wtorek, 27 stycznia 2015

Makaronowa miłość, czyli parę sposobów na szybki obiad lub romantyczną kolację

Makarony kochają chyba wszyscy, prawda? Więc za bardzo nie muszę zachęcać. Pamiętajcie tylko, że każdą miłość można zepsuć, nawet tą największą. Gotujmy makaron w dobrze osolonej wodzie, zawsze wrzucajmy na wrzącą wodę , nigdy nie dodawajmy oliwy do gotowania i zawsze pilnujmy czasu, który zaleca producent. Przenigdy nie płuczemy makaronu po ugotowaniu, chyba że chcemy użyć makaron do sałatki lub innej zimnej potrawy. Skoro już wiemy jak ugotować idealny makaron, teraz przyszedł czas, żeby go trochę urozmaicić. Zapraszam na trzy przepisy, które całkowicie zmienią wasze życie, na jeszcze bardziej smaczne:)

       LINGUINI Z BOCZKIEM I GRZYBAMI W SOSIE KREMOWO-BALSAMICZNYM




składniki: (4-5 osób)

500 g makaronu linguini lub innego 
200 g boczku wędzonego lub bekonu
3 cebule
25 g suszonych grzybów
25 g śmietany 18%
4 łyżki octu balsamicznego
1 płaska łyżka mąki
parmezan
tymianek
oregano
pieprz czarny
sól
cukier
oliwa

Grzyby zalewamy szklanką wody i moczymy przynajmniej 2 godziny. 
Makaron gotujemy według zaleceń producenta na opakowaniu.
Rozgrzewamy odrobinę oliwy na patelni i podsmażamy cebulę pokrojoną w piórka, boczek w drobna kostkę lub paseczki i posiekane grzyby.Dodajemy przyprawy tymianek, oregano i pieprz - po 1 łyżce. Sól do smaku.
Podsypujemy farsz mąką i mieszamy, aż nam się wszystko połączy. 
Wodę z grzybów przelewamy przez sitko, dodajemy śmietanę, ocet balsamiczny i łyżkę cukru. Dodajemy do patelni, dusimy przez chwilę, dorzucamy makaron i suto posypujemy parmezanem. Gotowe:)



KURCZAK Z PAPRYKĄ W SOSIE BALSAMICO






Składniki: ( 4-5 osób)

4 porcje kurczaka ( do wyboru, u mnie udka bez skóry i kości)
4 ząbki czosnku
400 g papryk ( różne kolory z mrożonek)
4 liście laurowe
4 ziarna ziela angielskiego
4 gałązki tymianku
4 szczypty słodkiej papryki

oliwa
mąka
cukier
ocet balsamiczny 
serek philadelphia lub podobny
sól/pieprz do smaku

szczypiorek lub zielona pietruszka do przystrojenia

Na głębokiej patelni rozgrzewamy olej, układamy kurczaka ( mogą to być pałki, udka lub piersi pokrojone w grubą kostkę) - kurczaka wcześniej nie marynujemy, nie solimy, bo sam sos jest tak intensywny, że nie potrzebujemy podwójnej roboty. Znacie powiedzenie , co za dużo, to niezdrowo? 

Obsmażamy mięso na złoto, dodajemy przyprawy, ząbki czosnku przekrojone na cztery i paprykę. Smażymy wszystko na intensywny złoty kolor. Podsypujemy łyżką mąki, mieszamy dokładnie i podlewamy wodą, dusimy pod przykrycie jakieś 10-15 minut. Zmniejszamy gaz, dodajemy z dwie łyżki czubate serka, dwie łyżki octu balsamicznego , łyżkę cukru, sól i pieprz do smaku, mieszamy przez chwilę i gotowe. Można podawać z makaronem, ryżem lub ziemniakami.
 

WOŁOWINA ADOBO


Składniki: (4-5 osób)

500 g wołowiny (karkówka lub pręga)
2 marchewki
4 liście laurowe
4 ziela angielskie
6 ząbków czosnku
zioła prowansalskie (dwie szczypty)
6 łyżek sosu sojowego jasnego
6 łyżek sosu sojowego ciemnego
2-3 łyżki octu jabłkowego
1 łyżka cukru
sól /pieprz
4 łyżki mąki kukurydzianej
olej


