Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajlandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajlandia. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 grudnia 2014

Kulinarne propozycje, czyli jak wejść w Nowy Rok ze smakiem

Kochani , już dzisiaj w nocy będziemy witać Nowy Rok! Mamy nadzieję, że przyniesie Wam wiele wspaniałych chwil, mnóstwo radosnych uniesień i 365 powodów do uśmiechu. Jeżeli w jakiś sposób ten stary rok nie był dla Was łaskawy to się nie przejmujcie! Głowa do góry, cycki do przodu, na bok troski, bo Nowy Rok będzie BOSKI!



 Mawiają, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a później to już jakoś leci. Zadbajmy więc, żeby w ten Nowy Rok wejść z uśmiechem i ze smakiem. O uśmiech musicie postarać się sami, co do smaku, pozwólcie, że pomogę.
Wczoraj na naszej "fejsbukowej" stronie przez cały dzień dodawałam przepisy z sylwestrowymi propozycjami. Czas aby zebrać je tu w całości, może jeszcze komuś się przydadzą.
Zresztą, macie cały następny rok, żeby je wypróbować. Zapraszam!

JAJA ZORBY


Składniki:
5 jajek 
1/2 ogórka szklarniowego ( długi)
3 ząbki czosnku
1 łyżka suszonego koperku
garść świeżego
sól/pieprz
jogurt naturalny
majonez ( u mnie własnej roboty) 


Ogórka ścieram na tarce razem ze skórą, nie odciskam wody, nie ma takiej potrzeby , wyciskam czosnek, dodaje koperek, sól, pieprz i łączę pół na pół z majonezem i greckim jogurtem.
Jak widzicie nazwa Jaja Zorby pochodzi , od greckiego sosu tzatziki:), jedynie w zmodyfikowanej formie. Można podawać jak na obrazku, lub indywidualnie na krakersach lub grzankach - krakers- połówka jajka - sos. Wygląda bardzo ładnie. 



CAMEMBERT ZAPIEKANY W PAPRYCE I WĘDZONYM BOCZKU



Składniki:
ser camembert
papryka konserwowa
boczek wędzony lub szynka parmeńska 
suszony rozmaryn




Rozkładamy plastry boczku na desce, dobrze jak będą na siebie odrobinę zachodzić. Gruby plaster (1/4 całości krążka) posypujemy odrobiną rozmarynu, zawijamy w paprykę ze słoika, kładziemy na boczek i zwijamy, dokładnie zakrywając cały ser. Pieczemy przez 30 minut w 190 C. Podawać z delikatnym sosem winegret lub innym, według uznania. Smacznego:)


No to lecimy dalej z przygotowaniami do sylwestrowej nocy!
Dobre na ciepło, ale jeszcze lepiej na zimno! Thai Sweet Chili to chyba najlepszy sos jaki wymyślono w Tajlandii. Jest idealnie słodki, perfekcyjnie ostry i kwaśny w sam raz. Polecam oryginał (butelka na zdjęciu), ale innych firm też się nada.

Kurczak po tajsku - sweet chili



6 pałek z kurczaka 
3 piersi
sos sweet chili - Thai Sweet Chilli Sauce Healthy Boy Brand
sos sojowy ciemny
czosnek
mąka kukurydziana lub ziemniaczana

Piersi z kurczaka kroimy w kostkę i dodajemy świeżo wyciśnięty czosnek, czosnek wcieramy też w pałki. Zalewamy mięso sosem chili, dokładnie mieszamy, odstawiamy do lodówki na przynajmniej 2 godziny. Wyciągamy z lodówki, dajemy kurczakowi ochłonąć trochę. W tym czasie rozgrzewamy piekarnik do 180 C, a piersi z kurczaka nakłuwamy na drewniane lub bambusowe patyczki ( patyczki namoczyć w wodzie) Wykładamy wszystko na blachę, wyłożoną papierem do pieczenia. Do marynaty, która nam została w misce dodajemy około 5 łyżek sosu sojowego i 1 łyżki mąki, mieszamy dokładnie. Jeżeli marynaty jest za mało na pokrycie naszego mięsa, dodajemy jeszcze trochę sosu chili. 
Blachę z mięsem wkładamy do piekarnika na 40 minut, po czym wyciągamy, obracamy mięso, polewamy marynatą i ponownie wkładamy na kolejne 15 minut. Gotowe! Można podawać na ciepło z ryżem, lub na zimno z dodatkiem sezamowych paluszków i sałatki z ogórków, jogurtu i kukurydzy.


Pasta z wędzonego łososia do krakersów lub owsianych ciasteczek


150 g łososia wędzonego (najlepszy szkocki)
1/2 ogórka szklarniowego (ze skórką, startego na tarce)
100 g serka Philadelphia
1 łyżeczka chrzanu
koperek
sól/pieprz do smaku

Wszystko ze sobą dokładnie wymieszać i podawać z krakersami, grzankami, tostami lub zawinąć w tortillę.

PIKANTNA ZUPA BROKUŁOWA ze szpinakiem i mlekiem kokosowym



Składniki
400g brokułów
200g szpinaku
2-3 duże ziemniaki
1 marchew
2 czerwone papryczki chili
4 ząbki czosnku
1 łyżka startego imbiru
1 łyżka cukru
sól
pieprz
mleko kokosowe
1 limonka 
olej/masło



W garnku rozgrzewamy odrobinę masła lub oleju i przez chwilę podsmażamy szpinak. Następnie dodajemy brokuła rozdzielonego na różyczki, obrane ziemniaki i marchewkę, papryczki chili przekrojone na pół, ząbki czosnku obrane i imbir( można zastąpić mielonym). Dodajemy cukier, pieprz i sól, zalewamy wrzątkiem, tak na dwa palce ponad warzywa i gotujemy pod przykryciem do miękkości. Następnie odstawiamy, aż trochę przestygnie i miksujemy/blendujemy. Stawiamy na mały gaz, dodajemy mleko kokosowe (1 puszka) mieszamy, po pięciu minutach doprawiamy do smaku sokiem z limonki. Ja dodałam jeszcze czosnku, ale to już indywidualnie musicie dopasować do waszego smaku


ŚLEDZIE RASTA - po jamajsku


Składniki: 

1 kg Matjasów
3 białe cebule
2 czerwone papryki
1 zielona papryka
ananas konserwowy
zielona pietruszka
olej rzepakowy
200 g przecieru pomidorowego
limonka lub cytryna

6 liści laurowych
6 ziela angielskiego
2 goździki
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki pieprzu kajeńskiego 
1 łyżeczka kminu ( kmin rzymski)



