Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 sierpnia 2017

Rocznica, szkoła, kot i Indie, czyli co u Sznupków słychać?

Dzisiaj mija 8 lat jak jesteśmy razem ze Sznupkiem. Dla jednych to kawał czasu, a dla innych tylko chwila. Wszystko zależy od punktu widzenia, od punktu siedzenia i od tego czy ma się pod ręką doniczkę, czy też nie.
Z okazji tej ósmej rocznicy postanowiłam, że czas się Wam pokazać, bo w sumie co tu ukrywać, no może te nadprogramowe kilogramy, ale jak mówi polskie przysłowie - "szczęśliwi kilogramów nie liczą", a może szło to trochę inaczej? W każdym bądź razie dzisiaj zostańmy przy tej wersji.
Wyprzedzając pytania , dziecko do pierwszego zdjęcia zostało wypożyczone za grubą kasę, jak widać zapozowała dobrze, ten dramatyzm w oczach robi cały nastrój.

      
Dodaj napis




Co jeszcze ciekawego u nas słychać? W sumie niewiele się działo, dopadła nas proza życia, szara rzeczywistość i jakby straciliśmy ochotę do marzeń i ich realizacji. Jednak to już należy do przyszłości, bo to jest niezgodne z moją naturą. Rzucam życiu kolejne wyzwania, kolejne cele, bez tego życie jest smutne i nudne. Marzenia trzeba spełniać, marzenia trzeba mieć nawet, jak ma się ponad 40 lat i zmęczenie materiału zaczyna brać górę. Na szczęście udało mi się zapanować nad swoimi zmorami i zbić te najgorsze kilogramy, które niemal utrudniały mi życie. Tak, tak, byłam jeszcze większa niż na tych zdjęciach powyżej, ale o tym szerzej w innym poście. Teraz to już tylko z górki....hehe.. w sumie niby powiedzenie, ale bardzo trafne, bo pod górkę jeszcze sapię.

wtorek, 2 czerwca 2015

A co w tej Szkocji można zobaczyć? Przewodnik prawie turystyczny - Bridge of Orchy & West Highland Way

Dzisiaj zabieram was w kolejną jednodniową wycieczkę poza Glasgow. Tym razem pojedziemy pociągiem i to nie bylem jakim , bo takim, którym jeździł sam Harry Potter. Pamiętacie scenę w pociągu i widoki za oknem? Pamiętacie Hogwarts Express?

http://www.dailymail.co.uk/
 No właśnie, cieszę się, że pamiętacie! Pojedziemy prawie takim samym, tylko, że nowszym i dojedziemy prawie do wiaduktu, ale nie dokładnie, bo wysiądziemy parę stacji wcześniej, ale czujecie już atmosferę prawda? Jedno mogę wam gwarantować, będzie magicznie i fantastycznie, bo macie mnie za przewodnika. 
Linia kolejowa West Highland Line jest uważana za jedną z najpiękniejszych tras podróżniczych na naszej planecie, nie można ominąć tej atrakcji będąc w Szkocji. Trasa rozpoczyna się w Glasgow, a kończy w Mallaig, małej rybackiej wiosce skąd odpływają promy na Hebrydy. Znawcy mówią, że najpiękniejsze widoki zaczynają się za Fort Wiliam, jak dla mnie zaczynają się 20 minut po opuszczeniu Glasgow. Moi drodzy jest tak pięknie, że czasem brakuje tchu w cyckach.




Bilety na pociąg kupujemy przez internet, ponieważ w kasie zapłacilibyśmy dwa razy tyle. Niestety na tej trasie rzadko trafiają się promocje. Bilety można zakupić przez tą wyszukiwarkę:


Fani Harry Pottera, w okresie letnim mogą przejechać się Hogwarts Express, który wyrusza z Fort Wiliam i jedzie dokładnie tą samą trasą, co pociąg osobowy. Bilety można zamówić na tej stronie, najlepiej z wyprzedzeniem, bo jak wiadomo, fanów Harry Pottera jest dużo, a pociąg tylko jeden.