  Na patelni rozgrzewamy odrobinę tłuszczu i obsmażamy wołowinę w całym kawałku z każdej strony, aż do granicy przypalenia. Przekładamy mięso do brytfanki lub garnka w którym dusimy mięso i pokrojoną w talarki marchewkę. Dodajemy czosnek i pozostałe przyprawy, dodajemy też tłuszcz z patelni. Podlewamy wodą, dodajemy 6 łyżek sosu sojowego jasnego i na małym gazie , pod przykryciem dusimy do miękkości ( u mnie 1 godzinę) , porządnie przyprawiamy pieprzem. 
Wyciągamy wołowinę, kroimy w kostkę i przekładamy z powrotem do garnka. W zimnej wodzie rozrabiamy mąkę kukurydzianą i pomału dodajemy do sosu. Najlepiej dodawać stopniowo, aby sos nam się zrobił kleisty, a nie krochmalowaty. Gotujemy parę minut pod przykryciem, dodajemy 6 łyżek sosu sojowego ciemnego i ocet jabłkowy oraz łyżkę cukru, mieszamy i po minucie zdejmujemy z ognia. Sos jest tak rewelacyjny, że można go podawać ze wszystkim - ziemniaki, kasze, makaron. CO wam tylko wyobraźnia podpowie. Jeżeli macie tylko jeden rodzaj sosu sojowego, to śmiało można zostać przy jednym, tylko uważajcie, bo niektóre są bardzo słone. 
W ten sam sposób  można zrobić też mięso wieprzowe, lub kurczaka. 
Zastanawiacie się pewnie skąd nazwa ADOBO? To sposób gotowania i zarazem bardzo popularne danie na Filipinach opierające się na sosie sojowym, occie, czosnku i liściach laurowych.    
        
   

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Co tam kochanie masz na śniadanie - podsumowanie tygodnia - cz.3

Dzień po dniu, śniadanie po śniadaniu. Mamy już trzeci tydzień propozycji śniadaniowych. Zapraszam....

Dzień 15




PASTA PAPRYKOWA ZE SZCZYPIORKIEM

Składniki:
120 g serka naturalnego Philadelphia
1 czerwona papryka
szczypiorek 
3 krople octu balsamicznego 
szczypta cukru
ząbek czosnku
sól/pieprz

paprykę drobno siekamy. dodajemy dosłownie parę kropel octu balsamicznego i szczyptę cukru. Odstawiamy, żeby papryka puściła sok, pół godzinki wystarczy. Dodajemy posiekany szczypiorek, sól i pieprz, mieszamy z serkiem. Mówię Wam, wtorkowe niebo w gębie!
Do tego własnej roboty chlebek z ziarnami i zielona herbata z cytryną. 

Dzień 16





Za oknami śnieg i -7C na termometrach, więc nic nie zastąpi dobrej, starej szkockiej whisky na śniadanie! Powiedziałam whisky? Nieee no żartowałam! Nic nie zastąpi dobrej , zdrowej szkockiej owsianki. Zapraszam:)

OWSIANKA SZARLOTKA

Składniki:
szklanka wody
pół szklanki płatków owsianych
1 jabłko
sok z cytryny
miód
cynamon
pestki ze słonecznika i dyni
sól

Owsiankę gotujemy z dodatkiem soli przez parę minut. Jabłko trzemy na tarce, skrapiamy sokiem z cytryny. Owsiankę posypujemy cynamonem, dodajemy jabłko, posypujemy nasionami i polewamy miodem.

Dzień 17 & 18




Coś czuję, że już Wam się znudziły śniadania u Sznupków:) Ale jeszcze troszeczkę, już mamy z górki:)
Każda dziewczyna ze Szczecina powinna wiedzieć jak zrobić dobry paprykarz szczeciński. To taka lokalna tradycja! No dobra, żartuję trochę:) Dzisiaj na śniadanie swojskie bułeczki i swojski paprykarz -ryba wędzona nie będzie potrzebna, bo mamy coś lepszego, wędzoną paprykę.

PAPRYKARZ DOMOWY

Składniki:
5 płatów filetów z dorsza (z mrożonek)
2 czerwone papryki
2 marchewki
1 cebula
pół szklanki ryżu
1 szklanka wody
100 g przecieru pomidorowego
4 liście laurowe
4 ziela angielskie zmielone
1 łyżka słodkiej papryki
1 łyżeczka wędzonej papryki (ostrej)
1 łyżka cukru
sól/pieprz do smaku
2 łyżki octu balsamicznego
olej

Na patelni rozgrzewamy olej, dodajemy startą marchewkę, pokrojoną drobno paprykę i cebulę. Dodajemy przyprawy i przecier pomidorowy, smażymy przez chwile. Dodajemy pół szklanki ryżu, mieszamy i podlewamy wodą, dusimy pod przykryciem, aż ryż wchłonie wodę. Następnie dodajemy rybę w kawałkach, parę minut smażenia i zaczynamy rybę rozdrabniać widelcem, na końcu dodajemy ocet balsamiczny i odstawiamy do przestygnięcia. 
Jeżeli macie paprykę wędzoną łagodną, koniecznie należy dodać chili,pieprz kajeński lub dużą ilość pieprzu białego. Paprykarz MUSI być ostry.