Śledzie płuczemy w wodzie( moje nie wymagały moczenia) kroimy w paski, skrapiamy sokiem z cytryny i dodajemy odrobinę cukru ( cukier wyciąga cały piękny aromat śledzia), odstawiamy na bok. Rozgrzewamy patelnie i wrzucamy wszystkie przyprawy, podgrzewając je uwalniamy zapachy, po paru minutach dodajemy pokrojoną w piórka cebulę, paprykę w kostkę i posiekaną zieloną pietruszkę( duża garść).
Podsmażamy na średnim ogniu, nie dopuszczamy, aby cebula nam się rozwaliła, ma być tak al dente. Dodajemy pięć czubatych łyżek ananasa z puszki( w kawałkach) i 5 łyżek soku, 200 g przecieru pomidorowego i sok z całej limonki. Zasmażamy chwilę i odstawiamy do ostygnięcia. Teraz układamy warstwowo w słoiku - farsz,śledź, oliwa i tak do wyczerpania składników - powinny wyjść dwa litrowe słoiki. Smacznego! ŚLEDZIE należy obracać w międzyczasie, czas przegryzania to 24 h, a w słoiku mogą śmiało leżakować do tygodnia.  
Nazwę podsunęła mi moja bardzo sympatyczna koleżanka Ania:)



piątek, 21 listopada 2014

Historia pewnej przyjaźni i przepis na idealną kaczkę po tajsku w sosie ostrygowym



Jeżeli wasza przyjaciółka pochodzi z Tajlandii, to możecie być pewni pięciu rzeczy, a mianowicie:
- będzie wam wybierała jedzenie z talerza
- czym mocniej będziecie się przyjaźnić, tym bardziej będzie z wami szczera
- zawsze, ale to zawsze powita was uśmiechem, nawet gdy nad ranem bez zapowiedzi zapukacie do jej drzwi.
- nigdy nie wejdzie do waszego domu w butach
- nigdy nie będziecie w jej towarzystwie głodni
Dżendżit znam dopiero 5 lat, a wydaje mi się, że znamy się całe życie, nie mogę wyobrazić sobie lepszej przyjaciółki. Niesamowite jest to, że w sumie tak odległe kulturowo, to jednak jesteśmy sobie tak bliskie i tak samo patrzymy na świat. Nawet jeżeli są jakieś różnice, to w tej chwili nie mają znaczenia, bo już zdążyłam się przyzwyczaić, że na przerwie w pracy lubi podbierać mi jedzenie z talerza i że nie mam co liczyć na zrozumienie z jej strony jak przyjdę do pracy bez makijażu.
 - O rany Sznupcia, a Ty co?! Nie chciało Ci się makijażu nawet zrobić leniuchu - usłyszę na powitanie.
Ale Tajowie tacy są, bardzo bezpośredni i bardzo szczerzy, krytyczni wobec siebie i wobec innych. Jednak są mistrzami w zadawaniu krytyki bezboleśnie, albo raczej ze znieczuleniem, zwanym w kręgach elitarnych, tajskim uśmiechem. Tajowie uważają, że niegrzecznie jest okazywać zdenerwowanie, jeszcze bardziej niegrzecznie jest złościć się na kogoś otwarcie, świadczy to nie tylko o braku dobrego wychowania, ale tez o słabym charakterze. Wiecie jak to cudownie mieć przyjaciółkę, która zawsze się uśmiecha? Bosko!
Myślę też, że o naszej przyjaźni zaważyły buty, a raczej ich brak.W Tajlandii, tak jak i w Polsce, idąc w goście ściąga się buty, Szkoci wręcz odwrotnie, uważają ściąganie butów za jakieś  dziwactwo, a nawet buractwo.
Nieważne o której godzinie się spotykamy i nieważne na jak długo , to zawsze u niej na stole jest pełno jedzenia, ja nie wiem jak ona to robi, ale nie przerywając ploteczek potrafi naszykować trzydaniowy obiad z deserem. W jej słowniku nie istnieje pojęcie "wpaść na kawę", wpada się na ucztę.
Dzisiaj wybrałyśmy się na wspólne zakupy, więc przygotowałam dla nas lunch, chciałam zrobić jej niespodziankę i upichciłam coś po tajsku. Aaaa, czy wspominałam Wam o jej szczerości do bólu?
- Co zrobiłaś na lunch, bo głodna jestem?
- Zrobiłam kaczkę po tajsku w sosie ostrygowym
- kaczkę?! - popatrzyłam na mnie z oburzeniem
- no kaczkę, nie lubisz? - no przecież wiem, że lubi - pomyślałam
- no weź, a nie mogłaś zrobić pierogów, zawsze masz pierogi, albo rosół?
- nie ma! jest kaczka po tajsku! - nie marudź
- no ale wiesz jak ja lubię te twoje polskie jedzenie, a śledzie masz?
- nie mam, jeszcze nie zamówiłam, ale pamiętam i zrobię Ci słoik na Święta
- Tylko dodaj papryczkę chili do tych z pieczarkami, bo ostatnio były za łagodne - dodała z czarującym uśmiechem.
Kaczka zniknęła w mgnieniu oka, była przepyszna, Dżendżit dołożyła sobie pięć papryczek chili i stwierdziła, że jest idealna, a skoro ona tak mówi, to tak musi być. Zapraszam na przepis.

      

poniedziałek, 10 listopada 2014

Szybka, leniwa i gorąca podróż kulinarna, czyli indyk po tajsku



Czy Wy jeszcze pamiętacie, że poniedziałek to Międzynarodowy Dzień Lenia? Zapomnieliście? Wiedziałam, że jak Was nie przypilnuję to tak będzie. Kochani na pracę macie jeszcze cały tydzień, dzisiaj żyjemy jeszcze wspomnieniem weekendowego relaksu. To co macie zrobić dzisiaj, z powodzeniem możecie przełożyć na jutro. Dzisiaj zadbajcie o siebie i swoje dobre samopoczucie. Nawet nie musicie się martwić co zrobić na obiad, bo ja już o to zadbałam, mam dla Was zdrowy i prosty przepis na indyka po tajsku. Podstawowe składniki, mało krojenia, żadnego brudzenia stosu naczyń i tylko 30 minut w kuchni. Zapraszam po przepis:)

Pierś z indyka na ryżu po tajsku
 

   
Składniki: (2 osoby)
1 duża pierś z indyka (może być kurczak, kaczka, schab)
1 szklanka brązowego ryżu
100g zielonej fasolki szparagowej
200g szpinaku
2 czerwone papryczki chili
2 ząbki czosnku
1 łyżka startego imbiru
1 łyżka mielonej kolendry
1 łyżeczka miodu (brązowy cukier lub inny słodki zamiennik)
sok z limonki
sos sojowy jasny
sos sojowy ciemny
oliwa/olej