No i co takie nadąsane miny? Tym razem nie pojedziemy śladami Harrego i jego przyjaciół, ale obiecuję, że kiedyś was tam zabiorę, jak będziecie grzeczni oczywiście. Nasza podróż będzie trwała dwie godziny, wysiądziemy w małej wiosce Bridge of Orchy, gdzie wskoczymy na szlak wędrowny West Highland Way, który biegnie przez najpiękniejsze miejsca w Szkocji. Trasa liczy sobie 151 km i jest świetnie zorganizowana. Na koniec dnia zawsze znajdzie się pub dla spragnionych i wygodne łóżko dla zmęczonych. Tereny są dziewicze i łatwiej złapać tam jelenia za rogi, niż zasięg w komórce, a o Internecie nie słyszeli nawet najstarsi górale. Na szlaku często można spotkać mężczyzn wędrujących w tradycyjnych kiltach, zazwyczaj są to potomkowie Highlanderów, którzy w ten sposób chcą uczcić swoje 40 urodziny, narodziny syna, bądź pamięć praprapradziadka Rob Roya.
Dla zainteresowanych, strona na której można sobie szczegółowo takie trasy do chodzenia po szkockich górach, zaplanować.


No to co? Gotowi? Jak gotowi, to tu macie bileciki i jesteście mi winni po 21 funtów.  Spokojnie, nie panikować, może być 30, przecież nie będziemy się o drobne kłócić. Teraz mały komunikat, proszę uważnie słuchać, bo dwa razy nie będę powtarzać. Z Glasgow wyrusza 4-6 składów pociągu, na stacji Crianlarich (patrz mapa) pociąg się dzieli na dwa. Dwa składy jadą w kierunku Mallaig (to nasz), a pozostałe do Oban, więc należy się upewnić, że siedzi się w odpowiednim wagonie. Wy oczywiście nie musicie się martwić , bo macie mnie za przewodnika. Jednak dla pozostałych , co do Szkocji wybiorą się samodzielnie, myślę że to cenna uwaga.  


           
                  
      



Niech każdy usiądzie wygodnie, bo przed nami piękne widoki i dobra zabawa. Zaopiekujemy się przy okazji dwiema sympatycznymi Amerykankami, które przyjechały do Szkocji w poszukiwaniu swoich korzeni. Jak na razie ciężko im odszukać w pociągu toaletę, więc cienko widzę te korzenie, ale co tam, ważne, że Paniom się w Szkocji podoba. 
Zostawiamy za sobą szare osiedla brzydkich miast i wyruszamy ku przygodzie.


   
   








piątek, 22 maja 2015

A co w tej w Szkocji można zobaczyć? Czyli przewodnik prawie turystyczny - Loch Lomond i Balloch

W dobie tanich linii lotniczych można do Glasgow dolecieć za grosze, to już nie jest żadem problem. Co raz więcej rodaków przylatuje do Szkocji w celach czysto turystycznych, zazwyczaj są to krótkie weekendowe wypady lub wakacyjne krótkie urlopy, a więc dobra organizacja jest kluczem do sukcesu.
Postanowiłam trochę wam przybliżyć atrakcje Szkocji, te małe i te duże, te dalsze i te bliższe.
Zapraszam do sznupkowego przewodnika pod tytułem: A co w tej Szkocji można zobaczyć?

LOCH LOMOND & BALLOCH

    

Jeżeli macie wolny dzień do zagospodarowania w Glasgow i akurat dopisuje ładna pogoda to koniecznie musicie się wybrać nad Loch Lomond. I tutaj mój szkocki patriotyzm nakazuje mi przystanąć, wznieś palec i powiedzieć - nie , moi kochani - macham palcem - nie ma czegoś takiego jak jezioro Loch Lomond, czy jezior Loch Ness - dalej kiwam palcem, ale już mniej - Loch to po szkocku jezioro , więc jeżeli chcemy już tłumaczyć , to mówimy jezioro Lomond, lub jezioro Ness, nie róbmy z jeziora masła maślanego - więc my po szkocku wybieramy się nad Loch Lomond.
Wiadomo, że Szkoci to naród oszczędny więc porozmawiajmy o finansach, ile taka wycieczka może nas kosztować? Podróżować możemy dwojako:

Pociąg - Dworzec Queen Street - Balloch - 50 minut -  Ł 5.80 powrotny - co 30 minut
Autobus 1 - Dworzec Centralny - Balloch - 90 minut - Ł 5.20 powrotny - co 15 minut


Ja wybrałam dla nas autobus, nie z oszczędności ( proszę mnie tu od szkotów nie wyzywać), bo przestanek mam pod domem i mieszkam już na wylotowej z miasta, więc autobusem będzie nam poręczniej. Skoro wszyscy już gotowi, to zakładamy plecaki na plecy i  wsiadamy do autobusu. Na szczęście w każdym autobusie jest dostęp do internetu, więc czas zleci nam szybko, jednak warto spojrzeć przez szybę od czasu do czasu , bo widoki są interesujące:)








