytryną, lub odrobiną octu jabłkowego, ryżowego czy balsamicznego, ale nie można pominąć. Dla Tajów jedzenie to byt i egzystencja, równowaga w jedzeniu daje równowagę w życiu, więc warto wprowadzać do naszej kuchni trochę tej azjatyckiej równowagi, warto myśleć o tym co się je i jak się je. No dobrze, już nie przynudzam i zapraszam do kuchni.

                
Pierś w indyka kroimy na dwa płaty, delikatnie rozbijamy. Łyżkę mielonej kolendry, łyżkę soku z limonki, łyżeczkę miodu i 2-3 łyżki sosu sojowego jasnego mieszamy razem i wcieramy w nasze mięso.  Na patelni rozgrzewamy minimalną ilość oleju. Ja używam oleju ryżowego i jestem nim zachwycona, bo tłuszcz nie wchłania się w mięso, daje delikatny posmaczek prażonego ryżu i sprawia, że mięso czy też warzywa są chrupkie, więcej możecie poczytać w tym linku
KLIK KLIK   
Indyka obsmażamy z dwóch stron na złoty kolor. Nie trzymamy na patelni za długo, mięso może być nawet surowe w środku, bo to dopiero pierwsza faza smażenia. Kotlety odkładamy na  talerz. Teraz na patelnię wrzucamy surową fasolkę szparagową. Smażymy na sporym ogniu, aż się miejscami zarumieni i skórka jej popęka. Zmniejszamy gaz, dodajemy łyżkę startego imbiru, wyciśnięte ząbki czosnku i posiekaną bardzo drobno 1 papryczkę chili. Jeżeli nie mamy świeżej papryczki chili, możemy dodać słodkiej oraz pieprzu kajeńskiego.  Dla wygody możemy wszystko wrzucić do blendera. Dodajemy to do fasolki i dorzucamy szklankę brązowego ryżu ( surowego). Smażymy około 10 minut, dorzucamy szpinak i dodajemy około 4 łyżek sosu sojowego jasnego. Dokładamy kolejną papryczkę chili pokrojoną, tym razem w paski i dokładamy nasze kotlety. Podlewamy wszystko wodą (2 szklanki) i przykrywamy, dusimy na średnim do momentu, aż ryż wchłonie wodę i będzie gotowy do jedzenia. Na koniec dodajemy parę łyżek sosu sojowego ciemnego oraz odrobinę miodu i  sok z limonki do smaku. Gotowe, teraz tylko zajadać ze smakiem.

*******

Jeszcze w tym tygodniu zaproszę Was na spacer po Arezzo i pokażę jak łatwo zrobić kaczkę w sosie ostrygowym na orientalną nutę, opowiem Wam też jak sprzedają się polskie lody w Szkocji. Jeżeli chcecie być na bieżąco, to koniecznie przytulcie nas na FaceBooku - wystarczy kliknąć w fejsowe okienko po prawej stronie:) Zapraszamy serdecznie!            

poniedziałek, 8 września 2014

Poniedziałkowy Dzień Lenia, uśmiech na wdechu i ryż w porach

Dawno nie przypominałam Wam, że poniedziałek Międzynarodowym Dniem Lenia jest. A jak Wam nie przypominam, to o tym zapominacie. W poniedziałek trzeba nabrać oddechu na cały tydzień, do weekendu zdążymy się jeszcze zmęczyć. Mówię to  do was, moje kochane i śliczne kobietki, bo panowie wiedza jak o siebie zadbać i dzień lenia mają przynajmniej pięć razy w tygodniu.

http://www.manoffreedom.com/

To wy, ciągle zabiegane, zamyślone, zestresowane, zasapane i w deficycie czasowym . Może już nie dźwigacie ciężkich zakupów, może już nie stoicie w kilometrowych kolejkach po kilogram schabu bez kości, co nie znaczy, że coś się zmieniło na lepsze.  Teraz stoicie w korkach, wdychacie te wstrętne spaliny, rozmawiając z córką przez telefon, poprawiając makijaż robiąc porządek w torebce, jednocześnie zmieniacie biegi i płyn hamulcowy. No dobra, z tym płynem to chyba przesadzam? Uprawiacie slalom specjalny z koszykiem w Biedronce, zawozicie dzieci na basen, karate, angielski, niemiecki i cholera wie na co jeszcze. W między czasie biegacie do kosmetyczki, fryzjera, dentysty, wszystko praktycznie na jednym wydechu, bo o wdechu już dawno zapomniałyście. No dobra przypominacie sobie co to wdech, jak przystojny Pan policjant zatrzymuje was za przekroczenie prędkości. Wtedy każda kobieta, bez wyjątku wysiada z samochodu na wdechu, bo to wtedy brzuch płaski i cycki większe, tylko cholera ciężko się uśmiechać. Serio! Spróbujcie! Głęboki wdech i .......
UŚMIECH!