Zanim przejdziemy do gotowania, to chciałam parę rzeczy wyjaśnić. W przepisie podałam, miód lub inny słodki zamiennik. Możecie użyć białego cukru, stewii, czy też syropu z agawy, który tak na marginesie bardzo polecam. Gotując po tajsku nie możemy pominąć słodkiego faktora, bo traci się cały sens kuchni azjatyckiej.Balans i równowaga między słodkim, kwaśnym, słonym, gorzkim i ostrym musi być zachowana. Ma to wpływ na nasze trawienie i pobudza nasze ciało do pracy. To samo tyczy się limonki, można ja zastąpić cytryną, lub odrobiną octu jabłkowego, ryżowego czy balsamicznego, ale nie można pominąć. Dla Tajów jedzenie to byt i egzystencja, równowaga w jedzeniu daje równowagę w życiu, więc warto wprowadzać do naszej kuchni trochę tej azjatyckiej równowagi, warto myśleć o tym co się je i jak się je. No dobrze, już nie przynudzam i zapraszam do kuchni.

                
Pierś w indyka kroimy na dwa płaty, delikatnie rozbijamy. Łyżkę mielonej kolendry, łyżkę soku z limonki, łyżeczkę miodu i 2-3 łyżki sosu sojowego jasnego mieszamy razem i wcieramy w nasze mięso.  Na patelni rozgrzewamy minimalną ilość oleju. Ja używam oleju ryżowego i jestem nim zachwycona, bo tłuszcz nie wchłania się w mięso, daje delikatny posmaczek prażonego ryżu i sprawia, że mięso czy też warzywa są chrupkie, więcej możecie poczytać w tym linku
KLIK KLIK   
Indyka obsmażamy z dwóch stron na złoty kolor. Nie trzymamy na patelni za długo, mięso może być nawet surowe w środku, bo to dopiero pierwsza faza smażenia. Kotlety odkładamy na  talerz. Teraz na patelnię wrzucamy surową fasolkę szparagową. Smażymy na sporym ogniu, aż się miejscami zarumieni i skórka jej popęka. Zmniejszamy gaz, dodajemy łyżkę startego imbiru, wyciśnięte ząbki czosnku i posiekaną bardzo drobno 1 papryczkę chili. Jeżeli nie mamy świeżej papryczki chili, możemy dodać słodkiej oraz pieprzu kajeńskiego.  Dla wygody możemy wszystko wrzucić do blendera. Dodajemy to do fasolki i dorzucamy szklankę brązowego ryżu ( surowego). Smażymy około 10 minut, dorzucamy szpinak i dodajemy około 4 łyżek sosu sojowego jasnego. Dokładamy kolejną papryczkę chili pokrojoną, tym razem w paski i dokładamy nasze kotlety. Podlewamy wszystko wodą (2 szklanki) i przykrywamy, dusimy na średnim do momentu, aż ryż wchłonie wodę i będzie gotowy do jedzenia. Na koniec dodajemy parę łyżek sosu sojowego ciemnego oraz odrobinę miodu i  sok z limonki do smaku. Gotowe, teraz tylko zajadać ze smakiem.

*******

Jeszcze w tym tygodniu zaproszę Was na spacer po Arezzo i pokażę jak łatwo zrobić kaczkę w sosie ostrygowym na orientalną nutę, opowiem Wam też jak sprzedają się polskie lody w Szkocji. Jeżeli chcecie być na bieżąco, to koniecznie przytulcie nas na FaceBooku - wystarczy kliknąć w fejsowe okienko po prawej stronie:) Zapraszamy serdecznie!            

czwartek, 18 września 2014

Łosoś ze szpinakiem na ostro, czyli podróż kulinarna do Tajlandii

Byliście w Tajlandii, tęsknicie za smakiem lokalnej kuchni? Chcielibyście pojechać do Tajlandii i zasmakować tych wszystkich potraw o których tyle czytaliście? W takim razie dobrze trafiliście, zabieram Was na szybka kulinarną podróż do Tajlandii. Walizki i bilet lotniczy nie wymagany, dobra patelnia wskazana.

Łosoś ze szpinakiem po tajsku na ostro 

 

Składniki (4 osoby)

500 g łososia ze skórą (mogą być filety)
300 g szpinaku świeżego
3 czerwone papryczki chili ( czerwona papryka plus pieprz kajeński)
czosnek
imbir
sos sojowy jasny (light)
sos sojowy ciemny(dark)
brązowy cukier
limonka
masło

Na suchą i zimną patelnię kładziemy łososia skóra do dołu. Skrapiamy go sosem sojowym jasnym, sokiem z limonki, posypujemy szczyptą brązowego cukru. Rozsmarowujemy na to 3 wyciśnięte ząbki czosnku i łyżkę świeżo startego imbiru (jeżeli mamy tylko mielony to płaską łyżeczkę). Rozgrzewamy patelnie i słuchamy kiedy nam skóra zacznie porządnie skwierczeć, wtedy wlewamy na patelnię po łyżce wody z każdej strony łososia i przykrywamy patelnia na minutkę może dwie - niech łosoś się teraz otworzy i wchłonie przyprawy, Ściągamy pokrywkę , przesuwamy rybę na jedną stronę, na drugą wrzucamy z 2-3 łyżki masła i szpinak (ja wrzucam z ogonkami i w całości) oraz posiekane trzy papryczki chili łącznie z nasionkami, bo lubię bardzo ostre. Jeżeli wy się boicie ostrości, albo pod ręką nie ma świeżych papryczek, to posiekana czerwona papryka z porządną szczyptą pieprzu kajeńskiego będzie dobrym zamiennikiem.


Przewracamy łososia skórą do góry wprost w objęcia szpinaku - ściągamy skórę (wyrzucamy)  i smażymy dalej na wolnym ogniu. Ryba powinna być gotowa w parę minut, a pod naciskiem widelca rozejdzie nam się na płaty. Mieszamy wszystko razem , dodajemy sosu sojowego ciemnego (2-3 łyżki) i jeszcze trochę soku z limonki. Łosoś gotowy, podajemy z ryżem lub makaronem ryżowym. Smacznego:)



P.S
Rybę najlepiej rozmrażać przez noc w lodówce, przed smażeniem wyciągnąć i delikatnie osuszyć ściereczką, czym delikatniej obchodzimy się z rybą, tym smaczniejsze mięso.
W przepisie nie użyłam soli, bo sos sojowy jasny jest wystarczająco słony, więc nie solimy ryby przez smażeniem,
Sos sojowy jasny - to taka nasza maggi - jest przyprawą, marynatą
Sos sojowy ciemny - to sos, który dodaje się na koniec gotowania, lub tuż po.
Zawsze używaj limonki/cytryny dwufazowo przy smażeniu ryby - na początku i na końcu. Na początku parę kropel kruszy mięso, łamie zapach ryby i przyspiesza działanie przypraw, a na końcu parę kropel wyostrza aromat potrawy i zatrzymuje dłużej jej świeżość.  
Jeżeli nei używacie masła, to można smażyć szpinak na oliwie, ale po wrzuceniu szpinaku na patelnie dodajcie z dwie łyżki mleka.
        