Wysiadamy w uroczej wiosce Balloch , szybko biegniemy do toalety i następnie do sklepu po zapas wody. Toalety są bezpłatne , za wodę trzeba zapłacić jednego funta i proszę tak na mnie nie patrzeć, ja was nie zapraszałam, każdy płaci za siebie. Wyprzedzając wasze pytanie - odpowiadam - nie, nie uważam, że skąpstwo szkotów jest wrodzone, jak widać można je nabyć przez zasiedzenie.
No dobrze, to co, idziemy?  Wchodzimy na teren Parku Narodowego Loch Lomond & Trossachs.
Jeżeli interesują was fakty i liczby zapraszam do zapoznania się z Wikipedią KLIK
Przekraczamy bramę, mijamy chatkę zwaną w pewnych kręgach, chatką Misia Yogi i powoli, nie spiesząc się zmierzamy w kierunku jeziora. Czy już wam mówiłam, że jak zaświeci słońce, to Szkocja jest najpiękniejszym miejscem na naszej planecie?





piątek, 21 listopada 2014

Historia pewnej przyjaźni i przepis na idealną kaczkę po tajsku w sosie ostrygowym



Jeżeli wasza przyjaciółka pochodzi z Tajlandii, to możecie być pewni pięciu rzeczy, a mianowicie:
- będzie wam wybierała jedzenie z talerza
- czym mocniej będziecie się przyjaźnić, tym bardziej będzie z wami szczera
- zawsze, ale to zawsze powita was uśmiechem, nawet gdy nad ranem bez zapowiedzi zapukacie do jej drzwi.
- nigdy nie wejdzie do waszego domu w butach
- nigdy nie będziecie w jej towarzystwie głodni
Dżendżit znam dopiero 5 lat, a wydaje mi się, że znamy się całe życie, nie mogę wyobrazić sobie lepszej przyjaciółki. Niesamowite jest to, że w sumie tak odległe kulturowo, to jednak jesteśmy sobie tak bliskie i tak samo patrzymy na świat. Nawet jeżeli są jakieś różnice, to w tej chwili nie mają znaczenia, bo już zdążyłam się przyzwyczaić, że na przerwie w pracy lubi podbierać mi jedzenie z talerza i że nie mam co liczyć na zrozumienie z jej strony jak przyjdę do pracy bez makijażu.
 - O rany Sznupcia, a Ty co?! Nie chciało Ci się makijażu nawet zrobić leniuchu - usłyszę na powitanie.
Ale Tajowie tacy są, bardzo bezpośredni i bardzo szczerzy, krytyczni wobec siebie i wobec innych. Jednak są mistrzami w zadawaniu krytyki bezboleśnie, albo raczej ze znieczuleniem, zwanym w kręgach elitarnych, tajskim uśmiechem. Tajowie uważają, że niegrzecznie jest okazywać zdenerwowanie, jeszcze bardziej niegrzecznie jest złościć się na kogoś otwarcie, świadczy to nie tylko o braku dobrego wychowania, ale tez o słabym charakterze. Wiecie jak to cudownie mieć przyjaciółkę, która zawsze się uśmiecha? Bosko!
Myślę też, że o naszej przyjaźni zaważyły buty, a raczej ich brak.W Tajlandii, tak jak i w Polsce, idąc w goście ściąga się buty, Szkoci wręcz odwrotnie, uważają ściąganie butów za jakieś  dziwactwo, a nawet buractwo.
Nieważne o której godzinie się spotykamy i nieważne na jak długo , to zawsze u niej na stole jest pełno jedzenia, ja nie wiem jak ona to robi, ale nie przerywając ploteczek potrafi naszykować trzydaniowy obiad z deserem. W jej słowniku nie istnieje pojęcie "wpaść na kawę", wpada się na ucztę.
Dzisiaj wybrałyśmy się na wspólne zakupy, więc przygotowałam dla nas lunch, chciałam zrobić jej niespodziankę i upichciłam coś po tajsku. Aaaa, czy wspominałam Wam o jej szczerości do bólu?
- Co zrobiłaś na lunch, bo głodna jestem?
- Zrobiłam kaczkę po tajsku w sosie ostrygowym
- kaczkę?! - popatrzyłam na mnie z oburzeniem
- no kaczkę, nie lubisz? - no przecież wiem, że lubi - pomyślałam
- no weź, a nie mogłaś zrobić pierogów, zawsze masz pierogi, albo rosół?
- nie ma! jest kaczka po tajsku! - nie marudź
- no ale wiesz jak ja lubię te twoje polskie jedzenie, a śledzie masz?
- nie mam, jeszcze nie zamówiłam, ale pamiętam i zrobię Ci słoik na Święta
- Tylko dodaj papryczkę chili do tych z pieczarkami, bo ostatnio były za łagodne - dodała z czarującym uśmiechem.
Kaczka zniknęła w mgnieniu oka, była przepyszna, Dżendżit dołożyła sobie pięć papryczek chili i stwierdziła, że jest idealna, a skoro ona tak mówi, to tak musi być. Zapraszam na przepis.

