Brytyjczycy uwielbiają paje. Tydzień bez paja to tydzień stracony. Paj może byc wiejski, pasterski, warzywny, rybny lub w postaci szarlotki . Do paja można włożyć praktycznie wszystko, no może oprócz teściowej, bo się nie zmieści. Paje zapieka się w piekarniku na złoty kolor i zjada przy akompaniamencie dobrego piwa. Ach zapomniałabym! Do paja można też dodać piwo i wino. Jak sami widzicie, do paja wchodzi wszystko, oprócz teściowej. Takiego paja można pokryć lub otulić francuskim ciastem, lub kruchym, mozna też obłożyć ziemniakami w plastrach lub uduszone z serem i masłem. Nie ma nic lepszego na zimowe wieczory niż ciepłe kapcie, grzane wino z cynamonem lub piwo z sokiem i kawałek paja na talerzu.
piątek, 16 listopada 2012
czwartek, 15 listopada 2012
Twarożek na śniadanie i parę słów o szkockiej feministce
No i rozgościła się u nas na dobre szkocka zima, czyli deszcz "siąpi" przez cały dzień, niebo jest w barwach szaro białych i ma się wrażenie, że za chwilę się ściemni. Pewnie będzie tak, aż do Kwietnia z małą przerwą na chwilowe przymrozki i opady śniegu, które sparaliżują całą Wielką Brytanie. W tamtym roku popadało i przymroziło przez 2 dni, co sprawiło, że przez następne dwa tygodnie mieliśmy stan klęski żywiołowej.
No, ale nie o pogodzie miało być, choć widać, że bardzo brytyjska się robię, bo o pogodzie lubię sobie pogadać przy każdej okazji. Skoro pogoda nas nie rozpieszcza to musimy sami o siebie zadbać. Dobry film na dobranoc i pyszny kolorowy twarożek na dzień dobry to świetny pomysł.
No, ale nie o pogodzie miało być, choć widać, że bardzo brytyjska się robię, bo o pogodzie lubię sobie pogadać przy każdej okazji. Skoro pogoda nas nie rozpieszcza to musimy sami o siebie zadbać. Dobry film na dobranoc i pyszny kolorowy twarożek na dzień dobry to świetny pomysł.
wtorek, 13 listopada 2012
Tamaryndowy kurczak słodko kwaśny,czyli tajska nostalgia
W takie jesienne dni człowiek lubi się torturować wspomnieniami z wakacji, lub namiętnie przegląda zdjęcia pięknych, słonecznych plaż. Chciałoby się powrócić na plaże Phi Phi czy zatopić się w cudną zieleń buszu w poszukiwaniu przepięknych słoni.
Chcielibyście teraz leżec na takiej plaży?
Albo karmić takie maleństwa?
No niestety, nie mogę zabrać was w taką podróż, ale mogę sprezentować wam taką małą namiastkę Tajlandii, mogę ugościć wasze kubki smakowe. Zapraszam na słodko kwaśnego kurczaka z sosem tamaryndowym. Smakuje fantastycznie i egzotycznie.
Chcielibyście teraz leżec na takiej plaży?
Albo karmić takie maleństwa?
No niestety, nie mogę zabrać was w taką podróż, ale mogę sprezentować wam taką małą namiastkę Tajlandii, mogę ugościć wasze kubki smakowe. Zapraszam na słodko kwaśnego kurczaka z sosem tamaryndowym. Smakuje fantastycznie i egzotycznie.
poniedziałek, 12 listopada 2012
Brad Pitt na ulicach naszego miasta, czyli jak to było na planie filmowym
W sierpniu tamtego roku dziwne rzeczy zaczęły się dziać na ulicach naszego miasta. Nagle jak za dotknięciem magicznej różdżki przenieśliśmy się na ulice Filadelfii. Przechodnie na początku trochę zdezorientowani, przypatrywali się jak zawieszana jest nowa amerykańska sygnalizacja świetlna, czerwone skrzynki na listy zamieniono na pomarańczowe , zamiast czarnych taksówek pojawiły się żółte i niesamowita ilość amerykańskich wozów i motorów policyjnych.
niedziela, 11 listopada 2012
Słodka niespodzianka dla Sznupka, czyli kolejny urodzinowy prezent
Pamiętacie moje eksperymenty z robieniem ciasta? Pamiętacie? A miałam nadzieję, że zapomnieliście o tej porażce. Jeżeli ktos chce sobie przypomnieć, lub o tym nie czytał, to proszę kierować się tuaj i zrobić kliku kliku.
Obiecałam wtedy, że za ciasta to ja się brać więcej nie będę. No, ale jakoś zapomniałam, albo zmieniłam zdanie. Postanowiłam zrobić Sznupkowi jeszcze jedną urodzinową niespodziankę i upiec ciasto, koniecznie czekoladowe i koniecznie słodkie. Tym razem zabrałam się do tego porządnie. Znalazłam przepis na jakimś amerykańskim blogu na ciasto czekoladowe z nutellą. Idealnie! Poczyniłam odpowiednie zakupy, wydrukowałam przepis, przeliczyłam amerykańskie wynalazki na gramy i zabrałam się do roboty.
Przepis czytałam ze sto razy, dokładnie sprawdzałam, czy aby na pewno masło ma byc niesolone, czy mam dodać łyżeczkę czy łyżkę pasty waniliowej. Trochę narobiłam bałaganu, trochę się ubrudziłam i trochę mnie mdliło od tego ciągłego oblizywania łyżek, noży, misek i palców. Tez tak macie?