piątek, 29 sierpnia 2014

Kurczak pieczony w mleku kokosowym z pieczarkami, czyli delikatny posmak Tajlandii

Dzisiaj kurczak inspirowany kuchnią tajską, ale w delikatnym wydaniu. Zapraszam serdecznie:)




Kurczak w mleku kokosowym z pieczarkami

Składniki ( 4-5 osoby)

8 pałek z kurczaka
8 dużych pieczarek
1 puszka mleka kokosowego
3 duże ząbki czosnku
1 łyżka imbiru świeżego
1 czerwona papryczka chili (lub 1/2 czerwonej słodkiej - czytaj P.S.)
6 łyżek sosu sojowego ciemnego
1 łyżka mąki kukurydzianej/ziemniaczanej
sok z małej limonki
1 łyżeczka brązowego cukru
sól/pieprz/papryka do smaku
kolendra do przybrania

Do blendera wrzucamy obrany i pokrojony czosnek, starty imbir, pokrojoną papryczkę chili, sok z limonki, cukier , 2 łyżki sosu sojowego. Miksujemy to dokładnie, dolewamy puszkę mleka kokosowego i mamy gotową marynatę kokosową do kurczaka. Pieczarki czyścimy ręcznikiem papierowym, kroimy na dwa lub na cztery i wrzucamy do marynaty. Następnie dodajemy pałki kurczaka i mieszamy dokładnie, przykrywamy dokładnie i odstawiamy do lodówki na jakieś dwie godziny. Nie musimy męczyć mięsa całą noc.


      

Rozgrzewamy piekarnik na 170C(z nawiewem)190C(bez nawiewu). Kurczaka z lodówki wyciągamy odpowiednio wcześniej, aby odtajał trochę. Wyciągamy kurczaka i pieczarki na brytfankę. Marynata tak zgęstniała, że wygląda jakby kurczak był w cieście naleśnikowym. Posypujemy z wierzchu papryką, pieprzem i dla dodania odrobimy pikanterii, chili w proszku. Pieczemy około 45-50 minut. W międzyczasie - do pozostałej w misce marynaty dodajemy szklankę wody, 4 łyżki sosu sojowego, łyżkę mąki i delikatnie gotujemy nie doprowadzając do wrzenia. Spokojnie na małym ogniu, aż uzyskamy kremową konsystencję w kolorze "róż z pomarańczem". Brytfankę z kurczakiem wyciągamy z piekarnika, usuwamy nadmiar tłuszczu (oczywiście jak kto lubi).




  Sos możemy dodać prosto do brytfanki , lekko zamieszać i posypać kolendrą. Podawać na stół z dużą ilością ryżu i zieleniny. Smacznego Kochani:)


P.S.
Danie nie jest ostre - żeby uzyskać średnio ostre należy dodać dwie papryczki, trzy papryczki jeżeli chcemy, żeby było ostre.
Nie zawsze mamy pod ręką świeże papryczki chili, albo nie wiemy jakie użyć, czy nie będą za ostre. Zazwyczaj używamy wtedy chili w proszku lub w płatkach. Ja jednaj podpowiem wam lepsze rozwiązanie. Słodka czerwona papryka zmielona z pieprzem Cayenne. Sami wtedy dozujemy ostrość, nie pozbawiając się soczystości papryczki.
W przepisie podałam 8 dużych pieczarek, ale nigdy już nie popełnię tego błedu. Pieczarki są tak dobre, że następnym razem będzię ich chyba dwa razy więcej..;)


W następnym odcinku..... "Tu czeka miejsce na twoją reklamę, czyli raport z Polski"        



    

 








środa, 11 czerwca 2014

Tajskie szaleństwa, czyli kurczak na ostro w maśle orzechowym i przepis na sos satay

Dzisiaj w kuchni zaszalejemy sobie po tajsku. Zrobimy pikantnego kurczaka w maśle orzechowym, czyli w sosie satay. Do szczęścia potrzebujemy przepyszne i zdrowe masło orzechowe oraz parę innych składników. Zaczynamy, szkoda czasu!

  
Składniki: (4 osoby)

5 udek z kurczaka bez skóry i kości( mogą być piersi z kurczaka, pałki lub schab)
1/2 szklanki kukurydzy
2 papryczki zielonego chili
świeża kolendra
2 łyżki oleju rzepakowego( lub kokosowego)

Marynata:

2 czubate łyżki masła orzechowego( z kawałkami orzeszków)
2 łyżki startego imbiru
1/2 łyżki wyciśniętego czosnku
sok z jednej limonki
sok z pół cytryny
2 papryczki chili
4 łyżki sosu sojowego jasnego
1 łyżeczka cukru palmowego brązowego
2 łyżki oleju rzepakowego( lub kokosowego)
2 łyżki natki kolendry
1 łyżka sosu rybnego( można zastąpić odrobiną soli lub sosem sojowym jasnym)
mleko kokosowe ( tylko do sosu satay)



Składniki marynaty mieszamy ze sobą w blenderze, albo ręcznie, wtedy oczywiście papryczki należy pokroić drobniutko. Jeżeli marynata będzie zbyt gęsta, taka jak krówka ciągutka to dodajemy z dwie łyżki wody. Mięso mieszamy z marynatą i odstawiamy do lodówki na parę godzin. Ja użyłam udek bez skóry i kości, bo takie akurat miałam. Ale śmiało można zamarynować kawałki piersi z kurczaka, czy też schab pokrojony w paski. Wołowina się raczej nie nadaje. Mięso mamy już zamarynowane, to czas wrzucić je na ogień i tu też pełna dowolność. Możemy nadziać i wrzucić na grilla jak szaszłyki, możemy upiec w piekarniku( max tem 180C) , a także możemy podsmażyć z warzywami na patelni. A więc rozgrzewamy głęboką patelnię dodajemy z 2 łyżki oleju, smażymy kurczaka z dwóch stron , uważając żeby nam się masło orzechowe nie spaliło, lepiej trochę dłużej , a na średnim ogniu. Kurczak podpieczony, to dodajemy kukurydzę, papryczki chili i zieloną kolendrę, mieszamy, podlewamy wodą i dusimy pod przykryciem, aż mięso będzie gotowe. Podajemy z ryżem lub makaronem.