Dzień 19



Jajecznica z serem na bajglu

Składniki:
jajka 
ser
mąka
mleko
sól/pieprz
szczypiorek

Rozgrzać masło na patelni, wrzucić kawałki sera, najlepiej różne, dobrze popieprzyć. Jajka roztrzepać z odrobiną maki i mleka, wlać na patelni w momencie gdy ser zacznie się topić, smażyć na małym ogniu, często mieszając, doprawić solą, dodać szczypiorek. Smacznego:)

Dzień 20 & 21




W niedzielę śniadanie powinno być trochę bardziej odświętne. U Sznupków bagietki z pastą kanapkową "kurczak curry" i z zieleniną.
Nie wiem, czy podawać Wam przepis na pastę, bo później będziecie mieli do mnie pretensje, że wpadliście w nałóg. No, ale co tam, dlaczego tylko ja mam się męczyć:) Przepis dostałam od zaprzyjaźnionego szefa kuchni.

PASTA KANAPKOWA "KURCZAK CURRY"

składniki:
ugotowane mięso z kurczaka
keczup
musztarda łagodna
majonez
pieprz
przyprawa curry madras ( lub inna nadająca się do drobiu)
czosnek granulowany
słodka papryka
pieprz kajeński lub chili
kurkuma
sól

Mięso gotowane z kurczaka( w moim przypadku piersi ugotowane w osolonej wodzie) drobno kroimy w kosteczkę. Można wykorzystać mięso z rosołu, ale bez skóry. Ciężko mi podać dokładną ilość składników , ale na 4 duże piersi z kurczaka dałam około: łyżki keczupu, pół łyżki musztardy, łyżkę curry i po pół łyżeczki pozostałych składników. Dokładnie wymieszać to z mięsem, odstawić do przegryzienia, następnie połączyć z majonezem, ilość według uznania. Smacznego:)




czwartek, 22 stycznia 2015

Z brudnopisu emigranta, czyli jaki jest przepis na długowieczność?

Nie wiem z czego to wynika, ale starość w Szkocji jest o wiele radośniejsza, niż tą którą widziałam w Polsce. Uwielbiam te roześmiane staruszki ładujące się ze swoimi balkonikami do autobusu, uwielbiam je nawet wtedy, kiedy się przez nie spóźniam do pracy, bo przecież ustawienie balkonika, rozmowa z kierowcą, odbicie karty emeryta i usadowienie się na siedzeniu pasażera zajmuje im całe wieki. Kocham też wesołych dziadków. co mkną chodnikami na swoich skuterkach, kocham ich nawet wtedy, kiedy zajeżdżają drogę, wymuszają pierwszeństwo pod sklepem i zahaczają kierownicą o kieszeń kurtki. Patrząc na nich mam wrażenie, że oni wiedzą co tak na prawdę liczy się w życiu i że nie ma się gdzie spieszyć, nie ma po co biec, bo i tak wszyscy spotkamy się na tej samej mecie.
No chyba, że się wybieramy na zakupy, jak pewna starsza Szkotka z miasta Perth, która zmęczona powolnym chodzeniem sprawiła sobie....hulajnogę! Babcia ma nawet swoją stronkę na fejsbuku i całą rzeszę wielbicieli.

internet/facebook
        
Starsi ludzie w Szkocji mają wiele możliwości do aktywnego życia i to chyba sprawia, że są zawsze uśmiechnięci i chętni do zabawy, najlepiej z młodymi ludźmi. Darmowe zajęcia na basenie, czy nauka tańca, o kŧórej już wspominałam TUTAJ
Dzisiaj z rana w dobry nastrój wprowadziła mnie Jessie Gallan, najstarsza obywatelka Szkocji. Jessie w tym miesiącu skończyła 108 lat, mieszka w domu spokojnej starości, nadal pełna życia, bardzo aktywna i niesamowicie sympatyczna. Tak przynajmniej o niej mówią rodzina, pracownicy i współlokatorzy i takie ma się wrażenie patrząc na jej zdjęcia.
Dziennikarz zapytał solenizantki jaki jest jej sekret na długowieczność i co robić, żeby nas zdrowie i radość życia nie opuszczały?
Po pierwsze - powiedziała jubilatka - jeść codziennie talerz owsianki na śniadanie, to utrzyma nas w dobrym zdrowiu.
Widzicie? Przecież ja wam zawsze to mówię, nawet sama się stosuję, może nie codziennie, ale dwa razy w tygodniu zajadam grzecznie owsiankę. Oczywiście Jessie ma tu na myśli szkocką owsiankę gotowaną na wodzie z odrobiną soli. Owsianka gotowana na mleku jest dobra dla małych dzieci.          