      

wtorek, 18 listopada 2014

Wakacje w Toskanii - Piękne jest życie w Arezzo - cz.9

http://www.filmweb.pl/Zycie.Jest.Piekne/photos/183166

Arezzo to kolejna perełka Toskanii, a raczej perła, bo to stolica powiatu, więc i miasto spore.Arezzo bardzo ucierpiało podczas II Wojny Światowej i po wielu zabytkowych ulicach i kamienicach pozostało tylko wspomnienie. Przewodniki mówią, że przez tą mieszankę starego z nowym miasto straciło swój czar i charakter. My się z tym nie zgadzamy, dla nas Arezzo jest piękne, a raczej  życie jest piękne w Arezzo! Nie może być inaczej, skoro w tym mieście urodził i wychował się słynny włoski reżyser Roberto Benigni i tutaj też rozgrywa się akcja jego oskarowego filmu " Życie jest piękne". Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałam zobaczyć  te miejsca, w których kręcono sceny do filmu!

http://www.filmweb.pl/Zycie.Jest.Piekne/photos/430950

Dworzec kolejowy, zaraz obok autobusowy, park z nieczynna fontanną, która od paru lat robi za śmietnik, patrząc po ilości odpadków, zamiast przytulnych i ślicznych pizzerri, tratorri i restauracji, w oczy rzucają się bary z plastikowymi krzesłami, gdzie można kupić kebaba i hamburgery. Dosłownie takim widokiem powitało nas miasto. Toskania odzwyczaiła nas od takich widoków i od takiej atmosfery, ale ruszyliśmy przed siebie, ciekawi co nas czeka za rogiem. Na szczęście za rogiem było lepiej, a za drugim było już fantastycznie.

           




wtorek, 4 listopada 2014

Wakacje w Toskanii - Florencja na opak - cz.8

Czasem tak bywa, że wszytko idzie na opak, nawet jakbyście się bardzo starali, to i tak nie uda się tego odwrócić na dobrą drogę. Wielkiej tragedii nie ma, jak co jakiś czas trafi nam się taki dzień, ale słyszałam, że są ludzie co im tak na opak wszystko idzie przez całe życie. Nam na szczęście trafił się tylko taki jeden dzień w podróży, na nieszczęście był to dzień w którym wybraliśmy się do Florencji. No pech niesamowity, ale nie dla nas, dla Florencji pech, bo nie miała szansy pokazać nam się w pełnej krasie.



Zaczęło się od tego, że na dworcu przypomniałam sobie, że zapomniałam zapakować aparatu do plecaka. Do odjazdu pociągu mieliśmy dosłownie 10 minut, ale Sznupek na moje błagalne spojrzenie, kategorycznie odmówił biegu na przełaj w celu zabrania aparatu z kuchennego stołu. Po czym z miną Baltazara Gąbki oznajmił, że aparat spoczywa w jego plecaku i tylko czekał, kiedy sobie przypomnę, że zapomniałam. Złośliwy, prawda? Miałam prawo strzelić focha? Miałam, więc strzeliłam. I tak siedzimy na dworcu, ja z fochem, on z papierosem, upał się robi okropny, a słodki głosik w megafonie zapowiada, że pociąg się spóźni 20 minut. Już wtedy powinniśmy się zorientować, że to nie będzie idealny dzień w idealnej Toskanii.




wtorek, 28 października 2014

Wakacje w Toskanii - Monticchiello - życie to teatr - cz.7


Panie kierowco, Panie Kierowco, a co to za drzewo?
To jest sosna
Sosna? A nie wygląda, to chyba jakaś toskańska sosna
Nooo specjalny gatunek
Sznupcia to gdzie teraz jedziemy?
Zaraz Wam powiem, jestem przygotowana, mam wszystko wydrukowane
Zaraz, zaraz..... 
Mam mam....
Nie mam, zgubiłam
Ale pamiętam, jedziemy do Montikiucio, Moooo
Panie Kierowco gdzie teraz jedziemy?
Monticchiello
No właśnie tam jedziemy, tak mówiłam
Ale tu pęknie
I tu......
Jak pięknieeee 
Panie kierowco, a dlaczego słoneczniki takie smutne oklapnięte są
Bo przekwitły zanim dojrzały i nie ma co zbierać
Aaaaaa !!!
O! Prawdziwki , prawdziwki sprzedają!
Patrzcie!
Gdzie?
Tam!
A tam też ładnie!
A tam!!! Pięknieee!
A Panie Kierowco, nie ma Pan nas już dosyć? 
Nieee....bywali gorsi....