Marynata jest też podstawowym składnikiem sosu satay, który jest przepysznym dodatkiem do grillowanego kurczaka. Sos jest tak bogaty sam w sobie, że dla balansu mięso marynujemy minimalistycznie np, oliwa+pieprz+czosnek+sól lub oliwa+cytryna + kolendra mielona+sól i do takich grillowanych kurczaków podajemy ten sos jako dodatek. Składniki marynaty mieszamy w blenderze, przekładamy do rondelka i gotując na małym ogniu dodajemy mleko kokosowe, aż uzyskamy odpowiednią konsystencję dipu. Można podawać na ciepło i na ziemno. Smakuje tez obłędnie z grillowanymi warzywami. Polecam różyczki kalafiora.                        








niedziela, 18 maja 2014

Egzotyczna surówka na grilla i sos kokosowy z chili i imbirem , czyli zdrowo i kolorowo

Miał być piękny i słoneczny weekend w Szkocji, ja już plany poczyniłam, nad jeziorko mieliśmy jechać z małym grillem i co? I nic! Pada, ciągle pada! Mamy grilla i jeziorko, jak sobie w telewizor popatrzymy na reklamy sklepu ze sprzętem biwakowym. A taką dobrą sałatkę przygotowałam, miało być zdrowo i kolorowo. No nic, przecież sama takiej wielkiej michy nie zjem, podzielę się z Wami. Surówka bardzo zdrowa i można się nią objadać bezkarnie, świetna na letnie upały i pasuje do każdego rodzaju mięsa i do każdej rybki. Surówka powstała w wyniku tęsknoty za tajską kuchnią i przepiękną pogodą. Zapraszam na przepis.

        

Składniki:
1 sałata lodowa
2 marchewki
1 jabłko
1 czerwona papryka
natka pietruszki
natka kolendry

Sos kokosowy z chili
1 zielone chili
2 cebulki szalotki, albo biała część szczypiorku
1 łyżka startego imbiru
3 ząbki czosnku
4 łyżki soku z cytryny
4 łyżki sosu z limonki
1 łyżka cukru brązowego
1 łyżka wiórków kokosowych
1 łyżka sosu rybnego (można zastąpić jasnym sosem sojowym)
sól morska
pieprz
olej rzepakowy lub słonecznikowy


Zaczynamy od zrobienia sosu, który też może być rewelacyjną marynatą do mięsa i ryb na ostro. Wszystkie składniki wrzucamy do blendera ( oprócz oleju) dodajemy dwie łyżki wody i miksujemy na pastę. Do pasty dodajemy około 5-6 łyżek oleju i dobrze mieszamy- najlepiej robić to w słoiku, zakręcić i potrząsać jak dobrym egzotycznym koktajlem przed rozlaniem do szklanek.
Sałatę szatkujemy drobno, marchewkę i jabłka ścieramy na dużych oczkach, paprykę, pietruchę, kolendrę kroimy wedle naszych upodobań i taką mieszankę polewamy naszym sosem kokosowym z chili. Można posypać jeszcze wiórkami na koniec i już nasza egzotyczna surówka jest gotowa. Smacznego.

        

wtorek, 13 maja 2014

Kokosowo - imbirowy kurczak z warzywami , czyli jak oswoić kuchnię indyjską

Dzisiaj kolejny przepis z cyklu, jak oswoić kuchnię indyjską. Jak już wspominałam w poprzednich postach, nie zrażajcie się do skomplikowanych przepisów, lub obco brzmiących nazw, można przecież przepisy uprościć, zrobić na swoją nutę, zmniejszyć ilość przypraw, dodać naszych rodzimych warzyw. W kuchni można wszytko, trzeba tylko uruchomić wyobraźnie i uwolnić kubki smakowe.
Dzisiaj zapraszam Wam na bardzo proste danie, które tak na prawdę może być podstawą kuchni hinduskiej, tajskiej, czy nawet brazylijskiej. Jestem niesamowicie dumna z tego dania i pewnie nie raz zagości na moim stole. Polecam serdecznie! Oto mój autorski przepis na:

  
Składniki: (4 osoby)

4 średnie piersi z kurczaka
200g fasolki szparagowej
2 czerwone papryki
1 zielona papryczka chili
świeża kolendra
200ml mleka kokosowego (1/2 puszki)
1 łyżka przecieru pomidorowego
woda

Marynata:

2 łyżki startego imbiru
4 ząbki czosnku
3 łyżki soku z cytryny
3 łyżki soku z limonki
2 łyżki cukru
2 łyżki mielonej kolendry
2 łyżki słodkiej papryki
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka kminu rzymskiego
1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
3-4 łyżki oleju rzepakowego
1 łyżka czubata mączki kukurydzianej (skrobia)
sól do smaku

W naczyniu mieszamy wszystkie składniki marynaty, dodajemy pokrojonego w paski lub w kostkę kurczaka, mieszamy dokładnie, przykrywamy folią, lub zamykamy hermetycznie. Odstawiamy do lodówki na około 2 godziny. Rozgrzewamy głęboką patelnię i układamy wcześniej przygotowane warzywa. Pokrojoną na dwa fasolkę szparagową, pokrojone w grube paski papryki i zieloną papryczkę chili w krążki bez usuwania pestek. Jeżeli chcemy, żeby danie było bardzo ostre, dodajemy dwie papryczki. Warzywa układamy płasko na suchą, rozgrzaną patelnię i podpiekamy przez chwilę, posypujemy garścią świeżej poszatkowanej kolendry. Na warzywach mają się pokazać czarne kropki. Dlaczego to robimy? W ten sposób uzyskamy efekt chrupkich warzyw, a przy okazji zatrzymamy cały aromat w sobie, fasolka się nie "rozmemła", od papryki nie odejdzie skórka, a podsuszana kolendra zacznie uwodzić zapachem. Takie hartowanie przez przypiekanie zajmuje dosłownie chwilkę, bo przecież nie chcemy spalić ich na węgiel. Teraz zmniejszamy gaz na średni i dodajemy kurczaka.