No, ale to wszystko nieważne! Ciasto w piekarniku, a ja mam czas na kawę i zerknięcie na przepis po raz sto dwudziesty pierwszy. Rozgrzej piekarnik do 180C - rozgrzałam! A jak! Równe 180C - posmaruj blachę tłuszczem - co?? posmaruj blache tłuszczem- czytam po raz drugi. Nie posmarowałam!!!- Nie posmarowałam blachy! Zapomniałam! I co teraz?! Pewnie cały spód i boki się przypalą, pewnie będę łyżką skrobać. Jak ja to mogłam przeoczyć!? Ciasto w piekarniku, wszędzie rozchodzi się boski zapach gorącej czekolady, a ja prawie ryczę. Ja nie wiem, czy te pieczenie to faktycznie taka filozofia? Mama potrafi piec, babcia potrafi piec, siostra potrafi piec, nawet mój ojciec chrzestny potrafi piec, a ja? Ja do końca życia zostanę zakalcem rodziny i pośmiewiskiem na dzielnicy. Za długo smarkać w rękaw nie mogłam, bo komórka mi zadzwoniła, że ciasto trzeba z piekarnika wyciągnąć.
Wącham, oglądam i nie wygląda na to, żeby się przypaliło. No, ale poczekam, aż przestygnie. Zabrałam ciasto ze sobą do salonu, bo tam chłodniej. Siedzę z nożem i szpadelką w ręku i czekam, czekam aż przestygnie. Tak mi się przynajmniej wydawało, że na ciepło nie mozna, bo oklapnie. Ostygło! Delikatnie otworzyłam klamrę tortownicy i zdjęłam obudowę, boki wyglądały pięknie, żadnej przypalenizny! Podważyłam spód nożem i ciasto odeszło od blaszki jak po maśle,o ile mogę tak powiedzieć,bo o maśle przecież zapomniałam. Hej hej! Udało się! Upiekłam ciasto! Jestem niesamowicie dumna z efektów i nie mogę się napatrzeć na moje małe czekoladowe dzieło:)
Ciasto zostało wyjedzone do ostatniego okruszka. Sznupek i goście zachwalali, mlaskali i głaskali sie po brzuszkach. Słodkie, nutelkowe, kremowe, czekoladowe, pyszne. Polecam z czystym sumieniem:)
Obiecałam wtedy, że za ciasta to ja się brać więcej nie będę. No, ale jakoś zapomniałam, albo zmieniłam zdanie. Postanowiłam zrobić Sznupkowi jeszcze jedną urodzinową niespodziankę i upiec ciasto, koniecznie czekoladowe i koniecznie słodkie. Tym razem zabrałam się do tego porządnie. Znalazłam przepis na jakimś amerykańskim blogu na ciasto czekoladowe z nutellą. Idealnie! Poczyniłam odpowiednie zakupy, wydrukowałam przepis, przeliczyłam amerykańskie wynalazki na gramy i zabrałam się do roboty.
Przepis czytałam ze sto razy, dokładnie sprawdzałam, czy aby na pewno masło ma byc niesolone, czy mam dodać łyżeczkę czy łyżkę pasty waniliowej. Trochę narobiłam bałaganu, trochę się ubrudziłam i trochę mnie mdliło od tego ciągłego oblizywania łyżek, noży, misek i palców. Tez tak macie?
No, ale to wszystko nieważne! Ciasto w piekarniku, a ja mam czas na kawę i zerknięcie na przepis po raz sto dwudziesty pierwszy. Rozgrzej piekarnik do 180C - rozgrzałam! A jak! Równe 180C - posmaruj blachę tłuszczem - co?? posmaruj blache tłuszczem- czytam po raz drugi. Nie posmarowałam!!!- Nie posmarowałam blachy! Zapomniałam! I co teraz?! Pewnie cały spód i boki się przypalą, pewnie będę łyżką skrobać. Jak ja to mogłam przeoczyć!? Ciasto w piekarniku, wszędzie rozchodzi się boski zapach gorącej czekolady, a ja prawie ryczę. Ja nie wiem, czy te pieczenie to faktycznie taka filozofia? Mama potrafi piec, babcia potrafi piec, siostra potrafi piec, nawet mój ojciec chrzestny potrafi piec, a ja? Ja do końca życia zostanę zakalcem rodziny i pośmiewiskiem na dzielnicy. Za długo smarkać w rękaw nie mogłam, bo komórka mi zadzwoniła, że ciasto trzeba z piekarnika wyciągnąć.
Wącham, oglądam i nie wygląda na to, żeby się przypaliło. No, ale poczekam, aż przestygnie. Zabrałam ciasto ze sobą do salonu, bo tam chłodniej. Siedzę z nożem i szpadelką w ręku i czekam, czekam aż przestygnie. Tak mi się przynajmniej wydawało, że na ciepło nie mozna, bo oklapnie. Ostygło! Delikatnie otworzyłam klamrę tortownicy i zdjęłam obudowę, boki wyglądały pięknie, żadnej przypalenizny! Podważyłam spód nożem i ciasto odeszło od blaszki jak po maśle,o ile mogę tak powiedzieć,bo o maśle przecież zapomniałam. Hej hej! Udało się! Upiekłam ciasto! Jestem niesamowicie dumna z efektów i nie mogę się napatrzeć na moje małe czekoladowe dzieło:)
Ciasto zostało wyjedzone do ostatniego okruszka. Sznupek i goście zachwalali, mlaskali i głaskali sie po brzuszkach. Słodkie, nutelkowe, kremowe, czekoladowe, pyszne. Polecam z czystym sumieniem:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)