http://www.dailymail.co.uk/
      
No właśnie, mój tez tak wygląda. No dobra, już przestańcie się przeglądać w lusterku, skupcie się na czytaniu. Lusterko przyda się za chwilę...:)
Dlatego pamiętajcie o dniu lenia, świat się nie zawali. Co masz zrobić w poniedziałek, możesz zrobić we wtorek. Dziecko odebrać z angielskiego? A niech siedzi tam do wtorku, języków trzeba się uczyć, krzywda mu się nie stanie, co będzie gówniarz dzień marnował na gry komputerowe i fejsbuka! Pranie, odkurzanie, gotowanie? Zagoń męża, on miał dzień lenia przez ostatnie lata waszego małżeństwa. A TY - moja kochana, zestresowana kobietko zostań w łóżku do popołudnia, nałóż sobie maseczkę, przeczytaj książkę, zrób sobie makijaż, później go zmyj i nałóż nowy, albo zwyczajnie spójrz w lusterko, uśmiechnij się, puść oczko, pokaż język, prześlij buziaka. Zapytasz, czy tak sama masz siedzieć w ten dzień lenia? No co Ty!!! Kup sobie butelkę dobrego wina dla towarzystwa. Pogadaj ze sobą i przypomnij sobie, że siebie kochasz najbardziej na świecie. Nie tylko dzieci, nie tylko męża, mamę , tatę, brata, siostrę i nowego sąsiada.



Gdybyście jednak bardzo zgłodniały w ten poniedziałkowy dzień lenia, to mam dla was przepis na danie jednogarnkowe, kompletnie bezstresowe. Zapraszam!

Ryż w porach



Składniki: (4-5 osób)

5 udek z kurczaka ( bez skóry i kości)
500 g ryżu
3 duże pory
1 szklanka mrożonego groszku
1 garść świeżych ziół ( bazylia, tymianek)
1 garść zielonej pietruchy i szczypioru
1 szklanka mleka
1 łyżka musztardy łagodnej
1 łyżka kolendry mielonej
masło
olej
czosnek
sól/pieprz, cukier do smaku


Danie jednogarnkowe, więc potrzebujemy głębokiej patelni z przykrywką. Rozgrzewamy 2-3 łyżki oleju i smażymy udka ( może być inna cześć kurczaka, piersi, pałki) z dwóch stron. Mięsa w niczym nie marynujemy, solimy i pieprzymy, to wszystko. Po dwóch minutach dodajemy pora pokrojonego w grube talarki ( biała część i jasnozielona) i dodajemy dwa grube plastry masła. Smażymy pora na złoty kolor. Dodajemy na patelnie garść świeżych ziół, łyżkę kolendry mielonej, łyżkę musztardy, sporo pieprzu, dwa ząbki posiekanego czosnku i odrobinę cukru, wsypujemy ryż i smażymy przez chwilę.



Zmniejszamy gaz, dodajemy szklankę zielonego groszku z mrożonek(puszkowy się nie nadaje) 1L gotującej się wody i zostawiamy pod przykryciem na jakieś 10-12 minut. Jeżeli ryż wchłonął całą wodę i nie jest jeszcze ugotowany, dodajemy 1/2 szklanki wody, mieszamy i znów zostawiamy pod przykrywką na następne 3-4 minuty. Na koniec dodajemy posiekany szczypior i pietruszkę, podlewamy szklanką mleka, solimy i pieprzymy do smaku, mieszamy przez chwilę na większym ogniu, następnie ściągamy z gazu i dajemy parę minut, aż mleko się wchłonie i wytrąci ten aksamitny delikatny sosik. Smacznego!