 Smażymy mieszając co chwila, aż kurczak nam się zetnie porządnie i podsmaży.Dodajemy teraz  szklankę wody i dusimy przez następne 5 minut. Przechodzimy do fazy końcowej, cały czas gotując na małym gazie dodajemy pół puszki mleka kokosowego, delikatnie mieszamy i dodajemy łyżkę przecieru pomidorowego. Próbujemy nasz sos, powinien być idealny, jeżeli okaże się jakimś cudem, że jest za ostry lub zbyt aromatyczny to dodajemy łyżeczkę mąki kukurydzianej rozrobionej w pół szklanki wody, nie dodawajcie przypadkiem więcej mleka kokosowego. Jeżeli wyjdzie zbyt mdłe można podkręcić pieprzem cayenne i sokiem z cytryny. Po dodaniu mleka kokosowego gotujemy do momentu, aż warzywa będą al dente. Dodajemy 2 garści posiekanej kolendry i gotowe. Serwujemy z ryżem lub z hinduskim naan. Smacznego:)

* oczywiście można dodać innych warzyw, na przykład zamiast fasolki , szparagi lub inne zielone warzywo.
** nie dodajemy cebuli, bo przy takiej ilości imbiru, czosnku i kurkumy może nastąpić nawarstwienie aromatów, zachowajmy umiar.
*** marynata nadaje się też do grillowanego mięsa. Nalezy wtedy pominąć mąkę.  

                         




sobota, 12 października 2013

Schab w imbirze, limonce i czosnku, czyli egzotycznie i dietetycznie

Dzień Dobry Sznupkolubni Przyjaciele! Mam nadzieję, że weekend zapowiada Wam się sympatycznie? Ja niestety będę ciężko pracować, więc wpadam tylko na chwilę, żeby podzielić się z Wami przepisem na tajszczyznę. Przepis jak zwykle inspirowany kuchnią mojej tajskiej przyjaciółki, a że obie się odchudzamy, więc będzie egzotycznie i dietetycznie, a co najważniejsze smacznie i zdrowo. Zapraszam

Schab w imbirze, limonce i czosnku



Składniki : (2 osoby plus dokładka)

2 grube kawałki schabu ( piersi z kurczaka, tofu, białej ryby, krewetki)
6 miniaturowych kolb kukurydzy
zielona papryczka chili
czerwona i żółta papryka
świeża kolendra
natka pietruszki
1/2 pół czerwonej cebuli (szczypiorek, szalotka)
ogórek świeży (mięta)
trawa cytrynowa(opcjonalnie)

1 łyzka oliwy
świeży imbir
czosnek
2 limonki
jasny sos sojowy

ryż
1 marchewka
kurkuma
papryka mielona
sól

Zaczynamy od gotowania ryżu. Ja zawsze na szklankę ryżu wlewam 2 szklanki wody i pod koniec gotowanie jeszcze pół szklanki i zawsze wychodzi mi idealnie.Mieszamy kurkumę z papryką, żeby wyszedł nam piękny ognisty ciemny pomarańcz i dodajemy do wody, solimy tez do smaku. Pod koniec gotowania dodajemy marchewkę startą na średnich oczkach. Marchewka dostarcza tu walorów estetycznych, ale także w pewien sposób oszukuje nasz mózg. Na talerzu więcej, a kalorii mniej. Ugotowany ryż na sypko odstawiamy na bok do przestygnięcia.



Wyciągamy teraz patelnię lub woka i rozgrzewamy do czerwoności. Wyciskamy sok z jednej limonki, dodajemy taką sama ilość startego imbiru i wyciskamy około 6 -8 zabków czosnku, dodajemy łyżkę oliwy/oleju i odstawiamy na chwilę, żeby się przegryzło. Mięso kroimy w paski lub kostkę. Ja wybrałam schab, ale może to byc tez kurczak, ryba, krewetki lub tofu. Mięso wrzucamy na suchą patelnię i przesmażamy przez chwilę. Dosłownie 2 minuty ciągle mieszając. Dodajemy pokrojone na trzy mini kolby kukurydzy, pokrojoną w paski paprykę. Ja użyłam pół czerwonej i ćwiartkę żółtej. Odrobinę czerwonej cebuli lub garść szczypiorku. Przesmażamy przez chwile i zmniejszamy gaz. Nie zarumieniamy mięsa, robi tylko tak, aby nam się białko ścięło. Zalewamy mięso naszym imbirowo- limonkowo- czosnkowym roztworem i dusimy na małym ogniu. Szatkujemy kolendrę z dodatkiem naszej rodzimej natki pietruszki i dodajemy do patelni. Dodajemy tez pokrojoną w paski zieloną papryczkę chili. Jeżeli lubimy bardzo ostre to dwie krzywdy nie zrobią. Możemy też trochę podkręcić smak odrobiną posiekanej trawy cytrynowej.




Jeżeli mięso jest już gotowe, to dodajemy ryż i dokładnie mieszamy. Przyprawiamy 2-4 łyżkami jasnego sosu sojowego i wykańczamy odrobiną posiekanego ogórka świeżego lub mięty. Ogórek,czy też mięta mają nadac świeżości i ostudzić trochę gorące zapały imbiru. Balansuje się świetnie. Podajemy ze świeżą limonką.

I jak? Podoba Wam się przepis?

wtorek, 13 sierpnia 2013

Podróże kulinarne do Tajlandii, czyli przepisów i porad mała garść

Już po raz kolejny zabieram Was w podróż kulinarną do Tajlandii. Dzisiaj moje Drogie Robaki i Przepiękne Robaczyce chcę Was przekonać, że kuchnia tajska wcale nie jest tak skomplikowana, jak niektórzy myślą.
Tak na prawdę wszytko kręci się wokół paru podstawowych produktów.

  • sos rybny
  • sos sojowy
  • ocet ryżowy
  • mleko kokosowe
  • limonka
  • trawa cytrynowa
  • cukier palmowy
  • galangal/imbir
  • czosnek
  • kolendra
  • olbrzymia ilość ostrych papryczek chili   
Jak widzicie lista zakupów nie jest długa. Potrzebujemy jeszcze woka i odrobinę tłuszczu i możemy działać cuda. Teraz już tylko od nas zależy czy będzie to makaron, czy będzie to ryz. Ryba czy kurczak, a może boczek w sosie karmelowo-sojowym. Cokolwiek sobie wymyślicie będzie przepyszne. Wystarczy tylko nabrać odwagi, zakasać rękawy i zagonić cycki do roboty.  Dobra wiadomość jest też taka, że przygotowanie tajskiego jedzenia zajmuje nie więcej niż 20 minut, więc nie musimy cały dzień siedzieć w kuchni.


Pomyślałam sobie, że od czasu do czasu będę się z wami dzieliła wiedzą jaką udało mi się zdobyć przez te wszystkie lata fascynacji kuchnią azjatycką oraz dzięki mojej tajskiej przyjaciółce, która często zaprasza mnie do swojej kuchni.