internet/youtube


internet/youtube



Po drugie - nigdy nie bać się ciężkiej pracy - która utrzyma cię w dobrej kondycji fizycznej. Babcia Jessie pracowała od 13 roku życia, zaczynając swoja karierę od wypasania i dojenia krów, rzadko kiedy brała urlop i nigdy nie chorowała.
No z tym to będzie ciężko, bo jak żyć bez urlopu? Mnie to na dobre nie wyjdzie, o co to, to nie! Więc skreślam z listy, znajdę inny sposób na długowieczność.
    
internet/youtube

Po trzecie - najważniejsza sprawa- to unikać mężczyzn i nigdy nie wyjść za mąż. Mężczyźni sprawiają więcej kłopotu, niż są tego warci i bez nich świat jest spokojniejszy. Małżeństwo kosztuję kobietę wiele nerwów i wyrzeczeń,  a jak wiadomo stres przyczyną wielu chorób.

Jakaś prawda w tych słowach musi być, skoro Jessie dożyła do swoich 108 urodzin i zapowiada się na to, że wiele jeszcze przed nią. Ja jednak skorzystam z pierwszej rady i będę się starała rozpoczynać każdy dzień od talerza owsianki. Co do mężczyzn i ciężkiej pracy .....to....się jeszcze zastanowię:)

Wychodzi na to, że Jessie, nie tylko, jest najstarszą Szkotką, ale też najstarszą "starą panną". Jak myślicie, jest jeszcze szansa, że jakiś przystojniak złamie jej serce i jednak skusi się na małżeństwo i odrobinę przyjemnego stresu w życiu? 

 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Co tam kochanie masz na śniadanie? - podsumowanie tygodnia cz 2

Ależ ten czas leci! Wierzyć mi się nie chce, że to już półmetek mojego 30 dniowego śniadaniowego projektu. To co, zaczynamy?




Dzień dziewiąty

Zestawienie z tamtego tygodnia uświadomiło mi, że za mało w moim życiu owsianki, która szczególnie w zimowym okresie jest dla naszego organizmu niesamowitym zastrzykiem energii. Pamiętajcie, że dobrze zrobiona owsianka może być tak dobra jak jajecznica na boczku....no prawie:)

OWSIANKA RAFAELLO




Składniki:
pół szklanki płatków owsianych
szklanka wody
dwie szczypty soli morskiej
wiórki kokosowe
suszone banany
orzechy i nasiona
miód


Owsiankę mieszamy z wodą i solą, gotujemy dosłownie parę minut. Gorącą posypujemy wiórkami i polewamy miodem (pachnie jak rafaello) . Na końcu dodajemy odrobinę suszonych bananów, orzechów i nasion. Smacznego:)

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Co tam kochanie masz na śniadanie - podsumowanie tygodnia

Tak jak obiecałam w każdy poniedziałek będę dodawać propozycję śniadaniowe z całego tygodnia.
Jeżeli ktoś nie jest w temacie, to TUTAJ  może poczytać o moim śniadaniowym projekcie.
Bez zbędnych ceregieli zaczynamy, bo szkoda czasu - trzy, dwa, jeden, start!

Dzień drugi - JAJECZNICA PIKANTNA


 Składniki:
2 jajka

3 suszone pomidory z oliwy

1 papryczka chili
ćwiartka czerwonej cebuli
ser feta
mleko
papryka
Na rozgrzaną patelnię dodaje pokrojoną cebule w piórka, papryczkę oczyszczoną z nasionek(one dają ostrość) i pokrojoną w paski oraz drobno pokrojone pomidory z odrobiną oliwy. Smażę przez chwilę na średnim ogniu, dodaję jajka i chlust mleka, jak jajka się zetną, doprawiam odrobiną papryki słodkiej i pokruszonym serem feta. Podane do stołu z grzankami i herbatą Earl Grey.


Dzień Trzeci - KANAPKI Z SEREM I TAJSKIM SOSEM




Składniki:

masło
bagietka z ziarnami
ser żółty cheddar
ogórek konserwowy
słodki sos chili- tajski

Do popicia domowa "herbatka", do litrowego dzbanka wrzucam dwie garści suszonej żurawiny, zalewam wrzątkiem, dodaję dwa plastry świeżego imbiru ze skórą, dwa plastry limonki. Gotowe, smacznego

piątek, 9 stycznia 2015

Owsiak i Orkiestra Świątecznej Pomocy powodem rozpadu rodziny, czyli wieści z Polski


W Polsce uwielbia się niszczyć ludzi z marzeniami i z pasją do życia! Trzymaj się Jurek, oby takich jak Ty było więcej!