      



            

czwartek, 15 maja 2014

Sałatka Sznupisławy - dobry pomysł na wiosennego głoda

Czy Wy tez macie problem, co zrobić z mięsem z rosołu? Wiadomo, że dobry rosół potrzebuje dużo mięsa, tylko co później z tym mięsem robić? Sznupek lubi rosół, ale już gotowanego kurczaka nie za bardzo. Ja też nie przepadam i przerabiam to później na pasty do kanapek, podsmażam, zapiekam, duszę i co mi tam przyjdzie do głowy. Dzisiaj też robiłam rosół i znów problem co z drobiem zrobić? Myślałam, myślałam i "wymyślałam", że przerobię kuraka na sałatkę. Miałam już ugotowany ryż, musiałam trochę tylko pomyśleć nad składnikami. Jak już wymyśliłam składniki, to musiałam jakoś tą MOJĄ AUTORSKĄ sałatkę nazwać, niech idzie w świat i dobre imię Sznupków sławi, prawda? Najpierw miała być sałatka Sznupci, ale jakoś tak niepoważnie brzmi, a to bardzo poważna sprawa z tą sałatką, bo smaczna niesłychanie i jestem pewna, że zagości na niejednym zacnym stole. Skoro została skazana na sukces prawie międzynarodowy, to niech to będzie jakaś poważna nazwa i tu przypomniało mi się, że na pewnym zaprzyjaźnionym forum turystycznym, niemniej zaprzyjaźnione koleżanki, nazywają mnie czasami Sznupisławą - no sami powiedzcie, czy jest lepsza nazwa dla sałatki? Zapraszam na przepis!



            
Składniki:

1/2 ugotowanego kurczaka(bez skóry i kości)
4 szklanki ugotowanego ryżu basmati (ilość po ugotowaniu)
2 czerwone papryki
2 marchewki
1 por 
kukurydza z puszki
zielona pietruszka
kolendra
jogurt naturalny
majonez
sól 
pieprz

Marynata do ryżu
2-3 łyżki oliwa
2 łyżki  musztardy łagodnej
sok z jednej cytryny
sok z jednej limonki
łyżka startego imbiru
łyżka słodkiej papryki
łyżka cukru
łyżeczka kurkumy
łyżeczka chili lub pieprzu cayenne
4 ząbki czosnku 


Z powyższych składników wyjdzie bardzo duża micha sałatki, a to za sprawą ryżu, za dużo mi się ugotowało. Ryż najlepiej ugotować z samego rana, albo dzień wcześniej i porządnie schłodzić w lodówce, robi się wtedy bardzo sypki i chrupki. Kurczaka obieramy ze skóry i kości, mięsko kroimy w drobną kostkę, lub zwyczajnie rwiemy na strzępy. Jeżeli nie macie rosołowego mięsa, to można ugotować lub obsmażyć piersi z kurczaka. Zaczynamy od marynowania ryżu. Mieszamy dokładnie składniki marynaty i dodajemy do ryżu, odstawiamy do lodówki na godzinkę lub dwie, niech nam się ładnie marynuje. Trzemy na tarce marchewki, kroimy białą część pora na drobniutkie talarki, paprykę w kostkę, odcedzamy kukurydzę z wody, siekamy garść pietruszki i pół garści kolendry, dodajemy to wszytko do ryżu. Mieszamy dokładnie i łączymy z majonezem i jogurtem, najlepiej w stosunku pół na pół, solimy i pieprzymy wedle uznania. Sałatka jest niesamowicie smaczna, bardzo fajny efekt smakowy daje połączenie majonezu i imbiru, miałam obawy czy się polubią, ale muszę powiedzieć, że się pokochali. Oczywiście nie muszę przekonywać, że sałatka najlepiej smakuje na drugi dzień:) Biorąc kolejną dokładkę, życzę sobie i Wam smacznego!          


wtorek, 13 maja 2014

Kokosowo - imbirowy kurczak z warzywami , czyli jak oswoić kuchnię indyjską

Dzisiaj kolejny przepis z cyklu, jak oswoić kuchnię indyjską. Jak już wspominałam w poprzednich postach, nie zrażajcie się do skomplikowanych przepisów, lub obco brzmiących nazw, można przecież przepisy uprościć, zrobić na swoją nutę, zmniejszyć ilość przypraw, dodać naszych rodzimych warzyw. W kuchni można wszytko, trzeba tylko uruchomić wyobraźnie i uwolnić kubki smakowe.
Dzisiaj zapraszam Wam na bardzo proste danie, które tak na prawdę może być podstawą kuchni hinduskiej, tajskiej, czy nawet brazylijskiej. Jestem niesamowicie dumna z tego dania i pewnie nie raz zagości na moim stole. Polecam serdecznie! Oto mój autorski przepis na:

  
Składniki: (4 osoby)

4 średnie piersi z kurczaka
200g fasolki szparagowej
2 czerwone papryki
1 zielona papryczka chili
świeża kolendra
200ml mleka kokosowego (1/2 puszki)
1 łyżka przecieru pomidorowego
woda

Marynata:

2 łyżki startego imbiru
4 ząbki czosnku
3 łyżki soku z cytryny
3 łyżki soku z limonki
2 łyżki cukru
2 łyżki mielonej kolendry
2 łyżki słodkiej papryki
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
3-4 łyżki oleju rzepakowego
1 łyżka czubata mączki kukurydzianej (skrobia)
sól do smaku

W naczyniu mieszamy wszystkie składniki marynaty, dodajemy pokrojonego w paski lub w kostkę kurczaka, mieszamy dokładnie, przykrywamy folią, lub zamykamy hermetycznie. Odstawiamy do lodówki na około 2 godziny. Rozgrzewamy głęboką patelnię i układamy wcześniej przygotowane warzywa. Pokrojoną na dwa fasolkę szparagową, pokrojone w grube paski papryki i zieloną papryczkę chili w krążki bez usuwania pestek. Jeżeli chcemy, żeby danie było bardzo ostre, dodajemy dwie papryczki. Warzywa układamy płasko na suchą, rozgrzaną patelnię i podpiekamy przez chwilę, posypujemy garścią świeżej poszatkowanej kolendry. Na warzywach mają się pokazać czarne kropki. Dlaczego to robimy? W ten sposób uzyskamy efekt chrupkich warzyw, a przy okazji zatrzymamy cały aromat w sobie, fasolka się nie "rozmemła", od papryki nie odejdzie skórka, a podsuszana kolendra zacznie uwodzić zapachem. Takie hartowanie przez przypiekanie zajmuje dosłownie chwilkę, bo przecież nie chcemy spalić ich na węgiel. Teraz zmniejszamy gaz na średni i dodajemy kurczaka.



 Smażymy mieszając co chwila, aż kurczak nam się zetnie porządnie i podsmaży.Dodajemy teraz  szklankę wody i dusimy przez następne 5 minut. Przechodzimy do fazy końcowej, cały czas gotując na małym gazie dodajemy pół puszki mleka kokosowego, delikatnie mieszamy i dodajemy łyżkę przecieru pomidorowego. Próbujemy nasz sos, powinien być idealny, jeżeli okaże się jakimś cudem, że jest za ostry lub zbyt aromatyczny to dodajemy łyżeczkę mąki kukurydzianej rozrobionej w pół szklanki wody, nie dodawajcie przypadkiem więcej mleka kokosowego. Jeżeli wyjdzie zbyt mdłe można podkręcić pieprzem cayenne i sokiem z cytryny. Po dodaniu mleka kokosowego gotujemy do momentu, aż warzywa będą al dente. Dodajemy 2 garści posiekanej kolendry i gotowe. Serwujemy z ryżem lub z hinduskim naan. Smacznego:)

* oczywiście można dodać innych warzyw, na przykład zamiast fasolki , szparagi lub inne zielone warzywo.
** nie dodajemy cebuli, bo przy takiej ilości imbiru, czosnku i kurkumy może nastąpić nawarstwienie aromatów, zachowajmy umiar.
*** marynata nadaje się też do grillowanego mięsa. Nalezy wtedy pominąć mąkę.  

                         




sobota, 8 lutego 2014

Jak się czuje Bloger Roku oraz przepis na zielone chili z wieprzowiną

Jak się czuję Bloger Roku? Bardzo chciałabym Wam napisać, ale niestety nie wygraliśmy i  nie mam pojęcia jak taki bloger może się czuć. Mimo przegranej, nie załamujemy się, życie toczy się dalej i mam nadzieję, że za 10 lat, na samo wspomnienie konkursu, nie będziemy ze Sznupkiem padać sobie w ramiona w akcie czarnej rozpaczy. Najbardziej przeżywa to Sznupek. Stał się osowiały i smutny, nawet jazda czołgiem już go nie cieszy, zawiódł się na swoich fanach sromotnie. A miało być tak pięknie, przemowy, wywiady, nagrody i czerwony dywan. Mam nadzieję, że weźmiecie to sobie do serca i zrehabilitujecie się w przyszłym roku. Rodzina też się nie popisała, bo co mnie obchodzi, że sąsiedzi nie otwierali drzwi, a Ksiądz Proboszcz pogonił z plebani? Tyle ludzi chodzi po ulicach z komórkami w kieszeni, wystarczyło ogłuszyć, powalić na ziemię i szybko zagłosować . Czy aż tak wiele wymagaliśmy?