Zaczniemy może od tego co w Tajlandii najważniejsze, czyli od limonek. Nie wiem jak Wy, ale przez wiele lat kroiłam limonkę tak jak cytrynę. Na pół i wyciskałam sok, często i gęsto limonka była tak oporna, że musiałam niemal używać imadła, żeby jakieś soki z siebie puściła. Dopiero koleżanka zwróciła mi uwagę, że to co wyprawiam z limonką nadaje się jedynie do cyrku i ona nie może na to spokojnie patrzeć. Czyli jak powinno się limonkę wyciskać, aby wycisnąć jak najwięcej soku i nie zmarnować całego miąższu?


Limonkę kroimy na trzy, tak jak widać na załączonym obrazku, dupki wyciskamy do sucha, łącznie z faflunkami, a środek, zwany ogryzkiem wykręcamy jak pranie po wyciągnięciu z balii.



Tajowie nie używają soli. Do solenia wystarcza im sos rybny lub sos sojowego jasny. Jeżeli danie wydaje nam się mało słone, to podświadomie sięgamy po naszą sól i to jest duży błąd, bo sól w połączeniu z sosem rybnym wytrąca niepotrzebną goryczkę, nie zmienia to smaku w znacznym stopniu, ale nie o taki efekt nam chodzi. Wiec dosalajmy tajskie potrawy sosem rybnym lub sosem sojowym jasnym.Soli mówimy duże nie -nie.

No dobrze, na dzisiaj to chyba tyle. Nie chce was zanudzać i lepiej będzie jak się zabierzemy za gotowanie. Tak, tak, dzisiaj gotujemy razem. Gotowi? No to już, zakładamy fartuszki i zapraszam do kuchni. Zaczniemy od prostej sałatki z mango, choć ten owoc nigdy nie był moim ulubionym to w połączeniu z ogórkiem i tajskim sosem całkowicie powalił mnie na łopatki.

Tajska sałatka z mango i ogórkiem



Składniki:

1 mango
1 ogórek
koktajlowe pomidorki
świeża kolendra

olej sezamowy
limonka
miód
sos rybny
czosnek
imbir
czerwona papryczka chili

Zaczynamy od przygotowania sosu. Drobno siekamy czerwoną papryczkę chili, wyciskamy 2 ząbki czosnku i ścieramy na tarce imbir(około łyżeczki) mieszamy to razem i dodajemy sok z jednej limonki, 2 łyżki oleju sezamowego,łyżkę sosu rybnego i łyżkę miodu. Odstawiamy do lodówki na chwil kilka.




Ogórka i mango obieramy ze skórki, usuwamy pestki i kroimy według uznania, może być w paski, może być w słupki, tak jak lubimy. Dodajemy 3-4 pomidorki koktajlowe przekrojone na pół i posypujemy posiekaną świeżą kolendrą. Polewamy sosem.

Sałatka gotowa. Jest przepyszna! Można ją jeść samą, można dodać do niej kawałki grilowanego kurczaka, lub krewetki, czy kawałki duszonej ryby. Można tez wymieszać z ryżem. W każdej postaci - palce lizać!



Widzicie jak wam szybko poszło? Skoro już macie na sobie fartuszki to idziemy za ciosem i zrobimy jakieś treściwe danie z ryżem. Co powiecie na słodko-kwaśnego kurczaka po tajsku?

Kurczak słodko-kwaśny po tajsku 



Składniki:

2 piersi z kurczaka
1 czerwona papryka
1 żółta papryka
ananas w puszce
kolendra
szczypiorek

2 limonki
1 czerwona papryczka chili
1 zielona papryczka chili
2 trawy cytrynowe
imbir
czosnek

olej/oliwa
sos rybny
ocet ryżowy
sos sojowy
cukier palmowy lub inny
przecier pomidorowy( 1 łyżka)
skrobia/mąka kukurydziana lub ziemniaczana

Zaczynamy od zamarynowania mięsa. Kurczaka kroimy w cienkie paski (można też wykorzystać schab) i zanurzamy w marynacie. Marynatę robimy mieszając 3 łyżki sosu sojowego z 2 łyżkami mąki, jak będzie za gęste to dodajemy łyżkę wody. Mięso odstawiamy na 15 minut do lodówki. Następnie robimy pastę chili. Miksujemy w blenderze papryczki chili, obrane z pierwszej warstwy trawy cytrynowe, imbir wielkości kobiecego kciuka, 4 ząbki czosnku, 2 łyżki sosu rybnego, 2 łyżki cukru , łyżkę octu ryżowego i 2 łodygi poszatkowanej kolendry.



Mięso zamarynowane, pasta gotowa, czas rozgrzać woka. Dodajemy 2 łyżki tłuszczu i pokrojone w paski papryki, po 5 minutach dorzucamy kurczaka i na dużym ogniu energicznie mieszamy, po następnych 5 minutach dodajemy naszą pastę chili i posiekany szczypiorek i kolendrę. Dodajemy także 2-3 krążki ananasa.



Podlewamy to wszytko mieszanką 1/2 szklanki wody z 1/2 szklanki soku z ananasa. Przykrywamy i dusimy przez chwilę na małym gazie. Po 2 minutach nasz kurczak słodko-kwaśny jest już gotowy, ale potrzebuje teraz końcowego dopieszczenia, kropki nad "i". Próbujemy odrobinę i czekamy aż uderzy nas ten słodko kwaśny smak, chwila zastanowienie i już wiemy, że musimy dodać jeszcze odrobinę soku z limonki aby wyostrzyć smak, trochę cukru dla dodania końcowej słodyczy i łyżkę sosu rybnego, bo jest mało słone. Wykańczamy garścią świeżo posiekanej kolendry. Gotowe! Podajemy to z ryżem jaśminowym, który gotujemy na sypko z dodatkiem kurkumy i kminu rzymskiego.





No i jak podobało się wspólne gotowanie?  Następnym razem zapraszam na sosy krochmalowe:)      




    
            

                         

czwartek, 1 sierpnia 2013

Wyprawa do Bangladeszu i przepis na zupę marchewkowo-imbirową w kolorze tajskiego mnicha

No takie niedopatrzenie, taaakie niedopatrzenie! Wszędzie się chwalę, na prawo i lewo. Na "fejsie" już wszyscy wiedzą, na dzielnicy już wszyscy wiedzą, w pracy wszyscy wiedzą i w rodzinie tez już wiedzą, choć z tą rodziną to były cyrki, bo oni ( czytaj mama z tatą)  to jak nie dosłyszą to przekręcą, a reszta ma się bać. Dzwoni do mnie, parę dni temu, moja rodzidzielka i pyta:

  • Dziecko! A co Ty w tym Bangladeszu będziesz robiła?
  • Mamo w jakim Bangladeszu?
  • No "A" mówiła, że jedziesz do Bangladeszu
  • Do Bangkoku lecę mamo kochana, w Tajlandii
  • Aaa do Bangkoku, bo juz się martwiłam, że znów w jakiś busz jedziesz
  • No już się nie martw
  • Muszę do taty zadzwonić i powiedzieć, że do Tajwanu jedziesz, żeby się nie denerwował
  • Mamo! Do Tajlandii, nie do Tajwanu
  • No przecież mówię, że do Tajlandii
  • Czy Ty dziecko nie możesz w domu siedzieć, jak reszta rodziny, tylko ciągle gdzieś Cię nosi?
  • No widocznie nie mogę
  • A ja później po nocach nie śpię przez Ciebie
  • To Ty musisz być najbardziej niewyspaną matką na świecie
No to juz wiecie, zakupiłam niedawno dwa śliczne bilety do Bangkoku na 2 grudnia i taka mnie radość rozpiera, że mam ochotę krzyczeć, tańczyć i turlać się po trawie. Więc, aby tej radości nie tłumić w sobie to dzielę się nią z innymi. Tak się dzielę, że w pracy boją się mnie zapytać - co słychać? - żeby nie usłyszeli po raz setny - a mówiłam ci, ze jedziemy do Tajlandii? No, ale Wam jeszcze nie mówiłam, więc mam prawo się chwalić! Więc się chwalę po raz pierwszy!


Teraz tylko planuje, knuje i Sznupka denerwuje. Szukam plecaków na internecie, sandałów i kremów.

  • Sznupcia! Nie kupuj mi żadnych sandałów!
  • Sznupek ale musisz!
  • Już jedne wylądowały w śmieciach
  •  No, a jak będziemy przechodzić przez rzekę?
  • Sznupcia obiecałaś, że to będą wakacje po ludzku?
  • Ale w Azji trzeba się trochę ubrudzić
  • To ja się ubrudzę, ale przy stole jedząc kolację, mogę?
  • Sznupek no musisz mieć sandały, na łódź będziesz w adidasach wchodził?
  • na bosaka
  • Sznupek!!!
  • Nie, ja nie będę chodził w sandałach i już!
  • Kupię sobie trapery wojskowe nieprzemakalne i już 
I tak wygląda nasza wspólna radość. Ja zacieram rączki, a Sznupek załamuje dłonie. Ale żeby nie było, że ja na kompromisy nie idę. Obiecałam, że przez jeden tydzień nie będziemy się ruszać z jednego miejsca, a w hotelu będzie dostęp do internetu i śniadanie do łóżka, czyli tak po ludzku. Pozostałe dwa tygodnie trochę poszalejemy po Tajlandii, a może i zahaczymy o jakiś sąsiedni kraj. Się zobaczy....

Przeglądałam sobie zdjęcia z ostatniej mojej podróży i aż mi się łezka zakręciła w oku na samo wspomnienie. Zdjęcie mnicha w ogrodzie to jedno z moich ulubionych zdjęć. Nie pamiętam już przy jakiej świątyni zrobiłam to zdjęcie, ale to w sumie nie jest ważne. Nieważne dla mnie tez było, ile złotych posągów znajduje się w środku i na czyją cześć została wzniesiona. Kompletnie zahipnotyzował mnie ten mnich, który bezszelestnie i tak nieśpiesznie jakoś spacerował wśród tych olbrzymich drzew z małą butelką z rozpylaczem i spryskiwał liście. Gładził je, oglądał z każdej strony, jeden po drugim, na ile udało mu się sięgnąć. Nie wiem czy w butelce była rozrobiona jakaś odżywka, czy tylko woda, ale wiem, że dla mnicha w tej chwili nie liczyło się nic, tylko te delikatne liście drżące na wietrze, które szukały ukojenia od gorącego słońca. Na chwile zatrzymał się czas. Ja zaś stałam jak zamurowana, kompletnie porażona pięknem tej sytuacji.



Tak patrząc się na zdjęcie, pomyślałam, że będzie świetną ilustracją do przepisu jaki mam dla was. Zupa marchewkowo - imbirowa jest w kolorze tajskiego mnicha i zielonych liści. Tajowie nie żyją samymi tradycyjnymi potrawami, ale też lubią tworzyć w kuchni coś nowego. W lepszych hotelach i restauracjach w Bangkoku można znaleźć tą zupę w karcie dań.  Zapraszam :)

niedziela, 16 czerwca 2013

Ryba po tajsku z ananasem i o spadających portkach krótka opowieść

Spadły wam kiedyś portki w towarzystwie i to w towarzystwie międzynarodowym? Nie? Mnie spadły, a co, jak szaleć to na całego.





Leżę sobie na pięknej małej tajskiej wyspie i czekam na naszą łódkę, aż po nas podpłynie. Zabijając nudę obserwuje Japończyków, którzy łądują się na swoją łódź. Słowo "ładują się" bardzo dobrze oddają sytuację, bo wchodzić z gracją, to oni raczej nie wchodzą. Zaczynam głośno komentować do mojego kompana podróży - Ty, no zobacz jakie z tych Japończyków sieroty! Na czworaka na łódkę wchodzić? Zataczają się jak pijane zające w chmielu, ooo rany! I tak się zajęłam Japończykami, że nie zauważyłam kiedy podpłynęła nasza łódź. Kapitan na nas machał, więc wciągnęłam portki na tyłek i biegiem na łódkę. Pozostali wycieczkowicze (tez Japończycy) stali na brzegu i czekali - w sumie to nie wiem na co czekali - chyba na ruchome schody- nie oglądając się na nikogo śmiało chciałam wejść na pokład, żadna filozofia z tym wchodzeniem, noga na schodek i ......jak mi nagle coś drugą nogę podcięło, a pierwszą wybiło pod samą brodę, to tylko poczułam jak pół salto w powietrzu wywinęłam i nagle nieznana siła wciągnęła mnie pod łódź. W ostatniej chwili poczułam, że ktoś mnie ciągnie za rękę i siłą wyciąga spod łodzi, a druga siła szarpie się z moimi spodniami i ściaga mi je w dół. Długo nie myśląc, a myśli się bardzo szybko w takich sytuacjach, drugą ręką chwyciłam za spodnie, które osiągnęły już poziom kolan . Wodą i piachem się zakrztusiłam, ale już byłam cała i zdrowa na brzegu plaży. Stałam mokra jak kura - lekko przerażona atakiem fali - na przeciwko całej grupy małych Japończyków - ze spodniami opuszczonymi do kolan - widzicie to? - Fajnie, co nie? Ale co tam, najważniejsze, że cyckom nic się nie stało.

czasami fale i pogoda płata figla


No to była tajska opowieść, teraz czas na tajską rybę. Zapraszam i polecam. Oczywiście najlepiej spożywać ją na jakiejś małej tajskiej wysepce:) niekoniecznie ze spodniami po kolana:)