Takie oto zdjęcie i komentarz zamieściłam wczoraj wieczorem na swoim profilu "fejsbukowym"
Muszę powiedzieć, że dawno nic mnie tak nie poruszyło jak nagonka na Jerzego Owsiaka i Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
Nie powinnam być zaskoczona, bo wiele razy w historii świata mogliśmy się przekonać, że tłum łatwo podjudzić, zmanipulować i zachęcić do demolki. No wiecie, przykładem może być takie murzyńskie getto na przedmieściach Nowego Jorku. Jeden wypada z bejsbolem na ulicę, wskakuje na samochód i krzyczy - Biały mnie bije!!!! Nie ważne, że Białego to nikt na tej dzielnicy nie widział od 50 lat, ale co tam, skoro biją, trzeba walczyć. No i wypadają inni na ulicę, organizują się w grupy, jedna podpala samochody, druga wybija szyby w sklepach. Wszyscy biegają wkoło i próbują dorwać Białego, co to podobno bił Czarnego. Nad ranem emocje opadają, bieganie za Białym się znudziło, Murzyni rozchodzą się do domów, a na ulicy pozostaje pies z kulawą noga, dwóch bezdomnych, dymiące się opony, porozwalane koszyki sklepowe. Jednym słowem, obraz nędzy i rozpaczy. Wpada policja, pyta się co się stało? - A nic, Panie władzo - Białego pobili - wzruszając ramionami odpowiada bezdomny.

        
 I tak właśnie wygląda sprawa z Owsiakiem, ktoś pierwszy chwycił tego przysłowiowego bejsbola i krzyknął - Owsiak nas okrada! - i to wystarczyło, żeby lawina potoczyła się dalej, zostawiając za sobą obraz nędzy i rozpaczy, a raczej obraz społeczeństwa z zardzewiałym sercem. Tak, bo takie serce powinien przykleić sobie każdy, kto pluje na Owsiaka.
Ja należę do pokolenia orkiestrowego, bardzo dobrze pamiętam te skromne początki "grania", gdzie praktycznie biegało się po ulicach Szczecina i szukało wolontariuszy z puszką. Pamiętam pierwsze papierowe serduszka, pamiętam radość z tego, że mimo to, że dałam tylko parę groszy, to mogę poczuć się częścią czegoś wielkiego, czegoś wzniosłego.
I ten szalony Jurek w żółtej koszuli , zarażał wszystkich swoim optymizmem i radością życia. Pokazał nam, że można robić coś wielkiego i coś poważnego na wesoło. Te pierwsze finały Orkiestry Świątecznej to jedna wielka narodowa euforia radości, bez względu na wiek, czy zapatrywania polityczne i cieszę się, że dane było mi to przeżyć.
Teraz Orkiestra wygląda całkiem inaczej, to jest potężna machina, wielkie przedsiębiorstwo prężnie działające. Same finały nie wzbudzają już tyle emocji, co kiedyś, mimo, że są bardziej spektakularne, z coraz bogatszymi sponsorami i z coraz większą ilością namolnych celebrytów. Orkiestra się zmieniła, bo my się zmieniliśmy, świat się zmienił, dorasta pokolenie dla którego Orkiestra jest tak oczywista jak prezenty pod choinką. Miałam napisać jak Boże Narodzenie, ale co bardziej wrażliwe osoby mogłyby się oburzyć na takie porównanie.
I teraz to młode pokolenie patrzy się, jak Ci co tą historię z Owsiakiem tworzyli, plują mu w twarz, oskarżają i wytykają palcami.
Jak tak można? Jak wam nie wstyd? Siedzicie ukryci w cieniu telewizora  i wyzywacie człowieka od złodziei, oszustów? Macie na to dowody, zapadł wyrok sądu?
Przecież on nigdy nie powiedział, że będzie to robił za darmo, to jest jego praca, jego sposób na życie, on też ma rodzinę, ludzie co z nim pracują też mają rodziny, muszę z czegoś żyć.
Dorobił się fortuny? I bardzo dobrze! Zasłużył!
Nie ma co ukrywać, Owsiak jest bogaczem o wielkim sercu. człowiekiem sukcesu, z głową pełną planów i dobrych uczynków.
A ty, ile masz dobrych uczynków na swoim koncie? Jak zadbałeś o swoją rodzinę?      
Krytykujecie jego sposób prowadzenia fundacji, choć wiedzy w tym temacie nie macie żadnej.
Bawicie się w księgowych, śledczych, prokuratorów, krzywdząc człowieka, jacy z was chrześcijanie?
Wstydzić się powinniście przed każdym dzieckiem, któremu sprzęt szpitalny z "serduszkiem" uratował życie.
Wstydzić się powinniście przed sobą, bo kiedyś przyjdzie taki czas, że Wy lub wasi najbliżsi na taki sprzęt będziecie zdani.
I co wtedy zrobicie, zerwiecie naklejkę z czerwonym serduszkiem, żeby nie raziła was w oczy?
Na szczęście tych przepełnionych goryczą i zazdrością jest mniej! Siła w nas, tych co grają z orkiestrą do końca świata i o jeden dzień dłużej. Orkiestra pomaga potrzebującym, ale pomaga też nam, dającym. Dzięki takim akcjom, choć raz w roku człowiek czuje się mniej anonimowy, czuje się potrzeby i czuje sie częścią czegoś znaczącego. Społeczeństwo potrzebuje takiego zastrzyku adrenaliny, takiej pigułki szczęścia I NIE DAJMY SOBIE TEGO ODEBRAĆ!