No dobrze, a teraz będzie poważnie. Kochani Sznupkolubni, chcieliśmy Wam ślicznie podziękować za każdy głos, który na nas oddaliście, a było ich 26. Dzięki temu zajęliśmy 106 miejsce na ponad 700 startujących blogów w kategorii "Ja i moje życie". Uważamy to za wielki sukces, bo w tamtym roku zakończyliśmy karierę w ostatniej setce. Cieszy nas też fakt, że z Waszą pomocą mogliśmy pomóc łódzkiemu hospicjum dla osieroconych dzieci. Wielkie dzięki Kochani! Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzię jeszcze lepiej.




Żeby się jakoś odwdzięczyć przygotowałam dla Was coś pysznego. Myjcie ręce i zasiadajcie do stołu, wystarczy dla wszystkich, nawet dla tych co nie głosowali:)niech stracę, może zagłosują w przyszłym roku....

          

sobota, 12 października 2013

Schab w imbirze, limonce i czosnku, czyli egzotycznie i dietetycznie

Dzień Dobry Sznupkolubni Przyjaciele! Mam nadzieję, że weekend zapowiada Wam się sympatycznie? Ja niestety będę ciężko pracować, więc wpadam tylko na chwilę, żeby podzielić się z Wami przepisem na tajszczyznę. Przepis jak zwykle inspirowany kuchnią mojej tajskiej przyjaciółki, a że obie się odchudzamy, więc będzie egzotycznie i dietetycznie, a co najważniejsze smacznie i zdrowo. Zapraszam

Schab w imbirze, limonce i czosnku



Składniki : (2 osoby plus dokładka)

2 grube kawałki schabu ( piersi z kurczaka, tofu, białej ryby, krewetki)
6 miniaturowych kolb kukurydzy
zielona papryczka chili
czerwona i żółta papryka
świeża kolendra
natka pietruszki
1/2 pół czerwonej cebuli (szczypiorek, szalotka)
ogórek świeży (mięta)
trawa cytrynowa(opcjonalnie)

1 łyzka oliwy
świeży imbir
czosnek
2 limonki
jasny sos sojowy

ryż
1 marchewka
kurkuma
papryka mielona
sól

Zaczynamy od gotowania ryżu. Ja zawsze na szklankę ryżu wlewam 2 szklanki wody i pod koniec gotowanie jeszcze pół szklanki i zawsze wychodzi mi idealnie.Mieszamy kurkumę z papryką, żeby wyszedł nam piękny ognisty ciemny pomarańcz i dodajemy do wody, solimy tez do smaku. Pod koniec gotowania dodajemy marchewkę startą na średnich oczkach. Marchewka dostarcza tu walorów estetycznych, ale także w pewien sposób oszukuje nasz mózg. Na talerzu więcej, a kalorii mniej. Ugotowany ryż na sypko odstawiamy na bok do przestygnięcia.



Wyciągamy teraz patelnię lub woka i rozgrzewamy do czerwoności. Wyciskamy sok z jednej limonki, dodajemy taką sama ilość startego imbiru i wyciskamy około 6 -8 zabków czosnku, dodajemy łyżkę oliwy/oleju i odstawiamy na chwilę, żeby się przegryzło. Mięso kroimy w paski lub kostkę. Ja wybrałam schab, ale może to byc tez kurczak, ryba, krewetki lub tofu. Mięso wrzucamy na suchą patelnię i przesmażamy przez chwilę. Dosłownie 2 minuty ciągle mieszając. Dodajemy pokrojone na trzy mini kolby kukurydzy, pokrojoną w paski paprykę. Ja użyłam pół czerwonej i ćwiartkę żółtej. Odrobinę czerwonej cebuli lub garść szczypiorku. Przesmażamy przez chwile i zmniejszamy gaz. Nie zarumieniamy mięsa, robi tylko tak, aby nam się białko ścięło. Zalewamy mięso naszym imbirowo- limonkowo- czosnkowym roztworem i dusimy na małym ogniu. Szatkujemy kolendrę z dodatkiem naszej rodzimej natki pietruszki i dodajemy do patelni. Dodajemy tez pokrojoną w paski zieloną papryczkę chili. Jeżeli lubimy bardzo ostre to dwie krzywdy nie zrobią. Możemy też trochę podkręcić smak odrobiną posiekanej trawy cytrynowej.