 I tak to dojechaliśmy do małej wioski Monticchiello, naprawdę małej, bo liczącej zaledwie 200 mieszkańców. Tak jak i Pienza, tak i Monticchiello jest żywym wspomnieniem epoki renesansu. Pierwsze co nas zauroczyło to widok rozpościerający się z tarasów widokowych, tuż przy samej bramie wjazdowej do wioski. Dobrze, że były tam ławki, bo ciężko ustać w obliczu takiego piękna. Uwierzcie mi, że zdjęcia nie oddają tego nawet w 10% procentach. Patrząc na te falujące wzgórza otulone słońcem, na te smukłe cyprysy dumnie zadzierające korony do nieba, bez problemu potrafiłam sobie wyobrazić Michała Anioła czy Leonardo da Vinci szukających tu swoich inspiracji. 

              




Do wioski wchodzimy przez bramę Św Agaty i zatapiamy się w miniaturowe uliczki, podziwiamy skromny kościół z niewielkim placem, zostawiamy w tyle wieże, która strzeże pilnie swoich mieszkańców. Czy wspominałam Wam, że mieszka tam 200 osób? A więc wyglądało na to, że 198 wyjechało na wakacje,byliśmy tam praktycznie sami, wszędzie panowała niesamowita cisza. Tylko my i dwie pary innych turystów i ta cisza. No dobra może z tą ciszą to przesadziłam, bo przecież buzie nam się nie zamykały,ale po za tym cisza.  


  





sobota, 25 października 2014

Wakacje w Toskanii - Pienza, miasto idealne - cz.6

W sobotę przyjechali do nas goście z Rzymu, bardzo zacni goście. Z Pumcią znamy się jakieś 10 lat, ale nigdy się osobiście nie widziałyśmy. Znamy się z forum turystycznego i nie jeden długi wieczór przegadałyśmy o podróżach i marzeniach, Pumcia jest też wierną czytelniczką bloga. Akurat tak się złożyło, że najłatwiej było nam spotkać się w Toskanii. Wiecie jakie to uczucie, że znacie kogoś całe wieki? No właśnie my mieliśmy takie odczucie, to znaczy Sznupek i Ja, bo za Pumcie i Waldiego nie mogę się wypowiadać. Ale skoro Pumcia nie wyrzuciła mnie ze swoich znajomych na FB i nadal czytamy swoje relacje na forum, to znaczy, że musiało być nieźle. Już wcześniej ustaliliśmy, że wynajmiemy sobie kierowcę, który nas trochę powozi po pięknej okolicy. Kierowca był o czasie, Pumcia trochę spóźniona, ale co tam , czas zacząć przygodę w Toskanii.
Tak na prawdę trudno nam się było skupić na widokach, bo skupialiśmy się na sobie. Buzie nam się nie zamykały i do dzisiaj wychodzę z podziwu dla kierowcy, że zniósł to nasze głośne bablanie w całkowicie niezrozumiałym dla niego języku, pewnie do dziś budzi się w środku nocy z krzykiem, a na swojej stronie internetowej zamieścił adnotację
 "SZNUPKÓW I ICH GOŚCI NIE OBSŁUGUJEMY"
Cóż, ukrywać nie będę, że prym tu wiodła Pumcia. Ludzie! Nie wyobrażacie sobie, ile słów może się pomieścić w tak małym ciele, nie wspominając, z jaką prędkością te ciało opuszczają, normalnie zawstydziłaby karabin maszynowy. Na szczęście pięknie gada i do tego ma jeszcze w głosie ten seksowny lekko zachrypnięty ton, co sprawia, że mogę jej słuchać godzinami. Waldiemu za to wszędzie się podobało - wszędzie było pięknie, albo nawet piękniej, a nawet przepięknie. Do tego pięknie opowiadał o pingwinach. Znacie pozycję na pingwina? Nie? Ooo, to koniecznie musicie zapytać Waldiego. No, ale koniec pogaduszek, dojeżdżamy do naszego pierwszego celu............