                  
Teraz pewnie się zastanawiacie, co ma wspólnego tytułowy rozpad rodziny , do tego co napisałam?
Tak jak wspomniałam powyżej, zdjęcie dodałam na "fejsbuku" i nieświadomie rozpętałam rodzinną wojnę. Przysięgam, wcale tego nie planowałam, bo nawet mi przez myśl nie przeszło, że ktoś z mojej rodziny może mieć odmienne zdanie od mojego. No, ale człowiek całe życie się uczy, co nie?
Zaczęło się niewinnie od mojego Osobistego Wujka, który stwierdził, że mało wiem, bo mnie tam nie ma.
No to ja mu na to, że z dystansu widać lepiej.
No to się dowiedziałam, że naiwna jestem.
Dalej dołączył się do rozmowy szwagier wujka i od słowa do słowa doszliśmy do kościoła i dawania na tacę.
Według szwagra dawanie na tacę jest dobrowolne i nikt go nie zmusza, a Owsiak to chyba wędką wyciąga z portfela?
Okazało się że nie wędką, bo kradnie zwyczajnie od lat - według szwagra wujka
No to ja stwierdziłam, że wolę dać Owsiakowi, niż na tacę
To się mnie Wujek zapytał, czy dużo położyłam na tą tacę, że tak wypominam niby
No to ja się zapytałam, czy o zwrot się można starać?
Tak sobie grzecznie dyskutowaliśmy na powyższy temat i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ślepota Sznupka. Sznupek podczytywał naszą rozmowę na telefonie i wydawało mu się , że dyskutuję z kimś obcym na otwartym forum. Długo nie myśląc wyraził swoje poglądy wspominając coś o teoriach spiskowych i kretynach.
Omal nie zemdlałam!
Sam jesteś kretynem! -  Odpisał szwagier wujka - Na dodatek chyba z PO - dodał
No i na scenie pojawiła się żona szwagra wujka.
Jak się nie ma argumentów to się wulgaryzmów używa! - napisała
Przyznałam jej rację w sprawie wulgaryzmów i powiedziałam, że za karę Sznupek pójdzie spać bez kolacji.
Sznupek stwierdził, że kretyn to nie wulgaryzm, a jedynie stan umysłu.
Następnie pojawiła się córka sąsiada o chamskim usposobieniu. To znaczy nie wiem, czy o chamskim, ale tak stwierdziła żona szwagra wujka, więc tylko cytuję
Później było coś o księżach co kradną i do burdeli chodzą.
Na co żona szwagra wujka chciała dowodów i że bez tego nie wolno oskarżać
O zaiste - pomyślałam, co za ironia losu!
Następnie rozmowa całkowicie zmieniła tor, gdy pojawiły się moja koleżanka, koleżanka siostry i szwagierka.
Moje dziecko korzystało ze sprzętu , który podarowała Orkiestra Świątecznej Pomocy - napisały dziewczyny.
I tak szybko jak pojawiły się argumenty, tak szybko zniknęli oponenci, po angielsku mogłabym rzec.

W międzyczasie co bardziej wstydliwi zwolennicy Owsiaka "lajkowali" zdjęcie, a tacy mega wstydliwi, to tylko czytali i się śmiali pod nosem, że znów Sznupcia w rodzinie rewolucje robi. Oczywiście nie napiszę, kto się pod nosem śmiał, bo obiecałam, że tajemnicy dotrzymam.  
Dyskusja na "fejsbuku" ucichła późną nocą, choć ta w domowym zaciszu pewnie jeszcze trwa. My wybieramy się latem do Polski i nurtuje nas jedno pytanie, czy dostaniemy szklankę herbaty na przywitanie, czy będziemy musieli się wprosić do Owsiaka?