Jeżeli mięso jest już gotowe, to dodajemy ryż i dokładnie mieszamy. Przyprawiamy 2-4 łyżkami jasnego sosu sojowego i wykańczamy odrobiną posiekanego ogórka świeżego lub mięty. Ogórek,czy też mięta mają nadac świeżości i ostudzić trochę gorące zapały imbiru. Balansuje się świetnie. Podajemy ze świeżą limonką.

I jak? Podoba Wam się przepis?

środa, 26 września 2012

Ryż i jego pułapki, czyli od czego bolą nas brzuchy.

Wczoraj wróciłam z pracy bardzo wymęczona, cały dzień miałam szkolenie i to takie z tych najgorszych szkoleń, zakończone egzaminem. Oznacza to, że nie można było się wyłączyć i myśleć o niebieskich migdałach. Na szczęście temat był całkiem ciekawy - zatrucia pokarmowe i higiena żywieniowa, czyli wszystko o wirusach, bakteriach i innych grzybach. Siedem godzin wykładów zakończonych półgodzinnym egzaminem. Za dwa tygodnie wyniki, wiec trzymajcie kciuki.




środa, 9 maja 2012

Kolacja dla nowego mężczyzny, czyli tuńczyk na kolorowo

Dzisiaj będzie o Sznupku.
Czasami muszę coś o Nim napisać, bo blog w tytule ma "Sznupkowie",a nie tylko Sznupcia.
Dzisiaj rano Sznupek poszedł do swojego optyka odebrać okulary korekcyjne. Oszczedze Wam szczegółów i nie będę się rozpisywać, jakie obrazy podsuwała mi moja niesamowicie rozbudowana wyobraźnia. Co wyrzuciłam z głowy jeden obraz, podstępnie pojawiał się następny i następny. Jak ten mój Sznupek będzie wyglądał w okularach???Czy ja to przeżyję?

Na szczęście długo nie musiałam czekać, bo po godzinie Sznupek stanał w drzwiach. Patrze i nie wierze, to mój Sznupek??? Jak wychodził z domu, to nie był taki przystojny.Zaniemówiłam normalnie! Sznupek patrzy się na mnie,  ja na niego i nic nie mówimy. Wreszcie odzywa się  mój nowy mężczyzna- Sznupciu! Mówię Ci! Jaka zmiana! Nawet nie wiedziałem, że wcześniej tak słabo widziałem, teraz wszystko jest takie wyraźne, ostre, większe!
Na to JA w krzyk- Aaaaaaaa!!! Zgaś światło! Stań dalej! Nie podchodż! Nie podchooodźźź!!!
Zamknij oczy!Normalnie wpadłam w panikę, schowałam się pod koc!
- Sznupciu,no co ty??? - Nie podobają Ci się moje okulary???
-Jak Ty wyglądasz?? To lepiej mi powiedz jak ja wyglądam, skoro teraz widzisz wyraźnie  i wszystko (czytaj mój tyłek) jest większe i wszystko (czytaj mój pryszcz na nosie) jest bardziej wyostrzone.Ty już mnie pewnie nie kochasz???
-No co ty Sznupciu??? - Co Ty za bzdury gadasz!!!
Udało mi się jakoś ochłonąć, nie wciągam juz brzucha, nie spuszczam glowy i nie naciągam swetra po kolana, jak koło Sznupka przechodzę. Nadal jednak, nie mogę się nadziwić , jaki teraz  przystojny, dojrzały, dystyngowany, elegancki i w ogóle THE BEST jest ten mój nowy Sznupek..:)
No, ale co ma z tym wspólnego tuńczyk i to na dodatek na kolorowo??? Pomyślałam, że w ten pierwszy dzień lepszego widzenia, nie mogę podsunać Sznupkowi zwykle kanapki z kiełbasa, muszę coś dobrego zrobić na kolacje.
Podreptałam wiec do kuchni i zaczelam przeszukiwać szafki, cel był jeden -ma być kolorowo!


SAŁATKA Z TUŃCZYKA NA KOLOROWO