                    

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Co tam kochanie masz na śniadanie? - 30 propozycji śniadaniowych


No właśnie, dzień dobry, co tam dzisiaj dobrego mieliście na śniadanie? Śniadanie to bardzo ważny posiłek dnia. Jakie śniadanie taki cały dzień, pokaż mi swoje śniadanie, a powiem wam kim jesteś. Znacie te powiedzenia? Nie? To nie tak było? No dobra, może coś pomyliłam, ale to tylko dlatego, że nie jadłam jeszcze śniadania,  a kawa nie zaczęła działać.
O śniadaniach można by dyskutować godzinami, bo ile ludzi, tyle opinii. Jedni uważają, że dzień można zacząć od kawy i papierosa, jeszcze inni, że banan i woda mineralna załatwią strawę, znam tez ludzi , co od lat na śniadanie jedzą płatki z mlekiem. Inni się z tego śmieją zajadając parówki z musztardą lub jajka z majonezem.
Patrząc na siebie, uważam, że można określić charakter człowieka po jego śniadaniu. Nie wyobrażam sobie jeść na śniadanie codziennie tego samego, nawet jeżeli coś mi smakuje, to jednak wolę coś nowego , coś  innego. I taka właśnie jestem, rutyna mnie nudzi, lubię ciągłe zmiany, nie jestem systematyczna, mam słomiany zapał, ale wcale nie uważam tego za wadę, bo przynajmniej jestem kreatywna i otwarta na świat i nowe doznania, nie boję się ryzykować.
Wiem, wiem, nie ma to jak się wychwalać od samego rana, no ale kto mnie zna lepiej, niż ja sama? No i do tego , to bardzo zdrowo się tak zmotywować przed śniadaniem, trawi się lepiej i tłuszcz się lepiej spala. Podobno....
Są ludzie, którzy lubią na śniadanie jeść codziennie owsiankę, w tym samym talerzu, czytając tą samą rubrykę w porannej gazecie i takie osoby kojarzą mi się z perfekcją, życiową pedanterią i planem na następne 10 lat. Trochę tacy przewidywalni, ale zazwyczaj w życiu osiągają wiele.  
Sznupek na przykład, nie jada śniadań. On dzień zaczyna od papierosa i kawy i o ironio, wtedy najlepiej się czuje. Wiele razy próbowałam zmienić jego nawyki i szykowałam mu śniadanie przed pracą, ale to go tylko rozleniwiało i wprowadzało w zły humor, a przecież nie o to chodzi w śniadaniu, prawda? Sznupek ma na to swoje wytłumaczenie, uważa, że ludzie z wielkim umysłem nie jedzą śniadań, bo od rana tyle myśli zaprząta ich mądre głowy, że nie mają czasu na jedzenie. Podobno Albert Einstein nie jadał śniadań:)



Dlaczego o tym piszę? Postanowiłam przez następny miesiąc pokazywać Wam co jem(y) na śniadanie, 30 dni - 30 propozycji śniadaniowych. Robię to dla siebie, aby później przeanalizować moją dietę i jej efekty, sprawdzić co robię dobrze, a nad czym muszę jeszcze popracować. Obiecuję, że nie będę oszukiwać, jak zjem na śniadanie tosta z masłem i cebulą , to takie śniadanie też wam pokażę. Mam też nadzieję, że w tym całym projekcie znajdziecie natchnienie i wypróbujecie moje przepisy.
Codziennie będę wklejać zdjęcie śniadania na fejsbuku wraz z przepisem, a raz w tygodniu będę robić zestawienie na blogu ( w każdy poniedziałek). Jeżeli chcecie być na bieżąco, to zapraszam na naszą stronę fejsbukową - KLIKNIJ TUTAJ - a jeśli nie posiadacie konta na FB to znajdziecie przepisy tu na blogu, jedynie z małym opóźnieniem. No to co? Zaczynamy?

Propozycja 1
Pasta z makreli , bagietka z ziarnami, zielona herbata z cytryną, anyżem i goździkiem



Składniki:
300 g wędzonej makreli
180 g serka Philadelphia
1 czerwona papryka
1 czerwona cebula
3 ogórki konserwowe
1 łyżeczka chrzanu
koperek suszony(opcjonalnie)
pieprz
cukier

Warzywa drobno kroimy, makrele obieramy ze skóry i rozdrabniamy widelcem. Dodajemy odrobinę cukru, 2 szczypty pieprzu i 4 szczypty suszonego lub świeżego koperku. Mieszamy z serkiem i odstawiamy do lodówki. Najlepiej jak się przegryza przez noc. 
Zieloną herbatę zaparzamy w litrowym dzbanku, dorzucamy plastry cytryny, gwiazdkę anyżu i dwa goździki. Smacznego:)  

   



       
   

piątek, 2 stycznia 2015

Podróże i kulinaria, czyli historia amerykańskiej zupy chowder

Wszelkie źródła podają, że chowder to  gęsta i kremowa zupa z owocami morza lub warzywami pochodząca ze Stanów Zjednoczonych. W pewnym sensie wszystko się zgadza, bo chyba każdy podopieczny Obamy zna i lubi tą zawiesistą zupę. Jednak zanim chowder pojawił się na amerykańskich stołach musiał przebyć długą drogę z małej wioski na północy Szkocji. Wioska mała i senna, słynąca od wieków z wędzonego łupacza , przepysznej ryby poławianej w okolicznych wodach Atlantyku. Klimat w tamtych stronach nie rozpieszcza, zima jest długa , mroczna i deszczowa, wiatry wieją niespokojne. Często było tak, że gospodynie miały w swoich spiżarkach jedynie ziemniaki i cebulę oraz duże zapasy wędzonego łupacza. Trudno powiedzieć kto pierwszy wpadł na ten pomysł , aby wędzoną rybę ugotować w mleku i ziołach, dodać uduszonych ziemniaków i cebulę, zagotować to razem i podać na stół z pajdą świeżo upieczonego chleba. Może to była żona rybaka, albo żona sołtysa, ktokolwiek to wymyślił, zasłużył na kulinarnego Nobla, zupa była tak dobra, że nie udało się  utrzymać jej w małej wiosce i ktokolwiek zawitał do wioski zabierał ją ze sobą w dalszą drogę.
http://www.telegraph.co.uk/foodanddrink/foodanddrinkpicturegalleries/9973633/10-British-foods-with-strange-names.html?frame=2528063

Cullen Skink, bo tak nazywa się zupa, wyruszyła w świat, podążając za Szkotami w poszukiwaniu chleba i lepszego życia. Dotarła też do USA, gdzie bardzo szybko zrobiła karierę w amerykańskiej kuchni, a skoro trafiła na amerykańskie stoły, to musiała pojawić się w niej kukurydza, a łupacz został zastąpiony mulami, krewetkami, lub bekonem. Zamiast mleka pojawiła się też śmietana, pojawiła się też nowa nazwa, co mnie zresztą nie dziwi, bo jak tu zrozumieć Szkota i to jeszcze z północy. Tak właśnie narodził się amerykański chowder, zupa która nie bała się wyruszyć w podróż na drugi koniec świata.                        

zdjęcie z internetu

 
zdjęcie z internetu

zdjęcie z internetu


Skoro tak dobrze jej poszło w Ameryce, to czas zabrać ją w kolejną podróż, tym razem do Polski, może też ją pokochacie? Co ja mówię, na pewno ją pokochacie! Jest przepyszna, jest kremowa i rozgrzewająca, w sam raz na zimowe chłody. Dzisiaj polecam wam wersje z boczkiem wędzonym, porem i kukurydzą, ale bądźcie pewni, że niebawem zaproszę was na wersje z wędzonym łupaczem.

Zupa Czałderek



Składniki:

2 nogi z kurczaka
150 g boczku wędzonego
2 kg ziemniaków
2 marchewki
2 pory
puszka kukurydzy
szklanka mleka
4 ząbki czosnku
tymianek
zielona pietruszka
sól/pieprz/cukier 

Zaczynamy od przygotowania bulionu. Kurczaka, marchew, kilogram obranych ziemniaków(w całości), por pokrojony w grube talarki zalewamy wodą, dodajemy sól i łyżkę cukru, gotujemy, aż mięso i warzywa będą miękkie, ale uważamy, żeby nie rozgotować. Wyciągamy z bulionu mięso i ugotowane warzywa. Do bulionu wrzucamy kukurydzę z puszki, pokrojonego w talarki pora, obrane ziemniaki pokrojone w grubą kostkę, dwie garści posiekanej pietruszki i tymianku, sporo pieprzu i czosnek posiekany lub pokrojony w plasterki, gotujemy na małym gazie.
Boczek pokrojony w drobną kostkę podsmażamy na patelni, pod koniec smażenia dodajemy zmiksowane warzywa, które wcześniej ugotowaliśmy (ziemniaki, por, marchew).
Warzywa należy zmiksować na gładko.
Następnie wszystko dodajemy do garnka i mieszamy, podlewamy szklanką mleka, lub śmietaną. Gotujemy pod przykryciem, aż nam się wszystkie składniki wymieszają i przegryzą. Na koniec możemy dodać też kurczaka w kawałkach. No to wszystko  gotowe, właśnie stworzyliśmy swojskiego czałderka, którego przodkowie pochodzą ze Szkocji:)